Na tę książkę czekałam już od dawna, bo właśnie za sprawą prozy Alice Munro otrzymuję olbrzymią dawkę literatury z najwyższej półki. Noblistka zapewnia czytelnikom mnóstwo przyjemności, choć jej proza wydaje się pozornie niezwykle prosta. Dzisiaj premierę ma zbiór opowiadań „Księżyce Jowisza”, więc mogę przyjrzeć się dokładniej temu, co przekazuje nam autorka nazywana kanadyjskim Czechowem.
Alice Munro zaczęła pisać te teksty w 1977, a skończyła w 1981 roku. Rok później zostały one zebrane i wydane jako całość. Dzisiaj jedenaście opowiadań poznać mogą polscy czytelnicy, dzięki Wydawnictwu Literackiemu i przekładowi Agnieszki Pokojskiej.
Co spaja te wszystkie teksty? Przede wszystkim ich bohaterkami są kobiety. Oprócz tego tematem głównym może być codzienność. Ale czy można pięknie pisać o zwyczajności? Alice Munro potrafi z tego co nas spotyka na co dzień, stworzyć świetną historię. Jak wygląda życie? Dla jednych może być ono pełne emocji, u innych przebiegać może ono nieśpiesznie. Autorka opowiada o różnych relacjach międzyludzkich. NIekiedy poznajemy w jednym opowiadaniu niemal całą historię życia bohaterów, innym razem zaledwie malutki wycinek.
W bardzo ciekawym wstępie noblistka postanowiła parę spraw wyjaśnić na temat swej twórczości. Między innymi pokazuje nam warsztat pisarski i opisuje jak powstawały opowiadania: „Punktem wyjścia jednych (…) było doświadczenie osobiste, innych (…) w znacznie większym stopniu obserwacja” (s. 8). Niekiedy odbiorcy skupiają się na wątkach autobiograficznych prozy Munro. Sama autorka zabrała również głos w tej sprawie: „Niektóre opowiadania w tym zbiorze mają więcej wspólnego z moim życiem niż inne, ale żadne aż tak wiele, jak się powszechnie sądzi” (s.7).
Jako, że noblistka często pisze w pierwszej osobie, niekiedy można odnieść błędne wrażenie, że sama jest bohaterką tych opowiadań. Oprócz tego świat rzeczywisty osadzony został w miejscach doskonale znanych pisarce. Wspominając o przeszłości postaci, również czujemy, że Alice Munro opowiada o czymś, co było jej bliskie. Sama nawet wspomniała, że między innymi tytułowe opowiadanie zostało oparte na rzeczywistych wydarzeniach – związanych ze śmiercią jej ojca. Doświadczenie osobiste, pisze Munro we wstępie, to jednak tylko pretekst do wykreowania czegoś nowego, co ma więcej wspólnego z fikcją niż faktem.
Dlaczego proza Alice Munro jest taką ucztą literacką? Myślę, że cały jej urok polega na prostocie. Za pomocą kilku słów autorka tworzy całe światy. Sprawia, że choć opowiadanie ma zaledwie kilkadziesiąt stron, czujemy, że doskonale znamy bohaterów. Stają się nam bliscy jeszcze z jednego powodu. Pisarka ma dar zatrzymywania codzienności. Wybiera jakiś moment z życia bohaterek, by dokonać zbliżenia na to, co akurat istotne. Pozornie nic się nie dzieje, tak wygląda sytuacja z zewnątrz. Jednak postacie w środku aż kipią od emocji, choć nie zawsze potrafią je odkryć przed drugim człowiekiem.
Mistrzyni szczegółu – tak można najkrócej określić prozę Alice Munro. Gdyby przyjrzeć się opisywanym bohaterkom jedynie z zewnątrz, można by sądzić, że niczym się od siebie nie różnią. Tyle, że pisarka dokonuje fotograficznego zbliżenia, byśmy jak na fotografii mogli poznawać kolejne detale. Odkryjemy ich wiele, pod warunkiem, że zadamy sobie pewien trud. Choć pozornie proza noblistki wydaje się prosta, to jest ona bardzo bogata. Wystarczy przeczytać jedno wybrane opowiadanie dwa razy, by dostrzec, że za każdym razem odkrywamy coś innego. Dzięki opowiadaniom Munro widzimy wartość każdego życia. Pisarka dostrzega jego różnorodność, ale nie ocenia wyborów bohaterów. Dla niej najważniejsze jest dostrzeżenie owych doświadczeń i zaprezentowanie ich nam – w niezwykły sposób.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Księżyce Jowisza”
John-Henri Holmberg wpadł na świetny pomysł, by zebrać i opracować antologię mistrzów kryminału. A wiadomo, że nie gdzie indziej tylko właśnie w Szwecji ten gatunek literacki ma się najlepiej. Dlatego „Ciemna strona…” dla jednych może być próbką tego z czego słyną szwedzcy pisarze, dla innych będzie to wisienka na torcie, by po raz pierwszy sięgnąć po nieznane dotąd w Polsce opowiadania mistrzów tego gatunku i zapewnić sobie kilka godzin rozrywki.
Kiedy sięgnęłam po „Afrykańską elektronikę”, opowiadania Jana Krasnowolskiego, nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Zachęciło mnie to, że autor pokazuje współczesnych polskich emigrantów. Sam zresztą pracuje na Wyspach, więc ich doświadczenia nie są mu obce. Tyle, że kiedy zaczęłam czytać książkę, wcale nie otrzymałam prozy, która byłaby odpowiednikiem serialu „Londyńczycy” (na szczęście).
Każda edycja Literackiego Sopotu ma swój temat przewodni. W ubiegłym roku było kryminalnie i skandynawsko. Nie zabrakło również konkursów. Jednym z nich był konkurs literacki na opowiadanie z wątkiem kryminalnym, którego akcja rozgrywa się w Sopocie. Nadesłano 133 prace, z których trzy zostały nagrodzone, trzy kolejne wyróżnione przez jury (w składzie: Iwona Borawska, Dorota Karaś, Mariusz Czubaj, Tadeusz Dąbrowski i Marek Krajewski).
Ida Fink ocalała z Zagłady. Była córką żydowskiego lekarza i nauczycielki. W 1942 roku razem z siostrą uciekła ze zbaraskiego getta i ukrywała się po aryjskiej stronie. Przeżyła, a po kilkudziesięciu latach zaczęła pisać, skupiając się na tematyce Holocaustu. Sięgnęłam po wydaną jakiś czas temu książkę tej autorki – „Wiosna 1941”. Jest to zbiór ponad dwudziestu krótkich opowiadań. Można również obejrzeć film Ubi Barasha pod tym samym tytułem, oparty na prozie Idy Fink.
Dorota Sumińska potrafi rewelacyjnie opowiadać o zwierzakach. Jak większość (choć mole książkowe mogą być wyjątkiem), poznałam ją za sprawą telewizji. Zwróciłam wtedy uwagę, że potrafi zarażać miłością do zwierząt. A przy okazji uczyć, jak opiekować się naszymi „braćmi mniejszymi”. Teraz wreszcie udało mi się sięgnąć po jej książkę pt. „Historie, które napisało życie”. Był to pierwszy tytuł tej autorki, z którym miałam do czynienia.