Zazwyczaj sięgam po nowości książkowe, ale mam też wiele swoich ulubionych tytułów, po które chętnie wracam. Niekiedy potrzebuję pretekstu, by przypomnieć sobie wybitnych klasyków. Do opowiadania „Stary człowiek i morze” Ernesta Hemingwaya powracam przy okazji omawiania lektury z uczniami. Tym razem powód sięgnięcia po książkę był zupełnie inny, a mianowicie nowe tłumaczenie tekstu. Wydawnictwo Marginesy postanowiło wznowić dzieła noblisty, powierzając przekład Kai Gucio.
Historia, którą poznajemy, mogłaby zostać streszczona w kilu zdaniach. Stary rybak od wielu dni nie złowił żadnej ryby. Po osiemdziesięciu czterech dniach wydawało się, że pech już go nie opuści. Starzec wyrusza w połów sam, ale chciałby mieć towarzystwo. Chłopiec, z którym się zaprzyjaźnił i związał emocjonalnie, nie może płynąć z nim. Santiago uznany został za pechowca, dlatego chłopak musi pływać na innej łodzi.
Kiedy starzec rusza w połów, nie wie, co go może spotkać. Ma nadzieję, że ta wyprawa zmieni jego sytuację. Gdy przynętę połyka wielki i potężny marlin, między człowiekiem i rybą dochodzi do pojedynku. Dramatyczna walka starca odbywa się na kilku poziomach. Mężczyzna walczy również sam ze sobą. Santiago jest doświadczonym rybakiem, zna się na swoim fachu jak nikt inny, ale czy starczy mu witalności oraz determinacji?
Opowiadanie „Stary człowiek i morze” uznawane jest za wybitne dzieło z wielu powodów. Nie sposób wymienić ich wszystkich. Ernest Hemingway napisał tekst podczas pobytu na Kubie, ponoć zajęło mu to zaledwie osiem tygodni. Opowiadanie po raz pierwszy zostało wydane w 1952 roku i za tę publikację pisarz uhonorowany został Nagrodą Pulitzera. Dwa lata później otrzymał Literacką Nagrodę Nobla za swoją twórczość.
Gdy wracam po latach do tej samej książki, okazuje się często, że zwracam uwagę na coś innego niż poprzednio. Podczas pierwszej lektury skupiamy się na świecie przedstawionym, najważniejszych wydarzeniach, opisach. Czytając tę historię teraz skupiłam się na tłumaczonym tekście. Wcześniej sięgałam po przekład Bronisława Zielińskiego, do którego zresztą nie miałam zastrzeżeń. Muszę przyznać, że tłumaczenie Kai Gucio sprawiło, że od razu wpadłam po uszy w głęboką toń pięknej frazy. W przeciwieństwie jednak do poprzedniego zdania, u Ernesta Hemingwaya nie znajdziemy zbędnych przymiotników. Widzimy surowe prawa natury oraz walkę człowieka ze swoimi słabościami, odzwierciedla to również język. Opowiadanie pozwala nam przyjrzeć się temu, jak wielką siłą ducha może wykazać się człowiek. Hemingway często jest uznawany za pisarza mocno podkreślającego wagę męskości, ale tu nie zabraknie również opowieści o tym co łagodne: o uczuciach, empatii oraz pięknie natury. W tłumaczeniu Kai Gucio wszystko to zobaczymy bardzo wyraźnie.
Pamiętam tą książkę jeszcze z czasów szkolnych i chyba jeszcze nie jestem gotowa, żeby do niej wrócić.
Warto spróbować za jakiś czas, ponieważ sama do pewnego momentu nie byłam w stanie przebrnąć książek Hemingwaya. Teraz uważam, że w „Starym człowieku…” jest wszystko, czego się wymaga od dobrej prozy.