Autorka książki „Dom kata” pochodzi z rumuńskiego Klożwaru. Ta stolica Siedmiogrodu ma za sobą burzliwą historię. W starożytności znajdowała się w rękach Rzymu. W czasach kiedy istniały Austro-Węgry, Kluż i Siedmiogród stały się częścią Królestwa Węgier. Po pierwszej wojnie światowej ten region stał się częścią Rumunii, ale to jeszcze nie koniec bogatej historii tego miejsca. Wspominam o tych zmianach, gdyż Andrea Tompa w swojej powieści odniesie się do wydarzeń z przeszłości. Przede wszystkim pokaże czytelnikom Rumunię za czasów dyktatury Ceaușescu z perspektywy węgierskiej Żydówki.
O tym reżimie pisała Herta Müller, czy Johanna Bodor w książce „Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem”. Natomiast Mircea Cărtărescu opublikował swoją powieść „Nostalgia” jeszcze za czasów Ceaușescu, więc o sytuacji w Rumunii pisał w sposób zawoalowany. Andrea Tompa w swej debiutanckiej książce „Dom kata” postanowiła zmierzyć się z tym trudnym tematem, pokazując reżim z perspektywy dziewczynki, która stopniowo dorasta i staje się kobietą. Zaskakuje forma w jakiej opowiada pisarka. Przede wszystkim mamy wrażenie, że każda opowieść została wydobyta z narratora na jednym wydechu. W tekście brakuje kropek, a dialogi zaznaczane są w sposób nietypowy, tylko kursywą. Początkowo monologi mogą wydawać się trudne w odbiorze, ale dzięki temu wkraczamy do innego świata, w którym nie było miejsca na głęboki wdech ulgi. Forma stanowi jakby odzwierciedlenie nastroju panującego w tym czasie. Dominuje strach.
W „Domu kata” nie ma mowy o konkretnych decyzjach politycznych samego dyktatora. Widzimy za to skutki, jakie za sobą niosło stopniowe zaostrzanie rygoru. Główna bohaterka chodzi do szkoły i na początek niewiele rozumie z tego, co się wokół niej dzieje. Oglądamy świat z perspektywy uczennicy, która chce być akceptowana przez innych, ale zaczyna sobie uświadamiać, że odstaje od tej normy. Nie rozumie dlaczego nie jest akceptowana przez wszystkich. Dlaczego niektórzy wytykają jej żydowsko-węgierskie pochodzenie? Czuje się przez to gorsza, ale też tak jest traktowana.
Sytuacja staje się coraz gorsza, im mocniej Ceaușescu wiąże komunizm z nacjonalizmem. W tym systemie trudno zaufać drugiemu człowiekowi, bo każdy może okazać się donosicielem. Ludzie znikają, tak samo jak stare budynki. Powstają bloki z wielkiej płyty, a ci którzy poczują się zagrożeni próbują uciekać z Rumunii. Tak dzieje się z aktorami grającymi „Hamleta”. Na plakacie wydrukowano nazwiska innych ludzi, niż ostatecznie występują w sztuce. Każdego przecież można zastąpić.
Miejsce, które opisuje Andrea Tompa było kiedyś jednym tyglem kultur i narodowości. Przez wieki ludziom udawało się współegzystować w jakiejś harmonii. W czasach dyktatury mniejszości nie mają prawa demonstrowania swojej odrębności. Nie są tolerowani, a to bogactwo, które wnosili teraz jest napiętnowane. Choć tacy Węgrowie żyli tu od kilkuset lat, w czasach reżimu zostaną wykluczeni.
W powieści „Dom kata” ważne są kobiety. Dzięki ich sile oraz determinacji, kolejne pokolenia mają szansę na znalezienie punktu oparcia. Choć wielka historia wpływa na ich losy, często w nie w taki sposób jaki zaplanowały, to właśnie one mają siłę, by iść dalej. Dlatego są w stanie pokonać trudy życia, a nawet walczyć o utrzymanie tego, co dla nich ważne. Symbolem tej siły jest piękna suknia z dawnych czasów, która przekazywana z pokolenia na pokolenie towarzyszy kobietom w najważniejszych momentach życia.
Andrea Tompa napisała książkę o nietypowej formie. Wspomniałam o wielokrotnie złożonych zdaniach, które kończą się kropką dopiero, gdy skończy się rozdział. Ponadto mamy tu coś w rodzaju synkretyzmu gatunkowego. Z jednej strony można odbierać książkę jako powieść, ale z drugiej strony składa się ona z wielu opowiadań. Autorka daje nam historie, które przede wszystkim stanowią rozliczenie z reżimem Nicolae Ceaușescu. Ponadto pokazuje losy węgierskich Żydów żyjących w Rumunii. Główna bohaterka jest naznaczona podwójnie, właśnie przez pochodzenie. Doskonale radzi sobie z językiem węgierskim, ale stopniowo odbiera się jej możliwość nauki w tym języku. Znikają nauczycielki węgierskiego, zamykane są kierunki studiów z językiem rumuńskim. Andrea Tompa odzwierciedla tę dwujęzyczność poprzez formę. Mamy do czynienia ze strumieniem świadomości, monologiem wewnętrznym bohaterów. Oglądamy reżim w całej okazałości. Choć wydaje się nam, że czasy komunizmu w Polsce i Rumunii były bardzo podobne, dzięki powieści Andrei Tompy dostrzeżemy sporo różnic.
Książka wydaje się bardzo interesującą lekturą, głównie z uwagi na kontekst historyczny, w jakim jest osadzona – pod tym względem powieść wydaje się ciekawym uzupełnieniem „Kryjówki” Normana Manei, która w sporej mierze koncentruje się na problemie emigracji (z przyczyn polit.)
W powieści „Dom kata” widzimy, że wiele osób zdecydowało się na emigrację, właśnie ze względu na przyczyny polityczne. Widzimy też, jak narastał w Rumunii reżim, choć nie z perspektywy rządzących, co zwykłych obywateli – w tym przypadku pochodzenia węgierskiego.
Bardzo interesuje mnie kontekst historyczny, który znam wciąż za mało. Tym bardziej chętnie przeczytam tę książkę.
Książka zawiera ów kontekst historyczny – dzięki temu możemy porównać Polskę Ludową z reżimem Ceaușescu. Okaże się, że jednak nie były to takie same systemy.
niestety nie wiem czy jest to do końca moja bajka…