„Taki właśnie jest grudzień” – Donal Ryan

Taki właśnie jest grudzień, Donal RyanPierwszą książką Donala Ryana, jaką czytałam, była powieść „Dwadzieścia jeden uderzeń serca”. Irlandzki pisarz zaskoczył mnie w sposób bardzo pozytywny i bardzo chciałam poznać inne jego książki, ale takich nie było. Wydawnictwo Relacja postanowiło zmienić tę sytuację i właśnie wydało przetłumaczony na język polski przez Ewę Peter-Podgórną tytuł „Taki właśnie jest grudzień”.

„Dwadzieścia jeden uderzeń serca” dotyczyło ludzi, którzy znaleźli się poza warstwą uprzywilejowaną. Zwykłych, znajdujących się na marginesie, ale mających problem, by wydobyć się ze swojej nieciekawej sytuacji. W książce „Taki właśnie jest grudzień” również poznajemy osobę niepasującą do reszty.

Młody Johnsey Cunliffe utracił grunt pod nogami, ponieważ stracił wszystko, co pozwalało mu jako tako funkcjonować w społeczeństwie. Najpierw na raka zmarł Tatuś. Mama nie potrafiła się z tym pogodzić, choć sąsiadki i rodzina tylko kiwali ręką na jej smutek i mówili, że po roku żałoby, smutek przeminie i wszystko wróci do normy. Tymczasem pewnego dnia Johnsey znajduje matkę nieżywą. Sprowadzona pomoc na niewiele się zdaje. Ratownicy stwierdzają zgon, który nastąpił kilka godzin wcześniej.

Dwudziestoczterolatek musi poradzić sobie sam. Rodzina zabezpieczyła go odpowiednio pod względem finansowym. Mimo to Johnsey nie czuje się na tyle dojrzały, by wziąć sprawy w swoje ręce. Nie umie podejmować dorosłych decyzji, odpowiadać za siebie. Czuje się dzieckiem, które wciąż potrzebuje opieki. Pozostaje mu samotność. Bohater nie ma nikogo, komu mógłby w pełni zaufać. Nie posiada przyjaciół, miłości, jego kontakty z rodziną i sąsiadami nie są zadowalające. Nic nie jest w stanie ukoić jego bólu. Cierpi z powodu samotności, choć nie potrafi nic z tym zrobić.

Społeczność lokalna uważa go za wioskowego przygłupa. Kogoś, kto zasługuje na dokuczanie i szykany. Tymczasem właśnie Cunliffe posiada więcej, niż inni. Odziedziczona przez niego farma jest wiele warta. Natomiast jego dawni koledzy ze szkoły spędzają czas na piciu piwa, nie chodzą do pracy i całą swoją złość kumulują na Johnseyu, zazdroszczą mu jego majątku. Dochodzi do pobicia, a młody właściciel farmy trafia w poważnym stanie do szpitala. Tam może odmienić się jego los, wszystko za sprawą dwóch osób. Czy tak się jednak stanie? Czy Cunliffe odnajdzie miłość i przyjaźń?

W powieści Donala Ryana oglądamy Irlandię zwykłych ludzi. Mamy do czynienia z mieszkańcami wsi, widzimy ich codzienność. Rzeczywistość pozbawioną złudzeń i marzeń. Johnsey nijak tu nie pasuje ze swoją delikatnością. Owa wrażliwość zostaje potraktowana, jak coś, co miejscowi wykorzystają przeciwko głównemu bohaterowi. Natomiast Johnsey nie umie podejmować decyzji, nawet nie wie, co powinien czuć w danej sytuacji. Marzy by stać się silnym mężczyzną, kimś kto potrafi się postawić, albo chociaż znaleźć właściwą ripostę. Nic z tego.

Na główną postać spada ogrom nieszczęść. One pogłębiają jego poczucie wyobcowania. Książka została podzielona na dwanaście części. Zaczynamy od stycznia, zgodnie z rokiem kalendarzowym. Na wsi każdy kolejny miesiąc oznacza inne prace na roli. Johnsey przypomina sobie, co robił Tatuś na farmie o danej porze roku. Sam nie musi się już temu poddawać. Nie wie jednak, w którym kierunku podążyć. Nie chce nic zmieniać, tkwi w tym, co było i pogrążą się w coraz większym smutku. Nie potrafi zaakceptować siebie, tego jaki jest.

Donal Ryan napisał powieść, która sprawi, że razem z głównym bohaterem będziemy odczuwać jego smutek. Autor poruszy nie raz czytelnikiem, sprawi, że będziemy potrafili odebrać niemoc Johnseya. Prócz tych gorzkich momentów, pojawią się chwile nieco weselsze. Pojawią się różne emocje, a także nie zabraknie elementów zaskoczenia. Pisarz kreśli historię w sposób zwięzły, bez zbędnych ozdobników, używa niedopowiedzeń, zostawiając ostateczną interpretację nam, odbiorcom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *