Roma Ligocka jest znana w kraju i na świecie nie tylko jako pisarka, ale również malarka. Dzięki książce „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” zyskała największą sławę, a tytuł stał się bestselerem. Nic dziwnego, ponieważ autorka po tym jak rozpoznała siebie w filmie „Lista Schindlera”, postanowiła napisać wspomnienia, skupiając się na czasach wojny. Potem pojawiły się kolejne książki. Wszystkie, które czytałam łączy jedno – są napisane w sposób osobisty i pełne autorefleksji oraz emocji.
Książka „Jeden dobry dzień” od początku skraca dystans między czytelnikiem a narratorką. Mamy do czynienia z przemyśleniami na temat egzystencji i tego, że warto dobrze przeżyć każdy kolejny dzień, który jest nam dany. Moje uogólnianie brzmi kolokwialnie, ale Roma Ligocka zastanawia się nad tym, co ją do tej pory spotkało. Dzieli życie na rozdziały, jednocześnie ustalając, które z nich okazały się najbardziej istotne. Czy będzie to miłość, przyjaźń, praca, podróże, czy przyjaciele? O tych najbardziej osobistych kwestiach pisze się najtrudniej, ale pisarka zauważa, że z czasem do wszystkiego nabiera się pewnego dystansu i wtedy dopiero widać, co było istotne, a co nie.
Codzienność i pewna rutyna nie zawsze pozwalają na to, by każdy dzień przeżyć w sposób w pełni świadomy. Dopiero moment, kiedy bliska osoba oświadcza nam, że właśnie dowiedziała się, że ma raka, uzmysławia człowiekowi, że każdy taki dzień jest nam istotny, bo nie wiemy czy przed nami będzie kolejny. Kiedy nienazwany przyjaciel Romy dowiaduje się, że odchodzi, Roma postanawia być przy nim blisko. Jest między nimi pewna więź. Odbywają częste rozmowy, pojawiają się plany na przyszłość. Mężczyzna często śle do narratorki smsy, kiedy dzieli ich pewna odległość. Jednak nie są mu dane dalekie wyjazdy. Choroba stopniowo odbiera siły i nie pozwala na intensywny wysiłek.
Kobieta ma świadomość, że bliska jej osoba stopniowo gaśnie. Za wszelką cenę chce być jak najbliżej. Wspiera mężczyznę tak, jak potrafi. Daje mu rosół, bo to przecież najlepsze lekarstwo na wszystko, czy przynosi pomarancze do szpitala. Ta forma obrony przed tym, co nieuniknione, oczywiście niewiele daje. Roma jednak zrobi wszystko, by jej przyjaciel choć na chwilę poczuł się lepiej. Pragnie być jak najbliżej. Dodaje mężczyźnie otuchy i stara się być przy nim. Wie, że to jedyne, co może zrobić.
Roma Ligocka opisuje rok odchodzenia bliskiego człowieka i skupia się na uczuciach, które towarzyszyły tej obecności. Każdy dzień mógł okazać się tym ostanim. Ważne było, żeby był to czas spędzony razem. Widzimy, w jaki sposób autorka żegna się z człowiekiem, który był dla niej ważny. Zmaga się ze skrajnymi czasem uczuciami. Bo jak się pogodzić ze świadomością, że codziennie jest mniej przyjaciela. Pojawia się rozpacz, poczucie bezsilności, ból, ale też chwile radości i nadziei.
„Jeden dobry dzień” to niełatwa książka, choć pochłania się ją w kilka chwil. Chcemy wiedzieć, jak bohaterka radzi sobie z każdym kolejnym dniem i zamienia go w coś pięknego. Mimo, że mowa w niej o ludzkich słabościach, trudnych emocjach towarzyszących odchodzeniu a potem radzeniu sobie z żałobą, jednocześnie otrzymujemy pochwałę codzienności. Roma Ligocka wyraża w niej zachwyt nad tym, co z natury jest przez człowieka niedoceniane. Pisze o cudzie, jakim jest każdy zwykły dzień. Pokazuje, że innego nie będzie, więc warto spojrzeć na tę codzienność w pozytywny sposób.
Moja dziewczyna to fanka Romy Ligockiej. Przyznaję, że bardzo ułatwia mi to sprawianie jej udanych prezentów książkowych. O tym dziele chyba jeszcze nie słyszała, dlatego tym chętniej jej je sprezentuję 🙂
To najnowsza książka tej artystki. Chociaż większość osób patrzy na Romę Ligocką z perspektywy „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, to warto poznać inne dzieła Romy Ligockiej , ponieważ pisane są poprzez emocje.