Twórczość Herty Müller została wyróżniona w 2009 roku literacką Nagrodą Nobla. Kto czytała książki tej pisarki z pewnością powinien sięgnąć po wywiad rzekę „Moja ojczyzna była pestką jabłka”, który stanowi świetne uzupełnienie tych lektur. Dzięki wywiadowi zobaczymy, co z własnego życia stało się inspiracją dla powstania niektórych wątków powieściowych. Oprócz tego rozmowa Herty Müller z Angeliką Klammer pozwoli lepiej zrozumieć, jak wyglądało życie w Rumunii w czasach dyktatury Ceaușescu i zachęca do sięgnięcia po inne książki tej autorki.
Niedawno czytałam wspomnienia Johanny Bodor „Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem” o rumuńskiej baletnicy pochodzenia węgierskiego, której rodzina postanowiła opuścić objętą reżimem Rumunię. Herta Müller należała do mniejszości niemieckiej, jej ojciec w czasie drugiej wojny światowej był żołnierzem Waffen-SS i właściwie nigdy nie pozbył się swoich poglądów, potem tylko głęboko je ukrywał. Matka po wojnie została wywieziona w głąb ZSRR i przez kilka lat przebywała w łagrze. Taka przeszłość pozostawiała ślad. Choć rodzice Herty nie chcieli o niej mówić, to przecież nie potrafili o niej zapomnieć.
Dorastająca w Banacie Herta żyła w ciszy i samotności. Przyroda dawała pewien rodzaj pocieszenia, a dziewczynka najbardziej chciała upodobnić się do roślin. Wyobrażała sobie ich świat na wzór ludzkiego. W domu natomiast mogła spodziewać się kar cielesnych z ręki matki. Samotność, milczenie i strach tak najkrócej można scharakteryzować dzieciństwo przyszłej noblistki.
Rodzina została okaleczona przez wojnę i obóz. W domu jednak niewiele się o tym mówiło i wielu rzeczy Herta mogła się jedynie domyślać. Brak rozmów spowodował, że dziewczyna stała się świetną obserwatorką świata, który ją otacza. Kiedy jako młoda osoba zaczęła sobie uświadamiać, jakie poglądy mają jej rodzice, nie potrafiła się z nimi zgodzić i nie chciała pójść ich drogą. Wybrała tę bardziej zawiłą i skomplikowaną, ale chciała być wolną. Niestety w czasach dyktatury Ceaușescu nie było to łatwe.
Jako dorosła już kobieta odmówiła współpracy z Securitate. Nie miała zamiaru donosić na bliskich i przyjaciół. Konsekwencje były przerażające. Kobieta była prześladowana, wzywano ją na przesłuchania. Żyła w ciągłym strachu, a żeby jakoś sobie z tym radzić w drodze na przesłuchania wymyślała różne rymy, jak choćby ten, który stał się tytułem książki: „Moja ojczyzna była pestką jabłka, między sierpem a gwiazdą czyhała pułapka” (s.44-45). Ratunkiem okazała się ucieczka w słowa.
„Żeby napisać zdania, muszę ześlizgnąć się z językowych przyzwyczajeń słów, słowa odnajdują się na podstawie taktu i dźwięku, w nieoczekiwany sposób stają się dokładne i mówią po raz pierwszy to, o czym nie wiedziałam, że wiem. Fakty z rzeczywistego świata nie tracą mocy, lecz stają się wyraźniejsze” (s.46). W świecie Herty, w którym nawet czytanie nie było oczywiste, samo pisanie stało się jeszcze większą niespodzianką, nawet dla samej przyszłej noblistki.
W książce zobaczymy, jak strach wpłynął na życie Herty Müller. Najtrudniej było zaufać drugiemu człowiekowi, bo wszędzie przecież czaili się donosiciele. Po latach, kiedy pisarka zajrzy w swoje akta, sporo się dowie na ten temat, ale przerazi ją fakt, że funkcjonariusze nie ponieśli żadnych konsekwencji, a to co niewygodne po prostu usunęli z dokumentów. Dzięki książce zobaczymy, jak autorka „Nizin” radziła sobie z lękiem i jak bardzo cenzura okroiła jej debiut literacki.
Wywiad z Hertą Müller pokazuje czytelnikowi jak trudne było życie w Rumunii, kiedy Securitate inwigilowało obywateli. Łatwo zapomnieć o tym wszystkim, ale pisarka uświadamia nam, że życie w strachu jest nie do zniesienia. Jej samotność odczuwamy niemal fizycznie. Słowa, którymi posługuje się pisarka porażają swoją precyzją, w podobnym stylu snuje opowieści w swoich książkach. Wypowiedzi o języku, literaturze stanowią część tej historii. Najbardziej poruszające są te wypowiedzi noblistki, w których przedstawia, jak prześladowania wpływały na jej psychikę. Dzisiaj nie pozostał po tym ślad, reszta świata powoli zapomina o dyktaturze, ale Herta Müller ukazuje nam go i rozprawia się z nim w literaturze, ponieważ tylko taką ma możliwość.
Byłam zachwycona tą książką, a jednocześnie przerażona realiami świata opisywanego przez autorkę. Do tego jeszcze ten piękny, poetycki wręcz język, który tak mocno kłóci się z tematem wywiadu.
Ten język naprawdę robi wrażenie – zwłaszcza, że opisuje tak trudny moment w historii.
Marzy mi się przeczytanie którejś książki tej pisarki, ale nie mam żadnej. Ani jednej.
Myślę, że warto zajrzeć do biblioteki, choć proza noblistki nie należy do łatwych w odbiorze, ze względu na tematy, jakie podejmuje pisarka.
Literaturę rumuńską poznałem dopiero pod koniec zeszłego roku, ale z twórczością tej noblistki jeszcze nie obcowałem. Opisywane wywiad rzeka jawi się jako b. interesujący – szczególnie ciekawe wydają się aspekty związane z Securitate.
Herta Müller choć dorastała w Rumunii oraz opisywała tę rzeczywistość, należy do pisarzy tworzących w języku niemieckim. Natomiast to, co pisze o Securitate jest naprawdę przerażające, zwłaszcza dlatego, że do tej pory nie zostało rozliczone.
Może mój komentarz będzie nieco od czapy, ale czytając o Securitate i rozliczeniach, wpadła mi do głowy myśl: „Ciekawe, jak postrzegane i opowiadane będą nasze czasy”. Co będzie wyznacznikiem naszych czasów? Za co zostaną zapamiętane? Przyznam od razu, że mało pozytywnych rzeczy mi na myśl przychodzi.
Też mam takie wrażenie, jeśli chodzi o to, co zapamiętane zostanie z tego dziesięciolecia. Oprócz tego lektura nasuwa niezbyt optymistyczne przemyślenia, że łatwo zapominamy o tym, co było złe – a przecież taka historia zawsze się może powtórzyć.