„Monolok” – Paweł Sołtys

Monolok, Paweł SołtysPawła Sołtysa nie trzeba przedstawiać ani miłośnikom literatury, ani wielbicielom polskiej muzyki. Jako Pablopavo odsłania swą muzyczną stronę, a jako Paweł Sołtys zabiera nas w rejony fikcji literackiej. Oczywiście można się pokusić, że te dwa oblicza łączą się ze sobą i jedna nie istniałaby bez drugiej, ale może tu bardziej chodzi o nas, jako odbiorców kultury? Skoro chętnie słucham Pablopavo, to może również zachwycę się prozą Sołtysa? Czytałam „Nieradość” i „Mikrotyki”, więc informacja o premierze „książki „Monolok” skłoniła mnie do sięgnięcia i po ten tytuł.

Narratorem i bohaterem powieści jest pewien grochowski fryzjer. Urodził się w Warszawie w 1940 roku. Całe swoje życie związał z tym miastem. Tu przebywał w sierocińcu, tu uczył się w szkole fryzjerskiej, by ostatecznie zostać fachowcem w swym zawodzie. Na sposób wykonywania tego fachu istotny wpływ miał mistrz, gej, który pokazał mu, że można klientów traktować tak, by chcieli wracać do zakładu. Tym najważniejszym, co przyciąga ludzi do fryzjera, jest rozmowa, czy raczej możliwość słuchania opowieści, albo ich snucia.

Czytelnik trafia na monolog fryzjera i jego popis w opowiadaniu. Choć bohater nie mówi jedynie o sobie, a przede wszystkim rysuje barwne portrety ludzi, z którymi miał do czynienia, to jego również w jakimś stopniu poznamy. Na jego fotelu byli wprawdzie głównie mężczyźni, ale o kobietach też usłyszymy parę historii, mimo że zakład fryzjerski wydaje się światem niezwykle męskim. To przecież w takim centrum opowieści nie może zabraknąć historii o drugiej połowie świata. Jak mówi stary fryzjer: „(…) bo cały Grochów się trzyma na dziewczynach. Faceci tu za szybko umierają albo idą siedzieć, albo znikają bez słowa”. Te umęczone kobiety są filarami dzielnicy. Młode samotne matki, żony niepozwalające swoim mężom się zapić na śmierć.

Mężczyzna, który prowadzi swój monolog trochę wymyka się grochowskim schematom. Ani specjalnie nie topi smutków w alkoholu, ani nie ucieka od trudnych tematów. Opowiada o nieżyjącej już ukochanej, choć więcej nam powie o barwnych historiach mężczyzn, których poznał dzięki pracy. Na fotelu fryzjerskim strzygł gołębiarza, profesora, literata i ślusarza. Miejsce okazało się demokratyczne, dostępne dla każdego posiadacza owłosienia, które należy uregulować.

W „Monoloku” ważna jest fraza i jej rytm. Przypomina to nieco sposób, w jaki Zyta Rudzka pisała choćby „W ten się śmieje, kto ma zęby”. Ten sam zawód, ale inna płeć bohatera i sposób mówienia. Chodzi o to, by nadać językowi takich cech, by zaraz czuło się, że bliżej mu do gawędy, jaką moglibyśmy usłyszeć na fotelu fryzjerskim. Bohater książki Pawła Sołtysa sporo widział i słyszał. Te doświadczenia skłaniają go do pewnych refleksji. Miał sporo czasu na przemyślenie tego, co jest dla niego ważne, dostrzegamy, że to właśnie opowieści są tą najważniejszą kwestią dla starca.

Fryzjer daje nam pewnego rodzaju balladę na temat ludzi mieszkających w dzielnicy, która ma specyficzny klimat i język. Dzisiaj na Grochowie jest już pewnie inaczej, gdyż starzec pokazuje nam świat, którego już nie ma. A jednak mężczyzna chce go ocalić. Stąd opowieści, które zapisały się w jego pamięci, a następnie utrwalają się poprzez ich przekazywanie innym. Pamięć i przemijanie stanowią istotny element tej historii. Najważniejsze jest jednak opowiadanie. Możliwość snucia historii jest ważniejsza nawet niż samo przesłanie. Widzimy nawet pojedynek na historie. Rozgrywa się na fotelach fryzjerskich między panem Piotrusiem, robotnikiem z Peruna i panem Andrzejem, nagradzanym literatem. Czytając „Monolok” dostrzeżemy zarówno humorystyczne fragmenty, jak i te nostalgiczne. Widzimy tęsknotę za miejscem i czasem, który przemija, a także nadzieję na zachowanie pewnych elementów za sprawą pamięci i dzięki opowieści.

  1. Cieszę się, że trafiłam na tę opinię, bo z przyjemnością przeczytałam dwie poprzednie książki Sołtysa, a wiadomość o nowym tytule jakoś mi uciekła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *