„Małe Licho i anioł z kamienia” – Marta Kisiel

Małe Licho i anioł z kamienia, Marta KisielKsiążka Marty Kisiel „Małe Licho i anioł z kamienia” należy do takich, których nie należy ruszać, gdy zepsuła nam się wyobraźnia. Trzeba mieć spore jej pokłady, by zbudować w swojej głowie świat głównego bohatera, na pozór zwyczajnego chłopca. Tyle że Bożek jest synem widma uwielbiającego cytować romantyków. W domu Bożydara Antoniego Jekiełłka nic nie jest zwyczajne. Razem z chłopcem (a dokładniej pod jego łóżkiem) mieszka potwór z mackami, dwa anioły, a nawet niemieckojęzyczne duchy. Najgorzej jest z królikami, bo te są wściekle… różowe.

Powieść to druga część przygód Bożka. Na początku na pozór nic się nie dzieje. W domu jest niemal zwyczajnie. Chłopca odwiedził nawet kolega, który zaakceptował wszystkie dziwności (oprócz królików) – choć nikt nie dał im wiary. Wielkimi krokami zbliża się czas świąteczny. Bożek pragnie spędzić ten czas w sposób tradycyjny, mimo że w jego domu nic nie jest typowe. Bo jak nazwać sytuację, gdy stwory wszelkiej maści pieką i ozabiają pierniczki?

Święta nie zawsze są takie, jak sobie wymarzymy. Te Bożka zepsuje anioł stróż, Tsadkiel. Okazuje się, że skrzydlaty opiekun posiada jakiś emocjonalny uraz i nie potrafi postępować w sposób pełen empatii, choćby tak jak Licho. Główny bohater poczuje się urażony, a między nim i Tsadkielem pojawi się przepaść bez dna, której żaden z nich nie potrafi pokonać. Niestety zostaną zmuszeni do wspólnego pobytu poza domem. Okaże się, że w ferie w domu zapanuje ospa. Licho i Krakers będą cierpieć z powodu tej choroby, natomiast Konrada dopadnie półpasiec. By w pełni zaopiekować się rekonwalescentami, mama Niebożątka wysyła syna do cioci Ody. Chłopiec udaje się do nigdy niewidzianej osoby razem z Tsadkielem i mackowatym Guciem.

Trafiają do domu położonego w środku tajemniczego lasu. Gdzieś, gdzie nie ma dostępu do współczesnych wygód. Nie dociera tam żaden sygnał telefonii komórkowej, a obiad gotuje się na kuchni kaflowej, nie ma też prądu. Takie warunki przerażają Tsadkiela, natomiast Bożek czuje się w tym miejscu doskonale. Zachwyca go ciepło panujące w tym zwyczajnym domu.

Co można robić w ferie? Łatwo to sobie wyobrazić szczególnie tam, gdzie nie brakuje śniegu. Choć anioł stróż przesadnie troszczy się o chłopca, to prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy spotykają kozę grającą na cymbałkach. To niezwykłe stworzenie okaże się… czortem. Niezwykle sympatycznym, ale ze sporą wadą wymowy. Tsadkiel nie potrafi się pogodzić z jego obecnością. Wywoła to ogromne kłopoty, wyrzuty sumienia u Bożydara i spore komplikacje w całej historii.

Książka „Małe Licho i anioł z kamienia” przeznaczona jest dla młodych odbiorców, ale jako dorosły czytelnik nieźle się bawiłam. Marta Kisiel zaczęła od spokojnego wprowadzenia w historię oraz klimat stworzonego przez nią uniwersum, by stopniowo pokomplikować wątki. Narasta napięcie i trzyma aż do końca, a sama akcja mocno przyspiesza. Mimo fantastycznych bohaterów oraz zdarzeń, cała historia odwołuje się do tego, co dzieciom bardzo bliskie. Główny bohater pragnie odnaleźć się w świecie, w którym przyszło mu żyć. Czuje się inny niż wszyscy, przez co nie zawsze jest akceptowany. Stara się jednak godzić z własną odmiennością, a także istotami, z którymi dzieli swoją rzeczywistość. Owa współna egzystencja bywa trudna, nie brakuje w niej skrajnych emocji. Bożek mierzy się z nimi, a także odkrywa, co jest dla niego najważniejsze.

Marta Kisiel pisząc o ludzkich sprawach oraz uczuciach, ukryła je w postaciach fantastycznych. Niczym nieograniczona wyobraźnia to znak rozpoznawczy tej autorki (ałtorki dla wielbicieli). Oprócz tego jej dzieła przepełnione są humorem i występują w nich nawiązania do romantyzmu. Trudno byłoby mi znaleźć inną powieść dla dzieci, w którym trafiłyby się (podane w sposób zrozumiały) cytaty z Norwida, Mickiewicza czy barokowego Morsztyna. Smaczku dodają wprowadzające w klimat ilustracje Pauliny Wyrt. Nic dziwnego, że pierwsza część doczekała się kilku ważnych nagród. Myślę, że podobnie będzie z drugim tomem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *