„Cytrynowy stolik” – recenzja opowiadań Juliana Barnesa

Cytrynowy stolikZa sprawą książek Alice Munro przypomniałam sobie, że istnieją opowiadania. Do tej pory sięgałam po nie sporadycznie. Łatwiej mi zaprzyjaźnić się z bohaterami z powieści kilkusetstronicowej, niż żegnać z takimi, do których ledwo zdążyłam się przyzwyczaić.

Forma literacka, wybrana przez Juliana Barnesa, nie należy do najłatwiejszych. Przecież na kilkudziesięciu stronach należy tak naszkicować świat przedstawiony, by czytelnik uznał go za wiarygodny. A jeszcze chciałoby się, żeby był ciekawy… Zbiór „Cytrynowy stolik” niewątpliwie taki jest. Książka porusza ważne problemy, ale spodobać się może nie tylko recenzentom, czy krytykom literackim, ponieważ czyta się ją lekko.

Juliana Barnesa uznaje się za jednego z najlepszych brytyjskich pisarzy. Jego najnowsza powieść z 2011 roku – „Poczucie kresu” – zdobyła niezwykle prestiżową nagrodę „The Man Booker Prize”. Właśnie dlatego sięgnęłam po „Cytrynowy stolik”, by sprawdzić, czy rzeczywiście mam do czynienia z literaturą wysoką.

Jedenaście opowiadań zebranych w jednym zbiorze łączy jeden motyw. Jest nim przemijanie. Bohaterowie są zazwyczaj u kresu swego życia, przyglądają się mu i albo akceptują starość, albo stawiają jej opór. Koniec egzystencji niezbyt często staje się głównym tematem książek. Pisarz choćby w „Krótkiej historii fryzjerstwa” pokazuje jak główny bohater zmienia swoje myślenie o życiu z biegiem lat. Obserwujemy go jednak niezmiennie na fotelu u fryzjera.

Okazuje się, że w późnym wieku można doświadczać namiętności, dopuszczać się zdrad i zbrodni. Barnes zabrał mnie w podróż do dziewiętnastowiecznej Rosji i Szwecji, gdzie miłość i uczucie rozgrywa się głównie w umysłach bohaterów, w ich wnętrzu i nigdy nie zaznaje spełnienia. A jednak Barnes wystrzega się sentymentalizmu. Potrafi ironizować, czy pokazywać starość w nieco krzywym zwierciadle, wywołując uśmiech na ustach odbiorcy.

Autor „Cytrynowego stolika” za każdym razem w swoich opowiadaniach porusza ważne kwestie. Wraz z bohaterami zastanawiamy się nad sensem istnienia. Z nimi musimy pogodzić się z nieuchronnością przemijania. Jednak ani pytania, ani odpowiedzi nie są banalne, choć przecież w opowiadaniach nie ma zbyt wiele miejsca, by takie problemy rozwinąć. Jednak Barnesowi się udaje. Narracja zawsze jest na wysokim poziomie, mimo że bohaterowie w opowiadaniach są zupełnie różni. Chciałoby się powiedzieć za najlepszą polską poetką – „Jak dwie krople czystej wody”.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

Noblistka Alice Munro i „Przyjaciółka z młodości”

Przyjaciółka z młodościMoja słabość do Alice Munro okazała się być uzasadniona. Wreszcie jej twórczość została nagrodzona Literackim Noblem. I choć w tym roku ponoć zaskoczenia nie było, cieszę się, że laury zbiera moja ulubiona pisarka. „Przyjacióka z młodości” – czyli zbiór opowiadań tejże autorki – potwierdza moje wcześniejsze zachwyty, które wyrażałam opisując tom debiutancki Munro („Taniec szczęśliwych cieni”) i ostatni zbiór („Drogie życie”).

„Przyjaciółka z młodości” została wydana w 1990 roku. Za ten zbiór opowiadań otrzymała Trillium Book Award. Po niemal ćwierwieczu od ich napisania,  problemy, które podejmuje Alice Munro, są aktualne, ponieważ dotyczą szeroko pojętego przemijania i uczuć.

Bohaterki dziesięciu opowieści oglądają się wstecz na swoje życie i dokonują pewnej analizy. Niekiedy też poznajemy ich losy na chwilę po ważnych dla nich wydarzeniach, które w jakimś stopniu odmieniły ich los. Coś, co dla innych było banalne i nieważne, dla nich stanowiło punkt zwrotny.

Historie, choć niby proste, niekiedy zaskakują. Zmuszają do zastanowienia – tak jak w pierwszym opowiadaniu noszącym tytuł „Przyjaciółka z młodości”. Coż w tym dziwnego, że Robert poślubił Ellie? Byłoby to zwyczajne, gdyby pominęło się fakt, że wcześniej mężczyzna był zaręczony z jej siostrą Florą… Kiedy młodsza Ellie umiera, nic nie stoi na przeszkodzie tej parze, więc tym większe jest zaskoczenie, że Robert żeni się z pielęgniarką. Dlaczego Flora nie walczy? Coż, Alice Munro nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Bohaterom przyglądamy się z pewnego dystansu, bo przez pryzmat obserwatorów, którzy  nie potrafią poznać ich wnętrza. Zauważają skutki, natomiast przyczyny dopisują sobie sami. Jednak na ile są one prawdziwe?

Noblistka oddaje też głos mężczyznom. Nie wszystkie opowiadania zostały napisane z punktu widzenia kobiet. Natomiast powtarzają się motywy. Mowa w tych dziesięciu historiach o miłości, nienawiści, zdradzie, czy zmarnowanych szansach. Bohaterowie dokonują pewnych wyborów, a następnie – po jakimś czasie – im się przyglądają. Niekiedy zaskakuje ich samych, że to co kiedyś wydawało im się tak ważne, po latach straciło na znaczeniu.

Proza Alice Munro wydaje się być schematyczna, ale na tym polega siła pisarki. Każde opowiadanie napisane jest w podobnym stylu. Niespieszna, powolna narracja, powoduje, że łatwo wkraczamy w świat wykreowany przez autorkę. Szczegółowe, choć przecież lakoniczne opisy, wtłaczają nas do tego świata, by za chwilę zmusić czytelnika do zastanowienia nad wyborami dokonanymi przez bohaterów.

Noblistka posługuje się tymi samymi narzędziami, a za każdym razem otrzymujemy coś zupełnie innego. Niektóre postacie irytują, wywołują poczucie niepokoju. Czujemy się tak, jakbyśmy to my dokonywali tych wyborów. Pisarka potrafi z prostych opowieści o życiu, stworzyć historie bliskie czytelnikowi.

Ważnym motywem w twórczości Munro jest przemijanie. Często pojawia się problem niespełnionych nadziei. Życie ludzkie jest targane przez los i choć chcemy na nie wpływać, niekiedy toczy się ono zupełnie inaczej, niż byśmy sobie to planowali. Pisarka skupia się na tych czynnikach, drobnych rzeczach, które zmieniają bieg naszego życia, ale zobaczyć je możemy dopiero po fakcie. Kiedy zmiana się już dokonała i nie mamy na nią żadnego wpływu.

Warto o jednym pamiętać – zdaje się upominać jedna z bohaterek Alice Munro z opowiadania „Inaczej”:

– Chodzi mi o to, że żyjemy tak, jakbyśmy… Nie jesteśmy wieczni.

Raymond uśmiecha się coraz szerzej i kładzie jej rękę na ramieniu.

– A niby jak mielibyśmy żyć ? pyta.

– Inaczej – odpowiada Georgia. (?) 

Dzięki „Przyjaciółce z młodości” czytelnik może na chwilę przybliżyć się do esencji istnienia. Zbliża się do odpowiedzi o sens bytu, już niemal go dotyka, by za chwilę wszystko sie rozpłynęło i okazało tylko ułudą. Pozostaje chwila, którą warto się rozkoszować, póki jest nam dana.

Opowiadania Kanadyjki służą do rozsmakowywania się w nich. I choć danie może się wydawać proste – przez formę jaką wybrała autorka – okaże się, że może być wykwintne oraz wyszukane. Każda historia zostawia w czytającym pewną myśl, wrażenia nad którymi trzeba się zastanowić. Opowiadań nie można przeczytać i zapomnieć. Zostają w umyśle na długo, bo poruszają i zaskakują. Jednocześnie uświadamiają, że są nam bardzo bliskie – przecież opowiadają właśnie o nas.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

Amos Oz „Wśród swoich”

Wśród swoichAmos Oz jest izraelskim pisarzem, uznawanym za jednego z głównych kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Muszę się pochwalić, że posiadam wyjątkowy egzemplarz „Wśród swoich”, bo z autografem autora.

Jak wygląda życie w utopii – o tym właśnie mówi zbiór ośmiu opowiadań Amosa Oza. Kibuc  miał być idealnym światem. Miejscem, gdzie żyją ludzie w komunie, bez własności, pracujący dla dobra całej społeczności. Przestrzenią, gdzie syjonistyczni pionierzy chcieli stworzyć nowego człowieka i nowe społeczeństwo. Ideą równie piękną, co naiwną oraz niemożliwą do spełnienia.

Akcja opowieści rozgrywa się pod koniec lat pięćdziesiątych. W miejscu bliskim autorowiAutograf Amos Oz, który młodość i dojrzałość spędził w kibucu. Opisywana w książce społeczność  pozornie funkcjonuje idealnie. Jednak wystarczy przyjrzeć się jej bliżej, by zobaczyć pęknięcia. Bohaterowie żyją razem, ale jednocześnie są brdzo samotni. Kolektyw dał im poczucie ładu i porządku, ale nie ma tu miejsca na indywidualizm, czy własne zdanie. Należy podporządkować się dla dobra grupy.

Przerażające są opisy dziecińca – miejsca, w którym spały małe dzieci, bez rodziców. Kiedy jedno z nich jest maltretowane przez rówieśników, nie potrafi zrozumieć go nawet własna matka. Tylko ojciec pozwala sobie przytulać pięcioletniego synka, inni widzą w tym przyczynę nadwrażliwości chłopczyka.

Wśród swoich mieszka samotny, niemal autystyczny Cwi Prowizor, który zauważa tylko złe wiadomości i atakuje nimi mieszkańców kibuca. Pozostałych bohaterów również łączy ta cecha. Każdy z nich czuje się niespełniony, nieszczęśliwy. Niemożliwe jest nawiązanie więzi z drugim człowiekiem. Kiedy jedna z bohaterek wiąże się z żonatym mężczyzną, przyznaje się poprzedniczce, że go nie rozumie. Przez chwilę obie kobiety połączy troska o jedną osobę, ale nadal nie będzie między tą trójką żadnego porozumienia. Wszyscy są razem, ale jednocześnie daleko od siebie.

Książka „Wśród swoich” stanowi przejmujący obraz ułomnej ludzkiej natury. Po lekturze długo pozostaje dziwny niepokój. Tematem przewodnim opowiadań jest osamotnienie. Niemożliwość nawiązania prawdziwych więzi, łączy wszystkich bohaterów ośmiu opowiadań Amosa Oza. Autor pozwala czytelnikowi przyglądać się z bliska społeczności kibuca Jikhat. Jego mieszkańcy wciąż podkreślają, że przestrzeń jest wspólna, ale jednocześnie nie potrafią oddać się całkowicie  kolektywowi. Przebywając obok siebie, nie rozumieją się nawzajem.

Amos Oz pisze świetnie. Nie bez powodu nazywany jest mistrzem literatury i uznawanym za najlepszego izraelskiego pisarza. Rewelacyjnie obserwuje swoich bohaterów, a my przy okazji dotykamy ważnych problemów i spraw. Osoba, która jest głównym bohaterem jednego z opowiadań, później staje się postacią epizodyczną. Żałuję tylko, że książka ma zaledwie 150 stron. Chciałoby się więcej. Historie pozornie są proste, a jednak opisując ten zamknięty i malutki świat, pisarz skupia jak w soczewce  problemy naszego życia. Dlatego jego proza jest tak uniwersalna.

Drogie życie – opowiadania Alice Munro

Drogie życie„Drogie życie” Alice Munro jest ostatnim zbiorem opowiadań napisanym przez tę kanadyjską pisarkę. Niedawno Wydawnictwo Literackie opublikowało jej debiutancką książkę „Taniec szczęśliwych cieni”, więc obecnie mamy okazję poszukać pewnych wspólnych elementów dla prozy Munro. Wprawdzie proza kanadyjki została odkryta w Polsce niedawno, ale WL stara się nadrabiać nasze braki i na rynku dostępnych jest kilka tomów opowiadań Munro.

Intryguje już sama forma, którą wybiera pisarka. Zmieścić cały świat w jednym opowiadaniu nie jest prostym zadaniem. A jednak Munro się udaje. Często mamy do czynienia ze światem wewnętrznym bohaterów. Nie mniej jednak kusi on nas i zachęca do zapoznania się z nim.

Czternaście opowiadań Munro można porównać do obrazów Rembrandta, w których źródło światła pozwala nam tylko częściowo odkrywać sytuację. A jednak to, co otrzymujemy, odsłania problem, jednocześnie tworząc odpowiedni nastrój. Opowieść powstaje również między słowami – w tym, czego nie napisano. Język pisarki jest tak precyzyjny, że na zaledwie kilkudziesięciu, czy kilkunastu stronach powstaje  historia całego życia bohatera. Autorka buduje ją z drobnych fargmentów, niedopowiedzenia musimu uzupełnić sami.

Głównymi bohaterkami tych opowiadań są kobiety. Wprawdzie nie zawsze narracja jest przez nie prowadzona, jednak głównie o nich pisze Munro. Niekiedy widzimy świat z perspektywy dziecka. Tłem tych historii jest kanadyjska prowincja. Munro pisze często o kobietach zawieszonych pomiędzy miastem a wsią. Właśnie one potrafią się zdecydować na przełamanie konwenansów.

Ostatnie cztery teksty mają charakter autobiograficzny. Munro nie chce ich nazywać opowiadaniami. Utwory stanowią coś na kształt testamentu. Autorka skupia się nie na faktach, co na emocjach. Proste historie, w których pozornie niewiele się dzieje, gdzie codzienność ma niekiedy gorzki smak, ale Munro każe nam się nad nią zastanowić. Przygląda się drobnym sprawom, które zmieniają bieg naszego życia.

Z opowiadań wyłania się pewien obraz społeczeństwa kanadyjskiego lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ludzie uwikłani są w różne związki i sytuacje, przechodzą przemiany, a całość – podkreślam – na kilkunastu stronach.

Kunsztowne budowanie narracji przez Munro kojarzy się ze szwajcarskim zegarkiem. Wszystko zostało dopracowane i precyzyjnie skonstruowane. Autorka pokazała to choćby w opowiadaniu „Nieopodal jeziora”, gdzie opisała świat widziany oczyma kobiety, mającej problemy z pamięcią – majstersztyk!

Bardzo ważne dla Munro są relacje międzyludzkie. Bohaterki niekiedy postępują nieracjonalnie, albo powoduje nimi namiętność. Młoda nauczycielka zakochuje się w lekarzu, który nie potrafi zdobyć się na odwagę i zamiast poślubić dziewczynę, kupuje jej bilet powrotny do Toronto. Jednak okrucieństwo mężczyzny, nie zabija uczucia. Vivien wspominając wydarzenia po latach, przyznaje, że nadal kocha doktora.

W prozie Munro powtarzają się pewne motywy. Podróż, pociąg, prowincja, kobiety to hasła, które spajają owe opowiadania. Najważniejsze jednak jest umiejętność uchwycenia emocji. Munro tak buduje opowiadania, że liczą się nie tyle wydarzenia, co uczucia. Potrafi świetnie budować nastrój. Klimat jej opowiadań jest taki, że czułam jakbym sama znalazła się w Kanadzie w połowie ubiegłego wieku. Rewelacyjnie też pokazane zostały relacje międzyludzkie. Munro wspaniale pokazuje zarówno lęki dziecka, jak i opisuje świat z perspektywy starszej osoby.

Muszę przyznać, że „Drogie życie” zupełnie mną zawładnęło. Trudno się oderwać od książki. Alice Munro twierdziła, że opowiadania łatwo się pisze, jeśli się jest kobietą i ma dużo obowiązków. Podobnie dzieje się z odbiorcą. Choć niekiedy mamy mało czasu na czytanie, można pochłonąć opowiadanie i na chwilę się zatrzymać. O każdej z czternastu historii trzeba jednak pomyśleć, wręcz zmuszają do refleksji. Nie da się o nich zapomnieć. Właśnie taką prozę uwielbiam.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Drogie życie” Alice Munro.

Perwersjonistka – J. Kruk

PerwersjonistkaLiteratura erotyczna po sukcesie książek o Greyu przeżywa obecnie rozkwit. Pytanie brzmi, czy wszystkie historie są jedynie klonami trylogii E. L. James? Okazuje się, że istnieją również perełki. Trzeba je tylko odnaleźć.

„Perwersjonistka” Julii Kruk prowokuje już samą okładką. Kobieta w czerwonej bieliznie i wyzywających szpilkach kojarzy się jednoznacznie – a jednocześnie intryguje, przyciąga wzrok, kusi. Podobnie z fabułą. Spodziewałam się powieści, a otrzymałam opowiadania. Jednak nie są one pisane według jakiegoś schematu, by służyć jedynie pobudzaniu zmysłów.

Wszystkie historie posiadają kilka elementów wspólnych. Opowiadają o kobietach poszukujących spełnienia w życiu intymnym. Dochodzą one do takiego momentu w swej egzystencji, by wziąć sprawy we własne ręce i postawić wszystko na jedną kartę. Jednak każda z nich potrzebuje czegoś innego, stąd różnice w poszukiwanie spełnienia. Niekiedy odbywa się ono w świecie realnym, a kiedy indziej w wyobraźni. Życie erotyczne, ma być sposobem na osiągnięcie szczęścia.

Kolejnym punktem łączącym opowiadania jest właśnie owa tajemnicza Perwersjonistka. Za każdym razem czytając te historie czułam, że za narracją czai się ktoś – tytułowa bohaterka, która zbiera historie kobiet i je nam przekazuje.

Joanna Kruk miała trudne zadanie. Jak napisać coś oryginalnego, żeby nie nudziło, a jeszcze wnosiło jakąś świeżość? Uważam, że jest taka możliwość, pod warunkiem, iż osoby, o których się opowiada, będą miały jakiś bagaż psychologiczny, Nie będą tylko papierowymi bohaterami. Autorce się udało wyposażyć kobiety w pragnienia i motywacje, które je uwiarygadniają. Jedne pragną czułości, inne brutalności, ale wszystko ma swój powód. Nasze zadanie polega na tym, by go odnaleźć. W tej książce postępowanie bohaterek ma konsekwencje. Nie pomija się zagrożeń zwiazanych z seksem bez zabezpieczeń, więc nie jest bajkowo, jak w niektórych powieściach erotycznych.

Język polski również nie ułatwia życia pisarzom poruszającym się w sferze erotyki. Jak pisać, by nie być zbyt wulgarnym, ale jednocześnie przełamywać tabu? Joanna Kruk  i z tego wybrnęła. Potrafi kusić językiem, ale w pewnych przypadkach bywa brutalna – wszystko ma swoje uzasadnienie. Nie stosuje też powtórzeń, ani dziwacznych, czy śmiesznych sformułowań.

Myślę, że „Perwersjonistkę” mogę polecić zwłaszcza tym kobietom, które pragną poruszać się w erotycznej sferze wyobraźni. Ukazano nie tylko pragnienia bohaterek, ale przede wszyskim ich psychikę. Dwanaście opowiadań może pełnić jednocześnie funkcję edukacyjną, ponieważ kobiety nie boją się ujawniać własnych pragnień i je realizują. Jest to ich sposób na osiągnięcie szczęścia. Czy im się udało? Julia Kruk nie zawsze daje nam odpowiedź. Może warto poszukiwać?

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarna Owca

Jest legendą – w hołdzie Mathesonowi

Jest lgendąE. A. Poe kojarzony jest z literaturą grozy. Ze współcześnie tworzących pisarzy opowieści mających wywoływać dreszcz na skórze najpopularniejszy jest S. King. Obu bardzo cenię i co jakiś czas sięgam po tych autorów. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do tej pory nie poznałam twórczości Richarda Mathesona. Oczywiście widziałam ekranizację „Jestem legendą”, która wywarła na mnie spore wrażenie, ale żadna powieść tego pisarza do tej pory do mnie nie trafiła. Opowiadania w zbiorze „Jest legendą” zostały wybrane tak, by nawiązywać do twórczości Mathesona. Każde  nich poprzedzono wstępem, by przybliżyć czytelnikowi kontekst, odnaleźć nawiązanie, do którego odwołują się autorzy antologii. Dzięki temu okazało się, że działalność pisarza nie jest mi obca – właśnie dzięki przeniesieniu wielu jego pomysłów na ekrany kin, czy telewizorów – tu mam na myśli serial ?Strefa mroku?.

Światowa czołówka twórców literatury grozy pokazała swą wielkość, bo jak utrzymać w napięciu czytelnika, dając mu zaledwie sześć stron tekstu? Im się to udało. Są również bardziej obszerne formy, ale najdłuższa nie przekracza siedemdziesięciu stron. Miłośnicy twórczości Kinga znajdą smaczek dla siebie – opowiadanie napisane wspólnie z synem Joe Hille – o pojedynku motocyklistów z kierowcą ciężarówki. Każda z historii ma w sobie coś, czym stara się zaskoczyć czytelnika. I, na szczęście, za każdym razem twórcom się to udaje. Podziwiam w autorach thrillerów, horrorów, że są tak pomysłowi, iż potrafią napisać opowieść, która trzyma odbiorcę w nieustannym napięciu – bez pewności, czy główny bohater przeżyje, czy też nie.

Antologia składa się z piętnastu tekstów. Prócz wymienianych przeze mnie autorów, na uwagę zasługuje fakt, że jednym z nich jest syn Mathesona – Richard Christian. Jego opowieść ”Venturi” nie jest może najlepsza w zbiorze, ale zaskakuje odbiorcę, tak jak powinna. W zbiorze znajdziemy historie mrożące krew w żyłach, takie, w których leje się krew, ale są i opowieści groteskowe, czy science-fiction. Nawet podróżowanie w czasie okaże się całkiem proste, choć jego konsekwencje będą bardzo skomplikowane.

Podobało mi się w opowiadaniach to, że mogłam uruchomić tę część wyobraźni, którą niezbyt często wprawiam w ruch. Nieracjonalny lęk, dreszcz na skórze – zapewnia właśnie książka ”Jest legendą”. Teraz się zastanawiam, czy znajdę w bibliotece źródło – prozę Mathesona? Czasem miło się bać, zwłaszcza w ciepłym, przyjemnym i bezpiecznym miejscu na czytanie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SQN.