„Mój tata panda” – James Gould-Bourn

Mój tata panda, James Gould-BournPochodzący z Manchesteru James Gould-Bourn zanim opublikował swoją debiutancką książkę „Mój tata panda”, zajmował się usuwaniem min przeciwpiechotnych w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Postanowił jednak spróbować czegoś innego, dlatego napisał powieść. Stało się tak za sprawą sześciomiesięcznego kursu kreatywnego pisania, który zaowocował powieścią „Mój tata panda”.

Głównym bohaterem książki jest Danny, ojciec jedenastolatka. Kiedy ich poznajemy, okazuje się, że mija rok od śmierci żony Danny’ego. Mama Willa straciła życie w wypadku samochodowym. W kolizji uczestniczył również chłopiec. Na szczęście wyszedł z tego cało. Pod względem fizycznym nic mu już nie dolega, ale nastolatek od roku nie odezwał się do nikogo ani słowem. Nie pomogły konsultacje z lekarzami, nikt nie potrafił powiedzieć, czy to jest coś, co z czasem minie. 

Po roku od wypadku obu Malooleyom wcale nie jest łatwiej. Cierpią w ciszy i samotności. Tymczasem kłopoty wcale nie znikają. Pojawiają się nowe problemy. Chłopiec zmaga się z żałobą po matce, a także szkolnymi dręczycielami. Wie o tym tylko jego najbliższy przyjaciel, ale nawet we dwójkę nie potrafią sobie poradzić z silniejszymi przeciwnikami. Za to Danny popada w kłopoty finansowe. Bycie samotnym rodzicem oznacza obniżenie dochodów. Trzeba też dbać o pracę. Tymczasem na budowie, na której jest zatrudniony Danny wymagania są wysokie. Nie można się spóźniać, a kiedy mężczyzna nie stawia się na czas w miejscu pracy, zostaje zwolniony.

Poszukiwania zajęcia nie należą do najłatwiejszych. Zaleganie z opłatą za czynsz powoduje, że pan Malooley może stracić dodatkowo władzę w kolanach. Właściciel mieszkania nie cofnie się przed brutalną przemocą. By ratować sytuację Danny wpada na pomysł, że będzie pracował na ulicy… jako tańcząca panda. Szybko okazuje się, że wygłupy przebierańca nie należą do najłatwiejszych. Pieniędzy nie przybywa, ale pewnego dnia przebrany Danny, widzi Willa, któremu dokuczają rówieśnicy. Przepędza ich, a w zamian za to chłopiec odzywa się do pandy. Nie wie, że przemówił do własnego ojca.

James Gould-Bourn zmierzył się z historią, którą łatwo zmienić w ckliwy wyciskacz łez. Tak jednak się nie dzieje. Wzruszające momenty oczywiście się tutaj pojawiają, ale wzbogacone są o elementy humorystyczne. Danny okazuje się przekomiczną pandą, jego zmagania na ulicy to jedno wielkie pasmo zabawnych porażek. Z czasem mężczyzna trafia na kogoś, kto go  wesprze. Dla Danny’ego najważniejsze okaże się, że jego syn Will mówi. W momencie, kiedy się o tym dowiaduje, postanawia dotrzeć do chłopca i zmienić ich wzajemne relacje. 

Kiedy sięgnęłam po powieść, nic nie wskazywało, że będę miała okazję poznać niezwykle intrygujących bohaterów. Danny, zwykły pracownik budowlany niczym się nie wyróżniał, ale osoby, z którymi się styka się na swojej drodze, okażą się niezwykle barwne. Choć początkowo praca na ulicy staje się dla byłego budowlańca ostatnią deską ratunku, z czasem odnajdzie na niej właściwe dla siebie miejsce. Tylko czy uda mu się dotrzeć do Willa i poprawić wzajemne relacje? Tu widzimy, że nie jest to łatwa droga. Ojcostwo trzeba cały czas ćwiczyć, podobnie jak występy uliczne.

„Mój tata panda” to pełna ciepła opowieść, która również nie raz nas rozbawi. Autorowi udała się trudna sztuka, bo przecież mamy również do czynienia z historią o zmaganiu się ze stratą oraz budowaniu relacji z synem. James Gould-Bourn pisze o tym w taki sposób, że trudno się oderwać od książki. Zmusza nas też do refleksji, niezależnie od tego czy sięgnie po tę książką starsza młodzież, czy dorośli. Obie grupy znajdą tu coś dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *