Recenzja książki: „Najbardziej niebieskie oko” – Toni Morrison

Najbardziej niebieskie okoToni Morrison nie trzeba reklamować. Literacka Nagroda Nobla mówi sama za siebie. Po prostu mamy do czynienia z pisarką z najwyższej półki. Niech to też nikogo nie odstrasza, bo Morrison pisze w sposób przystępny. A forma, którą wybiera jest w dużej mierze klasyczna, choć występują w niej niedopowiedzenia. Czytałam „Dom”, „Miłość”, ale teraz postanowiłam sięgnąć po debiut tej pisarki „Najbardziej niebieskie oko”.

Powieść została wydana w Stanach Zjednoczonych w 1970 roku. Dlaczego o tym wspominam? Otóż, dopiero teraz polscy czytelnicy mogą poznać ten tytuł, za sprawą Świata Książki oraz serii: Mistrzowie Prozy. Powieść przyniosła rozgłos Toni Morrison i (aż się nie chce wierzyć) jest na liście dziesięciu książek, które najczęściej zakazywano w amerykańskich szkołach i bibliotekach w 2013 roku. Jakie jest uzasadnienie? Autorka podejmuje w powieści problem przemocy, zastosowała w niej obraźliwy język, opisuje wulgarny seks.

Książka zatem powinna trafić do dorosłych odbiorców. Jej tematem przewodnim jest rasizm. Nie chodzi tylko o przemoc białych, która jest oczywiście obecna, ale też  nienawiść czarnoskórych wobec samych siebie.

Za sprawą „Najbardziej niebieskiego oka” czytelnik przenosi się do Stanów Zjednoczonych, do lat czterdziestych ubiegłego wieku. Główną bohaterką tej historii jest Pecola Breedlove. Dziewczynka, marząca o niebieskich oczach. Bohaterka w ten sposób pragnie zademonstrować swoje pragnienie akceptacji ze strony innych ludzi oraz odmienić swoje życie. Jak mało kto, doznaje samych złych rzeczy od losu.

Jej rodzina znajduje się na dnie. Czarnoskórzy Amerykanie dokonują podziału samych siebie na „kolorowych” i „czarnuchów”. Ci pierwsi, to ci lepsi, którym należy się szacunek i uznanie. Natomiast u Breedlove’ów nic nie jest takie, jak być powinno, bo członkowie tej rodziny się nienawidzą i nazywani są „czarnuchami”. Dorośli prawdzie współczują małej Pecoli, ale jej rówieśnicy są bezwzględni wobec koleżanki.

Dzieje się tak, gdyż Pecola ma opinię brzydkiej osoby, bo przecież jest „czarnuchem”. Dlatego marzy, żeby mieć coś wspaniałego – niebieskie oczy. Ideał piękna stanowi dla niej Shirley Temple. Społeczność traktuje Pecolę jak kozła ofiarnego. Jedynym pozytywnym uczuciem obdarza ją przez moment ojciec, który zaczyna odczuwać wobec niej miłość i nienawiść jednocześnie, aby po chwili ją zgwałcić. Dziewczynka tak bardzo pragnie odmiany, że modli się o zmianę w kolorze oczu. Wreszcie popada w obłęd i wierzy, że rzeczywiście jej oczy stały się niebieskie.

Tę tragiczną historię poznajemy za sprawą narratorki – Claudii MacTeer, która już jako dorosła kobieta opowiada o wydarzeniach z dzieciństwa. Toni Morrison zastosowała dwa rodzaje narracji. Czasami historia jest przedstawiana w pierwszej osobie. Wtedy mówi do nas dziewięcioletnia Claudia, a tekst wyróżnia się tym, że nie jest wyjustowany. Innym razem mamy do czynienia z narratorem trzecioosobowym.

Tylko Claudia i jej siostra próbują się zbliżyć do Pecoli. Nie gardzą nią, a rozmawiają – życzą jej dobrze. Kiedy dziewczynka opowiada o swoich niebieskich oczach Claudia nie wyprowadza jej z błędu. W ten sposób jako jedyna pozwala jej żyć złudzeniami. Pecola stworzyła sobie świat, by oddzielić się od pogardy, której doznała od reszty społeczności. Szaleństwo stanowi pewną formę ucieczki przed cierpieniem.

