Mam wrażenie, że literatura latynoamerykańska nie jest aż tak popularna, jak kiedyś. Co jakiś czas jednak wraca zainteresowanie Julio Cortázarem, Mario Vargasem Llosą, Jorgem Luisem Borgesem czy Gabrielem Garcíą Márquezem, ale ci najważniejsi sporo zawdzięczają Miguelowi Ángelowi Asturiasowi, gwatemalskiemu laureatowi Literackiej Nagrody Nobla z 1967 roku. W Polsce niezbyt dobrze znamy jego twórczość. Nie powinno mnie to dziwić, skoro niektóre wydania tłumaczeń jego twórczości są starsze ode mnie. Dzięki przekładowi Kacpra Szpyrki mogłam sięgnąć po najgłośniejszą powieść autora pt. „Pan Prezydent”.
Książka wydana została po raz pierwszy w 1946 roku własnym sumptem (czy raczej dzięki wsparciu finansowemu rodziców pisarza), ale stała się wydarzeniem literackim dwa lata później, kiedy została opublikowana ponownie w Buenos Aires. Polscy czytelnicy mogą ją poznać dopiero teraz, osiemdziesiąt lat po premierze. Tytułowy „Pan Prezydent” jednak niezbyt często pojawia się w powieści Asturiasa, choć jego cień obecny jest cały czas. Poznajemy zarówno współpracowników tej osoby oraz ludzi od niego całkowicie zależnych. W zasadzie wszyscy liczyć się muszą ze zmiennym zdaniem dyktatora.
Ważniejsi od prezydenta są inni bohaterowie, którzy pojawiają się w tej historii. Kiedy zamordowany zostaje pułkownik, władze wykorzystują sytuację, by wzmocnić represje. Będzie to też okazja do tego, by pozbyć się generała Canalesa, człowieka, który mógłby zagrozić tyranowi. Nie trzeba zbyt wiele, by zmyślić dowody wskazujące jego winę. Jednak nie tylko przeciwko Canalesowi obraca się władza. Zagrożona będzie cała jego rodzina, nawet współpracownicy.
Najbliżej prezydenta jest Miguel Cara de Ángel, który nie waha się przed wykonywaniem rozkazów. Sytuacja się zmienia, gdy Miguel zakochuje się w córce generała Canalesa. Camila jest młodą dziewczyną, której po tym jak jej ojciec zostaje uznany za wroga państwa, nie ma nikogo, kto mógłby jej pomóc. Mężczyzna, zaczyna dostrzegać wady systemu i uświadamia sobie, że stoi po niewłaściwej stronie. Zmienia swoją postawę i próbuje ocalić ukochaną. Czytelnik śledzi te poczynania, a także zastanawia się, czy mu się uda.
Miguel Ángel Asturias nie opisuje konkretnej osoby w roli prezydenta. Historia opisana przez pisarza służy temu, by ukazać portret tyranii. W „Panu Prezydencie” ma się ona doskonale i nic nie wskazuje na to, że coś może ją złamać. Nie brakuje tu brutalności opisu zbrodni, do jakich dochodzi na rozkaz dyktatora. Książka zawiera sporo fantastycznych wizji, pojawiają się elementy groteski, oglądamy naturalistyczne opisy, jaki i zabawne momenty. Istotne są refleksje, jakie rodzą się podczas lektury. Mamy wrażenie, że każdy jest tu jakąś kukiełką, której losy nie są zależne od niego samego. Pocieszenia tu nie znajdziemy, a za sprawą surrealistycznych scen, niekiedy mamy wrażenie, że trafiliśmy w środek koszmaru, z którego nie ma ucieczki. Pisarz posługuje się groteską, by skrytykować system. Dyktator zostaje wyśmiany i ukazany, nie jako ktoś potężny, a żałosna istota.
Na szczególną uwagę zasługuje język. Wyrazy oddają pewien rytm, co na przykład podczas świetnie oddaje opis sceny jazdy pociągiem. Prócz wyrazów dźwiękonaśladowczych pojawią się powtórzenia, neologizmy. Wszystko to sprawia, że powieść „Pan Prezydent” choć niełatwa w odbiorze, staje się dziełem wyjątkowym i godnym uwagi.
PS Powieść na język polski przełożył Kacper Szpyrka.