Wszystkie powieści Alaina Mabanckou, które czytałam do tej pory mają jedną wspólną cechę: nie posiadają kropek. Najnowsza książkę tego autora – „Zwierzenie jeżozwierza” – nawiązuje do „Kielonka”. Upartego Ślimaka, właściciela baru „Śmierć Kredytom” poznaliśmy za sprawą wymienianej przeze mnie wyżej książki. Właśnie on przekazuje wydawcy rękopis, jako spadkobierca literackiej spuścizny Kielonka.
Zapiski zostały znalezione niedaleko miejsca, z którego wyłowiono ciało autora „Zwierzeń jeżozwierza”, gdzieś w zaroślach nad rzeką Tchinouka. Narratorem tej niezwykłej opowieści jest jeżozwierz. Siedząc w cieniu baobabu opowiada mu historię Kibandiego. Zwierzę jest złośliwym sobowtórem swego mistrza, ale jego pan ma jeszcze inne „alter ego” – bez ust. Choć Kibandi nie żyje, jeżozwierz przetrwał, wyzwolił się od jego mocy, ale czy potrafi być prawdziwie wolny?
Szkodliwy sobowtór po rytuale inicjacyjnym musiał słuchać rozkazów mistrza. Jego zadanie polegało na szkodzeniu innym. W tym przypadku „zjadaniu” ludzi, czyli wysyłaniu igły w ciało niewygodnej osoby i zabijanie jej. Alain Mabanckou nawiązuje do folkloru afrykańskiego, jak zwykle na własnych prawach, dając odbiorcy ich pastisz. Etnolodzy, którzy przybywają do wioski Kibandiego to „ludzie, którzy opowiadają o obyczajach innych istot ludzkich, których na tle własnej kultury uznają za dziwaków” (s. 121), dla mieszkańców wioski są osobami pozbawionymi „sensownego zajęcia w swym kraju albo, że przyjechali, by zakładać anteny satelitarne” (s.121).
W powieści „Zwierzenia jeżozwierza” poznajemy historię cieśli. Kibandi nie jest akceptowany przez mieszkańców wioski, ponieważ z niej nie pochodzi. Choć mieszka w niej już długo, wciąż jest obcy. Do tego dochodzi fakt, że jego ojciec był mordercą. Na życiu młodego Kibandiego pozostała skaza, sam wkrótce zaczyna się parać „zjadaniem” ludzi, czyli wysyłaniem jeżozwierza, by likwidował tych, którzy w źle go potraktowali.
W świecie, który przedstawia Mabanckou nie ma łagodności. Rządzą nim brutalne prawa, wygrywa tylko najsilniejszy. Kiedy w wiosce Sekembe ginie coraz więcej ludzi, musi w końcu przyjść kolej na Kibandiego. Jeżozwierz natomiast całą historię przybliża nam w sposób niechronologiczny, niejasny. Jego narracja jest poszatkowana, pełna aluzji do znanych tekstów literackich. „Zwierzenia jeżozwierza” nawiązują do Biblii, „Stu lat samotności” Marqueza , bajek Ezopa, czy La Fontaine’a, Przywołuje też Edgara Allana Poe, Hemingwaya, ale najczęściej ironizując.
Alain Mabanckou i tym razem nie pozostawia przed czytelnikiem żadnych złudzeń. Obrywa się wszystkim: zarówno zadufanej w sobie kulturze europejskiej, jak i afrykańskiej tradycji. Wady ludzkie wszędzie są takie same, nawet jeśli różnią się pod względem kulturowym, okazuje się, że więcej w nas tego co złe, niż dobre. Te przywary obserwuje jeżozwierz, postać tajemnicza, ale również spersonifikowana: potrafi czuć jak ludzie i mówić. Chociaż właściwie to ludziom bliżej do zwierząt, a jeżozwierz potrafi być lepszy od homo sapiens.
W „Zwierzeniach jeżozwierza” nie brakuje humoru. Alain Mabanckou pisze parodiując zarówno teksty literackie, jak i legendy oraz wierzenia afrykańskie. Z czarnego humoru szybko jednak zaczynają wypływać niewesołe wnioski. Z perspektywy zwierzęcia człowiek postępuje nielogicznie i nieodpowiedzialnie. Liczy się tylko jego dobro własne, a wobec innych postępuje brutalnie. Gdzie przebiega granica między tym co ludzkie, a zwierzęce?
Książka Alaina Mabanckou została napisana w sposób niezwykle błyskotliwy. Otrzymujemy niby prostą historię o jeżozwierzu i jego mistrzu. W rzeczywistości możemy czytać powieść na kilka sposobów – skupić się na odwołaniach literackich, czy próbować rozszyfrować historię Kibandu. Książka też może być potraktowana jako powiastka filozoficzna, czy nawet moralitet. Kongijski pisarz nie boi się być krytycznym dla wszystkich. Łamie każde tabu, by odkryć przed czytelnikiem prawdziwą ludzką naturę.
Alain Mabanckou sprawia wrażenie bardzo interesującego autora. Czytałem sporo pozytywnych recenzji poświęconych „Kielonkowi”. Widzę, że „Zwierzenia jeżozwierza” (kapitalny polski tytuł) prezentują się równie ciekawie.
Warto poznać „Kielonka”. Razem ze „Zwierzeniami jeżozwierza” książki te stanowią dyptyk. Zaskoczyć może forma obu powieści, ale treść jest niezwykle oryginalna.
Dla mnie jest zaskoczenem okladka tej ksiązki
Książki z Wydawnictwa Karakter potrafią zaskoczyć okładkami. To jest ich cecha charakterystyczna. 🙂