Sama Toni Morrison pisze we wstępie, że książka zawiera wątki autobiograficzne. Powieść została osadzona w miejscu, w którym autorka dorastała, w czasach po Wielkim Kryzysie. Książka została podzielona na cztery części, noszące tytuł danej pory roku. Jednak nic nie dzieje się zgodnie z nimi – nie ma wiosennej nadziei, czy letniej beztroski. Życie Pecoli naznaczone jest tylko cierpieniem.  Nawet nazwisko dziewczynki: Breedlove jest ironiczne, bo w tej rodzinie nie ma miłości.

Noblistka zaprezentowała w „Najbardziej niebieskim oku” skomplikowany wizerunek rasizmu. Czarnoskórzy Amerykanie są źle traktowani przez białych, ale sami dla siebie są jeszcze gorsi. Autorka pokazuje jak za pomocą rasizmu można zniszczyć człowieka. Wszystko dlatego, że ideałem jest biel. Możemy się zastanowić, czy autorka nie przesadziła? Myślę, że w naszej części świata jest trudniej zrozumieć ten problem, ale wystarczy sobie przypomnieć operacje plastyczne i wybielanie skóry przez Michaela Jacksona (parę dekad później). Morrison zastosowała ciekawą formę w swej powieści. Podzieliła narrację, pocięła opowieść tak, że sami musimy ją uporządkować chronologicznie. Również język jest wyjątkowy, bo poetycki i nostalgiczny, a jednocześnie oddający charakter opisywanej społeczności. Tonni Morrison już w tej książce dotyka problemów, które pojawią się w jej późniejszym pisarstwie. Historia porusza, bo autorka podejmuje w niej tematy trudne i niewygodne, a debiut stawia ją na równi z największymii prozaikami amerykańskimi.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za „Najbardziej niebieskie oko”.

Recenzja książki „Patrz pod: Miłość”, Dawid Grosman

Patrz pod: MiłośćTrudno nie sięgnąć po dzieło literackie, w którym współczesny izraelski pisarz, wpada na niezwykły pomysł, by z Brunona Schulza uczynić jednego z bohaterów swej powieści. Dawid Grosman stał się popularnym twórcą, po wydaniu książki „Patrz pod: Miłość”. Ukazała się ona w 1984 roku, w Polsce wydano ją w 2008 roku, a teraz możemy sięgnąć po jej wznowienie. Do tej pory literatura izraelską poznawałam poprzez twórczość Amosa Oza.

Powieść „Patrz pod: Miłość” Dawida Grosmana podzielona została na cztery części. Pierwsza opowiada o dziewięcioletnim chłopcu Momiku. Akcja tej historii rozgrywa się w Izraelu w 1959 roku. Rodzice dziecka przeżyli Holocaust i chcieliby oszczędzić Momikowi tego, co sami przeszli, więc ukrywają ten temat. Dziecko jednak zbiera strzępki podsłuchanych historii dorosłych i tworzy sobie własny obraz wydarzeń. Wie, że rodzice żyli w pięknym kraju „TAM”, w którym tata był władcą. Jednak przyszła „nazistowska bestia” i wszystko się zmieniło. Momik pragnie ją wyczarować w swojej piwnicy i zmusić wszystkich starych Żydów z ulicy, by podjęli z nią walkę. Niestety, jego działania wywołują jedynie lęk w starcach.

Ta część książki pokazuje, że izraelskie dzieci urodzone po wojnie, nie mogły uciec od doświadczenia Holocaustu. Ich rodzice, którzy przeżyli Zagładę chcieli ochronić przed tym doświadczeniem swoje pociechy, dlatego często traktowali ten temat jako tabu. Tyle, że Grosman pokazuje, jak wielki był to błąd. Dzieciaki zdawały sobie sprawę z istnienia tajemnicy, ale nie do końca rozumiały jej sens. Przez to, że nikt nie chciał rozmawiać Momikiem o doświadczeniach bliskich z czasów wojny, dowiadywał się o Holocauście w sposób niewłaściwy. W konsekwencji syn przejmuje lęki rodziców. Ich traumy przenoszą się na kolejne pokolenie.

W drugiej części książki „Patrz pod: Miłość” Grosmana, bohaterem staje się Bruno Schulz. Narrator ma zamiar napisać o nim powieść, więc przyjeżdża do Polski w okresie „Solidarności”. Ma nadzieję, że uda mu się odnaleźć zaginione dzieło mistrza pt. „Mesjasz”. Tutaj Dawid Grosman zaskakuje tworzeniem surrealistycznej historii. Bruno Schulz nie ginie w Drohobyczu, a udaje mu się uciec do Gdańska, by tam wskoczyć do morza i ostatecznie przeistoczyć się w rybę. Autor tworzy fikcyjną opowieść, rozpoczynając od faktów historycznych, by ostatecznie dać popis wyobraźni. Nawiązuje do prozy Schulza, oddając jej w ten sposób pewien hołd. Tak jak w „Sklepach cynamonowych” ojciec zamienia się w ptaka, tak Bruno w „Patrz pod: Miłość” staje się rybą. Jednak w Biblii woda jest symbolem zagłady, bo taki właśnie był potop. Z drugiej strony jednak oznacza również oczyszczenie.

Dwie kolejne części powieści dotyczą Anszela Wassermanna, nazywanego przez Momika dziadkiem, który w jakiś sposób przeżył obóz koncentracyjny (niewyjaśniony w pierwszej części). Autor przenosi nas do czasów drugiej wojny światowej. Brat babci Momika – Anszel  pisał przed wojną popularne historie dla dzieci. W obozie trafia na jednego z dowódców, który rozpoznaje w nim swojego ulubionego twórcę z dzieciństwa. I choć wcześniej Wasserman chciał umrzeć, ale mu się nie udawało – jako jedyny przeżył zatrucie gazem, teraz podejmuje z Neigelem grę literacką. Jak Szeherezada snuje opowieść przed komendantem obozu, ale tak by pobudzić sumienie bezdusznego ss-mana. Kiedy mu się to udaje, Neigel popełnia samobójstwo.

Czwarta część jest czymś w rodzaju encyklopedii. Opowieścią o życiu Kazika – wytworze wyobraźni Anszela. Historia, którą Wasserman opowiada naziście, dotyczy starych już Dzieci Serca. Otrzymują one niemowlę, które w ciągu 24 godzin przeżyje swój los aż do starości. Bohaterowie chcą mu oszczędzić wiedzy o Zagładzie. Mówią: „Niech na świecie będzie jeden człowiek, który przeżyje życie od początku do końca, nie wiedząc nic o wojnie” (s. 688). Jak się okaże, bohater czuje grozę otaczającą go wokół, a przez to nie potrafi być szczęśliwy i podobnie jak Neigel, popełnia samobójstwo.

Dawid Grosman pisząc powieść „Patrz pod: Miłość” próbuje odnaleźć swój własny sposób opowiadania o Holocauście. Podejmuje dyskusję ze słynnym zdaniem Adorno, że: „Pisanie wierszy po Oświęcimiu jest barbarzyństwem.” Grosman podąża własną drogę, gdyż wskazuje, że unikanie tematu Zagłady również jest złem. Tworząc fikcję literacką umyka w krainę wyobraźni, wciąż szukając odpowiedzi na pytanie, którędy mamy podążać po Holocauście. Niestety, ostatnie zdanie powieści o tym, czy znajdzie się człowiek, który nic nie będzie wiedział o wojnie, nabrało nowego znaczenia w 2006 roku, kiedy podczas działań wojennych w Libanie zginął syn Dawida Grosmana.

Autor wskazuje, że ważna jest każda jednostka ludzka. Pokazuje też możliwość ucieczki do świata wyobraźni, mimo że życie po Holocauście obdarte jest ze wszelkich złudzeń. Kreatywność Grosmana jest niesamowita, a dzieło można postawić na półce obok „Blaszanego bębenka” G. Grassa. Literatura w ten symboliczny sposób daje możliwość pojednania.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za powieść.

Recenzja książki: „Jej wszystkie życia”, Kate Atkinson

Jej wszystkie życiaZa „Jej wszystkie życia” Kate Atkinson otrzymała Costa Novel Award. Do tej pory autorka wydała już osiem powieści, ale ja po raz pierwszy miałam do czynienia z jej twórczością. Zaskoczyło mnie, że Atkinson jest tak popularna w Anglii. Dlatego chciałam się przyjrzeć temu bestsellerowi, żeby zobaczyć dlaczego zbiera tak pozytywne recenzje i opinie.

W powieści „Jej wszystkie życia” najważniejsza jest jedna data – 11 lutego 1910 roku, bo wtedy rodzi się główna bohaterka tej historii, Ursula Todd. Rodzi się, aby za chwilę umrzeć, a przynajmniej zapaść w ciemność. Tak zakończyłaby się najkrótsza książka świata, ale w „Jej wszystkich życiach” mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Otóż, główna postać ma możliwość przeżycia wielu opcji swojego losu. Wszystko zależy od tego, jakiego dokona wyboru ona sama, albo ludzie z którymi się zetknie.

Akcja powieści (a może akcje?) rozgrywa się w najtrudniejszych dla Europy latach dwudziestego wieku. Główna bohaterka będzie miała do czynienia z dwiema wojnami, ale pierwszą przeżyje nieświadomie. Za to jej ojciec weźmie udział w Wielkiej Wojnie, więc i ona wywrze ogromny wpływ na całą rodzinę. Atkinson opisuje przede wszystkim Anglię i Anglików, ale zawędrujemy również do innych zakątków starego kontynentu.

Ursula dokona swoich kolejnych wyborów życiowych, najpierw w sposób nieświadomy. Im będzie starsza, tym bardziej nabierze pewności, że pewne elementy tej układanki, jaką jest jej życie, miały już miejsce. Nie jest to jednak typowe uczucie déja vu. Z każdą kolejną egzystencją będzie starała się wyłapywać te najbardziej istotne elementy, wpływające na jej los. Okaże się jednak, że to jak decyduje główna bohaterka ma również istotny wpływ na innych. Na czym więc się skupić: własnej wygodzie, czy dobru innych?

Uważam, że pomysł na fabułę jest świetny, ponieważ daje czytelnikowi niesamowitą możliwość wyboru. Każdy z nas może z fragmentów, które tworzy autorka, wybrać taką wersję, jaka akurat mu odpowiada. Losy głównej bohaterki poznajemy co jakiś czas na nowo, a jedynym pewnym punktem są narodziny Ursuli.

Atkinson pełni rolę boga, bo przecież główni bohaterowie są marionetkami w jej rękach. Autorka pozwala sobie na niezwykłą możliwość próbowania, kreowania wydarzeń od nowa i wielokrotnie. Ograniczyć może ją jedynie wyobraźnia. Coś o czym marzy historyk, któremu nie wolno mówić: „Co by było, gdyby Hitler został zabity, zanim zaatakował Polskę?”, na to brytyjska pisarka może sobie pozwolić. I robi to bez żadnych przeszkód. Na dodatek pisze świetnie, a my otrzymujemy powieść uniwersalną – bo niekończącą się. Kate Atkinson właściwie mogłaby poprzestać na tym tytule i do końca życia tworzyć kolejne wersje opowieści o Ursuli i jej rodzinie.

Oczywiście pisarka zna granice, więc dała czytelnikowi taką powieść, która go nie znuży, ale pozostawi pewien niedosyt. Bo przecież chciałoby się pomnożyć jeszcze kilka wersji losów głównej bohaterki, choć otrzymaliśmy ponad 560 stron. Najważniejsze dla mnie było w tej książce to, że nie pozwala ona o sobie zapomnieć, a jeszcze długo po zamknięciu powieści jej fabuła tkwi głęboko w umyśle. Rodzą się też kolejne pytania, ale natury filozoficzno-egzystencjalnej. Odpowiedzi musimy jednak dać sobie sami. „Jej wszystkie życia” zapewnia więc przyjemność wieloraką: od czystej radości czytania i zagłębiania się w lekturze, po głębsze przemyślenie o ludzkiej naturze i losie.

W „Jej wszystkich życiach” Atkinson w interesujący sposób oddała realia pierwszej połowy dwudziestego wieku. Świetnie osadziła historię w miejscu i czasie, a następnie w wiarygodny sposób opisała. Poznajemy angielską mentalność, kolejne dobrze rozrysowane charaktery. Olbrzymim plusem tej książki są ciekawe nawiązania literackie. Bohaterowie często cytują znanych angielskich poetów, dramatopisarzy. Takie ciche marzenie miłośnika literatury, by chociaż czasami ktoś potrafił posłużyć się jakimś zdaniem z klasyki.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za książkę.

Recenzja książki Toni Morrison – „Miłość”

MiłośćToni Morrison jest pierwszą czarnoskórą laureatką Literackiej Nagrody Nobla, którą otrzymała w 1993 roku. Najpierw sięgnęłam po jej powieść „Dom”, a teraz przeczytałam inną słynną książkę tej pisarki – „Miłość”. Świat Książki wydał oba tytuły w serii „Mistrzowie Prozy”, a ja lubię z niej korzystać, kiedy chcę poznać twórczość pisarzy nagradzanych i wzbudzających zachwyt wśród recenzentów na całym świecie.

Tytuł książki sugeruje wiele. I rzeczywiście, wszystko oplecione zostało wokół tego cudownego uczucia, o którym wszyscy marzą. Jednak miłości towarzyszą inne emocje: nienawiść, namiętność, pożądanie, zdrada, zazdrość. Historię opowiadają kobiety, które łączy jeden mężczyzna – Bill Cosey. Choć nie żyje od dwudziestu pięciu lat, zdążył wywrzeć olbrzymi wpływ na kobiety, które stanęły na jego drodze. Ten czarnoskóry właściciel kurortu „Silk” mógł kupić niemal wszystko, ponieważ jego hotel świetnie prosperował. Jakiś czas po śmierci żony, Bill poślubia jedenastoletnią dziewczynkę, Heed. Poznał ją dzięki temu, że była najbliższą przyjaciółką jego wnuczki. Dlaczego zdecydował się na taki krok? Co obudziła w nim dziewczynka o niezwykłym imieniu – „Strzeż się nocy” (Heed the Night)? Decyzja starszego pana doprowadziła do zerwania przyjaźni między dziewczynkami. Namiętności, knowania, intrygi w domu Billa Coseya można porównać do tych dworskich z XVII, czy XVIII wieku. Kojarzą się z „Niebezpiecznymi związkami”  Choderlosa de Laclosa.

Toni Morrison stopniowo odkrywa przed czytelnikiem historie kobiet związanych z Coseyem. Kiedy wnuczka i druga żona są starszymi paniami, nadal się nienawidzą. Obie mieszkają razem, w domu należącym niegdyś do Billa. Sensem życia każdej z nich jest doprowadzenie do tego, by druga została wydziedziczona. Wszystko za sprawą niejednoznacznego testamentu, który odnaleziono po śmierci właściciela hotelu, spisanego na odwrocie jadłospisu.

Heed i Christine nie są jedynymi kobietami, związanymi z Billem. Narratorką jest również L., osoba, która zajmowała się kuchnią w hotelu. Ona jako jedyna zna całą prawdę związaną z testamentem. L. również przyłącza się do walki o władzę, stając po stronie jednej z bohaterek.

Autorka podzieliła książkę na kobiece głosy, by pomóc czytelnikowi poznać kolejne role, które przyjął William Cosey. Poprzez ową wielogłosowość początkowo prawda staje się niejednoznaczna. Każda kobieta ma swoją wersję wydarzeń, a my musimy złożyć te puzzle tak, by powstała jakaś sensowna całość. Przy okazji obserwujemy przemiany społeczne dotyczące Afroamerykanów, jakie miały miejsce w XX wieku w USA. Obraz, który otrzymujemy jest złożony, podobnie jak postacie z którymi mamy do czynienia. Niekiedy nie można nawet jednoznacznie ocenić postępowania bohaterów.

W „Miłości” świetnie opisane zostały namiętności, jakie targają ludźmi. Wzajemne relacje są bardzo skomplikowane. Pięknym uczuciom towarzyszą jednocześnie te najniższe. Nienawiść wynikająca z nieporozumień narasta, wzmaga się. Bohaterom trudno się porozumieć, nawet nie próbują tego robić, tak bardzo pochłonięci są zawiścią i złością. Jednak ostatecznie, w nieoczekiwany wręcz sposób, z powieści zaczyna płynąć pozytywne przesłanie. Oto największe rywalki dokonują pojednania. Tak jak ich życie zaczęło się od niezwykłej przyjaźni, tak na niej się kończy. Dopiero u kresu egzystencji Christine i Heed zdają sobie sprawę z bezsensu nienawiści, którą siebie obdarzały. Wtedy mogą zaznać chwili szczęścia.

Zarysowałam jedynie główny konflikt między dwiema głównymi antagonistkami w tej powieści. Autorka ukazała jednak znacznie więcej ciekawych bohaterek w „Miłości”. Losy wielu kobiet splatają się i uzupełniają, by dać czytelnikowi złożony obraz relacji międzyludzkich, targanych różnymi emocjami. Wspólnym mianownikiem będzie miłość. Pozostałe uczucia są jej konsekwencją.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Świat Książki

Recenzja książki: „Oszustki” Kerstin Ekman

OszustkiKerstin Ekman jest szwedzką pisarką, której powieści cieszą się powodzeniem, do tego stopnia, że każda jej nowa powieść staje się ważnym wydarzeniem. Czarna Owca choć przede wszystkim specjalizuje się w wydawaniu szwedzkich kryminałów, obserwując tamten rynek, zauważyła również pozytywne recenzje książek Ekman. Myślę, że warto się przyjrzeć tej pisarce. Zaskoczyła mnie choćby informacja, że Kerstin Ekman od 1989 roku nie bierze udziału w spotkaniach Akademii Szwedzkiej. Był to wyraz jej buntu, na brak reakcji członków Akademii, na  fatwę wydaną przez Chomeiniego na Rushdiego.

Powieść „Oszustki” opowiada o pisarce Lillemor Troj, która pewnego dnia dowiaduje się od wydawcy, że przejął od konkurencji jej najnowszy rękopis – autobiografię. Problem polega na tym, że nie ona napisała tę książkę. Lillemor Troj siada więc do maszynopisu, a podczas czytania, zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej życie znalazło się na skraju przepaści. W autobiografii pojawia się inna osoba, kobieta, od której pisarka uzależniła swoją działalność twórczą.

Lillemor Troj nie pisze swoich powieści sama. Od lat pięćdziesiątych tworzy je razem z kobietą, która postanowiła, że nie ma zamiaru odkrywać swej tożsamości. Babba nie ma odpowiedniego wyglądu, nie należy do klasy wyższej, ani średniej. Mimo talentu pisarskiego, chce być anonimowa. Jak pogodzić obie sprzeczne potrzeby? Pisanie i niechęć do bycia sławną? Pomocna okaże się Lillemor Troj. Obie kobiety potrzebne siebie nawzajem. Ich powieści są świetne, ponieważ Lillemor i Babba świetnie się uzupełniają. Jednak nie stają się przyjaciółkami, a ich zależność zaczyna być niebezpieczna. Budują swoją współpracę na kłamstwie. Niemal nikomu nie zdradzają tej tajemnicy.

