Recenzja książki Zbigniewa Białasa – „Puder i pył”

Puder i pyłZbigniew Białas za „Korzeńca” otrzymał Śląski Wawrzyn Literacki. W związku z tym, że również mi ta książka się spodobała, postanowiłam przeczytać ciąg dalszy: „Puder i pył”. Pierwsza część zachwyciła mnie tym, jak świetnie została pokazana sytuacja Sosnowca w czasach na chwilę przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Miasto stało się głównym bohaterem powieści. Miałam również okazję spotkać Zbigniewa Białasa w katowickim Spodku w związku z wrześniowymi Targami Książki. Oczywiście, zdobyłam autograf (w obu książkach).

Akcja powieści „Puder i pył” rozgrywa się w okresie od 1 listopada 1918 r. do 7 listopada 1919 r. Nawiązuje do wydarzeń i bohaterów poznanych w „Korzeńcu”. I tu redaktor tygodnika „Iskry” ? Walerian Monsiorski kontynuuje śledztwo w sprawie zamordowania Alojzego Korzeńca. Jako, że wybuch pierwszej wojny światowej uniemożliwił badanie tej sprawy, teraz redaktor ma okazję ponownie się jej przyjrzeć. Tyle, że wątek kryminalny nadal nie jest tu najważniejszy. Książka bowiem opowiada o ludziach, których łączy Sosnowiec i czasy w których żyją.

Poznamy między innymi Apolonię Chałupiec. Niewiele nam to mówi oczywiście… Ale któż nie słyszał o słynnej Poli Negri? Z prawdziwym imieniem i nazwiskiem nie zrobiłaby pewnie kariery, za to autor przedstawia nam tę słynną aktorkę jako kobietę z krwi i kości, a nie słynną gwiazdę. Osobę, która znalazłszy się na dworcu w Sosnowcu poznaje komendanta policji, hrabiego Eugeniusza Dąbskiego. Wtedy między tą parą rodzi się uczucie. Dziś nikt by nie pomyślał o mezaliansie. Wtedy popełniał go hrabia. Choć ubogi jak mysz kościelna, nie wypadało, by wiązał się z aktorką.

„Puder i pył” jest również książką o tym, jak kształtowała się polskość na tych terenach. Bohaterowie są różnych narodowości i zastanawiają się, czy znajdą się pod panowaniem polskim, czy niemieckim. Na początku nic jeszcze nie jest pewne. Stajemy się obserwatorami dziejącej się historii. Jednak mamy z nią do czynienia z perspektywy Sosnowca i zwykłego bohatera.

Zbigniew Białas odtworzył i tym razem to, co odeszło już w niepamięć. Pokazał tygiel kultur i narodowości. Barwna plejada różnego rodzaju typów – od bolszewików, po zwolenników raczkującej psychoanalizy. Jednak nie zatrzymujemy się tylko w Sosnowcu. Wyruszymy w Alpy do sanatorium, będziemy również w Petersburgu.

„Puder i pył” moim zdaniem przewyższa „Korzeńca”. Uważam, że autor świetnie połączył wątki. Dodatkowo w ciekawy sposób odtworzył realia historyczne. Jestem w stanie uwierzyć we wszystko, ponieważ – choć nie byłam w Sosnowcu – autor starał się być obrazowy w opisach. Największą wartością w tej powieści jest wątek obyczajowo-historyczny. Zbigniew Białas pokazał jak kształtowały się narodziny polskości na granicy polsko-niemieckiej. Trudno sobie to wyobrazić ludziom mieszkającym w centrum kraju – w Sosnowcu trzeba było decydować, do jakiej narodowości się należy.

Dzięki Zbigniewowi Białasowi zobaczyłam, jak ludzie próbowali się odnaleźć w nowej dla nich rzeczywistości, która nastąpiła w listopadzie 1918 roku. Bo choć dla niektórych był to czas radości, rodziły się również pytania: co dalej? Autor świetnie oddał nastroje społeczne. Teraz niecierpliwie czekam na trzeci tom. Skoro pierwsza część otrzymała tyle pozytywnych recenzji, druga jeszcze podniosła poprzeczkę, to w jakim kierunku pójdzie pisarz? Jeszcze zdradzę, że wreszcie dowiedziałam się, kto zabił Alojzego Korzeńca…

Dziękuję Wydawnictwu MG za książkę.

