Powieść „To dla Pani ta cisza” jest ostatnią książką Maria Vargasa Llosy. Laureat Literackiej Nagrody Nobla zmarł 13 kwietnia tego roku, w wieku 89 lat. Peruwiańczyk otrzymał najważniejsze wyróżnienie dla pisarzy w 2010 roku. Od tego czasu zdążyłam przeczytać kilka książek, ale najnowsza czekała na półce na swoją kolej. Postanowiłam sięgnąć po ten tytuł, jak tylko znajdę wolną chwilę. W majówkę jest trochę więcej czasu, więc udało mi się to zrobić.
Głównym bohaterem powieści jest Toño Azpilcueta, dziennikarz i znawca muzyki. Pisze recenzje do pism, ale najbardziej pasjonuje go muzyka ludowa. Uwielbia peruwiański walc, który wliczyć można do badanej przez niego muzyki kreolskiej. Nie udaje mu się jednak początkowo zrobić większej kariery naukowe, choć można uznać go za intelektualistę. Niszowa muzyka nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem na uczelniach ani ze strony naukowców, ani studentów, więc jego kariera akademicka szybko się skończyła.
Pewnego dnia mężczyzna zostaje zaproszony na koncert Lalo Molfino. Słyszy jego muzykę zaledwie raz, ale okazuje się ona wielkim odkryciem dla dziennikarza. Podziwi niezwykły talent gitarzysty. Tajemniczy geniusz znika z życia Toña. Wkrótce dziennikarz odkrywa, że Lalo nie żyje. Jednak geniusz muzyka dla Toña jest kamieniem milowym w myśleniu o muzyce ludowej. Nagle wszystko nabiera nowego sensu. Azpilcueta odnajduje w sobie ogromne pokłady energii, by pisać biografię Lala.
Książka, jaka powstaje, nie kończy się jednak na historii utalentowanego gitarzysty. Azpilcueta kreuje w swojej pracy nową ideę. Według niego kreolska muzyka może stać się tym, co zjednoczy Peruwiańczyków. Jest to o tyle istotne, że w kraju akurat trwał konflikt pomiędzy rządem Peru a lewicowymi radykałami z ugrupowania Świetlisty Szlak. Trudno było o poczucie bezpieczeństwa, a ludzie byli między dobą bardzo podzieleni. Nic dziwnego, że idea Toña zaczęła cieszyć się pewnym uznaniem.
Początkowo nic nie wskazywało na to, że książka Azpilcuety trafi do serc czytelników. Na spotkanie autorskie przyszli tylko najbliżsi. Potem jednak zaczęto dyskutować o tytule. Dziennikarz nagle trafia na szczyt, staje się niemal gwiazdą. Czy jednak uda mu się utrzymać ten status?
W powieści M. V. Llosy dostrzeżemy, że we współczesnym społeczeństwie nie ma miejsca dla intelektualisty w ogóle, nie tylko dla tego, który zajmuje się niszowym tematem. Znawcą staje się na chwilę, a potem boleśnie się spada na ziemię, gdy temat przestaje być dostrzegany przez innych. Toño, zwykły dziennikarz zajmujący się muzyką ludową, tylko przez chwilę zostaje dostrzeżony, uznany za kogoś, kto może zająć się tym tematem na skalę naukową.
Llosa pisze nie tylko w wyjątkowy sposób o muzyce. Przygląda się ludziom takim jak on sam. Czy to będzie pisarz czy znawca muzyki, społeczeństwo nie będzie widziało w nim wizjonera dłużej niż przez moment krótki jak mgnienie oka. Pasja Toña staje się czymś w rodzaju obsesji. Im więcej czasu poświęca genialnemu wirtuozowi, tym więcej przychodzi mu do głowy przemyśleń zataczających coraz szersze kręgi tematyczne. Czy jego przemyślenia są czymś więcej niż utopią? Pisarz nie daje nam łatwych odpowiedzi. Odbiorca musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to opowieść o miłości do muzyki, o pasji, czy może o popadaniu w szaleństwo. Jak często ludzie w pewnym wieku, tacy jak Toño, z bohaterów stają się komediantami, wyszydzanymi przez innych?
Powieść „To dla panie ta cisza” skłania czytelnika do refleksji. Noblista w ciekawy sposób pisze o muzyce, o której przeciętny Polak raczej nie ma zielonego pojęcia, ale dzięki opisom autora potrafimy poczuć, jak ważna jest dla bohatera, dzięki temu w jaki sposób została opisana. Czytając tę historię miałam również poczucie, że trzymam książkę, która stanowi swego rodzaju pożegnanie z czytelnikami. Opowieścią o niemożliwości osiągnięcia ideału również w pisaniu. Znaczący jest też tytuł powieści, warto pomyśleć również o nim, nie tylko o sensie samej historii, czy jej formie.
PS Powieść przełożył Tomasz Pindel.
Książki tego autora są moim ogromnym wyrzutem sumienia. Mam w planach sięgnięcie chociaż po jedną, żeby przynajmniej sprawdzić czy książki tego pisarza są dla mnie.