Tylko literatura pozwala przenosić się nie tylko w dalekie miejsca, nie ruszając się z fotela, ale daje nam także szansę podróżowania w czasie. Niedawno czytałam książkę Mirosława Wlekłego pt. „Tu byłem. Tony Halik”, dzięki której znalazłam się w Argentynie, zaraz po drugiej wojnie światowej. Teraz, dzięki powieści „Czwartkowe wdowy”, Claudii Piñeiro, trafiłam na strzeżone osiedle pod Buenos Aires z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Przedmieścia przeznaczone dla najbogatszych, gdzie można zostawiać otwarty dom i nikt przypadkowy tu nie trafi, ponieważ ani strażnicy, ani barierki na to nie pozwolą. Czytaj dalej
„Czwartkowe wdowy” – Claudia Piñeiro
11
Często zastanawiam się, czy przeczytana przeze mnie książka przetrwa próbę czasu. Chodzi mi również o to, jak odbierałam powieść jako dorastający czytelnik i teraz, po kilkunastu latach. Moja przygoda z książkami Johna Irvinga trwa już niemal dwie dekady. Tytuły takie jak „Świat według Garpa”, „Regulamin tłoczni win”, czy „Modlitwa za Owena” wprowadziły mnie w nowe rejony, gdzie wątki tragiczne i komediowe mają wspólny cel – zainteresować czytelnika opowiedzianą historią. Oprócz tego Irving pokazał mi zupełnie nieznaną mi Amerykę, a dokładniej przemiany społeczne, jakie w niej zachodziły w kolejnych dekadach po II wojnie światowej.