Kings of Leon. Sex on Fire – Michael i Drew Heatley

Kings of LeonKsiążki o muzykach, które do tej pory czytałam, opisywały kariery weteranów sceny.Tych tworzących przez kilkadziesiąt lat. Zaskoczeniem było więc dla mnie to, że powstała biografia zespołu, którego wszyscy członkowie są młodsi ode mnie…

Kings of Leon, bo o nich oczywiście mowa, zdobyli moje ucho za sprawą płyty „Only By The Night”. Ich muzyka wnosiła pewną świeżość, bo choć przyzwyczajona byłam do słuchania klasyków rocka i nie szukałam żadnych nowinek, a tu nagle pojawili się czterej muzycy ze Stanów, których utwory wydawały się być stworzone jakby specjalnie dla mnie.

Książka Michaela i Drew Heatleya –  „Kings of Leon. Sex on Fire” opisuje drogę jaką przebył ten młody (przynajmniej moim zdaniem) zespół. Trudno dziś powiedzieć, czy uda mu się zajść jeszcze wyżej, czy może osiągnęli szczyt? Na to pytanie odpowiedzi jeszcze nie ma, ponieważ biografia zespołu kończy się na początku 2011 roku.

Autorzy pokazali jak z amerykańskich dzieciaków, pochodzących z bogobojnego Tennessee, wychowywanych, wręcz predestynowanych do zawodu kaznodziejów, stali się rock’n’rollowymi wyjadaczami.

Członkowie zespołu wywodzą się z jednej rodziny. Trzech braci i kuzyn noszą to samo nazwisko. Followillowie należeli do Zjednoczonego Kościoła Zielonoświątkowego, a ojciec trójki braci był kaznodzieją. Dzieciństwo południowców nie było typowe. Często zmieniali miejsce zamieszkania, jeździli po kraju w fioletowym oldsmobile’u, a ojciec wygłaszał kazania w okolicznych kościołach.

W pewnym momencie ich świat się rozpadł, ponieważ rodzice się rozwiedli. Wtedy chłopcy zaznali, co to sex, drugs i rock’n’roll. Wcześniej żyli pod kloszem, a tu nagle mogli swobodnie poznawać muzykę inną niż gospel. Właśnie owo nadrabianie strat sprawiło, że młodzi Followillowie odkryli, że najbardziej interesują ich rockowe rytmy. W 2000 roku bracia założyli zespół. Nie martwił ich fakt, że jeszcze nic nie potrafią. Posiadali talent, który zauważył doświadczony producent Angelo Petraglia i stał się ich mentorem.

Pierwszą płytę kapeli wydano w 2003 roku. Jej producentem został Ethan Jones. Kings of Leon opowiadali w niej o nadrabianiu straconej dekady okresu dojrzewania. Powoli stawali się popularni, ale w Anglii, a nie w rodzinnych stronach. Zbierali pierwsze laury, ale trzymali się mocno wytyczonych celów i ciężko pracowali.

Kolejny album „Aha Shake Heartbreak” został wydany już w 2004 roku, a zespół był coraz bardziej znany. Kwartet grał jako support na koncertach U2. Zostali zauważeni przez samego Boba Dylana. To czego się nauczyli przez kilka lat, zaowocowało podczas tworzenia kolejnej płyty: „Because Of The Times”. Pełnię swego talentu pokazali w 2008 roku, podczas nagrywania krążka „Only By The Night”.

Biografia „Kings of Leon” to historia zespołu, którą uosabia pewien – wydawałoby się martwy – mit. Bo oto na szczyty wdrapali się ludzie znikąd. Chłopcy, którzy mieli być kaznodziejami, wyszli z piwnicy, chwycili gitary do ręki i przeobrazili się w demony rocka. A trzeba pamiętać, że do 1997 roku ten gatunek był im całkowicie obcy, bo wychowani zostali na muzyce gospel.

Michael i Drew Heatley dokładnie opisują kolejne szczeble kariery zespołu z Tennessee. Skupiają się przede wszystkim na muzyce, ale przytaczają też pewne szczegóły z życia artystów. Nie ukrywają skłonności członków kapeli do bójek, alkoholu i narkotyków. Pokazują, jak stresująca może być sława i w jaki sposób wpłynęła na młodych muzyków. Na szczęście Fallowillowie posiadają jakiś zawór bezpieczeństwa, dzięki któremu zatrzymują się na granicy. Czy jednak uda im się stworzyć coś na miarę „Only By The Night”? Mam nadzieję, że jeszcze pokażą pazury.

Za biografię „Kings of Leon” dziękuję Wydawnictwu SQN.

Deep Purple – Dave Thompson

Są książki, których się nie da czytać bez słuchania muzyki. Do takiej kategorii należy właśnie biografia „Deep Purple. Smoke on the Water. Opowieść o dobrych nieznajomych” Dave’a Thompsona.

Autor opisuje w niej historię zespołu uwielbianego na całym świecie. Zanim jednak doszło do jego powstania, musieli zaistnieć muzycy. Thompson pokazuje obraz pokolenia, to co kształtowało przyszłych członków grupy Deep Purple. Najpierw dziennikarz opisał czasy, w których dorastali przyszli muzycy, żeby czytelnik potem lepiej ich zrozumiał. Thompson wszystko dokładnie dokumentuje.

Zmiany społeczne miały wielki wpływ na zespół. Gdyby nie one, wiele kapel by nie zaistniało. Chodziło przecież nie tylko o muzykę, ale o bunt. Rok 1968 wiele znaczy i dla muzyki, i dla samej historii.  Początkowo wydawało się, że młodzi Anglicy, nie odniosą sukcesu w swoim kraju. Znacznie lepiej odebrano ich w Stanach Zjednoczonych.

Nazwa Roundabout może niewiele mówić. Tak właśnie nazywał się zespół w którym grał między innymi Jon Lord oraz Ritchie Blackmore. W 1968 członkowie grupy postanowili ogłosić zmianę nazwy na Deep Purple. Muzycy postawili na wieloznaczność, ponieważ z jednej strony był to tytuł jednej ze znanych  piosenek z lat trzydziestych, a z drugiej określenie pewnego popularnego kwasa.

Przez czterdzieści pięć lat zdążyło się zmienić wszystko, oprócz nazwy zespołu. Dziennikarz kreśli drogę, którą podążyli Purple. Przez kapelę przewinęło się aż czternastu muzyków. Drugi skład Deep Purple –  Mark II (Jon Lord, Ian Paice, Ritchie Blackmore, Roger Glover, Ian Gillan) – wydaje się być najbardziej znany. Wtedy nastąpił największy rozkwit grupy, ponieważ powstały najbardziej charakterystyczne utwory Purpli.

Zadziwiające jest, jak łatwo zmieniano muzyków w składzie grupy. Nie oszczędzano nawet wokalistów. W latach siedemdziesiątych Deep Purple przechodzą kryzys. Niektórzy muzycy nie są w stanie znieść presji koncertów. W 1976 roku wydaje się, że zespół już nigdy nie zagra. Jednak jest jak feniks powstający z popiołów i odradza się w połowie lat osiemdziesiątych. Co jakiś czas artyści się zmieniają, odchodzą, czasem wracają. Show jednak trwa do dziś.

Książka Dave’a Thompsona bardzo dokładnie ukazuje historię grupy Deep Purple. Nie chodzi jednak o sensacyjne szkice z życia muzyków. Z reguły nie dowiadujemy się niczego o ich życiu prywatnym. W tej książce istotna jest muzyka. O niej właśnie pisze ten znany brytyjski dziennikarz. W benedyktyński sposób bada fakty, historię powstawania kolejnych utworów. Skrupulatnie odtwarza istotne szczegóły. Nie zapomina jednak o tym, żeby nas porwać swoją lekturą. Czytelnik – nawet dobrze znający grupę – będzie czekał w napięciu na opowieści o tym, jak rodziły się kolejne płyty. Każda zmiana składu, to kolejne dawki emocji. Ci którzy nie interesują się muzyką, nie mają czego szukać w książce „Deep Purple”. Ale jeśli ktoś chce wiedzieć, jak wygląda historia rocka, właśnie na podstawie tej książki wiele się dowie. Okaże się, że muzyka to jedno, ale kontekst historyczno-społeczny jest równie istotny. Właśnie dzięki biografii Thompsona, historia Purpli zostaje osadzona w czasie i przestrzeni. Dowiemy się, jak ów słynny zespół wpłynął na oblicze rocka.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości SQN.

„David Bowie”, Paul Trynka. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Starmanie…

David BowiePaul Trynka, autor książki „David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię” przekonał mnie swoją poprzednią biografią: Iggy Pop. Open up and bleed. Zresztą obie książki dopełniają się w pewien sposób. Jeśli kogoś interesuje historia Iggy’ego, będzie chciał poznać bliżej Bowiego – i odwrotnie.

Należę do pokolenia, dla którego Bowie związany jest przede wszystkim z utworem Let’s Dance. Mogłabym nawet stwierdzić, że lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku minęły mi w połączeniu z dźwiękami wymienianej wcześniej piosenki oraz China Girl i Tonight  śpiewanej z Tiną Turner. Tyle, że dzisiaj przywołuje to na myśl skojarzenia z kiczem.

Paul Trynka w biografii opisuje dzielnicę Brixton, położoną w południowym Londynie, gdzie  w 1947 roku urodził się David Jones. Druga wojna światowa mocno wpłynęła na rodzinę przyszłego Starmana – zarówno matka, jak i ojciec mieli za sobą nieudane związki. Anglia powojenna była szara i biedna, jednak miała pewien urok. Dzieciaki wypełniały swoje wolne chwile bawiąc się w ruinach i lejach po wybuchach bomb.

Schludnie ubrany i zawsze czysty David wyróżniał się wśród rówieśników. Posiadał niesamowity urok, którym potrafił sobie zjednać nawet surowego dyrektora podstawówki. Kiedy młody chłopak poznał rock and rolla, postanowił, że zostanie muzykiem. Razem z przyjacielem Georgiem Underwoodem przeszli do szkoły Bromley Tech. To właśnie jego najbliższy kolega, podczas bójki o dziewczynę, uszkodził lewe oko Davida.

Niezwykły wygląd, stylowe ubrania, zainteresowania muzyką nie dały jeszcze szansy piętnastolatkowi na sukces muzyczny. Musiał bardzo długo pracować nad tym, by się wybić. A jednak posiadał to „coś”, na co każdy zwracał uwagę. Nie talent muzyczny, a charyzma Bowiego była bardzo zauważalna. Wszyscy również podkreślają, jak bardzo pracowity był młody muzyk.

Kilka pierwszych płyt Davida poniosło porażkę. Większość twórców zraziłaby się. A jednak Bowie nie dawał za wygraną. Cały czas uczył się na błędach. Właśnie one go ukształtowały. W pewnym momencie dwudziestojednoletni David oświadczył, że zostanie tancerzem – chodził na lekcje, grał w spektaklu Chmurę. Poznawał ciekawych ludzi. 1969 rok przynosi zmiany – wreszcie wydana zostaje Space Oddity, płyta, która da mu sławę.

Kariera zaczyna się rozkręcać za sprawą Amerykanki Angeli Barnett. Przez następne cztery lata ona stanowiła siłę sprawczą sukcesu swego przyszłego męża. Nietypowa para, głosząca otwartość związku nie przetrwała zbyt długo. Choć z tego małżeństwa Bowie ma syna Duncana.

Kolejne płyty z lat siedemdziesiątych wyniosły muzyka na szczyty. Nie chodzi o listy przebojów, a osiągnięcia twórcze. Powstało alter ego artysty: Ziggy Stardust. Nie sposób wymieniać kolejnych przebojów i wcieleń. Miały one olbrzymi wpływ na wielu muzyków i całe pokolenia – z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Choćby utwór The men who sold the world znany memu pokoleniu z niezwykłego wykonania Nirvany, stworzony został przez Bowiego. To oczywiście tylko jeden z przykładów. Innymi muzykami, którzy wiele zawdzięczają Starmanowi są Iggy Pop, a nawet Freddie Mercury.

Książka Paula Trynki dokładnie opisuje przebieg kariery „Człowieka, który spadł na ziemię”. W niezwykle szczegółowy sposób rekonstruuje wszystko, co kształtowało muzyka. Biograf nie próbuje jednak określać orientacji seksualnej Starmana. Pokazuje raczej grę Bowiego. W czasach, kiedy homoseksualizm był tabu, Bowie otaczał się mężczyznami i ogłaszał gejem. Jednocześnie też miał mnóstwo przygód z kobietami.

Autor książki świetnie pokazał kolejne wcielenia Davida Bowiego. Starman jest mistrzem muzyki, ale geniuszem kreacji. Potrafił intrygować swoim wyglądem, wpływając ogromnie na popkulturę. Przy okazji P. Trynka – niejako na drugim planie – pokazał muzyczny świat  drugiej połowy XX wieku. Obala też pewne mity – np. romans z Davida z Jaggerem, który przedstawiony został  jako element autokreacji i promocji, a nie fakt. Z drugiej strony biograf nie idealizuje artysty. Bowie, jeśli chodzi o muzykę potrafił być bezwzględny, ostro rywalizując nawet z najbliższymi przyjaciółmi. I choć pod koniec lat sześćdziesiątych artysta był spóźniony w stosunku do wielkich muzyków wytyczających szlaki, teraz jego gwiazda wciąż błyszczy. A za sprawą najnowszej płyty Next Day, Bowie udowadnia, że jest jak feniks powstający z popiołów.

