Konflikt izraelsko-palestyński wzbudza ogromne emocje na całym świecie, ale przecież nie jest to problem natury teoretycznej, a coś co dotyka ludzi. Ci ostatni powinni być najważniejsi, a nie dana opcja polityczna. Mam wrażenie, że wciąż w nas za mało empatii, by chcieć czy umieć zrozumieć ofiary konfliktu. Kiedy myślę o Izraelu i Palestynie zastanawiam się, czy jest jakieś dobre rozwiązanie, które by przyniosło spokój w tamtym rejonie, ale niestety go nie dostrzegam. Zauważam jednak, że pojawiły się książki, dzięki którym mogę zobaczyć tę rzeczywistość ze strony zwykłego człowieka, takiego jak bohater książki „Jeden dzień z życia Abeda Salamy” napisanej przez Nathana Thralla.
Autor za ten reportaż otrzymał Nagrodę Pulitzera 2024. Nathan Thrall jest amerykańskim dziennikarzem i eseistą, który od lat mieszka w Jerozolimie. Uznawany jest za znawcę tematu, jeśli chodzi o konflikt między Izraelem i Palestyńczykami. Dzięki książce zobaczymy, jak żyje się w tej części świata, w której jedni od drugich oddzieleni są wysokim murem. Budzi to we mnie jakieś znane i niepokojące skojarzenia.
Abed Salama mógłby być zwykłym, anonimowym człowiekiem, gdyby nie pewien wypadek. Jego pięcioletni synek wraz ze swoją grupą udał się na wycieczkę. Czekał na nią niecierpliwie, był nią niezwykle podekscytowany. Milad, jak większość dzieci, uwielbiał takie eskapady. Nie przejmował się beznadziejną pogodą. Deszcz nie mógł mu zepsuć humoru. Tymczasem właśnie rodzice obawiali się kiepskiej pogody, ale ostatecznie autobusy ruszyły w drogę. W pewnym momencie, Abed dowiedział się, że doszło do wypadku autokaru na drodze. Postanowił ruszyć i odszukać swoje dziecko.
Zaczyna się wyścig z czasem.
Dostęp do szpitali okazuje się utrudniony z wielu powodów. Kiedy Salama dociera na miejsce wypadku, widzi, że to był autobus, w którym przebywało jego dziecko. Próbuje dotrzeć do najbliższego szpitala, ale nie może tego zrobić tak po prostu. Nie wszędzie wolno mu pojechać, ponieważ teren podzielony jest murem, którego nie da się łatwo przekroczyć. Ponadto ma niewłaściwy kolor dokumentów, dlatego władze nie chcą wpuszczać ot tak. Nawet jeśli chodzi o życie syna, musi prosić o możliwość udania się do szpitala.
Nathan Thrall nie od razu odpowiada nam na pytanie, co dzieje się co z Miladem. Dzieli opowieść w taki sposób, że napięcie rośnie. Zanim odkryjemy co się wydarzyło podczas wypadku, kiedy przyjechała pomoc, co się stało z ofiarami, najpierw poznamy losy ojca. Czy rzeczywiście Abed Salama był takim zwyczajnym człowiekiem? Dlaczego jego dokumenty są niewłaściwe i co to w ogóle znaczy? Jak Abedowi mieszka się w państwie podzielonym murem separacyjnym i jak to wpływa na jego codzienność?
Po lekturze reportażu zobaczyłam, jak bardzo skomplikowane może być życie w Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu. Wypadek autobusu z małymi Palestyńczykami unaocznia, jak wiele utrudnień czeka ludzi, którzy nie mogą przedostać się na drugą stronę muru. To jednak nie wszystko. Dowiadujemy się, dlaczego powstał, jak komplikuje życie mieszkańcom tego terenu, kogo i od czego ma oddzielać. Jak skutkuje nienawiść jednych ludzi do drugich i odwrotnie? U nas trudno się o tym dyskutuje, ponieważ często krytyka Izraela powoduje oskarżenia o antysemityzm. Natomiast w książce autor przybliża nam historię tego miejsca i pokazuje, jak się zmieniała sytuacja polityczna i jak wpływała na życie zwykłych ludzi, jakie są tego skutki. Nathan Thrall pisze o tym w sposób przystępny, zrozumiały, ale w żaden sposób nie skupia się na sobie, a na ludziach z którymi rozmawiał. Ich losy i przeżycia są tak trudne pod względem emocjonalnym, że nie da się tej książki czytać jednym tchem. Chwilami odkładałam reportaż, ponieważ ten ładunek emocjonalny był dla mnie zbyt przytłaczający. Z jednej strony chcemy wiedzieć co będzie dalej, ale im znajdziemy się bliżej końca, tym jest trudniej. Warto jednak prześledzić dokładnie to, co mają nam do powiedzenia bohaterowie książki „Jeden dzień z życia Abeda Salamy”, jak i sam autor.
PS Reportaż na język polski przełożyła Monika Bukowska.