Umberto Eco stał się popularnym pisarzem za sprawą bestsellerowej powieści „Imię róży”. Warto jednak pamiętać, że był także filozofem, mediewistą i badaczem kultury masowej. Prócz powieści publikował prace naukowe i eseje. Natomiast dzięki książce „Jak podróżować z łososiem” można dowiedzieć się jakim Umberto Eco był felietonistą. Część z tych tekstów pochodzi z lat 1975-1991 i pierwotnie była publikowana w mediolańskim tygodniku „L’Espresso”, a następnie wydana w tomie „Zapiski na pudełku od zapałek”. Pozostałe powstawały w latach 2004-2014 i po raz pierwszy ukazują się w formie książkowej.
„Jak podróżować z łososiem” to zbiór 45 felietonów. Dziesięć z nich polscy czytelnicy poznają po raz pierwszy. Wszystkie z nich mają taką samą formę, przypominającą na pierwszy rzut oka poradnik. Jednak jeśli nie wiecie jak „inteligentnie spędzić urlop”, „pisać wstęp”, „mówić o zwierzętach”, „dokonywać inwentaryzacji” czy „karać nadawców spamu”, tu dostaniecie odpowiedź, ale zupełnie inną, niż można się spodziewać po tytułach felietonów. Umberto Eco przede wszystkim tropi nonsensy wzięte z życia zwykłego człowieka. Pokazuje jaki jest współczesny świat i w którym kierunku zmierza.
Niektóre teksty powstały kilka dekad temu. Pisarz zwracał wtedy uwagę na absurdy biurokracji. Dowiemy się jak trudno było zdobyć trzydzieści lat temu wtórnik skradzionego prawa jazdy, czy korzystać się z kilkusetstronicowej instrukcji obsługi komputera. Z jednej strony następuje wielki postęp, ale oprócz tego pewne zasady dotyczące choćby inwentaryzacji na uczelni wymagają burzy mózgów całej komisji naukowców. Bo jak zinwentaryzować taki papier toaletowy? Te najstarsze teksty z jednej strony mogą trącić myszką, ale wiele z nich wciąż są aktualne – jak choćby ten dotyczący bezsensu kupowania gadżetów – pod tym względem nic się nie zmieniło.
W tytułowym felietonie „Jak podróżować z łososiem” zobaczymy jak nowo zainstalowany program komputerowy w hotelu uniemożliwia normalne potraktowanie człowieka, bo nie uwzględnia tego, że ktoś może postępować inaczej niż wszyscy, poza schematem. Władzę nad światem przejmują komputery. Umberto Eco pisze o tym posługując się ironią oraz ciętym językiem. Prowokuje i kpi, ale po to by zauważyć istnienie problemu, a nie by wyśmiać i obrazić człowieka. Delikatnie próbuje nam pokazać, w którym kierunku podążać, żeby zauważyć istotę sprawy, a nie skupiać się na nieistotnych drobnostkach. Zamiast bzdurnych gadżetów proponuje lektury dzieł filozofów, ale łatwiejsze w odbiorze. Innym razem każe iść na całość i wyśmiewa się z dzieł proponowanych inteligentom przez czasopisma kulturalne.
Nie brakuje w tych tekstach ujęcia humorystycznego. Widoczne jest to już w pierwszym felietonie pt. „Jak grać Indianina”. Podczas lektury tych tekstów może się okazać, że śmiejemy się sami z siebie, a pod żartem kryją się poważne problemy. Umberto Eco w sposób prześmiewczy wyraża się o ludziach, którzy za wszelką cenę chcą być popularni, a przy okazji przypomina, że sława kiedyś związana była ze szlachetnym czynem dokonanym dla dobra innego człowieka. Dzisiaj wielu zapomniało o wartościach, liczy się rozgłos, nie trzeba zrobić nic ważnego. W tych żartobliwych i napisanych w sposób lekki felietonach pisarz rozważa kwestie najważniejsze dla człowieka. Mówi o zapomnianych wartościach (przypomina choćby o tym, czym jest reputacja), sensie naszej egzystencji w połączeniu z tymi drobnymi elementami na nią się składającymi. Dzięki temu dokonuje pewnego oczyszczenia drogi na której się znajdujemy i pokazuje dokąd zmierzamy.
Felietony w sumie czytam rzadko, ale planuję otworzyć się na ten gatunek, a te wydają się interesujące. Ponadto jakoś do tej pory nie miałam okazji sięgnąć po nic napisanego przez Umberto Eco, a do „Imienia róży” zupełnie mnie nie ciągnie (niesłusznie?), więc tak sobie myślę, że to dobry pomysł, aby sprawdzić czy mi Eco podpasuje czytając właśnie tę książkę.
Niesłusznie! Bo „Imię róży” nie jest zwykłym kryminałem osadzonym w średniowiecznej Europie. To dzieło o podłożu filozoficznym, wielowarstwowe, a przy tym autor mistrzowsko bawi się gatunkiem. Wydaje mi się, że Tobie ta książka jak najbardziej powinna przypaść do gustu.
A co do esejów U. Eco to także gorąco je polecam. Włoch może pochwalić się niezwykle lekkim piórem, a przy tym przenikliwym spojrzeniem na kulturę masową. Jego obserwacje są ogromnie interesujące.
No dobrze, przekonałeś mnie, będę musiał się kiedyś zabrać za tę książkę. 😉 Niemniej poznawanie twórczości Eco zacznę właśnie od esejów – na obecną chwilę ciekawią mnie o wiele bardziej. 🙂
Książka „Imię róży” właśnie dlatego jest tak interesująca, że autor z jednej strony bawi się gatunkiem, ale ukrywa w tej opowieści coś więcej. W felietonach postępuje podobnie – na zewnątrz mamy żart oraz ironię, ale głębiej znajdziemy ciekawe obserwacje i analizy społeczne.
Rety, wychodzi na to, że ta książka jest naprawdę w moim stylu, tylko ja mam jakieś niewytłumaczalne (dosłownie, nie potrafię ich wytłumaczyć) opory. Będę musiała w końcu spróbować.