„Wyspa” – Sigríður Hagalín Björnsdóttir

Wyspa, Sigríður Hagalín BjörnsdóttirWyobrażam sobie, jak przyjemnie byłoby wybrać się na Islandię i przemierzyć ją na rowerze. Oczywiście pod warunkiem, że akurat byłyby odpowiednie do tego warunki atmosferyczne. Chciałabym zobaczyć te niesamowite widoki. Jednak surowy klimat nie sprzyja temu, by wyspa była samowystarczalna i dawała swoim mieszkańcom wszystko, czego potrzebują. Zresztą niewiele jest państw, które poradziłyby sobie bez współpracy z innymi. Wystarczy sobie przypomnieć Koreę Północną. Co mają wspólnego te moje wynurzenia z debiutancką książką Sigríður Hagalín Björnsdóttir, oprócz tego że sama autorka jest z Islandii?

Ernest Hemingway w powieści „Komu bije dzwon” napisał, że „Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą”. Sigríður Hagalín Björnsdóttir nie bez powodu odwołuje się już na samym początku do tej myśli, czyniąc ją mottem swojej powieści. Dzisiaj wydaje się nam, że jesteśmy indywidualistami, damy sobie radę bez innych ludzi, ale czy rzeczywiście? W powieści „Wyspa” zostały opisane fikcyjne wydarzenia i widzimy, jak na Islandii dochodzi do katastrofy technologicznej. Internet przestaje działać, a wyspa traci kontakt ze światem zewnętrznym. Łącza funkcjonują jedynie lokalnie. Nie wracają samoloty i statki wysłane z Islandii, nie są widoczne na żadnych radarach. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co się stało? Czy doszło do zamachu na Islandię? A może chodzi o problemy natury technicznej, albo zwykłą awarię, która za jakiś czas zostanie wykryta i naprawiona?

Jak będzie rozwijała się sytuacja na wyspie, zobaczymy z perspektywy zwyczajnych ludzi, którzy spróbują dostosować się do nowych warunków. Czy będą potrafili żyć tak, jak ich przodkowie? Dzięki dziennikarzowi, który jest jedną z najważniejszych postaci występujących w książce, będziemy mogli dostrzec, jakie zmiany nastąpią w świecie polityki. Hjalti, z natury samotnik, osobiście zna panią premier. Została nią Elin Olafsdottir dawna minister spraw wewnętrznych, ale odkąd z niektórymi członkami rządu nie ma kontaktu, bo w momencie odcięcia od świata znaleźli się poza wyspą, musiało dojść do zmiany stanowisk na najwyższych szczeblach władzy.

Zobaczy, jak zmienia się system polityczny w czasie kryzysu. Nowy rząd musi szybko znaleźć pomysł na utrzymanie władzy. Potrzebna jest skuteczna propaganda. Dlatego Hjalti otrzyma możliwość, by stać się jednym z beneficjentów nowej władzy, pod warunkiem, że przymknie oko na pewne niewygodne sprawy. Co będzie dla niego ważniejsze? Czy własny komfort, a jednocześnie zaprzedanie wartości, w które bohater do tej pory wierzył? A może prawda stanie się ważniejsza?

Inną bohaterką jest Maria, imigrantka z Hiszpanii, która przyjechała na Islandię kilkanaście lat temu. Polityka rządu doprowadza do tego, że na wyspie zaczyna dominować nacjonalizm. Pojawiają się hasła podobne do tych, które głosił Hitler. Jednocześnie należy uspokoić mieszkańców Islandii. Jak odciągnąć uwagę od tego, że wkrótce zaczynie brakować żywności? W powieści zobaczymy, jak stopniowo upada wszystko, co kojarzy się nam ze współczesną myślą, czy naukową, czy społeczną, czy polityczną. Na pierwsze miejsce wybija się instynkt przetrwania. Dlatego rasistowskie hasła już nie rażą, a szansę na przetrwanie mają najsilniejsi.

Powieść „Wyspa” jest dystopią w połączeniu z thrillerem i fikcją polityczną. Widzimy, jak rodzi się totalitaryzm i upada demokracja. Trudną sytuację wykorzystują politycy, którzy potrafią podporządkować sobie społeczeństwo. Działają poprzez propagandę, rzucając hasła, które zezwalają na przesuwanie granic moralnych. Trzeba poszukać wroga dla całego społeczeństwa. Tym kozłem ofiarnym okażą się imigranci, a hasła takie jak solidarność zostają zupełnie wypaczone.

Lektura książki zmusza czytelnika do zastanowienia się nad tym, co zrobilibyśmy w chwili podobnego kryzysu. Żyjemy w świecie pełnym wygód. Ułatwienia nas rozleniwiają, a jednocześnie sprawiają, że wydaje się nam, że osiągnęliśmy wszystko. Czy rzeczywiście? „Wyspa” pokazuje jak kruchy jest ów ład, który posiadamy. Powieść zmusza na do refleksji nad tym, co jest dla nas najważniejsze. Nie dziwi porównanie książki do dzieł Orwella, Goldinga, czy Huxleya, ponieważ mamy do czynienia ze świetnie napisaną i przekonującą powieścią. „Wyspę” można odbierać zarówno metaforycznie, jak i dosłownie. Otrzymujemy wizję, która pokaże nam człowieka, jako jednostkę i to, jak funkcjonuje w społeczeństwie dotkniętym kryzysem. Mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji, ponieważ po tej lekturze czuję niedosyt i tak jak było w powieści „Oryks i Derkacz” Margaret Atwood, chciałabym otrzymać rozwinięcia wielu wątków.

  1. Spotkałem się już z podobnymi opiniami na temat tej książki, tzn, że sam koncept jest bardzo dobry, ale sama lektura pozostawia lekki niedosyt. A takie blackouty będą tym niebezpieczniejsze, im bardziej nasza cywilizacja będzie uzależniona od energii elektrycznej i wirtualnej rzeczywistości.

    • Jeszcze pół wieku temu nie wszędzie była elektryczność, a dzisiaj dzień bez prądu wywołuje wielkie poruszenie – bo jeszcze bez telewizji się da żyć, ale bez lodówek jest trochę gorzej. Natomiast ów niedosyt po lekturze wywołany jest tym, że autorka wolała diagnozować, niż odpowiadać czytelnikom, co doprowadziło do klęski.

    • Polecam – nawet jeśli ktoś ma mało czasu, to „Wyspa” nie jest obszerna, a tak została napisana, że się ją pochłania w bardzo krótkim czasie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *