„Prorocy znad Fiordu Wieczności” – Kim Leine

Prorocy znad Fjordu Wieczności, Kim LeineLiteratura skandynawska, to nie tylko świetne kryminały. Im częściej sięgam po książki z tego rejonu, tym więcej ciekawych tytułów i autorów odkrywam. Najnowszym pisarzem, którego poznałam, jest Kim Leine. Duńsko-norweski autor za książkę „Prorocy znad Fiordu Wieczności” otrzymał nagrodę literacką Rady Nordyckiej. Pisarz piętnaście lat spędził na Grenlandii, co jest o tyle istotne, że książka o której mowa, między innymi tam nas przeniesie.

Powieść „Prorocy znad Fiordu Wieczności” zaczyna się od mocnej sceny. Wdowa stoi nad przepaścią i czeka na śmierć. Wie, że za chwilę ktoś ją zepchnie, a w ten sposób zakończy jej życie. Kim jest ta tajemnicza kobieta? Tego dowiemy się znacznie później. Kim Leine będzie stopniowo odkrywał przed nami kolejne karty. Dodatkowo będzie też je tasował – nieco wybiegał w przeszłość, bądź przyszłość.

Głównym bohaterem książki jest Morten Falck, który pod koniec XVIII wieku przybył do Kopenhagi. Miał zostać duchownym, ale młodemu mężczyźnie marzyła się medycyna. Okazał się posłuszny woli ojca i ukończył teologię oraz został wyświęcony na pastora. Podczas studiów mieszkał u pewnego drukarza i zakochał się w jego córce. Dlaczego zatem porzucił dziewczynę? Otrzymał propozycję udania się na misję na Grenlandię. Przyjął ją, bo jako idealiście wydało mu się, że tam będzie mógł zrobić coś dobrego.

Kiedy Morten Falck żył w Danii, wiele doświadczył. Chodził na wykłady z medycyny, wyławiał ciała z kanałów, by potem studenci mogli dokonywać sekcji zwłok. Sam również uczestniczył w tym wszystkim, a nawet robił szkice, które służyły potem za pomoc naukową. Kim Leine jednak nie zatrzymuje się na tych drastycznych opisach, bo na Grenlandii bohater również nie zaznał łatwego życia. Obrazy, które kreśli autor, podkreślają surowość tego życia na tym końcu świata.

Widzimy, że Duńczycy na Grenlandii czują się jak w domu, bo są kolonizatorami. Rdzenni mieszkańcy to dla nich dzikusy. Uważają tubylców za ludzi dzikich, których należy okiełznać w każdy możliwy sposób. Choćby dając im nową religię, kulturę, zasady. Sprawy się komplikują, kiedy jedna z rdzennych mieszkanek twierdzi, że objawił się jej Jezus. Wraz z mężem zaczynają głosić Jego słowo.

Morten Falck stopniowo zaczyna dostrzegać, że ci „dzicy” wcale nie są tacy, jak widzą ich Duńczycy. Misjonarz miał tu nieść zdobycze cywilizacji, a zauważa, jak wiele złego robią kolonizatorzy. Duńczycy nie chcą pozwolić rdzennym mieszkańcom Grenlandii na niezależność. W ten sposób pokazują swoją dominację i wyższość. Tłumią wszelkie oznaki wolności w zarodku, a to rodzi chęć buntu. Pisarz pokazuje czytelnikom te problemy, zmieniając co jakiś perspektywę i narrację. Dzięki temu możemy na sytuację spojrzeć w innym świetle. Dominuje postać Mortena, ale autor przedstawia wydarzenia także poprzez pryzmat zarówno Duńczyków, jak i rdzennych mieszkańców Grenlandii.

Główny bohater wziął sobie do serca zdanie Jean-Jacques’a Rousseau: „Człowiek rodzi się wolny, a wszędzie tkwi w kajdanach” (s.113). Tu zobaczymy, jak przez lata będzie ewoluowało jego rozumienie tej sentencji. Wolność jest w tej powieści czymś niezwykle istotnym. Kim Leine poprzez tę książkę pokazuje, że w imię wolności ludzie potrafią zrobić wiele złego. Kiedy indziej sami sobie kują kajdany nie potrafiąc się z nich wyzwolić. Jak znaleźć ten złoty środek, którym należy podążać? Czy Morten Falck odnajdzie upragnioną wolność? Najpierw stacza się na samo dno.

Proza Leine hipnotyzuje czytelnika. Kim Leine pokazuje surowy klimat, zestawia go z okrutnym zachowaniem człowieka. Nie zabraknie tu mocnych i naturalistycznych obrazów. Widzimy jak zachowują się rdzenni mieszkańcy Grenlandii, by przetrwać. Choć łatwo niektórym będzie oceniać takie postępowanie, czy przedstawiać je jako godne dzikusów. Dzieje się tak tylko wtedy, kiedy człowiek sam nigdy nie był w podobnym położeniu. Morten odnajdzie w sobie pokłady empatii, które nie pozwolą mu być obojętnym na losy ludzi, którzy muszą walczyć z surową przyrodą, ale też znoszą niewolę, jaką narzuca im inny, silniejszy człowiek. W powieści warto zwrócić uwagę na narrację, styl i język autora. Zdania nie są skomplikowane, ale bardzo obrazowe, odwołujące się do wielu zmysłów. Historia stopniowo układa się w całość, a czytelnik skupia się na ciekawej i złożonej postaci, jaką okazał się Morten Falck. Człowiek, który w swym życiu poszukiwał wolności oraz celu.

  1. Problemy rasowe związane z kolonizacją i odmienną tożsamością narodową oraz zagadnienie wolności są bardzo interesujące, ale przyznam, że decyzję o przeczytaniu książki podjęłam za sprawą pierwszej sceny (rzeczywiście niesamowita rzecz!) – późniejsze elementy Twojej recenzji tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że to warta poznania książka. 🙂

    • Ha, czuję się w stosunku do was mocno zapóźniony, bo ja o tym tytule w ogóle nie słyszałem! A na podstawie recenzji mniemam, że pozycja jest co najmniej godna uwagi. Przez swoją monumentalność (rozległość poruszanej tematyki + liczba stron) utwór odrobinę kojarzy mi się z „Iksami” pióra György Spiró (książkę również wydano na łamach oficyny W.A.B.).

      • Bardzo lubię serię „Don Kichot i Sancho Pansa” W.A.B.. Myślę, że książka „Iksowie” również by mi się spodobała. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *