Patrick deWitt zaskoczył i zachwycił czytelników po raz pierwszy za sprawą słynnych „Braci Sisters”. Western na opak sprawił, że o pisarzu zrobiło się głośno również u nas. Od wydania pierwszej powieści minęło już trochę czasu, ale teraz możemy sięgnąć po trzecią książkę tego autora noszącą tytuł „Francuskie wyjście”. Czego możemy się spodziewać po tej powieści? Warto dodać, że historia została zekranizowana, a scenariusz napisał sam Patrick deWitt. Natomiast w roli głównej wystąpiła Michelle Pfeiffer.
Jedną z najważniejszych postaci we „Francuskim wyjściu” jest Frances Price, pewna ekscentryczna starsza pani mieszkająca w Nowym Jorku. Kobieta, którą wszyscy się zachwycają, wbrew trudnemu (delikatnie mówiąc) charakterowi. Frances jest wdową i właśnie się dowiaduje, że z wielkiego majątku nic jej nie zostało. Roztrwoniła wszystko, choć nie sama, bo z synem Malcolmem. Co zrobić w obliczu bankructwa? Nasi bohaterowie postanawiają zacząć od nowa i udać się do Paryża. Dzieje się tak za namową przyjaciółki pani Price.
Najpierw jednak trzeba sprzedać co się da, z rzeczy jakie pozostały w domach i mieszkaniach, które już nie należą do rodziny. Są to cenne obrazy oraz biżuteria. Zebrana kwota wystarczy na jakiś czas. Podróż nie będzie jednak typowa, bo mało kto udaje się na Stary Kontynent statkiem. No chyba, że tak jak jest w tym przypadku, mamy do czynienia z rejsem wycieczkowym. Price’om w podróży towarzyszy ich kot. Dziwnym trafem zachowuje się tak, jakby był zmarłym mężem Frances. Choć trafia na pokład nielegalnie, nie ma problemu nawet z tym, by po statku chadzać własnymi ścieżkami.
Cała historia zaskakuje wielokrotnie ze względu na specyficzny humor, a sytuacje przedstawione bywają również surrealistyczne. Zwłaszcza kot, który zachowuje się niemal jak człowiek. Bohaterowie uczestniczą w zaskakujących zdarzeniach, spotyka ich wiele absurdalnych sytuacji. Widzimy Frances, która swoim ekscentrycznym zachowaniem fascynowała mieszkańców Manhattanu. Kiedy umarł jej mąż, wyjechała na narty, budząc zgorszenie wśród ludzi należących, tak samo jak pani Price, do wyższej sfery. Zajęła się też nagle swoim synem Malcolnem, który do tej pory nie zaznał rodzicielskiej miłości i uwagi.
Nihilizm Frances nie wziął się z próżni. Stopniowo dowiadujemy się, jaka przeszłość kryje się za naszymi bohaterami, ale warstwa związana z teraźniejszością wielokrotnie wywoła uśmiech na twarzy, choć humor jest tu przykrywką. Mimo absurdu i miejscami wręcz przerysowanychm pod względem komizmu sytuacji, odkrywamy pewien niepokój egzystencjalny, jaki pojawia się podczas lektury powieści. Oglądamy trudne relacje rodzinne i skutki braku miłości, których doświadczyli bohaterowie.
Mimo iż postaci, których perypetie śledzimy, nie zaliczylibyśmy do w pełni pozytywnych, szybko zyskują naszą uwagę. Kibicujemy zarówno Frances, jak i Malcolmowi, ale największą sympatię zdobywa Mały Frank, wspomniany wcześniej kot. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, to dostrzegamy jej liczne wady, postępowanie niezgodne z przyjętymi zasadami, ale i tak trzymamy za nią kciuki. Patrick deWitt z jednej strony wyśmiewa wady ludzi najbogatszych, a jednocześnie pokazuje, jak ważne są bliskość, przyjaźń czy poszukiwanie sensu w życiu. Oczywiście autor robi to w sposób pełen brawury, zwodzi czytelnika, bo ostatecznie najważniejsze okażą się emocje, a podtytuł „Tragedia manier” okaże się bardzo znaczący.
PS Książka została przetłumaczona na język polski przez Pawła Schreibera.