Pierwsze wydanie książki „Ćwiczenia z utraty” miało miejsce w 2007 roku. Agata Tuszyńska, znana pisarka, poetka i reportażystka, opowiada w niej o chorobie i odchodzeniu swojego męża. W tych zapiskach nazywany jest on H., ale oczywiście łatwo sprawdzić, o kogo chodzi. Wspólne życie w chorobie i ostateczne odejście to trudny proces. Nie tylko dla osoby, która zmaga się ze śmiertelną chorobą, ale również dla tej drugiej strony. Może ona wspierać ze wszystkich sił, ale nie raz zdarzają się chwile w poczuciu bezradności. Agata Tuszyńska pokazuje całe oblicze tej nierównej walki.
Jak opowiedzieć o najtrudniejszym z doświadczeń, jakim jest umieranie ukochanej osoby? Śmierć to wciąż temat tabu, choć przecież literatura od wieków próbuje nam opowiadać o odchodzeniu i uczuciach, jakie temu towarzyszą. Tyle że w takim momencie niewiele osób zagląda do książek. Nie pomogą wtedy ani „Treny” Jana Kochanowskiego, ani Julian Barnes czy Joan Didion, ponieważ każdy z nas tę utratę doświadcza inaczej.
Agata Tuszyńska postanowiła opowiedzieć o swoich własnych doświadczeniach i uczuciach związanych z chorobą męża. Para, która dzieliła życie od kilkunastu lat, by ze sobą spędzać czas, musiała przemierzyć pół świata. H. przebywał w głównie w Kanadzie, a Agata Tuszyńska w Polsce. Latali do siebie, podróżowali, a kiedy wreszcie mieli spędzać czas razem, okazało się, że H. zachorował na raka mózgu. Wiadomość o chorobie zastała pisarkę w Warszawie. Postanowiła natychmiast polecieć do Toronto. W okresie Wielkanocy było to utrudnione. Kiedy wreszcie kobiecie udało dostać się na miejsce, okazało się, że nowotwór jest złośliwy i nie ma nadziei na wyleczenie.
Oboje decydują się na walkę. Zaczyna się ona od trudnej operacji, chwil pełnych grozy i oczekiwania. H. znajduje się na granicy życia i śmierci. Potem następują miesiące w szpitalu. Kiedy oglądamy sceny przedstawione przez Agatę Tuszyńską, widzimy jak nierówna jest to walka. Para nie ma szans w obliczu choroby. Tak naprawdę chodzi o to, by wydłużyć choć na chwilę możliwość bycia razem. Każdy taki wspólny moment stanowi coś, co cieszy. H. w czasie swojej choroby lubi przebywać w towarzystwie. Wokół niego zawsze gromadzi się mnóstwo osób.
Jednocześnie choroba zmienia człowieka. Bywają momenty, gdy taki człowiek ani trochę nie przypomina tego ukochanego sprzed lat. Agata Tuszyńska pokazuje siłę miłości, której śmierć nie jest w stanie przerwać. Najdroższy jej mężczyzna pozostaje w sercu, nawet wiele lat po odejściu. Autorka zatrzymuje w książce te momenty, które potem może celebrować, rozpamiętywać, upajać się nimi. Łapie najbardziej ulotne chwile, żeby nie zapomnieć o tym co ich łączyło, mimo że często oznaczać to będzie ból wywołany tęsknotą.
Zapiski przeradzają się w prozę o charakterze osobistym, wręcz intymnym. Język, jakim posługuje się autorka jest niezwykle oszczędny. W zasadzie opiera się na pauzach. Te momenty są nam jednak bardzo potrzebne. Dają nam czas na oddech i chwilę zadumy, ponieważ nie sposób czytać tej książki z wyłączeniem emocji. Autorka skupia się na miłości do H. Posługując się pięknym poetyckim językiem opowiada o uczuciu, które połączyło ją z drugim człowiekiem. Widzimy, jakie to szczęście móc dzielić z kimś codzienność, wszystkie zwyczajne chwile. Jednocześnie bycie razem oznacza również branie odpowiedzialności za drugiego człowieka i wsłuchanie się w jego potrzeby. Kiedy ukochany H. umiera, dzieje się to z jego wolą, choć wielu będzie miało za złe Agacie Tuszyńskiej dokonanych wyborów. Poruszające zapiski dotyczą nie tylko samej choroby i odchodzenia. Autorka po piętnastu latach postanowiła uzupełnić książkę o tym, czy minął ból rozłąki, czy cierpienie po utracie męża zmalało w jakimś stopniu. Otrzymujemy poruszającą opowieść o miłości, której nawet śmierć nie jest w stanie przerwać. Warto sięgnąć.