Zsuzsa Bánk jest niemiecką pisarką, która ma węgierskie korzenie. Mieszka we Frankfurcie nad Menem. Jej rodzice uciekli z Węgier w 1956 roku., co jak zobaczymy, będzie miało znaczenie w kontekście książki „Śmierć przychodzi nawet latem”. Przed tym najnowszym tytułem w Polsce ukazały się trzy książki Zsuzsy Bánk: „Pływak”, „Jasne dni”, „Najgorętsze lato”. Wszystkie tłumaczyła Elżbieta Kalinowska. Pisarka za swoją twórczość otrzymała wiele prestiżowych nagród, a „Śmierć przychodzi nawet latem” to moje pierwsze zetknięcie z pisarstwem Zsuzsy Bánk.
Kiedy odchodzi bliska nam osoba, nie możemy zatrzymać ani na chwilę czasu, by paradoksalnie być z tym kimś dłużej. Autorka w swojej najnowszej książce pisze o tym, jak towarzyszyła ojcu w chorobie i umieraniu. Historia zaczyna się wtedy, gdy wiadomo, że ukochany ojciec odchodzi. Bliscy chcieliby dać mu to, co najlepsze. Zapewnić taką opiekę, która przedłuży mu życie. Pragną zabrać go na Węgry nad ukochany Balaton, by mógł przeżywać to wszystko, tak jak lubił najbardziej. Niestety, nie wszystko się udaje. Rodzina nie jest w stanie pomóc, wszyscy czują się bezsilni. Pozostaje jedynie być przy umierającym człowieku, ale nadchodzi moment, kiedy to najbliżsi muszą podejmować najtrudniejsze decyzje. Nie wiedzą, jakie będą ich konsekwencje: czy przedłużą jedynie cierpienie, czy może pomogą ojcu podejmując leczenie?
Zsuzsa Bánk przygotowuje się na śmierć ukochanego taty, pisze o swoich uczuciach, jakie towarzyszą jej podczas wizyt u ojca na oddziale onkologicznym, w czasie jego ostatnich dni, ale jest to jednocześnie uniwersalna opowieść o tęsknocie i żałobie, już w momencie zyskania świadomości, jak bliski może być koniec.
Pisarka kreśli intymną opowieść i jednocześnie historię uniwersalną. Taką, którą może doświadczyć każdy z nas. Jej refleksje nad egzystencją i czasem umierania wyrażone są poetyckim językiem, stają się peanem na cześć ukochanego ojca. Widzimy, co autorka otrzymała w dziedzictwie od taty, czyli zamiłowania do pływania, choć miłość do kolei przejął tylko jej brat. Bánk utrwala ostatnie dni ojca, odsłania przed nami to, co było dla niego ważne, a nawet przyglądamy się jego przyzwyczajeniom i codziennym gestom. Oglądamy jak pisarka i inni reagują na te ostatnie chwile ojca. Tak samo osobie umierającej, jak i bliskim towarzyszą uczucia, z którymi się mierzą. Wszyscy konfrontują się z daną chwilą oraz tym, co ona przynosi, a jednocześnie mają świadomość tego, co nieuchronnie nadchodzi.
Nie każdy doświadczył takiej miłości ze strony ojca, więc nie dziwi nas, że Zsuzsa Bánk kreśli hołd na jego cześć. Ponadto oglądamy korzenie pisarki i to, co ją ukształtowało. Choć sama urodziła się w Niemczech i czuje się Niemką, to określa ją rok 1956. Dla innych obywateli tego kraju to niewiele znacząca data, dla Bánk jest to moment przełomowy. Coś co określa jej korzenie i tożsamość, choć sama przyjdzie na świat później.
W książce „Śmierć przychodzi nawet latem” można odnaleźć kilka warstw. Prócz autobiograficznego wspominania ojca autorki, znajdziemy także refleksje nad życiem, relacjami, śmiercią, żałobą i radzeniem sobie ze stratą. Bánk świetnie potrafi oddać emocje, jakie towarzyszą jej w tym pożegnaniu z ojcem. Prowokuje nas jednocześnie do refleksji nad własnym życiem oraz nad tym, co dla nas jest najważniejsze.
Umieranie, śmierć oraz żałoba wciąż są tematami, o których trudno się mówi i pisze. „Śmierć przychodzi nawet latem” chwilami trzyma czytelnika emocjonalnie za gardło, ale pozwala jednocześnie odkryć emocje, które towarzyszą człowiekowi w żałobie. Okazuje się, że choć wydaje nam się, że w tym bólu jesteśmy sami, tu odnajdujemy kogoś, kto przeżywał podobnie, ale potrafił to wszystko nazwać i pójść jeszcze krok dalej, czyli zmusić nas do zastanowienia nad tym, czym jest czas i śmierć w kontekście naszej egzystencji. W książce „Śmierć przychodzi nawet latem” nie chodzi o to, by epatować bólem i rozpaczą. Opowieść porusza i wzrusza, ale odkrywa przed czytelnikiem możliwość godzenia się ze stratą.
PS. Na zdjęciu autograf Zsuzsy Bánk, który udało mi się zdobyć po spotkaniu, które odbyło się w ramach Literackiego Sopotu.