„Gen i już! Opowieść o Stefanie Banachu” – Anna Czerwińska-Rydel

Gen i już! Opowieść o Stefanie Banachu, Anna Czerwińska-RydelMój matematyk w szkole średniej zwykł powtarzać, że „matematyka to jest królowa nauk”, zmieniając nieco słynne zdanie Jana Śniadeckiego. W klasie humanistycznej, do której chodziłam, te słowa nigdy nie zostały w pełni docenione. Jednak Stefan Banach, wybitny polski matematyk, z pewnością z pełnym entuzjazmem zgodziłby się z tym twierdzeniem. O geniuszu przypomniał kilka lat temu Mariusz Urbaniak w biografii „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna”. Młodszym czytelnikom o Stefanie Banachu opowiedziała Anna Czerwińska-Rydel w książce „Gen i już! „. W grudniu pojawił się audiobook, który został wydany przez Bukę w serii „Mistrzowie wyobraźni”. Czyta go Małgorzata Kożuchowska. Czytaj dalej

„Zdobyć Koronę. Opowieść o Jerzym Kukuczce” – Anna Czerwińska-Rydel

Zdobyć Koronę, Anna Czerwińska-RydelKończy się rok i stopniowo możemy mówić, jaki on dla nas był. Pojawiają się różnorodne podsumowania. W jednym z nich, dotyczącym czytelnictwa, dowiedziałam się, że w czasie pandemii, częściej niż zwykle sięgaliśmy po audiobooki. Sama wybieram taką formę podczas domowych aktywności fizycznych. Książki słuchane idealnie sprawdzają się w czasie gotowania, sprzątania, czy jazdy samochodem. Zauważyłam też, że wybierając audiobooki, prócz treści, znaczenie ma jakość nagrania. Podobnie moje dzieci, ich uwagę przyciągają takie, w których dopracowano wszystkie szczegóły. Niedawno sięgnęłam po audiobook (teoretycznie dla dzieci powyżej siódmego roku życia) pt. „Zdobyć Koronę. Opowieść o Jerzym Kukuczce” Anny Czerwińskiej-Rydel i na kilka godzin zapomniałam o codzienności, gdyż trafiłam na najwyższe górskie szczyty. Czytaj dalej

„Fotel czasu” – Anna Czerwińska-Rydel

Fotel czasuMałe problemy techniczne nieco wybiły mnie z rytmu. Oprócz tego wyjechałam na wakacje i nie zabrałam ładowarki do sprzętu komputerowego. Hmmm, może była to jakaś mała podpowiedź od podświadomości? Oczywiście nie zapomniałam o czytaniu – zwłaszcza dzieciom, więc powoli wracam do świata moli książkowych.

Co zrobić, żeby dzieci lubiły historię? Albo zainteresowały się biografią osoby żyjącej w XIX wieku, czyli na długo przed dinozaurami? Anna Czerwińska Rydel w swej książce „Fotel czasu” postanowiła przybliżyć młodym odbiorcom postać Aleksandra Fredry. Jednak nie napisała typowej biografii, a powieść trzymającą młodego czytelnika w napięciu.

Jedenastoletni Olek pewnego dnia traci głos. Na szczęście jego ojcie jest lekarzem, więc diagnoza zostaje postawiona niemal natychmiast – angina. Problem polega na tym, że lada dzień na świat ma przyjść braciszek Aleksandra. Dlatego Olek musi pojechać na kilka dni do swojej prababci.

Chłopiec nie jest zadowolony z tego, że będzie starszym bratem. U buni może się jednak spodziewać najpyszniejszych bułeczek domowej roboty, a to chociaż jakieś pocieszenie. Natomiast, kiedy usiądzie na zielonym fotelu swego prapraprapradziadka Aleksandra Fredry, stanie się coś niesłychanego. Przeniesie się w czasie. Prosto do domu, w którym na świat  przychodzi właśnie przyszły komediopisarz.

Główny bohater odbywa kilka takich eskapad w czasie. Będzie świadkiem ważnych wydarzeń w życiu hrabiego Aleksandra. Nie wszystko jedenastoletni Olek jest w stanie zrozumieć, wtedy po powrocie z podróży z pomocą przyjdzie babcia. Ona pomoże zrozumieć chłopcu epokę, archaiczne wyrażenia, wyjaśnić nazwy potraw, czy też opowiedzieć o modzie i zwyczajach panujących w XIX stuleciu.

W powieści ?Fotel czasu? autorka przemyca nie tylko mnóstwo ciekawostek o Aleksandrze Fredrze, ale zarysowuje obraz epoki, opowiada o życiu codziennym i jest to tak podane, by zainteresować czytelnika. Nie zabraknie też w tej opowieści pozytywnych emocji, ale autorka nie pominie tego co smutne. Pisze o śmierci Marianny – matki Aleksandra, która osieroci trzynastolatka. Oprócz tego poznamy epizod wojskowy z życia Fredry, czy dowiemy się jak przez krytykę i publiczność zostały przyjęte pierwsze jego komedie.