Powieść „Oszustki” została napisana w taki sposób, by czytelnik mógł śledzić treść maszynopisu razem z Lillemor Troj. Kiedy kończy się jeden rozdział książki Babby, Lillemor dodaje swoje spostrzeżenia i myśli – zastanawia, jak było naprawdę. Tak niewiele obie o sobie wiedziały. Ich spotykanie się było możliwe tylko po to, by pisać kolejną książkę. Między kobietami narodziła się pewna niezdrowa zależność. Z drugiej strony rozerwanie tego układu nie było możliwe. Wszystkie próby tego typu, kończyły się niepowodzeniem. W końcu jemioła oderwana od drzewa musi umrzeć. Czytelnik zadaje sobie ciągle pytanie, kto w związku Babby i Lillemor jest pasożytem? Odpowiedź okazuje jest taka prosta.

Kerstin Ekman w swej powieści opisuje życie dwóch kobiet od ich młodości, aż do starości. Przy okazji mamy możliwość obejrzenia przemian, jakie zachodziły w Szwecji od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, aż do dziś. Zmiany obyczajowe, społeczne, polityczne również mają wpływ na bohaterki tej książki. Ekman dokonuje w „Oszustkach” krytyki szwedzkiej elity. Obrywa się przede wszystkim pisarzom, wydawcom, światu kultury, za oderwanie od rzeczywistości. Nikomu nie przychodzi do głowy, by zmienić swoje skostniałe poglądy na świat. Znacznie łatwiejsze okazuje się kłamstwo.

Za sprawą Lillemor Troj i Barbro Anderson, następuje zderzenie dwóch światów. Dzięki zależności tych dwóch kobiet, możemy się przyjrzeć dokładniej różnym szwedzkim grupom społecznym. Przyglądamy się jak zmieniało się społeczeństwo przez około pięćdziesiąt lat. Wnioski, jakie nasuwają się podczas lektury są niezwykle aktualne. Podczas czytania „Oszustek” przyglądamy się relacjom międzyludzkim. Kerstin Ekman pokazuje, jak często człowiek jest samotny w grupie. A swoje kontakty z innymi buduje opierając je na kłamstwie. Z jednej strony bohaterowie kreują obraz siebie na pokaz, taki by był wygodny do przełknięcia dla reszty, a potem się okazuje, jak trudno z tym żyć.

Książka Kirsten Ekman jest powieścią obyczajowo-psychologiczną. Nie ma tu szybkiej akcji, a opisy przeżyć i emocje bohaterów. Pisarka w krytyczny sposób odnosi się do życia literackiego. Podejmuje temat prawdy i kłamstwa. Autorka uzmysławia czytelnikom ważny problem: jak pogodzić dwie kwestie – chęć dostosowania się jednostki do wspólnoty z jednoczesną potrzebą zachowania swojej indywidualności. Gdzieś pośrodku czai się kłamstwo…

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca.

Recenzja książki: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” – Beata Chomątowska

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w BredzieDwa takie zeszyty jeszcze leżą w domu. Przechował je mąż. Teraz służą jako eksponaty, które wprowadzają dzieciaki w realia PRL-u. Oczywiście, młodzi nie wyobrażają sobie innego świata niż ten z komputerami, smartfonami. Poprzednia epoka kojarzy im się ewentualnie ze śmiesznymi komediami. Mojemu pokoleniu na widok tego typu zeszytów, może nagle zechcieć się wspominać „dawne, dobre, czasy”…

Beata Chomątowska napisała wcześniej książkę z gatunku: literatura faktu. W ubiegłym roku recenzenci zachwycali się jej „Stacją Muranów”. Sama miałam okazję spotkać autorkę podczas Literackiego Sopotu. Wywołała na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Świetnie i w ciekawy sposób potrafiła opowiadać o swojej książce. Tym bardziej po rozmowie o Muranowie, nie mogłam się doczekać historii o nieco innym charakterze.

