Kiedy sięgam po książki laureata Literackiej Nagrody Nobla, J. M. Cotzeego, łapię się na pewnych oczekiwaniach. Po pierwsze liczę na kawałek świetnej prozy, po drugie spodziewam się emocji skreślonych w minimalistycznym stylu. Stało się tak za sprawą powieści „Polak”, książki przeczytanej rok przed „Nadzieją”. Najnowsza publikacja jest zbiorem opowiadań. Znajdziemy tu osiem tekstów, które posiadają wspólny mianownik, a nawet kilka.
Świat z perspektywy kobiet. Tak można by najkrócej podsumować opowiadania, choć nie wiem, czy można pisać w ten sposób na samym początku recenzji. Do tego mamy do czynienia z historiami kobiet w drugiej połowie życia. Pojawia się również Elizabeth Costello, znana czytelnikom Noblisty postać, ale znajdująca się u kresu życia. Właśnie opowiadania z nią związane, są moim zdaniem najbardziej poruszające.
J. M. Coetzee pokazuje nam pewnego rodzaju dwoistość ludzkiej natury, niezależną od płci. Potrafimy zaopiekować się zwierzętami, tak jak jedna z bohaterek. Potrafimy również zadawać im ogrom cierpienia. Dlaczego jesteśmy tak bezduszni? Kobieta zachowuje się inaczej: przygarnęła bezpańskie koty zajęła się też mężczyzną potrzebującym pomocy. Jednak ona sama wkrótce będzie potrzebowała opieki, gdyż jest coraz starsza. Widzi to jej syn, ale kobieta odrzuca pomysł na to, by udać się do domu spokojnej starości.
W świetnie napisanej „Szklanej rzeźni” mamy do czynienia z rozmową bohaterki z synem oraz zapiski z jej dziennika. Kobieta zastanawia się, czy udałoby się zbudować w centrum miasta szklaną rzeźnię. Miałaby ona wykonywać swą zwykłą działalność, taką o której w ogóle nie myślimy. Gdybyśmy ją zobaczyli, czy ograniczylibyśmy spożywanie mięsa? Costello ma nadzieję, że tak.
Kilka miesięcy temu w polskim internecie pojawiła się dyskusja na temat tego, czy psy zdychają, czy umierają. Jednak współczesny człowiek już raczej się nie zastanawia, czy zwierzę może cierpieć, czy nie. Okazuje się jednak, że nawet taki filozof, jak Kartezjusz miał co do tego wątpliwości. Jedno jest pewne, Elizabeth Costello będzie posiadała swoje własne zdanie na ten temat, raczej odmienne od myślicieli nowożytnych.
Tytułowa nadzieja pojawia się przynajmniej dwa razy. Najpierw w kontekście niepotrzebnego cierpienia zadanego zwierzętom. Potem mowa o niej w ostatnim opowiadaniu. Posiada ją Demeter. Walczy o to, by trwać, każdą komórką swego ciała. Nie zdradzę, kim jest, ale syn Elizabeth oczekuje, że jego chora matka weźmie z niej przykład. Warto doczytać ostanie opowiadanie, by zobaczyć swoistą przekorę u J. M. Coetzeego. Pisarz odwraca niekiedy naszą uwagę, by potem jednym zdaniem sprowadzić nas na ziemię i pokazać coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy.
W zbiorze opowiadań istotne będą emocje, jakie skrywają bohaterowie. Są tu przede wszystkim kobiety. Widzimy ich wrażliwość, ale też starzenie się. Jedna z postaci odkrywa swoją rozkwitającą kobiecość w czasie zajęć jej dzieci, inna mimo wieku chce być zauważana i zmienia styl, czym wywołuje brak akceptacji u własnych dorosłych dzieci. Ta niemożność porozumienia dwu pokoleń okaże się istotna. J. M. Coetzee poprzez swoje opowiadania skłania czytelnika do refleksji, ale też niejednokrotnie porusza. Tak niepozorna objętościowa „Nadzieja” wzbudziła we mnie wiele emocji, a i nie raz wzruszyła. Wszystko za sprawą umiejętnego przenikania ludzkiej duszy, a następnie oddawania tego za pomocą słów na papierze.
PS Zbiór „Nadzieja” na język polski przełożyła Aga Zano.