Za „Jej wszystkie życia” Kate Atkinson otrzymała Costa Novel Award. Do tej pory autorka wydała już osiem powieści, ale ja po raz pierwszy miałam do czynienia z jej twórczością. Zaskoczyło mnie, że Atkinson jest tak popularna w Anglii. Dlatego chciałam się przyjrzeć temu bestsellerowi, żeby zobaczyć dlaczego zbiera tak pozytywne recenzje i opinie.
W powieści „Jej wszystkie życia” najważniejsza jest jedna data – 11 lutego 1910 roku, bo wtedy rodzi się główna bohaterka tej historii, Ursula Todd. Rodzi się, aby za chwilę umrzeć, a przynajmniej zapaść w ciemność. Tak zakończyłaby się najkrótsza książka świata, ale w „Jej wszystkich życiach” mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Otóż, główna postać ma możliwość przeżycia wielu opcji swojego losu. Wszystko zależy od tego, jakiego dokona wyboru ona sama, albo ludzie z którymi się zetknie.
Akcja powieści (a może akcje?) rozgrywa się w najtrudniejszych dla Europy latach dwudziestego wieku. Główna bohaterka będzie miała do czynienia z dwiema wojnami, ale pierwszą przeżyje nieświadomie. Za to jej ojciec weźmie udział w Wielkiej Wojnie, więc i ona wywrze ogromny wpływ na całą rodzinę. Atkinson opisuje przede wszystkim Anglię i Anglików, ale zawędrujemy również do innych zakątków starego kontynentu.
Ursula dokona swoich kolejnych wyborów życiowych, najpierw w sposób nieświadomy. Im będzie starsza, tym bardziej nabierze pewności, że pewne elementy tej układanki, jaką jest jej życie, miały już miejsce. Nie jest to jednak typowe uczucie déja vu. Z każdą kolejną egzystencją będzie starała się wyłapywać te najbardziej istotne elementy, wpływające na jej los. Okaże się jednak, że to jak decyduje główna bohaterka ma również istotny wpływ na innych. Na czym więc się skupić: własnej wygodzie, czy dobru innych?
Uważam, że pomysł na fabułę jest świetny, ponieważ daje czytelnikowi niesamowitą możliwość wyboru. Każdy z nas może z fragmentów, które tworzy autorka, wybrać taką wersję, jaka akurat mu odpowiada. Losy głównej bohaterki poznajemy co jakiś czas na nowo, a jedynym pewnym punktem są narodziny Ursuli.
Atkinson pełni rolę boga, bo przecież główni bohaterowie są marionetkami w jej rękach. Autorka pozwala sobie na niezwykłą możliwość próbowania, kreowania wydarzeń od nowa i wielokrotnie. Ograniczyć może ją jedynie wyobraźnia. Coś o czym marzy historyk, któremu nie wolno mówić: „Co by było, gdyby Hitler został zabity, zanim zaatakował Polskę?”, na to brytyjska pisarka może sobie pozwolić. I robi to bez żadnych przeszkód. Na dodatek pisze świetnie, a my otrzymujemy powieść uniwersalną – bo niekończącą się. Kate Atkinson właściwie mogłaby poprzestać na tym tytule i do końca życia tworzyć kolejne wersje opowieści o Ursuli i jej rodzinie.
Oczywiście pisarka zna granice, więc dała czytelnikowi taką powieść, która go nie znuży, ale pozostawi pewien niedosyt. Bo przecież chciałoby się pomnożyć jeszcze kilka wersji losów głównej bohaterki, choć otrzymaliśmy ponad 560 stron. Najważniejsze dla mnie było w tej książce to, że nie pozwala ona o sobie zapomnieć, a jeszcze długo po zamknięciu powieści jej fabuła tkwi głęboko w umyśle. Rodzą się też kolejne pytania, ale natury filozoficzno-egzystencjalnej. Odpowiedzi musimy jednak dać sobie sami. „Jej wszystkie życia” zapewnia więc przyjemność wieloraką: od czystej radości czytania i zagłębiania się w lekturze, po głębsze przemyślenie o ludzkiej naturze i losie.
W „Jej wszystkich życiach” Atkinson w interesujący sposób oddała realia pierwszej połowy dwudziestego wieku. Świetnie osadziła historię w miejscu i czasie, a następnie w wiarygodny sposób opisała. Poznajemy angielską mentalność, kolejne dobrze rozrysowane charaktery. Olbrzymim plusem tej książki są ciekawe nawiązania literackie. Bohaterowie często cytują znanych angielskich poetów, dramatopisarzy. Takie ciche marzenie miłośnika literatury, by chociaż czasami ktoś potrafił posłużyć się jakimś zdaniem z klasyki.
Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za książkę.
Kerstin Ekman jest szwedzką pisarką, której powieści cieszą się powodzeniem, do tego stopnia, że każda jej nowa powieść staje się ważnym wydarzeniem. Czarna Owca choć przede wszystkim specjalizuje się w wydawaniu szwedzkich kryminałów, obserwując tamten rynek, zauważyła również pozytywne recenzje książek Ekman. Myślę, że warto się przyjrzeć tej pisarce. Zaskoczyła mnie choćby informacja, że Kerstin Ekman od 1989 roku nie bierze udziału w spotkaniach Akademii Szwedzkiej. Był to wyraz jej buntu, na brak reakcji członków Akademii, na fatwę wydaną przez Chomeiniego na Rushdiego.
Jak dziś uczyć patriotyzmu? Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło rzucić hasło: Bóg, honor, ojczyzna i sprawa załatwiona. Bo jak być patriotą, kiedy nie trzeba umierać za ojczyznę? Dulce et decorum, est pro patria mori mówili starożytni. Kiedy chodziłam do liceum z tą sentencją spotykałam się codziennie. Na szczęście współcześni, póki co, nie muszą aż tak bardzo się poświęcać. Jednak uważam, że nie należy pomijać tego tematu w rozmowach z dziećmi. Zresztą już najmłodsi chcą wiedziec, kim są. Zaczynają od imienia, nazwiska, następnie dochodzi tożsamość miejsca. Najpierw ważna staje się rodzinna miejscowość, potem – na końcu, dociera do kilkulatka nazwa kraju, w którym rośnie, lub z którego pochodzi.
Książka Andersa de la Motte – byłego oficera policji, szefa bezpieczeństwa wielkiej firmy IT, jak łatwo się domyślić, nie będzie dotyczyła wędkowania, czy szydełkowania… Zresztą, kto przeczytał
Czarna Owca jakiś czas temu wydała książkę Julii Orringer, pt. „Niewidzialny most”, inicjując nową Szmaragdową Serię, w której mowa będzie o dziejach rodzin w trudnych czasach. Intryguje już ilość stron – ponad 750 oraz zapowiedź, że jest to wielowątkowa opowieść o bliskich, których losy połączą się w mrocznych czasach wojennej rzeczywistości…
Autor „Malowanego ptaka” stworzył wokół swojej postaci aurę tajemniczości. Był wielkim mistyfikatorem, którego podziwiało wielu, a jeszcze więcej nienawidziło. Jako jeden z nielicznych Polaków zrobił karierę w Stanach Zjednoczonych. Jego najsłynniejsze dzieła powstały w języku angielskim. Gdyby Kosiński żył, miałby dziś osiemdziesiąt lat. W 1991 roku zażył śmiertelną dawkę barbituranów i nakłożył na głowę plastikowy worek. Wybrał trochę dłuższy sen, zwany wiecznością.