Powrót do źródeł. Recenzja książki Charlotte Brontë, „Jane Eyre. Autobiografia”

Jane Eyre. AutobiografiaMiłośnicy literatury romantycznej z pewnością zetknęli się wielokrotnie z Charlotte Brontë. Aż dziwne, że do dziś ta postać wywołuje tak wiele kontrowersji. Powodów jest kilka. Najważniejsza jednak jest dla mnie pewna tajemnica związana z siostrami Brontë. Naukowcy spierają się o to, kto jest rzeczywistym autorem powieści. I choć ilu badaczy, czy recenzentów tyle zdań, jednak niczego nie można do końca udowodnić.

Przyjmijmy jednak, że Charlotte Brontë napisała powieść – „Jane Eyre. Autobiografia”. Do tej pory funkcjonował w języku polskim inny tytuł: „Dziwne losy Jane Eyre”. A skąd te zmiany? Otóż wydawnictwo MG postanowiło powrócić do źródeł i dać czytelnikom tytuł w jak najwierniejszym tłumaczeniu.

Jako, że książka po raz pierwszy została wydana w Anglii w 1847 roku, trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z czasami wiktoriańskimi. Opowiedziano w niej historię dziewczyny, która straciła swoich rodziców i wychowywana była przez kilka lat przez wujenkę. Jane nie otrzymała od niej żadnych ciepłych uczuć. Kiedy dziewczynka wreszcie się buntuje z powodu nierównego traktowania, wkrótce zostaje przeniesiona do szkoły dla sierot. Tam również czeka ją trudne życie. Pastor kierujący tą placówką, nakazuje wychowywać panny bardzo surowo i skromnie. Efekt jest taki, że większa część dziewcząt umiera podczas epidemii tyfusu, ponieważ ich organizmy są zbyt słabe, by zwalczyć chorobę.

Jane Eyre jednak się udaje. Po epidemii życie w szkole staje się łatwiejsze. Dziewczynka kończy ją, a następnie sama zostaje w niej nauczycielką. Po jakimś czasie postanawia zmienić coś w swoim życiu. Znajduje posadę guwernantki w domu Edwarda Rochestera, który wychowuje przysposobioną córkę. Nie bardzo jednak przejmuje się losem Adelki. Dziewczynka przebywa w wielkim domu z boną, służbą i Jane jako nauczycielką. Pan Rochester co jakiś czas pojawia się w w Thornfield. Choć jest o dwadzieścia lat starszy od młodej i naiwnej – jak mogłoby się wydawać – Jane, szybko się w niej zakochuje. Z wzajemnością.

Przed tą parą pojawi się jednak sporo przeszkód. Nie chcę zdradzać jak kończy się ta historia, mimo że wielu osobom jest ona doskonale znana. Aż trudno uwierzyć, że w tak purytańskich czasach znalazła się pisarka, z ciekawymi pomysłami na fabułę dla powieści miłosnej. Muszę przyznać, że i ja poczułam się kilkakrotnie zaskoczona, ponieważ czytałam tę powieść wiele lat temu i nie wszystko pamiętałam. Z przyjemnością odświeżyłam sobie tę lekturę.

Książka Charlotte Brontë towarzyszyła wielu pokoleniom młodych kobiet. I tych rozważnych, i tych romantycznych… Mimo, że powstała jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku, ciągle zaskakuje swoją żywotnością. Świadczy o tym nie tylko fakt wznowienia tej powieści, ale też ekranizacja z 2011 roku. Widać miłość w klasycznej scenerii wciąż wzbudza emocje.

„Jane Eyre” czyta się z wypiekami na twarzy. Obserwujemy główną bohaterkę i odczuwamy razem z nią wszystkie namiętności. Choć wiele wydarzeń uznalibyśmy za mało wiarygodne, to nie przeszkadzają one w odbiorze lektury. Sama Jane Eyre posiada bardzo nowoczesne poglądy. Chce być niezależna, posiadać wykształcenie, by móc się utrzymać z pracy rąk własnych. Przyznać muszę, że zaimponowała mi ta dzielna młoda dama. Chciałabym, żeby i dziś dziewczęta miały równie zdecydowane poglądy. Bo w książce nie tylko chodzi o poszukiwanie prawdziwej i jedynej miłości, a drogi życiowej – właściwej, dobrej i zgodnej z uniwersalnymi wartościami.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG.

Korzeniec – Zbigniew Białas

Korzeniec

Korzeniec

Historia Sosnowca jest mi obca. A właśnie to miejce stało się głównym tematem powieści Zbigniewa Białasa pt. „Korzeniec”, której akcja rozgrywa się tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

Latem, w 1913 roku, ginie Alojzy Korzeniec. Zostaje znaleziony na nasypie kolejowym w centrum Sosnowca. Rozpoznać go można jedynie po dokumentach, gdyż zwłoki są pozbawione głowy. W przewrotny sposób, bo posługując się elementami powieści kryminalno-sensacyjnej, Zbigniew Białas próbuje zwrócić uwagę czytelnika na wątki historyczno-obyczajowe obecne w książce.

