Brit Bennett jest amerykańską pisarką, która zdobyła spore uznanie zaraz po wydaniu debiutanckiej powieści pt. „Matki”. Autorkę uznano za niezwykle utalentowaną, docenioną zarówno przez krytykę literacką, jak i czytelników. Jej książka długo utrzymywała się na szczycie listy bestsellerów. W 2020 roku w Stanach Zjednoczonych premierę miała kolejna powieść Brit Bennett, pt. „Moja znikająca połowa”. Znalazła się ona wśród książek nominowanych do National Book Award.
“Moja znikająca połowa” została przełożona na język polski przez Jarka Westermarka. Opowieść zaczyna się w 1968 roku. W niewielkiej miejscowości Mallard, położonej w Luizjanie, którą trudno znaleźć na mapie, doszło do zaginięcia bliźniaczek. Szesnastoletnie dziewczęta uciekły z domu, ale po kilku latach wróciła tylko jedna z nich. Desiree przybyła do Mallard wraz z ośmioletnią córką. Dla miejscowych szokujące było, że dziecko miało niemal atramentową skórę.
Siostry Vignes postanowiły wyrwać się do większego miasta. Przebywały między innymi w Nowym Orleanie. Uciekły do wielkiego świata, ale tak naprawdę każda z nich miała nieco inną motywację. Dziewczęta urodziły się w miejscowości zamieszkanej przez nietypowych Afroamerykanów. Takich, którzy za wszelką cenę chcieli biali. Właśnie dlatego powrót Desiree z czarnoskórą córeczką tak ich zaskoczył. Nie potrafili zaakceptować tego koloru skóry. Sami przecież byli bardziej podobni do ludzi z południowej Europy, jak pisze autorka „byli bledsi od Greków”. Dlaczego kobieta postanowiła wrócić do miejsca, w którym jej dziecko nie doczeka się akceptacji? Co zmusiło ją do powrotu do domu?
Tymczasem druga z sióstr podążyła inną drogą. Całkowicie odcięła się od korzeni. Zdecydowała odrzucić wszystko, również swoją drugą połowę, czyli siostrę, by stać się białą. Oznaczało to odrzucenie na zawsze własnej przeszłości. Stella nie będzie potrafiła powiedzieć prawdy o sobie nawet mężowi, najbliższej sobie osobie. Postanawia żyć w świecie, do którego nie miała prawa wejść. Ceną jaką musi zapłacić jest samotność i życie w kłamstwie.
Losy sióstr rozchodzą się, dopiero w kolejnym pokoleniu przetną się drogi ich córek. Zobaczymy, czy w następnym pokoleniu rasizm okaże się równie silny. Czy Ameryka okaże się krajem równie podzielonym, jak w latach sześćdziesiątych? W powieści oglądamy zaskakujący obraz rasizmu obecnego w Stanach Zjednoczonych. Kolorowi czują się gorsi od ludzi z jasną karnacją, sami jednak bywają równie nietolerancyjni, gdy zetkną się z osobami o ciemniejszej karnacji od ich własnej. Zobaczymy tu wiele odcieni uprzedzeń i nietolerancji.
„Moja znikająca połowa” to również powieść o sile siostrzanej miłości. Stella, która decyduje się zmienić tożsamość, traci nie tylko część siebie, ale również najbliższą sobie osobą. Kogoś, z kim do tej pory była nierozłączna. W powieści zobaczymy poszukiwania bohaterów, którzy nie są tymi, kim pragną być. Pojawi się problem tożsamości płciowej. Brit Bennett świetnie opisuje amerykańską kulturę queer sprzed pół wieku. Niezależnie od tego czy mowa o osobach transseksualnych, czy chorych na Azheimera, albo żyjących w związku opartym na przemocy, Brit Bennet potrafi opowiedzieć o tym w sposób poruszający i pełen empatii.
Dzięki „Mojej znikającej połowie” mamy okazję poznać świat, w którym obok siebie istnieje rasizm i homofobia. Pisarka oddaje głos tym, którzy są inni od pozostałych. Podczas lektury zadajemy sobie pytanie o to, czy warto przyjmować tożsamość o jakiej marzymy, czy może lepiej pogodzić się z tym, kim jesteśmy? Zobaczymy świat, który nie jest czarno-biały, a pełen różnych odcieni. Otrzymujemy poruszającą opowieść obok której nie przejdziemy obojętnie. Za sprawą opowieści o trzech pokoleniach kobiet żyjących w Ameryce, zobaczymy też przemiany, jakie w niej zachodziły w drugiej połowie wieku. Obraz, jaki wyłania się z tej historii jest bardzo ciekawy i świetnie opisany. W taki sposób, który zmusi nas do myślenia.