„Magiczny kotek. Niezwykły przyjaciel”, „Magiczny piesek. Szkolne czary” – Sue Bentley

Magiczny piesek, Magiczny kotek, Sue Bentley, Wilga, FoksalCzy można nie sięgnąć po książkę, jeśli z okładki spogląda na nas szczeniak, albo kocię? Na dodatek w tytule pojawia się słowo magia, a wokół zwierząt błyszczą zielone, albo czerwone gwiazdki. Sue Bentley, angielska autorka książek dla dzieci napisała takich tomów całkiem sporo. Na język polski wdano ponad dwadzieścia historii o Płomyku i Burzy.

Sue Bentley wymyśliła dwie magiczne krainy. W obu działają złe moce, które doprowadziły do tego, że Płomyk i Burza muszą uciekać. Magiczny piesek właściwie jest wilkiem, ale musi ukrywać się przed złym Cieniem. Trafia na Ziemię pod postacią szczeniaczka, a opiekuje się nim dziewczynka – Lusia. Rodzice raczej nie pozwoliliby jej na posiadanie psa, więc Burza pozostaje niewidzialny. W tomie „Szkolne czary” okaże się, że tak właściwie główną bohaterką jest Lusia, a głównym tematem książki są jej szkolne problemy. Czytaj dalej

„Do zobaczenia, Felku i Tolu” – Sylvia Vanden Heede

Do zobaczenia Felku i ToluPo lekturze „Felka i Toli” Sylvii Vandeen Heede moje dzieci kazały nam – rodzicom, szukać kolejnych książek z serii. Na szczęście znaleźliśmy drugą część, a całkiem niedawno wydano też trzeci tom. Dzieciaki postawiły na swoim i szybko znalazła się okazja, by nabyć im tę książkę. Tytuł „Do zobaczenia Felku i Tolu” trzyma bardzo wysoki poziom, więc prędzej czy później poznamy „Felka i Tolę na bezludnej wyspie”.

Tym razem lis postanawia schudnąć. Dzięki sowie odkrywa, że jest tłusty. Wprawdzie Heniowi chodziło o to, że Felek wsmarował w siebie tubkę kremu do opalania, a jednak trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy i przejść na dietę. Okazuje się, że Felek nigdzie nie może jej znaleźć, bo nie wie nawet, czym owa dieta jest. Wyniknie z tego powodu sporo zabawnych nieporozumień.

Felek i Tola martwią się o sowę. Heniek wytknął swoim przyjaciołom wszystkie wady, wysiaduje jajo i ma przez to zły humor. Otrzymał je od Pipa, ale sowa jest zazdrosna, bo ktoś, kto był mu zawsze najbliższy, znalazł sobie ukochaną – Ko. Pod nieobecność Henia z jajka wykluwa się kolejny Pip, a właściwie pisklę Jo – wypisz wymaluj tata. Kurczaczek zastanawia się, czy Felek i Tola są jego rodzicami. Sprawa się jeszcze bardziej skomplikuje, kiedy do domu przybędzie sowa, wraz z Pipem i Ko. Teraz już w ogóle nie będzie wiadomo, kogo uznać za mamę oraz tatę. Na szczęście mądra Tola zawsze znajdzie wyjście z najtrudniejszej sytuacji.

Książka „Do zobaczenia Felku i Tolu” została napisana niezwykle prostym językiem. Jednak zawarto w niej tyle zabawnych sytuacji, że dzieci pokładały się niekiedy ze śmiechu podczas lektury. Te śmieszne historie nie są tylko czystą rozrywką. Autorka przemyca w książce wiele mądrości. Mimo to, że polecana jest młodszym czytelnikom, zwłaszcza takim, którzy rozpoczynają przygodę z samodzielnym czytaniem, to pojawią się w niej trudne zagadnienia.

Sylvia Vanden Heede pokaże maluchom czym jest zazdrość, kto może tworzyć rodzinę, skąd się bierze agresja, jak radzić sobie z trudnymi problemami w życiu. Można, posługując się łatwym i nieskomplikowanym językiem, powiedzieć tak wiele i bez natrętnego dydaktyzmu. Dzieci same wyciągają wnioski, po poznaniu kolejnej przygody sympatycznych bohaterów.

Autorka posłużyła się elementami wziętymi rodem z bajki. Bohaterowie zwierzęcy zachowują się jak ludzie. Bo przecież nie tylko zwierzęta nie lubią inności i bronią swoje młode, ale chyba tylko my wpadamy na pomysł, żeby się odchudzać… Urzekł nas niezwykle uroczy kurczaczek, ze swoją wadą wymowy, czy dorosły kogut, który nie potrafi piać. A goła kura Ko – to już mistrzostwo świata w dowcipie.

Całość uzupełniają akwarelowe ilustracje Thé Tjong-Khinga. Dopasowane do odbiorców, kiedy trzeba mroczne, kiedy indziej zabawne, ale zawsze zostawiające miejsce dla wyobraźni. Warto też zwrócić uwagę na tekst, który jest napisany dużymi literami. Aby zachęcić początkujących czytelników do samodzielnego poznawania historii, warto zacząć od słów napisanych największymi literami. Może się okazać, że dziecko odkryje, iż potrafi samodzielnie czytać. Radość będzie ogromna.

Moim zdaniem ważne jest to, że choć autorka pisze w sposób prosty, nie daje prostych rozwiązań. Pokazuje dzieciom, że świat może być skomplikowany, ale warto zmierzyć się z problemem i poszukać rozwiązań. Oprócz tego mali odbiorcy odkryją, że można akceptować kogoś, kto się od nas różni. A nawet pokochać kurę bez piór…

O przyjaźni: „Trzy psy przyszły – Marcin Brykczyński

Trzy psy przyszłyMoja córka regularnie wypożycza z biblioteki książeczkę „Trzy psy przyszły” Marcina Brykczyńskiego. Co takiego jej się podoba akurat w takiej niepozornej, bo nieco ponad dwudziestostoronicowej pozycji?

Marcin Brykczyński napisał rymowaną opowiastkę o psiej przyjaźni. Trzy kundelki postanawiają odwiedzić innego pieska, żeby z nim pograć w kości. Gospodarz martwi się, czym ich ugości, bo nie ma niczego w budzie, czym mógłby uraczyć kolegów. Okazało się, że niepotrzebnie się martwił, gdyż każdy pies zabrał ze sobą kość. Cała czwórka zamieszkała razem, bo tak im było milej.

Książeczka zachwyciła moją córkę tematyką. Uwielbia zwierzęta, marzy jej się pies. A cztery czworonogi to aż nadmiar szczęścia. Do tego duża czcionka. Początkującym czytelnikom łatwiej jest składać literki, które są duże. Znam to z własnego doświadczenia. Potem taka potrzeba przechodzi. Zresztą nie wyobrażam sobie moich lektur z tak wielkimi bukwami. Chociaż w erze rozwiniętej techniki wszystko jest możliwe. Nieraz widziałam osoby z czytnikami, których wyświetlacze miały ustawione tak duże czcionki, że każdy w okolicy mógł czytać wraz z właścicielem sprzętu. Czyli wada wzroku nie musi być w dzisiejszych czasach wytłumaczeniem na to, że z powodu małych literek nie sięgam po książki…

Wracając do tematu. Choć wierszowane „Trzy psy przyszły” czyta się w kilka chwil, jednak zdążą w tym czasie rozbawić małego czytelnika. Sam tytuł może doskonalić wymowę- ot, taka lekcja logopedii dla czytającego na głos. W duchu chciałabym jednak, żeby autor rozwinął temat i opisał dalsze perypetie całej czwórki. Olbrzymim atutem historyjki są ciepłe ilustracje wykonane przez Iwonę Całą. Mieliśmy do czynienia z jej rysunkami w książce „Dżok”, czy „Baltic” i te również nam się podobały. Mogę polecić książeczkę osobom, które lubią niebanalne, pozwalające rozwijać wyobraźnię dzieciaków. Opowieść trafi zarówno do trzylatka, jaki siedmiolatka rozpoczynającego przygodę z samodzielnym czytaniem. Szkoda tylko, że historia jest tak krótka.

Lekcja patriotyzmu dla najmłodszych: „A ja jestem Polak mały” – Eliza Piotrowska

A ja jestem Polak małyJak dziś uczyć patriotyzmu? Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło rzucić hasło: Bóg, honor, ojczyzna i sprawa załatwiona. Bo jak być patriotą, kiedy nie trzeba umierać za ojczyznę? Dulce et decorum, est pro patria mori mówili starożytni. Kiedy chodziłam do liceum z tą sentencją spotykałam się codziennie. Na szczęście współcześni, póki co, nie muszą aż tak bardzo się poświęcać. Jednak uważam, że nie należy pomijać tego tematu w rozmowach z dziećmi. Zresztą już najmłodsi chcą wiedziec, kim są. Zaczynają od imienia, nazwiska, następnie dochodzi tożsamość miejsca. Najpierw ważna staje się rodzinna miejscowość, potem – na końcu, dociera do kilkulatka nazwa kraju, w którym rośnie, lub z którego pochodzi.

Eliza Piotrowska w książce: „A ja jestem Polak mały. Moim krajem jest świat cały” opowiada dzieciom o tym, czym jest ojczyzna. Posługuje się prostym językiem i ilustracjami, które wyjaśniają najważniejsze kwestie. Głównym bohaterem książki jest Krzyś, przedstawiony jako niemowlak. On dowiaduje się, co znaczy być patriotą. Piotrowska uczy, że warto być ciekawym świata i poznawać go. Nie ogranicza się do naszego kraju, ponieważ Polska jest częścią Europy, a potem świata.A ja jestem Polak mały

Autorka jest jednocześnie ilustratorką książeczki. Co ciekawe, można się zasugerować, oglądając ilustracje, że informacje przedstawione w tej książce przeznaczone są dla trzylatków. Nic bardziej mylnego. Otóż, jeśli spojrzycie na program nauczania, okaże się, że to o czym mowa w książce, powinno być znane czwartoklasistom. W praktyce niestety nie jest tak cudownie. Mnóstwo dziesięciolatków nie potrafi powiedzieć na jakim kontynencie mieszkają, a znaleźć Polskę na mapie świata stanowi dla wielu niewyobrażalny kłopot. Dlatego warto już najmłodsze pociechy uświadamiać, kim są, gdzie żyją. Książeczkę kończy zdanie: „Polskę tworzymy my sami. Od nas zależy jaka będzie”. Miło byłoby się tego trzymać.

„A ja jestem Polak mały” Elizy Piotrowskiej spodobała się moim dzieciom. Na początku kręciły nosem, że to pewnie taka opowieść dla maluszków, a one już są przecież takie duże. Potem jednak zaczęły zadawać mnóstwo pytań. Wiadomo – czasami jedno zdanie potrafi zasugerować temat do dyskusji. Na szczęście spodobała im się lekcja współczesnego patriotyzmu. Starsza, ośmioletnia córka, miała już świadomość istnienia „Mazurka Dąbrowskiego”; sześciolatek potrafił opisać godło i flagę. Jednak najbardziej cieszy mnie to, że w takich książeczkach dzieciaku uczą się tolerancji. Bo patriotyzm przecież tego nie wyklucza. Dzięki obrazkom młodsi czytelnicy mogą często wracać do książeczki i przypominać o czym jest ta opowieść. Dla starszych będzie to nauka bez nachalnego dydaktyzmu. Książkę łatwo się czyta, bo zastosowano duże litery oraz wzbogacono ją ogromem ilustracji. A przy okazji, rodzi się w dzieciakach świadomość tego, kim są.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owieczka za książeczkę.

„Felek i Tola” Sylvii Vanden Heede. Opowieść zachęcająca do samodzielnego czytania

Felek i TolaJak to zwykle w teatrach bywa, nie da się z tego miejsca wyjść bez książek… Niemożliwe? Otóż w Teatrze Miniatura w Gdańsku przed spektaklem o Balticu można było nabyć nie tylko historię spisaną przez Barbarę Gawryluk, ale też kupić swoim pociechom inne książki. I to nie byle jakie, tylko takie z górnej półki.

Mnie osobiście zaintrygowała historia o zajączku Toli i lisie Felku. Najpierw spodobały mi się ilustracje. Okazało się, że ich twórcą jest holenderski mistrz grafiki książkowej Thé Tjong-Khing. Obrazki są jednocześnie zabawne i proste. Pozwalają młodym czytelnikom lepiej zrozumieć tekst, ale nie odbierają ich wyobraźni pola do popisu.

Trzeba przyznać, że autorka wybrała bardzo nietypową parę. Lis i zając mieszkają razem i choć się kochają, ich związek nie jest doskonały. Felek najbardziej lubi jedzenie, a Tola mimo, że za tym nie przepada, piecze dla niego ciasteczka. Ich przyjaciel – sowa Henio, wysiaduje jejko (pisownia celowa). Jako przybrany ojciec musi się pogodzić, że wykluwa się kurczak Pip, a nie mała sówka. Na dodatek Pip po jakimś czasie opuszcza swego zaborczego rodzica.

W książce bawią zarówno postaci, jak i sytuacje. I choć nie ma rażącej dydaktyki, rodzice mogą odnaleźć w „Felku i Toli”  drugie, głębsze dno. Autorka pokazała zabawne scenki, ale tematy nie są banalne. Felek zakocha się w próżnej Kitce i będzie o nią konkurował  z Heniem. Tola poczuje zazdrość, trudno jej się będzie pogodzić z zaistniałą sytuacją. Na szczęście wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Lis zrozumie, że zauroczenie jest czymś innym niż miłość. Tytułowa para zdobędzie się nawet na to, by zmienić układ ról w swym związku. Na stereotypy nie ma tu miejsca.

Historia o lisie i zajączku zafascynowała dzieciaki. Pięciolatek był dumny, że odczytał kilka słów. Książka ma przecież zachęcać do samodzielnego czytania. Ośmioletnia córka zdążyła pochłonąć kilkanaście stron przed rozpoczęciem spektaklu i tak jej się ta książka spodobała, że została wybrana do wieczornego czytania. Autorka zastosowała w „Felku i Toli” krótkie i proste zdania. Tekst nie został wyjustowany. Nic nie przeszkadza w czytaniu. Najważniejsze wyrażenia są napisane dużą i pogrubioną czcionką. W taki sposób, by nawet te maluchy, które znają ledwie kilka literek, mogły poczuć się usatysfakcjonowane tym, że potrafią sklecić pierwsze słowa.

Lubię kiedy dzieciaki pamiętają o tym, o czym im czytałam. Ale kiedy pewnego ranko zaczęły sobie same opowiadać historie z „Felka i Toli” i śmiać się z nich do rozpuku, to znaczy, że było warto… Na zakończenie ta opowiastka, która najbardziej im się spodobała:

Jejko