Śmierć glazurnika stanowi tylko pretekst do tego, by opisać i przedstawić bohaterów z różnych grup społecznych, których łączy właśnie Sosnowiec. W tym tyglu narodowościowym spotkać można glazurnika, który wprawdzie tragicznie kończy żywot, ale przecież dowiemy się kim był, jakimi kierował się zasadami. Kolejną ważną postacią jest żona Alojzego, która w tajemnicy przed mężem pisuje powieść w odcinkach wydawaną przez pismo „Iskry”. Tam też pracuje redaktor Walerian, który pomoże wdowie w rozwiązaniu zagadki śmierci glazurnika. To jednak dopiero początek plejady barwnych bohaterów.

Zbigniew Białas ukazał przedstawicieli wielu grup społecznych. Do tego dochodzą liczne narodowości: Żydzi, Niemcy, Polacy i Rosjanie, którzy spotykają się właśnie w Sosnowcu. Po zaborach tu właśnie przebiegał Trójkąt Trzech Cesarzy. Było to określenie miejsca, gdzie w latach 1846-1915 zbiegały się granice trzech europejskich mocarstw: Prus (później Niemiec), Austrii (później Austro-Węgier) i Rosji.

Oprócz barwnych postaci ważna staje się przestrzeń, w której rozgrywa się akcja powieści. Choć nigdy nie byłam w Sosnowcu, dzięki Z. Białasowi poczułam się jakbym przeniosła się w czasie i znalazła w historycznych Sosnowicach (nazwa przedwojenna). Świetnie oddany został klimat miejsc, do których autor zabiera czytelnika. Świetnie zostały opisane spelunki, domy bogaczy i biedaków, nasypy kolejowe, rzeźnie.

W „Korzeńcu” miejsca są równie ważne, jak ludzie. Bohaterem głównym staje się Sosnowiec z jego barwną historią. Nie wszyscy potrafią odróżnić Śląsk od Zagłębia Dąbrowskiego, a dzięki powieści Białasa miasto będące stolicą Zagłębia staje się nam równie bliskie, jak rodzinna miejscowość.

Choć tytułowy Alojzy Korzeniec traci głowę, jego sprawa w tej powieści zepchnięta jest na dalsze tory. Dosłownie. Potem ten wątek pojawia się w tle. Rozwiązywanie sprawy staje się mniej ważne od przedstawiania kolejnych ciekawych postaci, które dadzą czytelnikowi obraz życia w Sosnowcu tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

W książce przewinie się kilka ważnych i historycznych nazwisk powiązanych w jakiś sposób z Sosnowcem. Można się będzie zdziwić, kto w tej okolicy bywał. Dzięki zróżnicowaniu społecznościowemu ludzie mieli możliwość stykania z innymi kulturami. Dziś można im tego jedynie zazdrościć.

„Korzeniec” Zbigniewa Białasa jest lekturą wymagającą od czytelnika pewnego wysiłku. Trzeba przenieść się w czasie do początków XX wieku. Następnie przypomnieć ważne wydarzenia historyczne i umiejscowić Sosnowiec na mapie. Wynik może zaskoczyć. Nawet sobie nie uświadamiałam, że właśnie tam zbiegały się granice trzech zaborów. Autor  postarał się, by rewelacyjnie oddać klimat tamtych czasów i miejsca. Dzięki powieści uzmysłowiłam sobie, jak ciekawą historię posiada ta przestrzeń. Na dodatek miejsca zostały opisane w barwny sposób. I choć nigdy tam nie byłam, łatwo mi było je sobie wyobrazić dzięki opisom.

Jako, że byłam na Targach Książki w Katowicach, nie zapomniałam o autografie od autora… Najważniejsza była przede wszystkim możliwość porozmawiania o książce z jej twórcą.

 Dziękuję Wydawnictwu MG za powieść.

Wyspa z mgły i kamienia – M. Kawka

Wyspa z mgły i kamieniaMagdalena Kawka, autorka powieści „Wyspa z mgły i kamienia” opowiedziała historię o samotnej dojrzałej kobiecie, która pewnego dnia postanawia rzucić wszystko i osiąść gdzieś na drugim końcu świata. Znany motyw, owszem – jednocześnie bardzo ryzykowny, ponieważ łatwo powielać schematy i stworzyć powieść-kalkę.

Julia ma pięćdziesiąt cztery lata, jest anestezjologiem. Jej dwie córki są dorosłe, lekarka ma też za sobą dwa nieudane związki. Teoretycznie wszystko jednak zostało poukładane, ale nic nie przynosi Julii satysfakcji. Od dawna marzy o tym, by podróżować, ale do tej pory praca i bycie matką nie pozwalały na dalekie wojaże. Dlatego, by wreszcie móc spełnić swoje pragnienia, pani doktor postanawia sprzedać swoje trzy kamienice.

Spienięża majątek i rusza na Kretę. Jej decyzja jest nieodwołalna, mimo braku akceptacji ze strony córek. Teraz – zgodnie ze schematami tego typu prozy – powinna spotkać kilku miejscowych przyjaciół i się zakochać. Okaże się jednak, że pozna osoby, zamieszkujące Falasarnę, zdolne do wszystkiego, by ten zakątek nadal był dziewiczy i nieodwiedzany przez turystów.

Bogaci ludzie zrobią co w ich mocy, aby tylko ograniczyć powstawanie hoteli. Doprowadzi to do kilku tragedii. Julia odkrywając Falasarnę, stopniowo będzie poznawała jej drugie dno. Pozna historię Krety, nie tylko tę minojską, przede wszystkim dowie się, jakich zbrodni w okolicy dopuścili się naziści. Odkryje powiązania poprzedniego właściciela domu z niemieckim archeologiem, który wierzył, że znajdzie skarby, na miarę tych z Knossos.

Magdalena Kawka połączyła w swej powieści wiele wątków. Mamy historię miłosną, kryminalną, sensacyjną, przygodową. Główna bohaterka, zakochana w prozie Herberta, krytykuje książki, w których autorzy opowiadają o kobietach wyruszających po miłość na drugi koniec świata. Chodzi jej nie tylko o sam schemat, ale o samo przedmiotowe traktowanie kobiet.

Trudno jednak oderwać się od tego typu form, jeśli w nich się poruszamy. Magdalena Kawka zrobiła wiele, by urozmaicić i rozbudować fabułę. Stąd właśnie wielowątkowość „Wyspy z mgły i kamienia”. Narrator opisuje świat skupiając się przede wszystkim na głównej bohaterce – Julii. Ona obserwuje piękny, lecz surowy świat. Dociera tam, gdzie rzesze turystów nigdy nie będą mieli okazji zajrzeć.

Autorka krytykuje współczesny model turystyki. Według niej podróż nie ma sensu, jeśli nie potrafimy na chwilę się zatrzymać i podziwiać w spokoju piękna odwiedzanych miejsc. Magdalena Kawka jednocześnie nie chce zakazywać zwiedzania, wręcz odwrotnie, chce by turysta był bardziej świadomy. Wtedy podróżowanie będzie miało sens, bo będzie związane z odkrywaniem.

Powieść „Wyspa z mgły i kamienia” idealnie nadaje się do czytania na lato. Książka z jednej strony czerpie z utartych schematów, a z drugiej nieco je zmienia. Dzięki temu nie odrzuca swoją formą. Poprzez wzbogacenie powieści w wątki kryminalne, sensacyjne i historyczne lektura staje się przyjemna, ale też podejmuje istotne tematy. Powieść obyczajowa, ale nie ograniczona do romansu dla dojrzałych kobiet, oprócz tego wartka akcja. Dlatego własnie czyta się ją szybko i przyjemnie.

PS Zdjęcie, jak widać, prosto z wakacji 🙂

Dziękuję Wydawnictwu MG za powieść.

Kolejne upalne lato, tym razem Kaliny (Katarzyna Zyskowska-Ignaciak)

Upalne lato KalinyPrzeczytałam książkę Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak „Upalne lato Marianny”, ponieważ historia osadzona została tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Znając już tę lekturę, ciekawa byłam, co takiego autorka przedstawi czytelnikom w drugim tomie sagi – „Upalnym lecie Kaliny”? Łatwo przecież o pewnego rodzaju powtórzenia i schematy. Czy pisarka się ich ustrzegła?

Opowieść rozgrywa się w 1969 roku. Nadal szaleje komunizm, a po latach świetności przedwojennej nic już nie pozostało potomkom z mazowieckiego dworku. Minęło wiele lat, ale Kamieńczyk nadal tkwi w pamięci bohaterów, tylko że każdy z nich traktuje to miejsce inaczej.

Niektórych bohaterów poznałam w pierwszym tomie sagi. K. Zyskowska-Ignaciak powtórzyła styl i sposób w jaki odsłania bohaterów. Tym razem świat przedstawiony został z punktu widzenia Kaliny, córki Marianny (znanej nam z poprzedniej powieści). Autorka podzieliła książkę na rozdziały, z których każdy opowiada istotną część historii kolejnych postaci.

Poznamy wojenną historię Marianny. Dowiemy się, jak potoczyły się jej losy. Dlaczego tak wiele tajemnic nadal dzieli członków tej rodziny? I rzeczywiście, książka została tak napisana, że nie trzeba znać „Upalnego lata Marianny”, by zrozumieć tę opowieść.

Główna bohaterka – Kalina – jest dorosłą kobietą, tuż po studiach. Ma o wiele starszego od siebie męża, dziecko, ale nie potrafi ich obdarzyć uczuciem. Dzięki wyjazdowi w góry z przyjaciółmi i towarzyszem życia Jurkiem, ma zamiar odpocząć, a przede wszystkim nie chce zająć się rocznym dzieckiem, którym opiekuje się jej dawna niania Gabrysia. Właśnie ona, pisząc list do Kaliny, spowoduje, że młoda kobieta zrozumie swoją matkę i jej wybory.

Pojawi się też wątek miłosny. Kalina, wbrew sobie i wewnętrznemu rozsądkowi, zaczyna coś czuć do Maćka – znajomego jej najbliższej przyjaciółki. Bohaterka będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, ale i podjąć decyzje związane z przyszłością. Jakiego dokona wyboru?

Katarzyna Zyskowska postarała się tym razem, by zrekonstruować czytelnikom czasy PRLu. Przeniosłam się do Zakopanego, znanego z czarno-białych fotografii rodziców i dziadków. Poczułam się, jakbym odbyła podróż w przeszlość. Nieco sentymentalną, choćby dzięki szlagierom z tamtych lat.  Pisarka po raz kolejny stworzyła bohaterkę, która wywołuje skrajne uczucia. Czasem trudno darzyć ją choćby odrobiną sympatii. Kiedy jednak poznałam całą historię Kaliny, potrafiłam ją zrozumieć. Natomiast dzięki temu, że główna bohaterka jest już dojrzałą osobą, autorka ustrzegła się przed schematem, którego mogliby obawiać się czytelnicy „Upalnego lata Marianny”.

„Upalne lato Kaliny” będzie doskonałą lekturą dla osób, które chciałyby mieć do czynienia z powieścią obyczajową. Wbrew pozorom nie chodzi o romans, a rekonstrukcję psychologiczną głównej bohaterki. Nawet jeśli będzie wywoływała skrajne emocje… Przyznam, że tytuł może być mylący. Upalne lato kojarzy się zmysłowo, romantycznie. I tym razem autorka nas zwodzi. W pięknych górskich sceneriach, poznajemy skomplikowane i smutne losy bohaterów. Widoczne jest w powieści jak olbrzymi wpływ ma historia na postaci. Jeden mały błąd może nieść za sobą olbrzymie skutki. O tych właśnie konsekwencjach i próbach przełamania złego losu opowiada ta książka.

Dziękuję Wydawnictwu MG za powieść.

Veni, vidi… – Może nad morze?

Dwie blogerki: Bookfa i Cowartoczytac zorganizowały wczoraj rewelacyjne spotkanie blogerów książkowych. Odbyło się ono w Zatoce Sztuki w Sopocie. I ja tam byłam, i pyszne babeczki (od sponsorów z Literackiego Sopotu) jadłam.

Organizatorki zapewniły nam świetne miejsce na pogaduchy, dużo pozytywnych emocji, cudowne towarzystwo. Oczywiście zapomniałam aparatu, ale zostałam obfotografowana, więc może ktoś mnie znajdzie… A jak na święto miłośników książki przystało, będzie o lekturach. Bookfa i Cowartoczytać nie zapomniały o tym, co lubimy najbardziej. Dlatego wszystko działo się wokół książek. Miałyśmy okazję wymienić się lekturami (zainteresowały one samego Kubę Wesołowskiego), podczas bookchange. Organizatorki zapewniły nam kolejne atrakcje. Dzięki sponsorom – Literackiemu Egmontowi, MG, Audiotece – urosły nam stosiki z książkami. Czegóż chcieć więcej? Nawet dzieciaki skorzystały, ponieważ otrzymaliśmy kilka książeczek z serii o Basi.

A jednak najważniejsza była atmosfera. Nagadałyśmy się, choć potrzebowałybyśmy kilku dni, żeby wyczerpać wszystkie tematy. Za udział w „Konkursie pachnącym lawendą”, otrzymałam nagrodę od Ewy Formelli, autorki książki „Lawenda”  – dziękuję. Świetne zdjęcia zrobiła nam Ana Matusevic, za nie bardzo chciałabym również podziękować. No i czekam na kolejne spotkania…