„Kolekcjoner śniegu” – Jan Štifter

Kolekcjoner śniegu, Jan ŠtifterJan Štifter jest czeskim twórcą, którego prozę możemy po raz pierwszy poznać za sprawą powieści „Kolekcjoner śniegu”. Książka otrzymała wiele wyróżnień, w tym nagrodę czytelników konkursu „Čzeská kniha”, więc sięgając po nią liczyłam na historię intrygującą, zmuszającą do myślenia. Co otrzymałam? Dodam jeszcze, że powieść „Kolekcjoner śniegu” na język polski przełożyła Anna Radwan-Żbikowska. Po raz pierwszy zetknęłam się z jej tłumaczeniami za sprawą lektury trylogii dla młodzieży pt. „Truchlin” Vojtěcha Matochy.

Śledząc akcję powieści „Kolekcjoner śniegu” szybko odkrywamy, że nie ma tu jednego głównego bohatera. Jest za to wspólne miejsce, Czeskie Budziejowice. Poznajemy między innymi historię tytułowego kolekcjonera. Czy można zbierać śnieg i zatrzymać go na zawsze? Tata małego Dominika udowodnił, że tak. Kiedy ulepiony zimą bałwan zaczynał się roztapiać, wystarczyło go zmniejszyć i umieścić w zamrażarce. W ten sposób jednocześnie wywołać radość na twarzy chłopca. Dorosły Dominik kontynuuje to, co pokazał mu ojciec. Pewnego dnia młody mężczyzna odkrywa przy swoim łóżku ducha. Czy Dominik postradał zmysły?

W 1956 roku w tym samym mieście ducha widzą Adi oraz Karlos. Pierwszy chłopiec posiada niefortunne imię Adolf, za to drugi ma romskie korzenie. Takie dzieci nie mają łatwo. W latach trzydziestych ubiegłego wieku zamiast duchów mamy Františka Pumprle, który otwiera zakład pogrzebowy. W Budziejowicach Niemcy i Czesi żyją obok siebie, więc nie dziwi, że młody człowiek ma mieszaną krew. František z przyczyn ekonomicznych chce założyć niemiecki zakład pogrzebowy, bo czeskie już są. Odnosi sukces.

W powieści zobaczymy, jaki wpływ będą miały czasy na swoich bohaterów. Jak wyglądały stosunki czesko-niemieckie w dwudziestoleciu międzywojennym, czy sytuacja Romów tuż po wojnie? Pewne problemy znamy z własnego podwórka, choć wciąż trudno o nich się mówi. Kiedy zbrodni dokonują Niemcy czy Sowieci łatwiej to wyrazić, niż gdy mamy opowiadać o tym, co robili „nasi” innym.

W „Kolekcjonerze śniegu” Jan Štifter kreśli niewygodną historię. Taką, którą wielu wolałoby zapomnieć. Oglądamy zakazane związki czesko-niemieckie, a także to co działo się z Romami po wojnie. Przypomina to historie znane nam z własnego podwórka. Właśnie w takie miejsca zabiera nas autor. Nie przyglądamy się wielkiej historii, a zabawom dzieci, które doświadczają na własnej skórze tego, co niesie wiatr dziejów. Widzimy, czym jest bieda, brak miejsc do zabawy, a także czego już doświadczyli nasi bohaterowie.

Akcja powieści rozgrywa się w trzech różnych przestrzeniach czasowych. Śledząc poszczególne rozdziały, czujemy się zaintrygowani tym, jak pisarz powiąże te historie. Co połączy te postacie? Oglądamy ludzi wykluczonych, samotnych, dyskryminowanych tylko ze względu na to, że nie urodzili się Czechami. Jan Štifter pokazuje też, że rzadko uczymy się czegoś z lekcji historii. Wiele problemów wciąż jest żywych i aktualnych mimo upływu lat. „Kolekcjoner śniegu” to również piękna opowieść o pamięci. O tym jak niewiele wiemy o historii bliskich, choć nasi przodkowie mieli nam do przekazania ciekawą opowieść. Zastanawiamy się nad przeszłością dopiero wtedy, gdy nawiedzi nas duch…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *