Nikogo z miłośników literatury nie trzeba uświadamiać, jak ważne jest pierwsze zdanie powieści. Eka Kurniawan zaczyna książkę „Człowiek tygrys” od słów: „Tego wieczoru, gdy Margio zabił Anwara Sadata, kyai Jahro z lubością zajmował się stawem z rybkami.” (s.5). Co to za kryminał, gdzie od początku wiemy, kto zabił? A może najważniejsza jest przyczyna, z powodu której doszło do zbrodni? Eka Kurniawan, indonezyjski pisarz, jest nam znany za sprawą wydanej wcześnie powieści „Piękno to bolesna rana”. Książa została przetłumaczona na wiele języków, a Kurniawana zaczęto porównywać do Márqueza. „Człowiek tygrys” został nominowany w 2016 roku do Międzynarodowej Nagrody Bookera.
Młody Margio dokonuje morderstwa, ale nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co takiego pchnęło go do zbrodni. Anwar ginie w nietypowy sposób. Jego ciało nosi takie ślady, jakby zostało rozszarpane przez dzikie zwierzę. Motyw zbrodni jest niejasny, ale kiedy stopniowo poznamy historię rodziny Margia, dowiemy się, dlaczego musiał umrzeć lokalny artysta i miłośnik damskich wdzięków, a jednocześnie człowiek szanowany we własnej społeczności.
Warto podkreślić, że akcja powieści rozgrywa się w małym miasteczku w Indonezji. To świat różny od naszego, pod względem wierzeń oraz zwyczajów. Uniwersalne natomiast jest dążenie człowieka do szczęścia. W rodzinie Margio okazuje się to niemożliwe. Nuraeni, matka chłopaka, została wydana za mężczyznę, który dał jej tylko ogromną ilość cierpienia. Okazał się oprawcą, a dzieci stały się obserwatorami tego, co czynił ojciec. W chłopaku narasta stopniowo gniew i chęć zemsty. Nuraeni natomiast nauczyła się znosić przemoc fizyczną i psychiczną. Zamyka się w sobie, tłumi wszystkie emocje. Jej mąż Komar okazuje swój gniew z powodu bezsilności. Nie zważa przy tym, że świadkami jego czynów są dzieci.
W Margio stopniowo budzi się tytułowy tygrys, chociaż chłopak długo poddawał się temu co przynosił los, teraz musi bardzo uważać. Biały tygrys nie pozwala na tłumienie emocji. Kiedyś muszą one wybuchnąć. Czytając powieść zobaczymy, co będzie tą iskrą zapalną, która spowoduje, że bohater dokona morderstwa.
„Człowiek tygrys” Eka Kurniawana na pierwszy rzut oka jest kryminałem, w którym od razu poznajemy tożsamość zabójcy. Istotny jest motyw zbrodni, który okazuje się pretekstem do snucia opowieści o tym, jaki wpływ na życie ma ból, cierpienie i przemoc. Bohaterowie trwają w niespełnieniu, oczekują na zmianę, tylko nie mają nadziei, że ona kiedykolwiek nadejdzie. Tłumią swoje emocje, ale one kiedyś znajdą ujście w jeden możliwy sposób, prowadząc do zbrodni. Bunt narasta i ofiara budząc w sobie tygrysa, sama staje się drapieżcą. Tak jak u Dostojewskiego, nic nie dzieje się bez przyczyny, a za przewinienia prędzej czy później winnego spotka kara.
Margio nosi w sobie białą tygrysicę. Ona symbolizuje gniew i chęć zemsty na ojcu, a jednocześnie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Kurniawan opowiada o tym stosując elementy znane z realizmu magicznego, ale to tylko pretekst do snucia opowieści realistycznej o traumie i piekle na ziemi, które gotuje człowiek najbliższym sobie istotom. Paradoksalnie o tak trudnych emocjach indonezyjski pisarz mówi niezwykle lirycznie, posługując się lakonicznym stylem. Owa oszczędność środków porusza. Zobaczymy historię inicjacyjną o poznawaniu własnego ja i wybieraniu określonej drogi przeciwstawiającej się złu. Refleksje, które nasuną się po lekturze nie będą pocieszające, a największym zaskoczeniem będzie to, po której stronie się opowiemy – czy ofiary, czy też napastnika.
Ha, a ja uwielbiam właśnie takie quasi-kryminały, tj. powieści pod płaszczykiem kryminału, okazujące się mocną prozą psychologiczną, ukazującą jak skomplikowaną i niejednoznaczną istotą jest człowiek. Sam koncept kojarzy mi się nieco z „Tunelem” autorstwa Ernesto Sábato.
O proszę – do Sabato nikt jeszcze nie porównywał Kurniawana. Konwencja jest przewrotna, bo oprócz tego, że wiemy, kto zabił, to jeszcze przechodzimy na ciemną stronę i trzymamy z oprawcą.
Twoja recenzja jest drugą, którą czytam, o tej książce. Tamta stawiała akcent na okrucieństwo w książce, Ty piszesz bardziej o artyzmie. Pewnie wszystko to tam jest, w każdym razie jestem jej bardzo ciekawa.
Na szczęście dobrzy ludzie mi ją pożyczyli.
Okrucieństwa tu rzeczywiście nie brakuje, ale został on połączony z pewnego rodzaju czułością i liryzmem w sposobie w jakim zostali opisani bohaterowie.