Eugenia Kuzniecowa jest jedną z ważniejszych pisarek ukraińskich młodego pokolenia. Jej książki docierają również do polskich czytelników i są przez nich doceniane. Do tej pory miałam okazję poznać „Nim dojrzeją maliny”, a potem „Drabinę”. Teraz, pod koniec jesieni, możemy sięgnąć po najnowszą powieść pt. „Wróżby to rzecz zimowa”. Książkę na język polski przełożyła Iwona Boruszkowska.
Akcja powieści rozgrywa się na wsi położonej nad Dnieprem. Przyjeżdża tu Jana, etnolożka. Z Kijowa przenosi się na prowincję, by prowadzić badania do swojej pracy naukowej. Zajęła dom po swoim ojcu, w którym nikt nie mieszkał. Teraz ma okazję poznać najbliższych sąsiadów. Odkrywa też ich codzienność, ich problemy, troski. Do tego dojdą lokalne wierzenia i tradycje, które są nam mało znane, choć znajdziemy również pewne wspólne elementy.
Rzeczywistość na wsi nie sprzyja temu, co określamy jako zdobycze współczesnej cywilizacji. Nowoczesna technologia zwyczajnie nie radzi sobie bez zasięgu i braków prądu. Telefony nie działają cały czas, a najbardziej skuteczną metodą na ogrzanie mieszkania okazują się tradycyjne piece. W momentach połączenia ze światem dowiedzieć się można o atakach Rosjan, czy o nalotach. Na wsi wydaje się to nieco odległe, ale atmosfera zagrożenia wciąż jest obecna. Rodziny najbardziej martwią się o tych, którzy są w armii, albo za chwilę do niej trafią.
Jana odkrywa nie tylko dawne tradycje, ale widzi, że niektóre z nich wciąż pełnią dawną funkcję. Poprzez magiczne myślenie, sypanie maku w kątach czy na progu, odgania się zło. Tak naprawdę wyrzucane są lęki tych, którzy nieustannie się martwią o bliskich. Na co dzień dużo daje zanurzenie się w codziennych obowiązkach. Tradycyjny dom jest enklawą dla rodziny, stanowi też kontrast dla miejskiego życia.
Główna bohaterka poznaje malarza, Maksyma, który opiekuje się ojcem z demencją. Starszy pan był wcześniej lekarzem, więc dla spokoju tak mu zorganizowano dzień, by wciąż myślał, że pracuje. Przychodzą nawet „pacjenci”, by mężczyzna nie stresował się, że nie może wykonywać swojej profesji. Jana poznaje bliżej Maksyma, jego byłą żonę, syna, przyjaciół. Kobieta przygląda się światu jako etnolog, ale również odkrywa pewne prawdy, które może skonfrontować z dotychczasowymi poglądami. Czy Maksym oraz Jana odnajdą się i odkryją, że mogą być razem? Znają wprawdzie aplikacje typu Tinder, ale może one wcale nie są im do niczego potrzebne, ponieważ mają wszystko, czego potrzebują, na odległość jednego domu.
Jak odnaleźć nadzieję w świecie pełnym niepewności? Eugenia Kuzniecowa w powieści „Wróżby to rzecz zimowa” wcale nie skłania się ku magicznemu myśleniu. Ukazuje rzeczywistość, w której mimo braku poczucia pewności co do jutra, docenia teraźniejszość. Chciałoby się powtórzyć za pewnym rzymskim poetą: „Carpe diem”. Nie chodzi jednak o egoistyczne podejście do życia. W powieści pada zdanie: „Wszystko co mamy, to te dni. Może zapamiętamy je jako szczęśliwe.”
Eugenia Kuzniecowa po raz kolejny pokazuje, że można pisać o najważniejszych dla człowieka kwestiach w sposób subtelny, pełen wrażliwości i empatii. Czytając „Wróżby…” czujemy się, jakbyśmy dotarli do miejsca pełnego ciepła. Tak we własnej wyobraźni przenoszę się do czasów dzieciństwa: do rodzinnej kuchni, w której pachnie świeżo przygotowywanymi potrawami i nie brakuje rozmów o wydarzeniach błahych, zabawnych, ale też poważnych. Bohaterowie powieści Eugenii Kuzniecowej zdają sobie sprawę, że ta chwila za moment przeminie, ale doceniają te momenty, w których więzi stają się jeszcze mocniejsze. Kiedy czytałam książkę, właśnie te wszystkie refleksje przychodziły mi do głowy. Miałam też poczucie, że mimo trudnej rzeczywistości w jakiej żyją bohaterowie, pojawi się w nich nadzieja.
PS Powieść na język polski przełożyła Iwona Boruszkowska.