Często mówimy, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Czy każdy syn musi być podobny do ojca, albo popełniać te same błędy, co on? Jaka jest rola taty w opiece nad potomkiem? Proces wychowawczy jest długi i skomplikowany, nawet w Ewangelii jest powiedziane, że „Poznacie ich po ich owocach”. Dzięki zbiorowi opowiadań pt. „Ojciec”, który ma premierę jedenastego października, dowiemy się więcej o relacji między rodzicem a synem. Co do powiedzenia na ten temat mają tacy polscy autorzy jak Michał Cichy, Jacek Dukaj, Wojciech Engelking, Jakub Małecki, Andrzej Muszyński, Łukasz Orbitowski, Ziemowit Szczerek, Wit Szostak i Michał Witkowski? Kilka miesięcy temu poznałam książkę o podobnej tematyce. Były to krótkie opowiadania i przypowieści pt. „Po ojcu” napisane przez jednego autora, Adama Ehrlicha Sachsa. Tym razem na jeden temat wypowiedzieli się uznani polscy pisarze. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Ziemowit Szczerek
„Międzymorze” – Ziemowit Szczerek
Ziemowit Szczerek lubi podróże po miejscach, gdzie niewiele osób zagląda. Nawet jeśli trafia w takie oblegane prze turystów, to wynajduje zakątki nieuczęszczane. Nie tyle skupia się na zabytkach, budynkach, a na ludziach, których obserwuje i z nimi rozmawia. Tym razem jednak pisarz zainteresował się terenem bardziej rozległym niż ostatnio. Nie będzie mówił tylko o Ukrainie, jak w „Przyjdzie Mordor i nas zje”, czy o drodze nr 7, ale opowie nam o Europie Środkowej. Czytaj dalej
„Siódemka” – Ziemowit Szczerek
Tytuł najnowszej książki Ziemowita Szczerka „Siódemka, przywołuje natychmiastowe skojarzenia. Znamy przecież siedem grzechów głównych, siedem archaniołów, siedem dni tygodnia. Sama liczba oznacza pełnię i doskonałość. Jednak, czy tak dzieje się w książce? Główny bohater powieści Ziemowita Szczerka rusza w drogę Siódemką – polską wersją amerykańskiej Route 66.
Tym razem autor nie raczy nas gonzo, czyli udawanym reportażem – tak jak książce „Przyjdzie Mordor i nas zje”, a daje nam powieść. Paweł, główny bohater, to dziennikarz portalu internetowego Światpol.pl, zajmuje się pisaniem takich tytułów, żeby wzrosła klikalność. Wybiera się z Krakowa do Warszawy, by rozmawiać w sprawie interesów. Rusza tytułową Siódemką, dzień po upojnym Halloween. Wszystko wskazuje na to, że będzie to powolna podróż. Kiedy bohater postanawia ugasić pragnienie, okazuje się, że w butelce ma wymieszany napój z alkoholem. Zaczyna się szalona jazda na rauszu. Czytaj dalej
Pismo Ha!art o kulturze ludowej
Swą wiedzę o kulturze i literaturze czerpię głównie z książek. Oprócz tego zaglądam do blogów, pism internetowych. A co z papierowymi magazynami? Z tym akurat mam problem. W kiosku tylko na mnie czeka kwartalnik „Książki”. Wprawdzie nie jest doskonały, bo chciałabym więcej czytać w nim o twórczości naszych pisarzy, poznawać ją (choćby poprzez opowiadania ich autorstwa), wywiadów ze znanymi twórcami, a nie otrzymywać głównie streszczenia nowości czytelniczych.
Teraz miałam okazję przeczytać ostatni numer Ha!art. Najwięcej dowiedzieć się można na jego temat zerkając na stronę internetową tego pisma. Ostatni, 44 numer, jest w całości poświęcony kulturze ludowej. Tyle, że dopiero za sprawą tego czasopisma widać, jak szerokie jest to zagadnienie. Dzisiaj wraca świadomość społeczna na temat chłopstwa. Temat przestaje być wstydliwy, czy odrzucany po tym, jak traktowany był w PRL-u. Po 1989 roku nastała powszechna moda na odszukiwanie w swojej genealogii szlacheckich korzeni, ale warto pamiętać o tym, jak ta grupa społeczna traktowała lud.
Teraz – właśnie za sprawą tego numeru Ha!art – czytelnicy mają możliwość, by uświadomić sobie czym jest współczesna ludowość. Autorzy odeszli od pojęć typu naród, społeczeństwo, by przyjrzeć się bliżej temu bardzo szerokiemu terminowi, jakim jest pojęcie lud, czy ludowość. Przy okazji odświeżyli to, co zapomniane, by zwrócić uwagę na zbiorowość. Jak wąski to margines, dowiemy się podczas lektury tego pisma.
Ponieważ próżno szukać nowego literackiego Boryny, autorzy odnajdują źródła ludowości choćby we współczesnych amiszach. Zaskakujące? A przecież to ludzie, którzy żyją tak jak kilkaset lat temu. I nie dość, że świetnie sobie z tym radzą, to jeszcze dobrze się czują w tej roli. Niemal stają się awangardą walczącą ze współczesnym konsumpcjonizmem.
W postdyscyplinarnym magazynie o kulturze współczesnej sporo artykułów będzie dotykało historii. Zwłaszcza głos Mateusza Zemli jest mi bliski. Autor dzieli się swoją opinią na temat nauczania tego przedmiotu. Trudno się z nią nie zgodzić, ponieważ autor chciałby, żeby uczniowie analizowali oraz myśleli abstrakcyjnie, a nie tylko wkuwali pod dyktando testów. Może się to udać, kiedy młodzież będzie poznawała historię z perspektywy losu jednostki.
W wydaniu ludowym Ha!art sporo miejsca poświęcono współczesnym emigrantom. Przywoływana jest książka „Afrykańska elektronika” Jana Krasnowskiego, którą wkrótce mam zamiar przeczytać, więc ciekawa jestem, czy odbiorę tę lekturę podobnie jak Magdalena Bałaga. Podoba mi się, że w piśmie są fragmenty prozy świetnego Ziemowita Szczerka, czy Zbigniewa Masternaka. Dzięki temu niecierpliwie będę się rozglądała za ich książkami.
Nie wszystkie artykuły przypadły mi do gustu. Niektóre były po prostu zbyt trudne jak dla mnie. Zwłaszcza jeśli mowa o sprawach mało znanych, warto je podawać w przystępny sposób. Dlatego chciałabym docenić wszystkie artykuły Jana Bińczyckiego i Zbigniewa Masternaka. Są przystępne, choć dotykają trudnych zagadnień.
Po lekturze pisma widzę, że Ha!art stara się wytyczać nowe szlaki w wiedzy o kulturze. Myślę, że przywołując postaci oraz zagadnienia mało znane, daje się im szansę zaistnieć we współczesnym świecie. Tylko, że nie otrzymujemy medialnej papki, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Tu trzeba włożyć odrobinę wysiłku intelektualnego. A przy okazji zmusić się do refleksji nad pojęciem zbiorowości. Spojrzeć na to zagadnienie poprzez literaturę, film, fotografię czy historię. Ciekawa jestem kolejnych wydań.
Wydanie ludowe poznałam dzięki uprzejmości Ha!art
„Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” – Ziemowit Szczerek
Wspominałam już o Ziemowicie Szczerku – tegorocznym laureacie Paszportów Polityki w kategorii literatura. Czas zatem na książkę tego autora, która intryguje już samym tytułem – „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”. Co może łączyć tolkienowską mroczną krainę z podróżami na Ukrainę? Odpowiedź okaże się zaskakująca. Jeśli jednak ktoś spodziewa się po książce Szczerka reportażu w stylu Ryszarda Kapuścińskiego, może się zawieść. Nadchodzi era gonzo…
Główny bohater książki – Łukasz Ponczyński, co jakiś czas udaje się w podróż na Ukrainę. Obserwuje ten kraj, jego mieszkańców oraz gości, którzy tam przybywają. I opisuje. Robi to w taki sposób, że przełamuje wszelkie możliwe oraz znane nam schematy. Jest niegrzecznie, hardkorowo, wulgarnie. Tego typu forma reportażowa nazywana jest gonzo. Książka ma w sobie coś z powieści i literatury faktu. Istotne jest, że autor nie ukrywa, iż stosuje subiektywny i ubarwiony opis rzeczywistości. Bohater książki opisuje zastaną rzeczywistość, a przy okazji najbardziej krytykuje Polaków udających się na Ukrainę. Żeby było bardziej kontrowersyjnie, sam utrzymuje się z pisania mocno ubarwionych artykułów o naszym wschodnim sąsiedzie.
Ludzie podróżują – ot, takie banalne stwierdzenie. Jedni wybierają świetnie zorganizowane wycieczki, które oferują biura podróży. Inni chcą się od tego odciąć, a jednocześnie dowartościować, więc jadą w miejsca ekstremalne, by poczuć adrenalinę. Oba typy turystyki Ziemowit Szczerek wyśmiewa. Bo po co Polacy jeżdżą na Ukrainę? Autor odpowiada: by leczyć kompleksy, ukazywać swoją wyższość. Wschód staje się dla nas starą fotografią, do której wracamy, by pokazać, że my, teraz, jesteśmy znacznie lepsi, cywilizowani. Poprzez Ukrainę chcemy podkreślać nasze wspaniałe oblicze: Polaka- Mesjasza narodów, odkupiciela, obrońcę chrześcijańskich wartości. Czy aby na pewno tak się dzieje?
