„Papryczka” – Alain Mabanckou

Papryczka, Alain MabanckouPoznawanie książek Alaina Mabanckou to prawdziwa literacka przygoda, a zaczęłam ją od „African Psycho”. Następny był „Kielonek”. Jeśli ktoś czytał te powieści i mu się one spodobały, raczej nie trzeba go namawiać do sięgania po kolejne książki tego francuskojęzycznego, a pochodzącego z Kongo, pisarza. Większość z nich czeka niecierpliwie na kolejne tłumaczenia książek Alaina Mabanckou. Czy „Papryczka” będzie równie interesująca, jak pozostałe powieści tego autora?

Przede wszystkim znajdziemy się w świecie, który doskonale znamy z poprzednich książek Mabanckou. „Papryczka” stanowi pewnego rodzaju poszerzenie i dopowiedzenie tego świata przedstawionego, którego obraz mieliśmy już choćby w „Kielonku”. Teraz głównym bohaterem staje się człowiek, który wychowywał się w sierocińcu. Matka porzuciła niemowlę, natomiast ksiądz z sierocińca w Loango ochrzcił dziecko nadając mu imię, które w tłumaczeniu oznacza: „Chwalmy Pana, czarny Mojżesz urodził się na ziemi przodków”.

Jak wiadomo, imię ma znaczenie, a główny bohater nieco się go wstydzi, ponieważ Mojżesz wyprowadził Żydów z Egiptu, a mały mieszkaniec sierocińca, nie ma zbyt wielu szans na wyzwolenie siebie, czy kogokolwiek innego. Tata Malepo, tak dzieci nazywały duchownego, który nadał Papryczce imię, uczył dzieci Tańca Pigmejów z Zairu, a przede wszystkim był lubiany przez sieroty. Jednak zawieruchy polityczne sprawiły, że pewnego dnia ksiądz znika. Ten, który symbolizował kolonializm, został zastąpiony przez Dieudonné Ngoulmoumako. Zaczynają się wojny etniczne, a dyktatorski dyrektor, jak tylko zmienia się opcja polityczna, zmienia również swoje poglądy, byle utrzymać się na fali.

Dzieci również starają się dostosować. Mały Mojżesz przygotowuje się do życia w socjalistycznym państwie, ucząc się najpierw na pamięć, a potem recytując przemówienia prezydenta republiki. Papryczka opowie nam swoją historię i zobaczymy kogoś, kto musiał walczyć o przetrwanie, choć nie miał szans na to, by zbliżyć się do drugiego człowieka. W pewnym momencie będzie musiał rozstać się z jedynym przyjacielem, który marzy o tym, że przyleci po niego samolot i zabierze go z sierocińca. Te nierealne wizje pozwalają jakoś wytrwać w cierpieniu, choć wiadomo, że nigdy nie zostaną zrealizowane, ale jak pisała Halina Birenbaum: „nadzieja umiera ostatnia”.

Papryczka znajdzie się na ulicy, gdzie jedyną pomocną dłoń wyciągnie do niego burdelmama, nosi ciekawie brzmiące przezwisko: Mamą Fiat 500. Bohater radzi sobie dzięki inteligencji, ale inni uważają, że popada w szaleństwo. Nikt jednak nie znajduje dla niego ratunku, ani słynni lekarze, ani szamani. W Papryczce zderzają się te wszystkie sprzeczności, które widzimy w samym Kongo. Konflikty etniczne, społeczne, czy ideologiczne niszczą wszystko co się da. Postać tytułowa stara się jednak zachować przyzwoitość, mimo warunków, w których wzrastała, czy widząc ogrom zła wokół siebie. Najbardziej zaskoczy jednak nawet nie filozofia życiowa Papryczki, a zamiłowanie do… okoliczników.

W powieści „Papryczka”, podobnie jak w poprzednich książkach Alaina Mabanckou, nie brakuje humoru, czy wręcz groteski. Jednak tym razem jest jej znacznie mniej. Tym razem są nawet znaki interpunkcyjne. Można powiedzieć, że otrzymujemy niemal klasyczną powieść o charakterze konfesyjnym. Bohater odsłania przed nami swoje losy, choć nie odkrywa się całkiem, daje nam tylko tyle, byśmy otrzymali ciekawą opowieść. Natomiast poprzez historię zwykłego człowieka, portrety ludzi z ulicy, przyglądamy się przeobrażeniom, jakim ulega samo Kongo. A o tym kraju Mabanckou potrafi pisać z prawdziwym uczuciem, nawet jeśli odsłania jego wady, choć najczęściej dostrzegamy rany i blizny. Kiedy jednak mamy do czynienia z zabawnymi sytuacjami, najczęściej jest to śmiech przez łzy. Okazuje się, że o poważnych sprawach można pisać posługując się humorem, czy nawet groteską. Zobaczymy kraj pełen kontrastów, gdzie trudno być dobrym człowiekiem, a jednak wbrew wszystkiemu Papryczce się to udaje nawet wtedy, gdy będzie chciał się zemścić.

  1. To taka groteska przez łzy, jak wyczytałam między wierszami. Nie znałam dotąd tego autora, ale już sobie zanotowałam. Afryka to jedna wielka opowieść, która wciąż czeka na kogoś, kto spisze jej trudną historię. Jak zawsze dziękuję za polecenie. Pozdrawiam

  2. Nie czytałem jeszcze żadnej książki wydanej na łamach Karakteru, ale zapoznając się z recenzjami kolejnych pozycji, muszę przyznać, że oficyna jest bardzo ciekawa i nieszablonowa. Podoba mi się „geografia” publikowanych dzieł – dobrze jest wyjść poza krąg literacki kultury anglosaskiej.

    O „Papryczce” czytałem niedawno u Ani z bloga Czytanki Anki i przyznaję, że książka wydaje się co najmniej intrygująca 🙂

    • O proszę, muszę zajrzeć do Ani i zobaczyć, co sądzi o książce. Hasło przewodnie Karakteru kiedyś mnie zaintrygowało: „Wydajemy, co się nam podoba”, dlatego zaczęłam obserwować, co się tu ukazuje. Okazuje się, że wcale nie trzeba być wielką oficyną, by publikować wartościowe lektury. A te jeszcze wyróżniają się pięknymi okładkami, choć „Papryczka” została wydana w innej formie, niż pozostałe książki Alaina Mabanckou i trochę nie pasuje do pozostałych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *