Często zastanawiam się, czy przeczytana przeze mnie książka przetrwa próbę czasu. Chodzi mi również o to, jak odbierałam powieść jako dorastający czytelnik i teraz, po kilkunastu latach. Moja przygoda z książkami Johna Irvinga trwa już niemal dwie dekady. Tytuły takie jak „Świat według Garpa”, „Regulamin tłoczni win”, czy „Modlitwa za Owena” wprowadziły mnie w nowe rejony, gdzie wątki tragiczne i komediowe mają wspólny cel – zainteresować czytelnika opowiedzianą historią. Oprócz tego Irving pokazał mi zupełnie nieznaną mi Amerykę, a dokładniej przemiany społeczne, jakie w niej zachodziły w kolejnych dekadach po II wojnie światowej.
Niedawno wznowienie miała powieść „Jednoroczna wdowa”. Postanowiłam w związku z tym ponownie się z nią zmierzyć, by sprawdzić, czy po latach wciąż będzie dla mnie interesującą lekturą. Irving lubi powtarzać określone wątki i problemy. Można nawet uznać, że to cecha charakterystyczna dla jego pisarstwa. Nie inaczej było w jego ostatniej książce pt. „Aleja tajemnic”. „Jednoroczna wdowa” również zostanie połączona z innymi powieściami Irvinga wspólną nicią. Trzeba jednak uważać, ponieważ autor będzie używał spoiw różnego rodzaju.
„Jednoroczna wdowa” Johna Irvinga to przede wszystkim opowieść o rodzinie i bliskich Ruth. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która lubi przyglądać się wiszącym na ścianie fotografiom. Jest ich całe mnóstwo, a przedstawiają one jej nieżyjących braci. Kilkulatka nigdy ich nie poznała, ponieważ urodziła się po ich tragicznej śmierci. Oglądając codziennie te fotografie ma wrażenie, że zna braci doskonale. Potrafi opowiedzieć historię powstania każdego ze zdjęć. Domaga się od rodziców tych opowieści, tak jak inne dzieci bajek na dobranoc.
Czterolatka nie ma pojęcia, że w wieku czterech lat jej życie zmieni się w niewyobrażalny sposób. Matka Ruth, Marion, planuje opuścić rodzinę, bo dotąd nie pozbierała się po śmierci ukochanych synów. Ted chciał kolejnego dziecka, więc Marion zostawi mu córkę. W całą intrygę wplątany zostanie Eddie, nastolatek, który ma asystować Tedowi, by zobaczyć, jak wygląda praca pisarza. Ojciec Ruth zyskał sławę, jako autor powieści dla dzieci. Młodzieniec będzie pionkiem w rozgrywce małżonków, zostanie kochankiem kobiety starszej od niego o dwie dekady. Zakocha się w Marion, a tego lata zmieni się również i jego życie.
W powieści obserwujemy jak dorasta Ruth, a potem staje się dorosłą pisarką. Kiedy dochodzi w jej życiu do przełomowych momentów, zawsze ma nadzieję, że gdzieś pojawi się jej matka. Kiedy ukończy studia, napisze pierwszą powieść, czy wyjdzie za mąż, podświadomie czeka na Marion. Niestety za każdym razie przeżywa zawód. Jej relacja z ojcem nie należy do najlepszych, ponieważ Ruth Cole nie akceptuje faktu, że Ted jest kobieciarzem. Rywalizuje z nim na boisku do squasha, ale nie potrafi z nim wygrać, choć jest świetna w tym, co robi.
John Irving buduje tę historię, ale nie wszystko nam zdradza. Ważna jest bowiem opowieść. Kiedy dowiemy się, jak zginęli synowie Teda, będzie to nam odpowiednio podane, ponieważ stanowi jeden ze zwrotnych punktów – mimo, że tragedia miała miejsce na kilka lat przed rozpoczęciem akcji powieści. W „Jednorocznej wdowie” nie zabraknie fascynujących i barwnych postaci. Choć na pierwszy plan wysuwa się Ruth, to jej rodzice oraz Eddie będą także istotni w tej powieści. Powieść nie została ograniczona jedynie do tej czwórki. Przewinie się przez nią jeszcze kilkoro istotnych dla całości bohaterów. Historię Ruth co jakiś czas będziemy obserwować z perspektywy tych postaci – w ten sposób autor podsyca naszą ciekawość.
Akcja rozgrywa się głównie w Stanach Zjednoczonych oraz Holandii. Zobaczymy w Amsterdamie dzielnicę prostytutek, a nawet zostaniemy świadkami przestępstwa. Ruth Cole popadnie w kłopoty po tym, jak będzie szukała inspiracji do napisania nowej powieści. Irving opisując bohaterów, którzy sami są pisarzami prowadzi na łamach „Jednorocznej wdowy” pewną dyskusję na temat tworzenia powieści. Mamy do czynienia z tymi, którzy nie potrafią oderwać się od autobiografizmu w swoich książkach oraz takich, którzy cenią sobie wyobraźnię. Zobaczymy jak ważne jest słowo i dobra historia. Każde zdanie może tu stać się inspiracją do napisania ważnej powieści. W „Jednorocznej wdowie” bywa jak w szkatułce – z właściwej narracji przechodzimy do książek pisanych przez bohaterów.
Pisarz w tej powieści prowadzi grę ze swoimi ulubionymi motywami. Irving wspomina o miłości młodzieńca do dojrzałej kobiety, aborcji, bohaterami czyni pisarzy. Wydawać by się mogło, że otrzymujemy utarte schematy, ale nic bardziej mylnego. Irving trzymając w ręku podobne karty, za każdym razem daje nam coś innego. Czytelnik wprawdzie szybko przyzwyczaja się do kontrowersyjnych tematów, które autor podejmuje, więc one już nie zaskakują – wręcz się ich spodziewamy. Historia okazuje się interesująca dzięki barwnym postaciom. W „Jednorocznej wdowie” nie mogło zabraknąć humoru oraz momentów dramatycznych, sporo tu refleksji (z pewną nutką melancholii), ale też odnajdziemy pochwałę zwyczajnego życia. Okazuje się zatem, że powtórna lektura powieści okazała się satysfakcjonująca, a John Irving nie utracił pozycji mistrza w budowaniu ciekawych opowieści.
Baaaaardzo podobała mi się „Modlitwa za Owena”. W planach mam jeszcze „Regulamin tłoczni win”, ale ta książka również mnie zainteresowała 🙂
Pozdrawiam!
Świetna jest także powieść „Świat według Garpa” – lektura obowiązkowa dla miłośników prozy Irvinga.
Pozdrawiam 🙂
Oj tak, Irving lubi się powtarzać, ale podchodzi do tego ze sporą dozą autoironii – jego bohaterowie również nie są w stanie odpuścić sobie używania swoich ulubionych tematów;) „Jednoroczna wdowa” z pewnością nie jest moją ulubioną powieścią autora, ale czytało mi się ją wyśmienicie.
Wiadomo mniej więcej dzięki temu czego się spodziewać, ale trzeba brać pod uwagę, że owe motywy mogą ulegać różnym zmianom – raz występują tylko sporadycznie, a niekiedy stają się głównym tematem.
O Irvingu czytam i czytam, a ciągle nie mogę sięgnąć po jego dzieła. Może w tym roku uda mi się to nadrobić 🙂
A co do powtarzalności, to uważam, że niemal każdy wielki pisarz ma dość wąskie spektrum zagadnień, wokół których się obraca. Kolejne dzieła to próby uchwycenia danego tematu z nowej perspektywy, następny etap rzetelnej i sumiennej analizy.
A w samej „Jednorocznej wdowie” najbardziej kusi mnie wątek autotematyzmu, czyli pisaniu o … pisaniu 🙂
Irving jest mistrzem w opowiadaniu ciekawych historii. Forma jest dopiero na drugim miejscu. Ale jak widać temat pisarstwa jest tu ważny, zwłaszcza że Irving pokazuje różne ścieżki, którymi może podążać pisarz. Wnioski jakie wypływają z lektur książek tego pisarza nasuwają się jednak takie, że wygrywa jednak twórczość przesycona wyobraźnią.
Jak na razie czytałem tylko „Świat według Garpa”… ale za to dwa razy! Raz po polsku, raz po angielsku. I dwa razy podobało mi się bardzo, bardzo. Sam nie wiem, dlaczego nie sięgnąłem jeszcze po żadną kolejną powieść. Może biblioteka przyjdzie mi z pomocą.
Niewiele pamiętam z lektury „Świat według Garpa”, ale wtedy kiedy zaczytywałam się powieściami Irvinga wydała mi się najlepsza. Chyba czas sięgnąć po nią ponownie. Oczywiście zazdroszczę świetnej znajomości języków obcych i możliwości porównania obu wersji – polskiego tłumaczenia i oryginału.