Za biografię dziękuję Wydawnictwu SQN

O showmanie – G. Brzozowicz „Cejrowski. Biografia”

Cejrowski. BiografiaWojciech Cejrowski wciąż wzbudza kontrowersje. Dlaczego? Bo każde jego zdanie, które wypowiada jest prowokacją. Dlatego wciąż o nim głośno. Jeśli robi się troszkę ciszej na jego temat, wtedy W.C. wkracza do akcji ze swoimi poglądami. A co mnie łączy z tą osobą? Otóż oboje pochodzimy z Kociewia. Właśnie dlatego chciałam poznać jego biografię.

Grzegorz Brzozowicz nie uzyskał akceptacji Wojciech Cejrowskiego podczas pisania tej książki. Bohater tytułowy uważa przecież, że biografie należy tworzyć po śmierci opisywanego. Walczy o to, by nikt nie wchodził w jego prywatność. Zawzięcie broni w ten sposób swoich najbliższych – tak uważa. Tylko, czy we współczesnym świecie jest to możliwe, gdy chce się być osobą medialną?

Autor opowiada o kilku przodkach Cejrowskiego. Zaczyna od siedemnastego wieku, bo według legendy rodzinnej ród W.C. rozpoczyna się od historii pewnego hiszpańskiego Żyda. Kolejni przodkowie związani są z Pomorzem, a dokładniej mało znanym Kociewiem – regionem we wschodniej części Borów Tucholskich, ze stolicą w Starogardzie Gdańskim.

Mimo, że rodzice Cejrowskiego przenoszą się do Warszawy, młody chłopak czuje się mocno związany z Osiekiem, gdzie mieszkają jego dziadkowie – tam będą odbywały się potem „Zloty Ciemnogrodu”. Przodkowie Cejrowskiego byli bardzo pracowici i przedsiębiorczy. W.C. szybko nauczył się od dziadka, jak robić interesy –  i to zostało dorosłemu Wojciechowi do dziś.

Choć w Warszawie nie czuł się najlepiej, tu jednak mógł rozwijać swój talent. Nauczył się języka angielskiego, został nawet porwany  przez ubecję, po pogrzebie kolegi z równoległej klasy – Grzegorza Przemyka. Wojciech dostał się na studia teatralne, wykazywał spory talent w tym kierunku. Jednak nie skończył ich, mimo początkowych sukcesów. Postanowił, że będzie podróżował – bo przecież od dzieciństwa o tym marzył.

Dzięki pierwszej wyprawie narodziła się jego miłość do Meksyku. O Polsce mówi, że jest jego matką, Meksyk – żoną. Autor pokazuje co po kolei kształtowało Cejrowskiego. Jaki wpływ na niego mieli stend-uperzy w Stanach, co potem zupełnie nie spotkało się ze zrozumieniem w czasie tworzenia „WC Kwadransa”. Brzozowicz opisuje trudną i kontrowersyjną karierę bohatera – i jako podróżnika, i jako dziennikarza radiowo-telewizyjnego, czy pisarza bestsellerowych książek.

W biografii nie znalazłam żadnych tabloidowych informacji, zero plotek o życiu osobistym. Choć opisana została najbliższa rodzina Cejrowskiego, nie ma wzmianek o tym, z kim jest związany sam Wojciech. Więc raczej bezpodstawnie Cejrowski bał się o swą prywatność. Natomiast doładnie opisane zostały jego wszystkie kontrowersyjne poczynania, ale są one powszechnie znane. Brzozowicz pokazuje ich źródło, a następnie konsekwencje czynów W.C.

Książka została wydana w grubej oprawie, na pięknym kredowym papierze z licznymi ilustracjami. Dodano do niej nawet mapy, zaznaczono na nich kraje, po których podróżował Cejrowski. Ich wykonanie przypomina książki W.C. Zaintrygowało mnie, że prócz tekstów o samym Cejrowskim, są np informacje np. teoretyczno-literackie, czym jest stend-up, jaką rolę pełniła instytucja błazna – tajemniczego autora podpisanego jako F.J.

Pojawiają się cytaty różnych wypowiedzi Wojciecha Cejrowskiego oraz dodatkowe wyjaśnienia np. dotyczące rzeczywistości w PRL-u. Autorowi trochę udziela się styl opisywanego. Widać też, że darzy Cejrowskiego sympatią. Nie krytykuje go, podaje fakty, również te niewygodne, ale raczej stara się go tłumaczyć, niż ganić. Z całej opowieści wyłania się obraz osoby, która zrobi wszystko – oczywiście zgodnie z własnymi poglądami, by zaistnieć w show-biznesie. Stąd kontrowersyjne wypowiedzi W.C. A kiedy o nim słychać, jest szansa na interes. Bo o to w tym wszystkim Cejrowskiemu chodzi – tak przynajmniej wynika z jego biografii.