Wydawać by się mogło, że etymologia i językoznawstwo raczej nie zainteresują dzieci. Jednak to właśnie one zadają mnóstwo pytań, chcą wszystko wiedzieć. W końcu mogą zacząć się zastanawiać nad własnym nazwiskiem. Czy znacie jego pochodzenie i potraficie je objaśnić? Henryk Martenka, który od kilkunastu lat prowadzi w „Tygodniku Angora” rubrykę etymologiczną pt. „Poczet nazwisk polskich”, a teraz postanowił przybliżyć młodszym odbiorcom tę dziedzinę wiedzy. Czytaj dalej
Archiwa tagu: dzieci
„Znam taki kraj, Którego ty nie znasz…” – Martina Badstuber
Poznawanie niezwykłych miejsc na świecie można zacząć od najmłodszych lat. Wystarczy sięgnąć po ciekawą lekturę, by dowiedzieć się czegoś nowego. A jak doskonale wiemy, ze znajomością geografii bywa różnie, nie tylko wśród dzieci. Książka Martiny Bandstuber „Znam taki kraj, którego ty nie znasz” pozwala zaspokajać naturalny głód wiedzy najmłodszych odbiorców. Przyznam jednak szczerze, jako osoba czytająca na głos swoim pociechom, również wiele się dowiedziałam. Czytaj dalej
„Wielkie małe książki. Lektury dzieci i nie tylko” – Grzegorz Leszczyński
Grzegorz Leszczyński, autor książki „Wielkie małe książki. Lektury dla dzieci i nie tylko”, jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, historykiem literatury, badaczem i krytykiem literatury dla dzieci i młodzieży. Wcześniej opublikował antologie literackie np. „Baśnie świata”, czy „Polskie baśnie i legendy”. Tym razem postanowił przeprowadzić czytelnika przez bezkresne morze zwane literaturą dziecięcą i młodzieżową. Czytaj dalej
„Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” – Justyna Bednarek
O tej książce czytałam już jakiś czas temu, ale myślałam, że moje dzieci już wyrosły z baśniowych opowieści. Bardzo się jednak pomyliłam. Autorką „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych) jest Justyna Bednarek, a ilustracje wykonał Daniel de Latour. Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej książce, ponieważ moje dzieci podczas Literackiego Sopotu były na spotkaniu z ilustratorem. Daniel de Latour prowadził warsztaty plastyczne, natomiast uczestnicy wykonywali różne stworki z papieru. Ilustrator rysował na życzenie różne części ciała potworków, a dzieci wycinały i sklejały je w całość – na swój własny sposób. Przywieźliśmy do domu gryfa i tygrysa szablozębnego oraz cały blok pełen rysunków: nóg, łapek, korpusów, ogonów, głów i skrzydeł autorstwa Daniela de Latoura. Czytaj dalej
Supermoce – J. Unenge. Zabawnie o marzeniach
Dzieciaki oglądają czasami filmy. Uwielbiają zwłaszcza te, w których roi się od superbohaterów. Może dlatego właśnie wymyślono Supermana, Spidermana, Batmana i innych, bo każdy choć trochę się z nimi utożsamia? Ale jak uświadomić dzieciom, że to fantazja, żeby przypadkiem nie zechciały skakać z czwartego piętra, by sprawdzić, czy nie są właśnie herosem posiadającym nadprzyrodzone umiejętności?
Książka Johana Unenge „Supermoce” posiada podtytuł: „Liczne rady i wskazania do ich używania”. Kto z nas nie pragnął być niewidzialny, albo podróżować w czasie, czy żyć wiecznie? Pewnego dnia synek zapytał mnie: „Mamo, czy ja nigdy nie umarnę”? Córka go pocieszyła – „Nie martw się, w niebie będziesz mieszkał z Panem Jezusem”. Płaczu było sporo, bo syn stwierdził, że on jednak woli z mamą…
„Supermoce” rozwiązują tego typu problemy. Autor skupia się na typowych marzeniach dzieci (choć wielu dorosłych też pewnie skrywa podobne myśli, tylko się nie przyznają). Dokładnie zostało opisane, co można robić dzięki posiadaniu którejś z nadprzyrodzonych umiejętności. Ale też podane są minusy takich supermocy. Jeśli będę potrafła podróżować w czasie, mogę zmienić historię i nigdy się nie urodzić… A jeśli potrafiłabym latać, co by się stało z moim lękiem wysokości?
Oczywiście nie jest tak, że Johan Unenge podaje młodemu czytelnikowi tylko wady nadprzyrodzonych umiejętności. Pokazuje ich pozytywy oraz negatywy. Dodaje do tego zabawne ilustracje oraz pewne podstawy naukowe. Ważne są również podpowiedzi, że skoro nie potrafimy latać, to może uda się nam skoczyć z kamienia?
