Wydawnictwo Marginesy zdecydowało się na wznowienie kilku już tytułów książek Ernesta Hemingwaya. Teraz możemy sięgnąć po “Za rzekę, w cień drzew” w nowym tłumaczeniu Agnieszki Wilgi. Przyznam szczerze, że kiedy po raz pierwszy sięgałam po powieści tego autora, jakoś nieszczególnie przypadły mi do gustu. Poznałam najgłośniejsze książki noblisty. Jednak, kiedy dowiedziałam się, że trwają pracę nad przekładami tej klasyki, postanowiłam wrócić do twórczości Ernesta Hemingwaya i poznać przede wszystkim te książki, których do tej pory nie czytałam.
„Za rzekę, w cień drzew” to historia dzięki której poznajemy pięćdziesięcioletniego pułkownika Richarda Cantwella. Mężczyzna przebywa We Włoszech, jako oficer armii amerykańskiej. Akcja powieści rozgrywa się tuż po drugiej wojnie światowej, chociaż liczne retrospekcje przenoszą nas do wydarzeń z czasów I oraz II wojny. Richard Cantwell z wielu powodów będzie przypominał autora powieści, Ernesta Hemingwaya.
Główny bohater nie czuje się najlepiej. Ma problemy sercowe. W tym przypadku chodzi o dwa znaczenia: dosłowne i przenośne. Richard zakochał się w dziewiętnastoletniej Renacie, weneckiej arystokratce. Jednocześnie mierzy się ze śmiertelną chorobą i jest świadomy zbliżającego się końca. Mężczyzna uważa, że wszystko ma już za sobą w przeciwieństwie do młodziutkiej ukochanej. Renata chce poznać bliżej swojego wybranka, prosi go o tym, by opowiadał o sobie. Wszystko to sprawia, że mężczyzna wraca wspomnieniami do czasów służby wojskowej podczas pierwszej i drugiej wojny światowej.
Oficer o swoich doświadczeniach opowiada dziewiętnastolatce, z którą ma romans. Doskonale zdaje sobie sprawę, że dziewczyna nie wszystko jest w stanie zrozumieć. Z tego powodu pomija niektóre szczegóły. Pojawiają się one w jego umyśle i my, jako czytelnicy, je odkrywamy. Reminiscencje weterana wojennego pełne są przemyśleń egzystencjalnych dotyczących życia, miłości i śmierci.
Agnieszka Wilga w posłowiu napisała, że Ernest Hemingway zastosował w książce technikę „góry lodowej”, dlatego w tym wydaniu są liczne przypisy, gdyż nie wszystko jesteśmy w stanie samodzielnie odczytać. Dzięki tym wyjaśnieniom widzimy, jak wiele z tej opowieści było inspirowane przeżyciami samego autora. Ważnym tematem jest wojna i jej wiele uwagi poświęcimy. Pojawią się też w książce motywy stereotypowo określane jako typowo męskie, czyli np. polowanie. Tu jednak widzę duże podobieństwo do opowiadania „Stary człowiek i morze”, w którym oglądamy zmagania człowieka z naturą, ale też pokazane zostały sposoby zdobywania pożywienia z empatią wobec ofiary.
W powieści „Za rzekę, w cień drzew” na uwagę zasługuje narracja, która zmienia się z trzecioosobowej, na pierwszoosobową, gdy poznajemy przemyślenia głównego bohatera. Richard nie wszystko odkrywa przed ukochaną. Mówi do Renaty, ale swój monolog niekiedy kontynuuje w myślach. W opowiadaniu „Stary człowiek i morze” główny bohater mógł mówić na głos, gdyż był sam na sam z naturą, tak teraz Richard niekiedy pozostawia zdania niedopowiedziane, kończy je w formie monologu wewnętrznego.
Książka „Za rzekę, w cień drzew” powstawała w latach 1948–1950. Dwa lata później powstała opowieść noblisty, którą cenię sobie najbardziej, czyli „Stary człowiek i morze”. Jeśli Ernest Hemingway kojarzy się odbiorcy, jako twórca znany z ukazywania bohatera silnego i męskiego, to tutaj widzimy pewne rysy i pęknięcia. W Richardzie Cantwellu znajdziemy sporo emocji, czułości wobec ukochanej Renaty. Nie zabraknie mu też empatii. Myślę, że ta strona głównego bohatera jest najciekawsza. Choć w powieści nie znajdziemy wartkiej akcji czy zaskakujących wydarzeń, a śledzimy przede wszystkim przeżycia wewnętrzne bohatera, to nie żałuję, że sięgnęłam po książkę. Mimo upływu lat, czyta się ją dobrze, choć może to akurat zasługa nowego przekładu.
PS “Za rzekę, w cień drzew” przetłumaczyła Agnieszka Wilga.