Trudno mi uwierzyć, że ostatnią książkę Zośki Papużanki czytałam aż cztery lata temu. Po debiutanckiej „Szopce” nie sposób było przejść obojętnie obok powieści „On”. Pisarkę za pierwszy wymieniony tytuł nominowano do Nagrody Nike, za obydwa do Paszportów Polityki. Może dzięki powieści „Przez” autorce uda się zdobyć którąś z tych prestiżowych nagród? Czy ma szanse? Wszystko zależy od jurorów, od tego czy ta książka inna niż wszystkie trafi w ich gusta.
Mężczyzna wprowadza się do wynajętego mieszkania. Wcześniej zajmowały to miejsce studentki. Choć na pierwszy rzut oka nie ma śladu po ich pobycie, to jednak nowy lokator dostrzega takie niuanse jak guzik czy resztkę zielonego ołówka, które po sobie zostawiły. A mieszkanie ma być „pięknie czystoniczyjo”. Nijakie i bezosobowe pozwala bohaterowi działać i czuć się panem sytuacji.
Główna postać nastawia czułość i ostrość w aparacie fotograficznym, tak by wygodnie obserwować mieszkanie z przeciwka. Czeka na pojawienie się żony, by ją ukradkiem fotografować. Cierpliwości mu nie brakuje, a bezruch sprzyja temu, by napędzać swoje myśli wspomnieniami, prowadzić wewnętrzny dialog. Najważniejszy okaże się porządek, który zapewniają takie mieszkania, jak to które zajmuje. Szlabany, ogrodzenia i strażnicy, dają mu poczucie bezpieczeństwa. Pragnie też kontrolować sytuację. Kierując obiektyw aparatu na mieszkanie kobiety, którą porzucił pięć lat wcześniej, czuje władzę. Wreszcie jest panem sytuacji i tylko od niego zależy, czy oraz kiedy naciśnie spust migawki.
Czytelnik wkracza w umysł osoby, która wyraźnie nie radzi sobie z życiem. Narracja przechodzi z z trzecioosobowej do pierwszoosobowej. Wkraczamy do świadomości kogoś, kto nie umie działać w chaosie. Jego świat musi być poukładany z każdej strony. Dlatego zachowanie żony, która zostawiała niedomknięty słoik bardzo go drażniło. Przez to nie potrafił żyć w związku. Nawet mimo uczuć, którymi darzył żonę.
Zośka Papużanka w swojej najnowszej powieści przewrotnie używa słowa „czułość”. Nie znajdziemy jej dla głównego bohatera, a ten tylko wtedy ją wyzwala, gdy robi zdjęcie. Bo czułość można ustawić w czasie, gdy wykonujemy zdjęcie, w życiu już nie. A w strumieniu myśli, które odczytujemy, zdecydowanie jej brakuje. Bohater zdaje się być jej pozbawiony. Całą swoją egzystencję podporządkowuje jednemu zadaniu. Dlaczego obserwacja jest jego celem? Zadajemy sobie pytanie, co nim kieruje, ale czy jego motywacja będzie dla nas jasna?
Z czasem coraz lepiej poznajemy główną postać oraz jego historię. Opowiada o swoim związku w nietypowy sposób. Bez czułości, z dystansem, ale to podglądactwo coś nam sugeruje. Żona nie jest obojętna fotografowi, mamy wrażenie, że za nią tęskni. Próbuje uzupełnić ten brak przez fotografie. Wkrada się do jej życia na swoich prawach – jak mu się wydaje. W czasie nieobecności kobiety przegląda w jej mieszkaniu rzeczy i zostawia po sobie ślady swojej obecności, zmieniając nieco ułożenie przedmiotów. Za co kara żonę? Za to że odważyła się dokonać remontu mieszkania? A może za to, że pozostała sobą?
W powieści „Przez” nic nie będzie oczywiste i jednoznaczne, zaczynając od samego tytułu. Już od początku zauważymy, że w ten sposób autorka zmusza nas do zastanowienia się nad tą kwestią. Bohater patrzy „przez” wizjer aparatu, „przez” kogoś rozpadł się związek, ale „przez” jakiś czas para bohaterów zaznawała szczęścia. Zośka Papużanka postępuje podobnie, jak opisywana przez nią postać. Dla niej jednak najważniejsze jest słowo, a nie aparat. Tak jak na zdjęciu dbamy o doskonały kadr, tak tutaj istotny staje się język. Okazuje się tworzywem, dzięki któremu można opowiedzieć jakąś historię i choć bohaterowie w niej występujący mogą okazać się niedoskonali (pełni szumów, nieostrzy, czasem prześwietleni), piękno wynika z całej kompozycji, ponieważ zmusza do zastanowienia i zaskakuje nieoczywistymi elementami, albo oryginalnością. Tej w powieści „Przez” nie zabrakło.
Ja o prozie Zośki Papużanki sporo słyszałem, ale jak na razie nie czytałem żadnej książki tej autorki. Sam zarys fabuły, motyw podglądania i (prawdopodobnie) zazdrości kojarzy mi się z „Żaluzją” Alaina Robbe-Grilleta.
Sięgam po książki Zośki Papużanki, bo autorka zawsze czymś mnie zaskoczy. Tym razem formą, która wprawdzie nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, za to kojarzy się właśnie z ambitnymi pisarzami.