Ksiażka nadaje się dla tych dzieciaków, które wiedzą, kim jest św. Mikołaj i znają wyrażenie „cholernie przystojny”. Może trafi do świadomego drugo-, czy trzecioklasisty? Moje maluchy jeszcze wierzą w magię Bożego Narodzenia. Ale można przecież pominąć te kontrowersyjne fragmenty… Autor pochodzi ze Szwecji, a tam niemal niczego się przed dziećmi nie ukrywa. Dozwolone są również pewne niecenzuralne słowa – skoro takie wyrażenia są używane przez młodych odbiorców, autorzy nie uważają za stosowne ich pomijać. Uważają, że w ten sposób są bardziej wiarygodni. (Jestem po spotkaniu z kilkoma szwedzkimi autorkami, które właśnie tak wyjaśniały owe sporne kwestie).
Najbardziej podobało mi się jednak zakończenie opowieści. Wcześniej autor skupiał się na niezwykłych mocach, tłumaczył, że zwykle nie jest to możliwe do zrealizowania i podpowiadał, jak szukać substytutów. Całość podsumowuje jednak tak, że niektórzy pragną tego, by być superzwyczajnymi. Bo o czym marzy ktoś, kto jeździ na wózku inwalidzkim? Wtedy będzie pragnął tego, żeby chodzić, choć dla większości wydaje się to banalne i niezwykle łatwe. Unenge pozwala młodym odbiorcom zauważyć osoby niepełnosprawne. Na tym właśnie polega siła tej książki. Autor podkreśla, że marzenia mogą być zwyczajne, choć równie ważne, jak te o lataniu. Moim dzieciakom uwielbiającym superbohaterów, ta książeczka bardzo opowiadała. Mogły na chwilę posiąść niesamowite umiejętności, bawiły je też ilustracje – również one mają supermoc.
Dziękuję Czarnej Owieczce za książkę Johana Unenge.
Słonie i dzieci
Postanowiłam przeczytać dzieciom książkę, która reklamowana jest tym, że przetłumaczono ją na 30 języków i uznano już za klasyka literatury dziecięcej.
Autorem książek z serii Elmer jest David Mckee. Pierwsza opowiastka o kolorowym słoniu powstała w 1989 roku.
Aby sprawdzić, czy historia o nietypowym słoniu przekona moje pociechy, zaczęłam od… początku. Pierwszy tytuł to po prostu Elmer. Czym różni się ten bohater od innych przedstawicieli swojego gatunku? Jest bajecznie kolorowy i … w kratkę.
Wesoły słoń postanawia sprawdzic, co by się stało, gdyby był zwyczajny. Tarza się w soku z szarych owoców – i nie zostaje rozpoznany przez przyjaciół. Na szczęście spada deszcz, farba schodzi z Elmera, a pozostałe słonie stwierdzają, że to świetny żart. Na cześć kolorowego przyjaciela urządzają co roku święto Elmera i wszystkie malują się w fantazyjne wzory, a tytułowy bohater korzysta wtedy z dobrodziejstwa szarych owoców i staje się taki jak pozostałe słonie przez 364 dni w roku.
Kolejna historia, którą przeczytałam, to Elmer i Róża. Dziadek kolorowego słonia przedstawia mu słoniczkę. Jest ona bardzo wstydliwa i im bardziej się wstydzi, tym bardziej robi się różowa. Elmer podróżuje z nią, by odprowadzić Różę do jej stada. Zaprzyjaźnia się z małą słoniczką. Kiedy docierają na miejsce, okazuje się, że wszytkie słonie są… różowe. Elmer uczy się, czym jest inność, że nie zawsze ona zależy od koloru skóry, ale może na nią wpływać nasz charakter.
Ostatnia opowiastka, którą mielismy okazję poznać, to Elmer i nieznajomy. Słoń, tygrys i lew poznają zwierzątko, które jest nieszczęśliwe, gdyż – jak twierdzi – nie potrafi skakać, a bardzo chciałoby umieć to robić, bo przecież jest kangurem. Trójka przyjaciół po długich naradach i obserwacjach znajduje rozwiązanie, a tytułowy nieznajomy staje się przyjacielem całej trójki. Doprowadzają nawet do tego, że kangur wygrywa zawody w skoku w dal. Elmer z kolegami starają się uszczęśliwić kangurka, bo są wrażliwymi zwierzątkami.
Książki wydano w twardej oprawie, mają bajecznie kolorowe ilustracje. Duże litery mogą zachęcić do samodzielnego czytania nawet siedmiolatka. Natomiast sam tekst bardziej przemawia do młodszych dzieci. To one zwracają uwagę na obrazki, zadają pytania. Starsze natomiast łatwiej zrozumieją ukryte morały – czym jest przyjaźń, inność, tolerancja.