Bohaterka książki „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” wyjeżdża wraz ze swym chłopakiem: R. do Holandii. Z jednej strony chcą zarobić na Zachodzie konkretne pieniądze, a z drugiej poznać na czym polega prawdziwa wolność. Wyruszają do kraju, który kojarzy im się właśnie z takimi atrybutami. Są pewni, że nie będzie żadnych ograniczeń. Kwintesencja raju na ziemskim padole. Kontrast dla Polski, która dopiero zaczyna się podnosić po tym, jak upadł komunizm. Beata i R. ruszają do niby bliskiej Holandii, do której dziś można się dostać w kilka chwil, ale wtedy nie było ich stać na samolot, więc wybierają się w drogę – autostopem. Jak w „Podróży za jeden uśmiech”. Bez przygód się nie obyło.

Beata Chomątowska pokazuje w powieści różnice jakie zaistniały między bohaterami, a Holendrami. Młodzi gastarbeiterzy spodziewali się całkowitej swobody, luzu, a przywitał ich chłód mieszkańców Bredy. Nastąpiło zderzenie kultur, bo choć Polska i Holandia nie są tak daleko od siebie położone pod względem geograficznym, ale pod względem kulturowym oba kraje znalazły się na przeciwległych biegunach.

Główna bohaterka obserwuje rdzennych mieszkańców Bredy oraz emigrantów, którzy tam przybyli. Polacy, opisywani przez Beatę, nie są czyści jak łza. Obraz emigrantów może przygnębiać, bo ostatecznie nie można na nich polegać. Młodzi ludzie przyjeżdżający do Holandii mają różne cele – od matrymonialnych zaczynając, po zarobkowe, czy choćby takie, by skosztować przyjemności oferowanych przez coffee shopy.

Beata, podczas swego pobytu w Bredzie przechodzi pewną transformację. Staje się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna. Obserwując Polaków-emigrantów i Holendrów, stara się analizować ich postawy, zgłębiać je i wyciągać wnioski. Okazuje się, że ci zamknięci w sobie ludzie żyjący „pod niskim niebem”, będą potrafili zaprzyjaźnić z przybyszami ze Wschodu. Nie robią tego jednak na hurra, tylko z właściwym dla siebie dystansem, powoli otwierają na obcych. Dzięki temu Beata może poznać i zrozumieć tych ludzi.

Kolejną sprawą, która zaskoczy główną bohaterkę, będzie sposób studiowania. W Bredzie nie spotka się z metodami, które są jej znane z Polski. Nie wolno się spóźniać, trzeba się trzymać powszechnie znanych zasad. Żadnego kombinowania, bo inaczej nie ma szans, by udało się zaliczyć semestr. Trzeba poradzić sobie z obcym językiem i nauczyć się mówić – tego się wymaga od studentów, by dyskutowali, a nie słuchali jedynie wykładów. Tego nie ma w Holandii.

Beata Chomątowska rewelacyjnie naszkicowała portret swego pokolenia u progu dorosłości. Zderzając z sobą dwie kultury polską i holenderską, uzmysłowiła nam, że w latach dziewięćdziesiątych wciąż tkwiliśmy w cieniu komunizmu ze swoimi kompleksami i stereotypami. Holandia nie dla wszystkich okazała się ziemią obiecaną. Największa bariera tkwiła w mentalności samych bohaterów. Beata wydaje się być alter-ego autorki. Ciekawy zabieg, który powoduje, że czujemy się nieco zdezorientowani, bo niekiedy wydaje się, że czytamy reportaż, by za chwilę uświadomić sobie, że mamy do czynienia z powieścią.

„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” jest opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, bez zbędnego sentymentalizmu ale z olbrzymim poczuciem humoru. Beata Chomątowska pisze w sposób ironiczny, a jednocześnie niezwykle ciepło. Opisywani przez nią bohaterowie, mimo licznych przywar, wzbudzają w czytelniku pozytywne uczucia. Pisarka pokazuje nam świat, który wcale nie musi być tak szary, jak nam się pozornie wydaje. Wszystko dzięki ludziom i relacjom miedzy nimi panującym. Autorka daje nam sygnał, że warto przyglądać się światu i obserwować go z uwagą.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarne.