Kilka dni temu premierę miała książka „Las, pole, dwa sobole” Joanny Stogi. Wprawdzie mamy do czynienia z debiutem literackim, ale autorka zbioru publikowała już swoje opowiadania na łamach kilku pism. Zawodowo artystka zajmuje się fotografią. Zdobyła uznanie w tej dziedzinie sztuki, doceniono ją licznymi nagrodami. Zresztą za twórczość pisarską, w czerwcu 2019 roku zdobyła trzecie miejsce w XXVII Konkursie Literackim im. Marka Hłaski.
Opowieści ze zbioru wprowadzają nas w nastrój kończącego się lata. Za chwilę zacznie się jesień, a tymczasem wciąż trwa sierpień. Ma być wyjątkowy i rzeczywiście tak się dzieje, choć w zupełnie inny sposób, niż spodziewała się główna postać. Kiedy wszystko wydaje się poukładane, wyjątkowe, nadchodzi wiadomość. Od tego momentu nic nie jest takie samo. Śmierć matki zmienia życie córki, której trudno poradzić sobie ze swoim poczuciem straty. Zostaje sama ze swoimi uczuciami.
Po tamtym życiu przetrwały zaledwie okruchy, ale zmarła także otrzymuje głos. Widzimy szpital oczyma zmarłej, kostnicę, w której można nieco zmarznąć. Zaskoczeniem dla samej zmarłej jest jej śmierć, a potem reakcje innych. Z kolei córka mierzy się ze stratą, ale nie czuje zrozumienia ze strony ludzi, z którymi się styka. Pozostaje jej tęsknota i smutek przeżywane w samotności. Żałoba dla wielu jest trudna do pojęcia, głównie z tego powodu, że nigdy nie byli w tej sytuacji, albo nie połączyły ich tak bliskie relacje z drugim człowiekiem, który potem nagle odszedł.
Joanna Stoga opisuje to, co trudno wyrazić za pomocą słów. Jak opisać uczucia? Fotograf potrafi zamknąć je w kadrze, ale ta umiejętność nie jest łatwa do opanowania. Jednak autorce się to udaje, również za pomocą słów, gdy tworzy opowieści o stracie. Wprawdzie ostatnio temat odchodzenia i żałoby często pojawia się w literaturze, ale w zbiorze Joanny Stogi jest to inaczej ujęte, niż np. w książkach: „Bezmatek” Miry Marcinów czy „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy.
„Las, pole, dwa sobole” może zwieść czytelnika niewielką objętością. Teksty są skondensowane i krótkie, pochłania się je w kilka chwil, ale ich ładunek emocjonalny jest ogromny. Okazuje się, że na ledwie stu stronach można zawrzeć naprawdę wiele. Szesnaście tekstów, które składają się na tę książkę, układają się w pewną całość. Historię bólu, straty i samotności, ale również nadziei. Autorka dodaje również humorystyczne elementy posługując się absurdem, które na chwilę zmieniają ładunek emocjonalny przekazu. Cykl życia dobiega końca i to opisuje Joanna Sobola, w sposób poruszający i minimalistyczny, nam pozostawiając to co niedopowiedziane, ale zamknięte w przedstawionej historii.