„Kocha, lubi, szanuje…” – Alice Munro

Kocha, lubi, szanuje... - Alice MunroData wznowienia zbioru opowiadań Alice Munro pt. „Kocha, lubi, szanuje…” została określona na 19 lutego, ale udało mi się przeczytać książkę jeszcze przed premierą. Jako, że styl noblistki bardzo do mnie przemawia, niecierpliwie czekałam na ów zbiór. Otrzymałam dziewięć opowiadań i tak jak się spodziewałam, była to niesamowicie przyjemna uczta literacka.

Właściwie na tym mogłabym skończyć wpis o „Kocha, lubi, szanuje…” Alice Munro. Doskonale zrozumie mnie każdy, kto przeczytał choć kilka opowiadań autorstwa kanadyjskiej noblistki. Łatwo znaleźć dla wszystkich historii wspólny mianownik. Czujemy, że autorka wciąż mówi o tym samym. Na pierwszy rzut oka przecież zawsze mowa w tych opowieściach o kobietach oraz o miłości. Jednak, kiedy przyjrzymy się tym tekstom bliżej, zobaczymy, że każde opowiadanie jest zupełnie inne. Podobnie jak z ludźmi, nie sposób znaleźć drugiej takiej samej osoby, a przecież można określić cechy wspólne dla przedstawicieli tego gatunku. Czytaj dalej

„Mezopotamia” – Serhij Żadan

Mezopotamia, Serhij ŻadanTytuł książki Serhija Żadana mógłby sugerować, że historia toczyć się będzie gdzieś na Bliskim Wschodzie. Tyle, że autor wybierając taki a nie inny tytuł, nawiązuje do miejsca, w którym narodziła się cywilizacja. Części świata, gdzie powstawały takie dzieła jak „Epos o Gilgameszu”.  Serhin Żadan skupia się na miejscu, którego nie lubi nazywać po imieniu. Leży ono podobnie jak Mezopotamia między rzekami. Chodzi oczywiście o Charków, miasto na Ukrainie, w którym mieszka autor książki.

W „Mezopotamii” zaskakuje podział książki na dwie części. Pierwsza nosi tytuł „Historie i biografie” i składa się z dziewięciu opowiadań. Druga część: „Uściślenia i uogólnienia” to zbiór wierszy. Dopełniają one w pewnym sensie część napisaną prozą. Utwory poetyckie są czymś zaskakującym, ale należy wziąć pod uwagę, że Serhij Żadan wydał już kilka tomów poezji.  Czytaj dalej

„Odcienie miłości” – Alice Munro

Odcienie miłościZbiór jedenastu opowiadań pt. „Odcienie miłości” Alice Munro, który miały premierę 11 września, należy do tego rodzaju prozy, na wydanie których czeka się z niecierpliwością. Ubiegłoroczna laureatka Literackiej Nagrody Nobla napisała te teksty w 1985 i 1986 roku, ale polscy czytelnicy musieli długo na nie czekać. Wszystko przez to, że dopiero od niedawna twórczość pisarki stała się znana i lubiana w tej części świata.

Tematem opowiadań jest miłość, ale można przecież powiedzieć, że motywem przewodnim w twórczości noblistki są uczucia. Jak różne mogą być odcienie miłości i relacje międzyludzkie, zobaczymy właśnie w ostatnio wydanym zbiorze.

Alice Munro posiada niezwykły dar oddawania na papier obserwacji zwykłego, małomiasteczkowego życia. Wydaje się, że przeciętni bohaterowie powinni być nudni i przewidywalni. Takie odnosimy wrażenie patrząc na człowieka z daleka, nieuważnie. Jednak pisarka potrafi dokonać niemożliwego. W tych pozornie szarych postaciach odnajduje niezwykle barwne życie emocjonalne. Głównymi bohaterkami opowiadań są kobiety. One przeżywają miłość na wiele różnych sposobów. Pojawiają się też mężczyźni, niekoniecznie pozytywni – jak choćby kobieciarz z opowiadania „Porost”, który nie waha się przed zdradą.

Dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów? Alice Munro nie odpowie nam na to pytanie, ale pokaże, do czego jesteśmy zdolni. W opowiadaniu „Biała Hałda” Isabel żyje w udanym związku z Laurencem, a mimo to zakochuje się w pilocie. Wie, że jej wybór musi zakończyć się źle, a jednak nie potrafi się zatrzymać. W twórczości noblistki widoczne jest, że bohaterowie nie do końca wierzą w to, iż decydują o swoim losie. Niekiedy poddają się temu, co on przynosi, bez walki. A wtedy pozornie błaha decyzja, czy przypadek potrafi całkowicie odmienić ich życie.

Relacje jakie nawiązujemy w ciągu całego życia w jakiś sposób mówią o tym, kim jesteśmy. Alice Munro opisuje w swych opowiadaniach przeróżne typy uczuć, by pokazać jakimi ludźmi są jej bohaterowie. Mamy do czynienia z miłością do rodzeństwa, do dzieci, między przyjaciółmi. Codzienność nie zawsze pozwala je doceniać, czy nawet zauważać. My natomiast otrzymujemy obrazy, w których ukazane zostało całe życie bohaterów, najczęściej z pewnego dystansu czasowego i w sposób fragmentaryczny, poszarpany – musimy sobie je poskładać w pewną całość.

Narracja opowiadań wydaje się być leniwa, jak niedzielne popołudnia. Jednak to tylko pozory. Często w tekstach aż kipi od emocji, ale ukazane one są one z chirurgiczną precyzją, bez zbędnych ozdobników (choć pisarka nie unika ciekawych porównań). Noblistka nie ocenia swych bohaterów, pozostawia to odbiorcom. Podobnie się dzieje z interpretacją kolejnych opowiadań. Są one zbudowane w sposób zmuszający do zastanowienia się nad przedstawionymi sytuacjami. Czujemy się tak, jakby bliska przyjaciółka opowiadała nam całe swoje życie. A my w zadumie pochylamy się nad każdym jej zdaniem. Dlatego właśnie proza Munro wymaga wielkiej uwagi, ponieważ zmusza nas do analizowania emocji bohaterów, a także do tego by się zastanowić, co się właściwie wydarzyło w ich życiu.

Noblistka tak pisze opowiadania, że od pierwszego zdania trudno się od nich oderwać. I choć historie snuje pozornie niespiesznie, cały czas istnieje w nich napięcie, ponieważ oglądamy momenty zwrotne w życiu bohaterów. Te ważne chwile mogą dotyczyć tylko uczuć bohaterów, ale samo oddanie świata wewnętrznych emocji postaci jest na mistrzowskim poziomie. Postacie stają się nam bliskie, a w niektórych z nich możemy  odnaleźć samych siebie. Na tym właśnie polega siła opowiadań Alice Munro.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

„W krainie czarów” Sylwia Chutnik

W krainie czarówZ twórczości Sylwii Chutnik poznałam do tej pory jedynie „Cwaniary”. Teraz za sprawą książki „W krainie czarów” mogłam się przyjrzeć opowiadaniom jej autorstwa i dramatowi, który został umieszczony w zbiorze. Niektóre z tekstów były już publikowane w antologiach, teraz zostały zebrane i umieszczone w jednej książce.

Autorka jest też działaczką społeczną: m.in. kieruje Fundacją MaMa, dbającą o prawa matek oraz należy do Porozumienia Kobiet 8 Marca. Według mnie ma to znaczenie, gdyż z pewnością ta aktywność wpływa w pewien sposób na dobór tematów podejmowanych przez Sylwię Chutnik. W zbiorze opowiadań ?W krainie czarów? widać wyraźnie, że nie da się oddzielić obu działalności. Za to jedno i drugie można robić dobrze, świadczą o tym nagrody, bo w 2008 roku pisarka została laureatką Paszportu Polityki, a rok później otrzymała Społecznego Nobla Ashoki.

