Wielu czytelników kojarzy Wojciecha Chmielarza z powieścią kryminalną. Jednak gatunek ów jest bardzo pojemny, a pisarz pokazuje, że potrafi przekraczać granice narzucane przez tę formę. Niby w książkach pojawia się zbrodnia, ale stanowi ona tylko pretekst do zadawania głębszych pytań, zaczynając od kwestii natury filozoficznej, poprzez poruszanie istotnych problemów społecznych. Tak było w powieści „Żmijowisko”, podobne odczucia mam po lekturze najnowszej książki Wojciecha Chmielarza.
Akcja powieści pt. „Rana” rozgrywa się przede wszystkim w prywatnej warszawskiej szkole. Zatrudnia się w niej nowa nauczycielka, Klementyna. Choć przez wiele lat nie pracowała przy tablicy, teraz może wrócić do zawodu. Okazuje się, że kobieta opiekowała się schorowaną matką. Po jej śmierci Klementyna postanawia poszukać pracy i udało się jej otrzymać stanowisko matematyczki w prywatnej szkole. Pani dyrektor w swojej placówce zmaga się z niedoborami kadrowymi, nie zadaje więc zbyt wielu pytań Klementynie. Za to wydaje kilka nietypowych nakazów.
Nowa nauczycielka próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Sprawia wrażenie wycofanej, nie czuje się pewnie. Ma świadomość, że trochę późno na takie zmiany. Jednak od początku praca daje Klementynie pewną satysfakcję. Udaje jej się także zawrzeć znajomość z inną nauczycielką, Elą. Razem ukrywają się ze swoim nałogiem. Dwie kobiety jak nastolatki chodzą do toalety… na papierosa.
W każdej szkole zdarzają się uczniowie sprawiający kłopoty wychowawcze, czy rodzice pragnący wywierać naciski na nauczycieli. W prywatnej podstawówce również nie brakuje tego typu kłopotów, choć przecież w prestiżowej placówce dla warszawskiej elity, każdy powinien być zadowolony: nauczyciele, rodzice i dzieci. Sielanki jednak nie będzie. Pewnego dnia pod kołami pociągu ginie jedna z uczennic. Marysia trafiła do prywatnej szkoły dzięki stypendium. Wiele osób dopisuje sobie natychmiast swój scenariusz na temat tej śmierci, bo traktują Marysię, jako dziecko z marginesu społecznego.
Tragiczna śmierć nie daje spokoju Elżbiecie. Nauczycielka zaczyna zadawać pytania. Niektóre z nich są niewygodne. Nie pasują do koncepcji pani dyrektor, która chciałaby przejść do porządku dziennego tak, jakby nic się nie stało. Zakazuje nauczycielom nosić czarne, żałobne ubrania. Czy o takim zdarzeniu da się zapomnieć z dnia na dzień? Kilka osób tego nie potrafi, ale widzą, że nie można ot tak ujawniać się ze swoimi wątpliwościami. Jednak to dopiero początek tragedii, do których dochodzi w szkole.
Powieść „Rana” została świetnie skonstruowana pod względem fabularnym, jak i narracyjnym. Od samego początku mamy do czynienia z tajemnicami, które chcemy jak najszybciej odkryć i poznać. Wojciech Chmielarz co jakiś czas zwodzi czytelnika, a gdy wydaje się, że już wszystko wiemy, dochodzi do kolejnych zaskakujących zwrotów akcji. Mimo tych pozytywnych cech konwencja kryminalna wcale nie jest najważniejsza. Dla mnie owo napięcie typowe choćby dla thrillera zeszło na dalszy plan. Bardziej istotna okazała się warstwa psychologiczna. Wojciech Chmielarz porusza bowiem w „Ranie” niezwykle bolesne struny. Pokazuje ludzi głęboko okaleczonych i opisuje skutki urazów, których doznali w przeszłości. Owe rany nie są jednak tylko fizyczne. Choć pozostają niewidoczne dla oczu, zostawiły ślady na psychice.
Po lekturze powieści „Rana” chyba nikt już nie powie, że bicie dzieci, czy dawanie im klapsów jest dobrym środkiem wychowawczym. Przemoc opisana w powieści zmienia niewinne istoty w takie, które powielają błędy poprzednich pokoleń. Już nastoleni bohaterowie są naznaczeni właśnie przez to, jakich zdążyli doświadczyć traum. W rodzinnych domach zamiast ciepła i miłości, mają do czynienia z przemocą, cierpieniem, upokorzeniami. Ogrom zła poraża, ponieważ bohaterowie znajdują się w sytuacji bez wyjścia. Młodzi ludzie nie mają gdzie przed nim uciec.
Wojciech Chmielarz porusza niezwykle aktualne problemy współczesnej Polski. Sięga po temat reprywatyzacji, aż po przemoc w rodzinie. Podsuwa nam najgorszy możliwy scenariusz, ponieważ nikogo nie oszczędza, przez co mamy do czynienia z naprawdę mocną i poruszającą historią. Dzieje się tak nie tylko przez napięcie związane z konwencją kryminalną. Postacie okazały się bardzo wiarygodne pod względem psychologicznym. Pisarz pokazuje, co się dzieje w sercach ludzi, którzy doświadczyli w swoim życiu przemocy. Do tego majstersztykiem jest finał powieści. Wcale się nie zdziwię, gdy okaże się, że na podstawie „Rany” zostanie nakręcony film. W końcu stacja Canal+ zdecydowała się na produkcję serialu na podstawie książki „Żmijowisko”.
PS Podczas festiwalu Literacki Sopot udało mi się zdobyć autograf Wojciecha Chmielarza i posłuchać ciekawej rozmowy na temat książki. Publiczność dopisała, mimo obaw pisarza.
„Po lekturze powieści “Rana” chyba nikt już nie powie, że bicie dzieci, czy dawanie im klapsów jest dobrym środkiem wychowawczym.” – niestety, ci, którzy teraz tak mówią, będą tak mówić dalej, co najwyżej nazwą Chmielarza lewakiem.
Niestety tacy ludzie nie przeczytają książki, bo już mają wyrobione zdanie na temat autora.
W ekranizacji „Ciemno, prawie noc” pojawia się b. ciekawa sentencja wypowiedziana przez dyrektora ośrodka wychowawczego, że przemocy nie powinno się stosować, bowiem nie sposób przewidzieć jak zareagują na nie dzieci. W niektórych przypadkach wystarczy jeden klaps by bezpowrotnie zniszczyć psychikę. Szkoda tylko, że tak jak wspomina Mateusz wielu ludzi ma już swoją opinię na ten temat, a wszelkie inne podejścia traktowane są jako fanaberie.
Niestety, to odbija się wtedy na najsłabszych – czyli na dzieciach, które same nie potrafią się obronić, a w naszym kraju wciąż za mało się mówi o tym, jak przekonać (czy zmusić do właściwych zachowań), tych którzy stosują przemoc).
„Rana” Wojciecha Chmielarza to z jednej strony pełnokrwisty kryminał, a z drugiej – jak zwykle w przypadku książek tego Autora – historia, która skłania do refleksji i ma „drugie dno”. Czyta się kapitalnie i nie da się odłożyć jej na półkę podczas lektury, więc polecamy wraz z Tobą
Cieszę się, że nie jestem jedyna, która myśli dokładnie tak samo 🙂