Książkę dopełniają subtelne ilustracje Doroty Łoskot-Cichockiej. Kiedy bohater przenosi się w czasie, są naszkicowane na beżowym papierze, ale dla spostrzegawczych czytelników znajdzie się zawsze niespodzianka, czyli przedmiot ze współczesności, niepasujący do epoki. Można nie tylko śledzić tekst, ale i poszukać tych wszystkich rzeczy. Dla dzieci, jak się okazuje, nie wszystko jest oczywiste – np. plastikowa butelka wody mineralnej w XIX stuleciu jakoś nie przeszkadzała moim pociechom, telefon komórkowy już bardziej.

Czy dzieciaki znają twórczość Aleksandra Fredry – tę przeznaczoną dla młodszych odbiorców? Najczęściej nie mają świadomości, co też takiego stworzył ten autor. Kiedy jednak przeczytają dodatek zamieszczony na końcu książki, czyli kilka bajek autorstwa komediopisarza: np. „Małpa w kąpieli”, czy „Paweł i Gaweł”, dojdą do wniosku, że słyszały parę utworów. Moje dzieciaki przekonała historia o podróży w czasie. Teraz, gdy sześcioletni syn widzi stare, czarno-białe zdjęcie, pyta, czy to fotografia Aleksandra Fredry. Starsze dzieci, które mają lekcje historii, dzięki książce „Fotel czasu” mogą uzupełnić swoją wiedzę, dowiedzieć się czegoś, czego nie znajdą w podręcznikach. Przy okazji będą się dobrze bawić.

Dziękujemy za książkę Wydawnictwu Bernardinum.

„W szarym habicie i czarnym kapturze czyli jak cystersi Pelplin budowali” – Anna Czerwińska-Rydel

W szarym habicieTym razem historia regionalna i w dodatku dla dzieci. Autorkę książki „W szarym habicie i czarnym kapturze, czyli jak cystersi Pelplin budowali” – Annę Czerwińską-Rydel znamy z opowieści o Matyldzie („Tajemnica Matyldy” oraz „Marzenie Matyldy”). O tym, że jest cenioną pisarką świadczą liczne nagrody i fakt, że jej teksty pojawiają się w podręcznikach szkolnych do języka polskiego.

Opowieść przenosi nas do malutkiej średniowiecznej wsi, w której żyje Szymek. Chłopiec mieszka z bliskimi w ubogim gospodarstwie. Pomaga rodzicom, a w wolnych chwilach się bawi. Zmartwień w domu jest sporo, bo choć ojciec zna się też na rzemiośle, to wystarczy jedno gradobicie, by rodzina stanęła przed widmem głodu.

Sytuację ratuje pewien mnich – Jan, który postanawia pomóc Szymkowi i jego rodzicom. W Pogódkach mieszkają cystersi, ale te tereny im się nie podobają, bo w okolicy panuje „morowe powietrze”, dlatego postanawiają przenieść się do Pelplina. Tam właśnie zbudują opactwo. Mnisi w szarych habitach potrzebują wielu pomocnych dłoni. Rodzina Szymka przeniesie się w inne miejsce, by pracować dla mnichów przy budowie katedry. Jak się potoczą losy małego Szymka? Kim zostanie w przyszłości? Co spotka miłującego muzykę mistrza Jana? Tego właśnie dowiedzieć się można z książki „W Szarym habicie i czarnym kapturze”.

Dlaczego sięgnęliśmy akurat po tę pozycję? Po pierwsze jej akcja toczy się w znanych nam miejscach. Po drugie dzieci dowiadują się z niej kim byli mnisi, jak kiedyś żyli i w jaki sposób budowano świątynie. W Pelplinie znajduje się jedna z największych świątyń gotyckich w Polsce. Ważne jest też, że młodzi odbiorcy poznają życie codzienne ludzi żyjących w epoce średniowiecza, z punktu widzenia małego chłopca, dzięki temu opowieść staje się im bliższa, bardziej zrozumiała. Może dzięki tej lekturze w przyszłości polubią „Imię róży” Umberto Eco?

Na końcu książki znajduje się słowniczek trudnych pojęć, umieszczono plan opactwa i katedry w Pelplinie. Można się dowiedzieć z książki jak wyglądał plan dnia cysterskiego mnicha (te jutrznie, prymy i nony), podano najważniejsze daty z historii Pelplina. Przybliżono też odbiorcom perły tej miejscowości – warto pamiętać o słynnej Biblii Gutenberga, którą warto obejrzeć w Muzeum Diecezjalnym.

Historia „W szarym habicie i czarnym kapturze” może być uzupełnieniem lekcji historii. Dzieciaki w czwartej klasie szkoły podstawowej poznają elementy historii średniowiecza, a ta opowieść przybliża dzieciom te czasy. Nieco problemów sprawił moim pociechom język, którym posłużyła się autorka. Jest on nieco archaiczny, szyk zdania różni się od tego współczesnego. Z drugiej strony, dzięki temu dzieci zrozumiały, że i język ewoluuje, wiąż się zmienia. Najważniejsze dla nas było, że akcja tej opowieści dzieje się na naszym Kociewiu.

Dziękujemy Wydawnictwu Bernardinum za książkę.

Marzenia i tajemnice

Kiedy dziecko przeczyta (lub usłyszy) książkę Tajemnica Matyldy, to chce się dowiedzieć, co będzie dalej. Anna Czerwińska Rydel wydała kolejną część o umuzykalnionej dziewczynce – Marzenie Matyldy. Tym razem to nie tytułowa bohaterka skrywa jakąś tajemnicę – tylko jej mama.

W tej części poznajemy tatę Matyldy. Wcześniej dziewczynka tylko mogla marzyć o jego istnieniu. Stopniowo odkrywamy, dlaczego tak się stało. Matylda nadal zajmuje się muzyką, natomiast jej tata, to kompozytor i pianista. Talent muzyczny odziedziczyla więc po ojcu, ale nie tylko to. Wreszcie jest ktoś, kto ma tak samo potargane wlosy, jak Matylda.

Muzyka jest bardzo ważna w tej książce. Dołączona została nawet płyta cd, w której można wysłuchać kilku utworów klasycznych. Autorka też wprowadza nas w świat książki, choć nie zdradza wszystkich tajemnic.

Oprócz kota Gawota i Zwortki, do zwierzęcych bohaterów dołączają jamniki: Fuga i Tocata. Jak widać muzyka jest bardzo ważna w powieści i autorka nie daje nam o niej zapomnieć. Dzięki płycie maluchy mogą się zapoznać z muzyką poważną.

Dzieciom podobają się kolorowe ilustracje w książce, chociaż osobiście preferowałam te z pierwszej części, bo pozwalały na uruchomienie wyobraźni. Tu wszystko jest oczywiste – i koniec.

Tajemnice dla dziewczynek i nie tylko

Tajemnica MatyldyPozory mylą – banalne zdania, ale czasami w ten sposób najłatwiej opisać rzeczywistość. Córeczka dostała książkę Anny Czerwińskiej-Rydel Tajemnica Matyldy. Jak sam tytuł wskazuje pozycja raczej przeznaczona jest dla dziewczynek. A kto słucha powieści z wypiekami na twarzy – czteroletni synek. Tytułowa bohaterka, to mała dziewczynka, która nie może porozumieć się z mamą. Podczas pewnej samotnej soboty – mama wtedy musi iść do banku do pracy – zauważa przechadzającego się po ulicy kota. Ten czarny zwierz doprowadza Matyldę do starszej pani, instruktorki gry na skrzypcach.

Wtedy rodzi się tajemnica, bo dziewczynka zaczyna odwiedzać regularnie starszą panią i uczyć się  gry na tym trudnym instrumencie. Radzi sobie doskonale, jednak przez to, że nie chce powiedzieć  mamie co robi po drodze ze szkoły, nie może dość intensywnie ćwiczyć.

Nauczycielka zaczyna nawet szukać w okolicznych bankach mamę Matyldy. Ma jednak utrudnione zadanie. Wie o niej tylko, że jest piękna i ma jasne włosy. I tym razem pomaga przypadek – a może zrządzenie losu. Starsza pani zwierza się samotnej kobiecie, siedzącej na ławce – i okazuje się, że to jest właśnie mama Matyldy.

Powieść kończy się happy endem, w końcu to edukacyjno-umoralniająca historia. Chociaż dorosłemu trudno się łyka takie morały, dla dzieci jest to do zaakceptowania. W pewnym momencie synek przerwał czytanie książki, bo musiał dorzucić swoje trzy grosze. Mama Matyldy mówi, że ciężko pracuje, żeby córka miała zabawki, które pragnie. No i wtedy w naszym domu rozpętało się piekło…:  Mamo, ale pseciez zabafki nie są najwzniejse, najwazniejsa jest miłość… A skąd synku to wiesz? – Ucyliśmy się w pszeczkolu, mamusiu.

Tajemnica Matyldy doskonale nadaje się jako prezent. Jest ładnie wydana, w twardej oprawie. Podobają mi się ilustracje do książki. Odwołują się do tyłu, mają w sobie pewną tajemniczość, element niedopowiedzenia, nie gryzą nadmiarem barw. Książka odnosi się również do zmysłu słuchu. W książce można dowiedzieć się paru podstawowych rzeczy na temat muzyki, czy skrzypiec oraz dzięki kotu, który ma na imię Gawot.