Łukasz Ponczyński na swojej drodze spotyka wielu rodaków, czasem z nimi przemierza Wschód. Jednak wszystko co go spotyka, zmienia stopniowo jego nastawienie do Ukrainy. Początkowo nie różni się od osób przez niego opisywanych. Nie ukrywa, że czerpie z beatników, chce być trochę jak Kerouac, więc muszą pojawić się narkotyki, alkohol. Jednak zamiast jazzu, będzie ruskie disco, a podróżnikom musi towarzyszyć balsam Wigor na potencję, zapijany kwasem chlebowym.
Ziemowit Szczerek pokazuje, że nie można już wrócić do Ukrainy ze „Sklepów cynamonowych”. Pijane sentymentalne studentki polonistyki przybyły do Drohobycza „oddać hołd wielkiemu polsko-żydowskiemu pisarzowi, mistrzowi mowy polskiej” (s. 31). Jednak umiejętności językowe Marzeny i Bożeny pozostawiają wiele do życzenia, a ideał po raz kolejny sięgnął bruku. Łukasz naśmiewa się z turystów licytujących się na cmentarzu Orląt Lwowskich, kto zrobi sobie fotografię, przy najmłodszej ofierze. Powstaje z tego groteskowy obraz, w którym „Hawran (…) zrobił komórką zdjęcie facetowi, który robił komórką zdjęcie swojej żonie, która robiła komórką zdjęcie białemu krzyżowi, pod którym leżało najmłodsze z Orląt: Jaś, który miał dziesięć lat” (s. 57).
Inni chcą na siłę zaznać czystej ukraińskości. Zmuszają więc lokalnych mieszkańców do picia wódki – obowiązkowo w szklankach. Nawet chorego postawią na nogi, byle tylko osiągnąć swój cel, a ostatecznie móc się pochwalić po powrocie przed kolegami, jakiego hardkoru doświadczyli, przy dźwiękach bałałajki.
Jeden z bohaterów książki – Taras – porównuję Ukrainę do Mordoru. Według niego Tolkien we „Władcy pierścieni” pokazał, że na wschodzie jest tylko „szara masa, której wszyscy się boją. Barbarzyńcy. Tępe, grubo ciosane orki i trolle o mordach jak kalarepa. Chlupiące w szaroburym krajobrazie. (s.166)”. Oczywiście, niemal wszystkie dyskusje odbywają się przy stole suto zastawionym alkoholem.
Mocną stroną książki Szczerka jest jej język. Autor nie boi się posłużyć słownictwem ulicy, by za chwilę wrócić do literackiej polszczyzny. Skoro opisuje dyskusje podczas libacji alkoholowych, muszą pojawić się i wulgaryzmy. Jednak Szczerek posługuje się nimi tak naturalnie i swobodnie, że stają się niemal poezją. Czymś, bez czego książka straciłaby na autentyczności.
Co pozostaje po lekturze „Mordora”. Niewątpliwie kac moralny. Autor wciąga nas w swoje gonzo. Daje stereotypowe opowieści, nakręca nas, by za chwilę zapytać: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”. Głównemu bohaterowi po podróżach pozostał wstyd. Za to, że nie potrafił odciąć się od uczucia wyższości wobec Ukrainy i traktowania jej z góry. Czy nastąpi oczyszczenie i zmiana w mentalności Łukasza Ponczyńskiego? Czytelnikom książka daje do myślenia, i do wiwatu. Na tym polega siła „Mordora”.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Ha!art.
Laureat Paszportów Polityki w kategorii literatura: Ziemowit Szczerek
Laureat tegorocznych Paszportów Polityki zwraca uwagę niezwykle literackim imieniem i nazwiskiem. Równie intrygujący jest tytuł jego książki: „Przyjdzie Mordor i nas zje. Czyli tajna historia Słowian” wydany przez Ha!art. Słuchałam audycji na temat tej książki i przyznam, że mnie zaintrygowała. Czy uda mi się po nią sięgnąć? To nie jedyne moje ciche marzenie. W planach mam jeszcze powieść Łukasza Orbitowskiego, „Szczęśliwa ziemia”. Wiele osób zachwyca się z kolei Małgorzatą Rejmer i jej książką „Bukareszt. Kurz i krew”. A miało nie być planów. Cóż, jak widać tworzą się same. Takie spontaniczne całkiem mi odpowiadają…
W ubiegłym roku laureatem Paszportów Polityki został Szczepan Twardoch. Jego Morfina mnie zachwyciła. Również pozostałe nominacje były bardzo dobre. Czyli młodzi polscy pisarze mają coś do powiedzenia. Przyznam, że mnie to cieszy.