Odeszła Doris Lessing…

Kiedy w 2007 roku Doris Lessing otrzymała Literacką Nagrodę Nobla miała 88 lat. Jednak potrafiła z pewną ironią powiedzieć, że nagrodzono ją w tym momencie, bo jury bało się, że „wykituje”. A jak wiadomo, autor może zostać uhonorowany Noblem tylko za życia.

Właśnie dowiedziałam się, że ta wybitna pisarka odeszła. Pozostawiła po sobie kilka niezwykle ważnych dzieł. Miałam okazję przeczytać jej „Piąte dziecko” i „Podróż Bena”. Niewiele, a jednak te niepozorne pod względem objętości książki, pokazały mi, jak ważną była twórczynią. Już jej życie byłoby świetną okazją do napisania powieści, a jednak potrafiła stworzyć o wiele więcej.

Mam nadzieję, że moja podróż literacka z Doris Lessing jeszcze się nie skończyła. Chciałabym poznać całą jej twórczość. Szkoda, że dopiero takie sytuacje przypominają, ile ważnych dzieł jeszcze przede mną.

Noblistka Alice Munro i „Przyjaciółka z młodości”

Przyjaciółka z młodościMoja słabość do Alice Munro okazała się być uzasadniona. Wreszcie jej twórczość została nagrodzona Literackim Noblem. I choć w tym roku ponoć zaskoczenia nie było, cieszę się, że laury zbiera moja ulubiona pisarka. „Przyjacióka z młodości” – czyli zbiór opowiadań tejże autorki – potwierdza moje wcześniejsze zachwyty, które wyrażałam opisując tom debiutancki Munro („Taniec szczęśliwych cieni”) i ostatni zbiór („Drogie życie”).

„Przyjaciółka z młodości” została wydana w 1990 roku. Za ten zbiór opowiadań otrzymała Trillium Book Award. Po niemal ćwierwieczu od ich napisania,  problemy, które podejmuje Alice Munro, są aktualne, ponieważ dotyczą szeroko pojętego przemijania i uczuć.

Bohaterki dziesięciu opowieści oglądają się wstecz na swoje życie i dokonują pewnej analizy. Niekiedy też poznajemy ich losy na chwilę po ważnych dla nich wydarzeniach, które w jakimś stopniu odmieniły ich los. Coś, co dla innych było banalne i nieważne, dla nich stanowiło punkt zwrotny.

Historie, choć niby proste, niekiedy zaskakują. Zmuszają do zastanowienia – tak jak w pierwszym opowiadaniu noszącym tytuł „Przyjaciółka z młodości”. Coż w tym dziwnego, że Robert poślubił Ellie? Byłoby to zwyczajne, gdyby pominęło się fakt, że wcześniej mężczyzna był zaręczony z jej siostrą Florą… Kiedy młodsza Ellie umiera, nic nie stoi na przeszkodzie tej parze, więc tym większe jest zaskoczenie, że Robert żeni się z pielęgniarką. Dlaczego Flora nie walczy? Coż, Alice Munro nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Bohaterom przyglądamy się z pewnego dystansu, bo przez pryzmat obserwatorów, którzy  nie potrafią poznać ich wnętrza. Zauważają skutki, natomiast przyczyny dopisują sobie sami. Jednak na ile są one prawdziwe?

Noblistka oddaje też głos mężczyznom. Nie wszystkie opowiadania zostały napisane z punktu widzenia kobiet. Natomiast powtarzają się motywy. Mowa w tych dziesięciu historiach o miłości, nienawiści, zdradzie, czy zmarnowanych szansach. Bohaterowie dokonują pewnych wyborów, a następnie – po jakimś czasie – im się przyglądają. Niekiedy zaskakuje ich samych, że to co kiedyś wydawało im się tak ważne, po latach straciło na znaczeniu.

Proza Alice Munro wydaje się być schematyczna, ale na tym polega siła pisarki. Każde opowiadanie napisane jest w podobnym stylu. Niespieszna, powolna narracja, powoduje, że łatwo wkraczamy w świat wykreowany przez autorkę. Szczegółowe, choć przecież lakoniczne opisy, wtłaczają nas do tego świata, by za chwilę zmusić czytelnika do zastanowienia nad wyborami dokonanymi przez bohaterów.

Noblistka posługuje się tymi samymi narzędziami, a za każdym razem otrzymujemy coś zupełnie innego. Niektóre postacie irytują, wywołują poczucie niepokoju. Czujemy się tak, jakbyśmy to my dokonywali tych wyborów. Pisarka potrafi z prostych opowieści o życiu, stworzyć historie bliskie czytelnikowi.

Ważnym motywem w twórczości Munro jest przemijanie. Często pojawia się problem niespełnionych nadziei. Życie ludzkie jest targane przez los i choć chcemy na nie wpływać, niekiedy toczy się ono zupełnie inaczej, niż byśmy sobie to planowali. Pisarka skupia się na tych czynnikach, drobnych rzeczach, które zmieniają bieg naszego życia, ale zobaczyć je możemy dopiero po fakcie. Kiedy zmiana się już dokonała i nie mamy na nią żadnego wpływu.

Warto o jednym pamiętać – zdaje się upominać jedna z bohaterek Alice Munro z opowiadania „Inaczej”:

– Chodzi mi o to, że żyjemy tak, jakbyśmy… Nie jesteśmy wieczni.

Raymond uśmiecha się coraz szerzej i kładzie jej rękę na ramieniu.

– A niby jak mielibyśmy żyć ? pyta.

– Inaczej – odpowiada Georgia. (?) 

Dzięki „Przyjaciółce z młodości” czytelnik może na chwilę przybliżyć się do esencji istnienia. Zbliża się do odpowiedzi o sens bytu, już niemal go dotyka, by za chwilę wszystko sie rozpłynęło i okazało tylko ułudą. Pozostaje chwila, którą warto się rozkoszować, póki jest nam dana.

Opowiadania Kanadyjki służą do rozsmakowywania się w nich. I choć danie może się wydawać proste – przez formę jaką wybrała autorka – okaże się, że może być wykwintne oraz wyszukane. Każda historia zostawia w czytającym pewną myśl, wrażenia nad którymi trzeba się zastanowić. Opowiadań nie można przeczytać i zapomnieć. Zostają w umyśle na długo, bo poruszają i zaskakują. Jednocześnie uświadamiają, że są nam bardzo bliskie – przecież opowiadają właśnie o nas.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

Literacki Nobel dla Alice Munro

Taniec szczęśliwych cieniWreszcie się doczekałam. Właśnie dzisiaj moja ulubiona pisarka otrzymała Literackiego Nobla. Chociaż raz udało mi się trafić, ponieważ właśnie za Alice trzymałam wszystkie dostępne mi kciuki…

W sumie moja przygoda z Munro jest jakaś taka niepełna. Przeczytałam jej debiutancki zbiór opowiadań i ten ostatni. Teraz mam w rękach „Przyjaciółkę z młodości”, ale jeszcze jej nie skończyłam… Jedno za co uwielbiam tę kanadyjska pisarkę, to sposób kreacji świata. W krótkim opowiadaniu tworzy jego schemat, ale daje czytelnikowi kredki, którymi trzeba sobie ten świat dopisać… Ale nie chodzi o to, że są to historie niedokończone. Raczej musimy pomyśleć, co dzieje się we wnętrzu głównych bohaterów.

Już  w  debiutanckim „Tańcu szczęśliwych cieni” widać kunszt noblistki (jak miło móc toDrogie życie słowo napisać). Z kolei ostatni tom opowiadań „Drogie życie” jest już czystym majstersztykiem. Nasunęło mi się jedno skojarzenie, że Munro jest odpowiedniczką Wisławy Szymborskiej, ale działającą w krótkiej formie zwanej opowiadaniem. Mam tylko jedno marzenie, że Munro da się złamać i napisze jeszcze jakiś tom. Z czystym sumieniem mogę tę pisarkę polecić wszystkim. Nie trzeba się bać jej twórczości, bo tak niekiedy dzieje się, kiedy autor dostaje Nobla. Wtedy przypina mu się łatkę – trudnego. Czytajcie Munro, bo jej proza jest piękna, ale odbiór nie jest trudny.

Niespełnione marzenie Celta

Marzenie CeltaMario Vargas Llosy nie trzeba nikomu przedstawiać. Nagrodę Nobla otrzymał w 2010 roku, a powieść „Marzenie Celta”, jest pierwszą wydaną książką tego autora, już po otrzymaniu tejże nagrody.

Na ponad 400 stronach śledzimy autentyczną postać Rogera Casementa. Jego historia jest opowiedziana z perspektywy celi, w której przebywa. Stopniowo poznajemy życie bohatera. Większą część życia spędza na tropieniu nieprawości, których dokonywali współcześni mu Europejczycy w Kongo i Amazonii ponad sto lat temu. Dawno, a jednak nie tak dawno temu.

Co przeżyli rdzenni mieszkańcy z rąk rasy białej, trudno sobie wyobrazić. Opisy zbrodni przechodzą najśmielsze oczekiwania. Aż strach przytaczać jakiekolwiek przykłady, by nie być posądzonym o skłonność do perwersji. Pozornie Casement jest człowiekiem bez skazy.W obliczu wszystkich zbrodni, które opisuje, jako jedyny ma w sobie poczucie honoru i czystości. Jednak dlaczego został skazany na śmierć?

W pewnym momencie rodzi się w nim patriotyzm. Jako obywatel świata myślał głównie o cierpiących w Amazonii i Afryce. Po ukończeniu prac na rzecz tych ludzi, odnalazł innych, którzy potrzebują wolności – swoich rodaków Irlandczyków. Roger angażuje się na rzecz odzyskania niepodległości przez swój naród. Dlatego zostaje nazwany przez przyjaciół – Celtem.

O czym marzy ów idealista? Celt pragnie wolnej Irlandii, ale i młodych mężczyzn. Ten drugi fakt wnosi w jego życie mrok. Coś, co nie pozwala mu pogodzić się ze sobą. I choć pragnie bliskości drugiego człowieka, nigdy nie pozna prawdziwej miłości. Ryzykuje wiele – ponad sto lat temu skłonności homoseksualne mogły grozić karą śmierci. Do tego pisze pamiętnik – w którym wyraża swe najskrytsze pragnienia. Niefortunnie dla siebie – robi zapiski tego, co się nie wydarzyło, tak jakby miało to miejsce w rzeczywistości.

Kiedy zostaje złapany, te dzienniki znalezione przez Scotland Yard, wnoszą do jego życiorysu aurę skandalu. Choć obecnie wciąż do końca nie wiadomo, czy były autentyczne. Casement ma nadzieję, że jego poglądy będą najważniejsze. Pragnie poparcia Conrada – autora „Jądra Ciemności”, którego naród, podobnie jak Irlandia, również jest pod obcym panowaniem. Jednak nigdy nie otrzyma wsparcia od dawnego przyjaciela.

„Marzenie Celta” nie jest lekką i łatwą lekturą. Wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Wiele w niej informacji na temat kolonializmu, historii Konga i ludów Amazonii. Do tego przewijają się liczne wątki politczne. Największą gratką dla mnie, było odwołanie do „Jądra ciemności”. Ukazanie postaci Casementa, jako człowieka niejednoznacznego, wielowymiarowego – a jednak na wskroś współczesnego, jest niezwykle sugestywne.

Najbardziej przeraża w „Marzeniu Celta” pokazanie naszej skłonności do zła. Okazuje się, że eksterminacja ludności miała miejsce nie tylko podczas drugiej wojny światowej. Warto o tym pamiętać. Chciałoby się powiedzieć „Ludzie, ludziom zgotowali ten los” już znacznie wcześniej. A wszystko w imię poczucia misji, że oto Europejczycy wnoszą do Ameryki i Afryki wspaniałą cywilizację. Czy napewno?