Opowiadania, z którymi mamy do czynienia, zabierają nas w świat, który niewiele ma wspólnego z krainą czarów. Nie ma w nim niewinnej Alicji, a my zostajemy wyrwani z magicznego miejsca, gdzieś gdzie przebywają ludzie, którzy muszą poradzić sobie z jakąś trudną sytuacją życiową. W pierwszym tekście bohaterka mówi:

„Jestem jak Alicja z deficytem czarów, która rośnie lub kurczy się nerwowo, jeśli coś dzieje się w jej życiu nie tak. Tchórzliwa dziewczynka w za małych butach i za dużej sukience.” (s.9-10). Główna bohaterka stanowi alter ego autorki. Zostaje wyrzucona z raju dzieciństwa po śmierci dziadka. Musi się zmierzyć z brakiem bliskiej osoby, a to sprawia, że staje się dorosła.

Inne opowiadanie: „Wszystko zależy od pani” ma ironiczny tytuł. Jest to historia kobiety, która niewiele może zrobić, by poprawić swój byt. Mimo skończonych wielu fakultetów trudno jej znaleźć pracę, a wolność okazuje się tylko ułudą. Życie okazuje się być czymś w rodzaju pułapki, w którą wpada bohaterka i nie może się z niej wyrwać. Inni radzą sobie lepiej, ale i oni w każdej chwili mogą zostać zastąpieni.

Dwa utwory nawiązują do czasów drugiej wojny światowej. Opowiadanie „Muranooo” przypomina „Noc żywych Żydów” Igora Ostachowicza. Przedwojenna kamienica i duchy znajdujące się w piwnicy – to łączy teksty tych autorów. U Sylwii Chutnik jest jeszcze babcia, która składa swoje wnuczęta w ofierze Żydom, którzy zginęli podczas wojny. „Piwnica” różni się od pozostałych opowiadań, bo napisana została w formie dramatu, a radiowa Trójka wyemitowała niedawno słuchowisko na jego podstawie. Akcja rozgrywa się właśnie w piwnicy i pokazuje, jak mogła wyglądać walka o przetrwanie zwykłych kobiet, które chroniły się przed bombardowaniami w czasie powstania warszawskiego.

Sylwia Chutnik pokazuje przede wszystkim kobiety, które sobie nie do końca radzą. Piękny świat jest gdzie indziej. Za to autorka przygląda im się z empatią. Przy okazji czytelnicy oglądają życie z perspektywy człowieka „po przejściach”, by ostatecznie postarać się go zrozumieć. Pisarka odkrywa przed odbiorcą zwyczajnych ludzi, choć życie ich nie rozpieszcza. Wielu z nich musi poradzić sobie z jakimś trudnym wyborem, czy stanąć twarzą w twarz z przeciwnościami losu. Co się dzieje z człowiekiem po stracie kogoś bardzo bliskiego?  Albo, czy morderstwo może stać się przeszkodą w drodze do Boga?

Autorka skupia się w swoich opowiadaniach na empatii. I choć nie będzie czarów, tylko proza życia, to staramy się zrozumieć postacie i im współczuć. Dzięki Sylwii Chutnik stajemy się świadkami tych historii, zarówno nieudaczników, jak i ludzi, którzy zostali pokiereszowani przez życie. Zrozumiemy tych, którzy zostali wykluczeni, albo znaleźli się na marginesie. Pod względem literackim teksty są udane, przekonują zarówno opisy, jak i historie, którymi autorka nas raczy. Bo choć wybiera bohaterów zwyczajnych, którym niekoniecznie się w życiu udaje, gdzieś tam jednak tli się dla nich ziarenko nadziei.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

„Jańcio Wodnik i inne nowele” – Jan Jakub Kolski

Jańcio Wodnik i inne opowiadaniaJan Jakub Kolski ostatnio wrócił do reżyserowania. Niedawno na ekrany wszedł jego film „Zabić Bobra”, powstał też kolejny: „Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata”. Postanowiłam uzupełnić braki i sięgnąć po „Jańcia Wodnika i inne nowele”  Jana Jakuba Kolskiego, które stały się inspiracją do stworzenia filmów.

W książce wydanej w 1994 roku, autor umieścił sześć opowiadań. Oprócz tytułowego „Jańcia Wodnika” znalazły się w niej: „Pogrzeb kartofla”, „Cudowne miejsce”, „Ułaskawienie”, „Magneto”, „Pograbek”. Wspominam te wszystkie tytuły, gdyż wielu rozpozna w nich również filmy tego twórcy.

„Pogrzeb kartofla” nawiązuje do prawdziwej historii dziadka autora. Właśnie od tej opowieści poznajemy popielawskie realia, łącznie z prawdziwymi nazwiskami mieszkańców wsi. Akcja noweli rozgrywa się tuż po wojnie. Z obozu koncentracyjnego wraca stary Mateusz. Wyczuwa pewną wrogość ze strony większości popielawian. Oprócz tego władza dokonuje podziału dworskiej ziemi między mieszkańców wsi. Podczas wyznaczania działek geometra trafia na ciało syna Mateusza. Co się wydarzyło, dlaczego mieszkańcy Popielaw czują się winni?

Kolejne nowele również rozgrywają się w okolicy ukochanej przez autora. „Cudowne miejsce” dotyczy niezwykłych wydarzeń, które tam się rozgrywają. Grażyna staje się stygmatyczką, a Indorek odnajduje w stawie wodę, która leczy rany. Najsłynniejszym chyba opowiadaniem jest „Jańcio Wodnik” – właśnie za sprawą filmu i dzięki świetnej roli Franciszka Pieczki.

Historie, które tworzy Kolski, zdają się rozgrywać w odległych czasach. Dzieje się tak za sprawą realizmu magicznego. Bohaterowie doświadczają niezwykłych zdarzeń, ale są ludźmi z krwi i kości. Żyją na sielskiej wsi, są jakby oddaleni o lata świetlne od cywilizacji, ale co jakiś czas dopadają ich wydarzenia rozgrywające się w dalekim świecie. Druga wojna światowa dotrze i do Popielaw. Odciśnie piętno na mieszkańcach taki jak wszędzie, nie oszczędzi tego rajskiego miejsca.

Za sprawą archetypicznych obrazów wykreowanych przez autora można właśnie uznać, ze wieś jest niezmienna. Ludzie od wieków żyją tak samo. Ich rytm pracy wyznaczają pory roku. One też określają ich obowiązki. Jakub Kolski pokazuje, że i tu ludzie mają swoją wizję świata, przemyślenia, poglądy.

W nowelach można znaleźć pochwałę prostego życia. Pisarz osadza swoje historie w dobrze znanych mu realiach. Pejzaż jest również istotny w książce, staje się bohaterem literackim. Opisy miejsc są już i w tych opowiadaniach bardzo filmowe. Autor od początku miał zmysł filmowca i jego teksty są niemal gotowymi materiałami na film.

Dzięki „Jańciowi Wodnikowi” można przenieść się do świata, w którym niezwykle ważna jest wyobraźnia. Mamy do czynienia z nowelami, niekiedy  baśniowymi, aby za chwilę doświadczyć wydarzeń realistycznych. Jan Jakub Kolski posługuje się symbolami, niezwykle ważna jest metafizyka. Bohaterowie choć pozornie prości, muszą dokonywać trudnych wyborów, a ich życie pełne jest uczuć i namiętności.

Świat wykreowany przez autora jest niezwykły. Jan Jakub Kolski sprawił, że Popielawy stały się miejscem magicznym i tajemniczym, dzięki stworzeniu atmosfery cudowności. W swych nowelach pisarz tworzy poetycki klimat. Stajemy się na powrót dziećmi, patrzącymi na miejsce narodzin z zachwytem, miłością, starającymi się jak najwięcej zrozumieć ze swoich obserwacji.

Debiut prozatorski: „Gry losowe” – Joanna Dziwak

Gry losoweUff. Wracam do pisania o książkach. Ostatnie dni były  gorące pod względem zawodowym, ale teraz postaram się poprawić. Czy mi się uda, czas pokaże…

W czerwcu Joanna Dziwak opublikowała  w Korporacji Ha!art swoją debiutancką książkę. Do tej pory zdążyła się zapisać w świecie kultury jako poetka. Jej wiersze publikowano w pismach literackich, a w 2010 roku wydała tomik „sturm & drang”. Prowadzi też popularną stronę hipsterski-maoizm.pl z politycznymi memami.

„Gry losowe” Joanny Dziwak to opowieść o ludziach niespełnionych. Każdy z bohaterów ponosi klęskę, niezależnie jaką obierze drogę. Czy to będzie piosenkarka starająca się wybić w Las Vegas, czy autorka bloga, czy może poeta żyjący w Bytomiu. Każde z nich szuka lepszego miejsca, próbuje chwytać los w własne ręce, ale zwyczajnie w świecie, nic z tego nie wychodzi.

Przez moment bohaterom się wydaje, że nadchodzi ich chwila chwały. Czas, kiedy właśnie mogą ujawnić swój talent i pokazać go światu. Przez ułamek sekundy myślą, że  są  prawie artystami: zarówno szansonistka Jo, Arkadiusz Pszczoła, Janusz L.L. Czereśniewski. Każde z nich wierzy, że talent poprawi ich mdłą egzystencję. Szybko jednak muszą się pogodzić z rzeczywistością. Nawet Czereśniewski, autor „Opuszczeni@ w necie” w głębi duszy zazdrości dziewczynie, która napisała książkę „Wyprowadzałam psy Tomasza Lisa” i marzy o pojawieniu się w programie „Taniec z pisarzami”.

Przegrane życie najlepiej celebrować przy sentymentalnej, kiczowatej muzyce. Znacie Annę Jantar? No to może udać się na festiwal postpiosenki zachodniosłowiańskiej jej imienia w Orono w stanie Maine. Zdążyła jedynie zaśpiewać postpiosenkę Tyle mroku w całym mieście, bo śpieszyła się na samolot. A to dopiero początek. Następnym odkryciem jest: „Milczenie Czarnych Owiec Jest Złotem”. Zespół, który na koncercie napawa się ciszą. Do wyboru mamy ponadto „Tam Gdzie Kończy się Ironia a Zaczyna Powaga”, których sława gaśnie za sprawą „The Metaforze Nie”. Jakby komuś było mało, to może się udać na wakacje do Tunezji, pod warunkiem, że zrobi to ironicznie. Trzeba przecież być hipsterem, choć nikt nie wie kim on jest, ale należy iść z duchem czasu i być modnym. Wyjątkowym, ale jednocześnie takim jak inni.

W książce Joanny Dziwak bohaterowie igrają z losem, ale z góry są skazani na klęskę. Ich przekonanie o własnej wyjątkowości okazuje się być zwykłą mrzonką. A może szukają zbyt wysoko, a przez to upadek staje się niezwykle bolesny? Z drugiej strony bohaterowie kreowani przez autorkę, nie zawsze mają świadomość własnego prostactwa oraz głupoty. Dziwak wyśmiała w niezwykle cięty sposób przede wszystkim pokolenie dwudziestolatków, przekonane, że wiedzą wszystko, a tak naprawdę nic nie wnoszące do świata. Bo marzenie o chwili sławy nie ma szansy się spełnić, to tylko gra, w której karty są już dawno rozdane.

Autorka w swej książce posługuje się ironią. W sposób niezwykle zabawny kreśli obraz współczesnej klasy średniej. Jednak trzeba uważać, czy nie jest to śmiech przez łzy. W każdej chwili może się okazać, że śmiejemy się z samych siebie.

Joanna Dziwak świetnie sobie radzi z językiem. Potrafi sparodiować styl Masłowskiej, czy Coelho, podejmując w ten sposób swojego rodzaju grę. Jednak w przeciwieństwie do swoich bohaterów, autorka wychodzi z niej zwycięsko. Taka dawka ciętego języka może zawrócić nieco w głowie, ale niewątpliwie dostarcza wielu przyjemnych chwil podczas lektury.

Dziękuję Korporacji Ha!art za książkę.