„Wyspa Węży” – Małgorzata Szejnert

Wyspa Węży, Małgorzata SzejnertRodzinne historie mogą zainspirować takich reporterów jak Małgorzata Szejnert. Tego nazwiska nie trzeba przedstawiać miłośnikom gatunku, czy ludziom, którzy chcieliby podążać jej śladem i zajmować się literaturą faktu. Poznałam ostatnie wydane książki Małgorzaty Szejnert: „My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u” oraz „Usypać góry. Historie z Polesia”. Teraz możemy sięgnąć po najnowsza publikację reporterki noszącą tytuł „Wyspa Węży”.

Małgorzata Szejnert porządkując rodzinne dokumenty uznała, że pewne znane jej elementy w rodzinnej historii nie pasują do tego, co wyłania się z listów z czasów drugiej wojny światowej. Okazało się, że to, co opowiadano jej o wuju Ignacym Raczkowskim jest osnute mgłą tajemnicy. Pisarka dostrzegła, że opowieści o „Raku” urywają się w pewnym konkretnym momencie. Co takiego się stało, że przestano wspominać o tym, co się działo z wujem po 1939 roku? Przecież bliscy Małgorzaty Szejnert opowiadali o jego dokonaniach, jako żołnierza carskiej armii, a także oficera Wojska Polskiego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Przeglądanie starych listów pozwoliło jej dojść do tego, że wuj „Rak” został pochowany na cmentarzu w Rothesay na niewielkiej wyspie Bute leżącej u brzegów Szkocji. Rodzina reporterki nigdy o tym nie wspominała, a Małgorzata Szejnert sądziła, że wuj przebywał w czasie wojny w Anglii. Te małe nieścisłości oraz niedopowiedzenia zaintrygowały reporterkę, dlatego postanowiła sprawdzić, co się za tym kryje.

„Wyspa Węży” rozpoczyna się od opisu miejsca. Pisarka przybywa do Rothesay na wyspie Blute. Na niewielkiej przestrzeni znalazło się miejsce dla ptaków. Choć miejsce przezwane zostało wyspą węży, nie ma tu groźnych gadów, występują mniej więcej takie same jak w Polsce. Po wybuchu drugiej wojny światowej, na Blute trafiło wielu polskich oficerów. Małgorzata Szejnert po siedemdziesięciu latach szuka śladów, jakie po sobie zostawili. Okazuje się jednak, że w zbiorowej świadomości mieszkańców wyspy niemal nie zostali zapamiętani. Ten fakt może nie wzbudzać naszego zdziwienia. Bardziej intrygujące jest to, że nie znamy tego fragmentu naszej historii. Dlaczego została niemal wymazana?

Małgorzata Szejnert odkrywa przed czytelnikami to, czego się dowiedziała o tym, co się działo z polskimi oficerami na szkockiej wyspie Bute. Okazało się, że było to miejsce odosobnienia dla przeciwników generała Władysława Sikorskiego. Na wyspę trafiło kilka setek oficerów za to, że nie myśleli tak jak emigracyjne władze, czy uznano ich winnymi klęski wrześniowej. Nie był to obóz koncentracyjny, czy więzienie, ale wojskowi tu żyjący mieli poczucie bezczynności, a pragnęli walczyć w obronie ojczyzny. Nie było im to jednak dane.

Osobą odpowiedzialną za zesłanie oficerów na wyspę był Izydor Modelski. Generał ów okazał się antypiłsudczykiem, a co jeszcze bardziej interesujące, należał do rodziny Małgorzaty Szejnert, ponieważ był mężem siostrzenicy jej dziadka. Reporterka snuje opowieść o swoich bliskich, ale odkrywa przed nami ślady Polaków przebywających w czasie wojny na Bute. Poznajemy wspomnienia, jakie zostały po oficerach. Małgorzata Szejnert odkrywa przed nami, co czuli ci ludzie, których przedstawiano jako zbyt starych, czy stchorowanych, by trafili na front. Oprócz tego otrzymywali łatkę, jako ci, którzy są niezbyt pewni politycznie.

Pisarka w „Wyspie Węży” portretuje ludzi, którzy trafili na Bute. Jednak nie zanurza się w samej historii. Otrzymujemy również obraz współczesnej wyspy. Dostrzegamy te nieliczne ślady po Polakach, które pozostały. Mamy okazję poznać współczesnych ludzi oraz ich opowieści. Wszystko oparte zostało na pewnych zbliżeniach i szczegółach, o których opowiada Małgorzata Szejnert. Te drobnostki na pozór wydają się nieistotne, jednak właśnie one pozwalają zrozumieć epizody z przeszłości. Najważniejsze jednak jest to, że choć mamy do czynienia z opowieścią o niewygodnych momentach z naszej historii, ale reporterka nie ocenia, nie wpisuje się w żadną z ideologii, a daje nam szansę na poznanie mało znanego epizodu z czasów drugiej wojny.

    • Do tej pory niewiele się mówiło o tym, jak wyglądała polityka Sikorskiego wobec wojskowych, którzy mieli inne poglądy niż generał. Warto się temu przyjrzeć bliżej.

  1. O reportażach Małgorzaty Szejnert słyszałem już tyle dobrego, że ilekroć natrafiam na recenzję którejś z jej książek, każdorazowo odczuwam wyrzuty sumienia, że nie znam jeszcze dorobku tej artystki.

    • Reportaże Małgorzaty Szejnert stanowią wzór dla młodych reporterów, którzy chcą pisać dobre teksty, niekoniecznie sensacyjne. Jest to literatura z najwyższej półki, gdzie wszystko ma znaczenie, zarówno forma, jak i treść – nawet najmniejszy szczegół jest tu dostrzeżony i wzięty pod uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *