Supermoce – J. Unenge. Zabawnie o marzeniach

SupermoceDzieciaki oglądają czasami filmy. Uwielbiają zwłaszcza te, w których roi się od superbohaterów. Może dlatego właśnie wymyślono Supermana, Spidermana, Batmana i innych, bo każdy choć trochę się z nimi utożsamia? Ale jak uświadomić dzieciom, że to fantazja, żeby przypadkiem nie zechciały skakać z czwartego piętra, by sprawdzić, czy nie są właśnie herosem posiadającym nadprzyrodzone umiejętności?

Książka Johana Unenge „Supermoce” posiada podtytuł: „Liczne rady i wskazania do ich używania”. Kto z nas nie pragnął być niewidzialny, albo podróżować w czasie, czy żyć wiecznie? Pewnego dnia synek zapytał mnie: „Mamo, czy ja nigdy nie umarnę”? Córka go pocieszyła – „Nie martw się, w niebie będziesz mieszkał z Panem Jezusem”. Płaczu było sporo, bo syn stwierdził, że on jednak woli z mamą…

„Supermoce” rozwiązują tego typu problemy. Autor skupia się na typowych marzeniach dzieci (choć wielu dorosłych też pewnie skrywa podobne myśli, tylko się nie przyznają). Dokładnie zostało opisane, co można robić dzięki posiadaniu którejś z nadprzyrodzonych umiejętności. Ale też podane są minusy takich supermocy. Jeśli będę potrafła podróżować w czasie, mogę zmienić historię i nigdy się nie urodzić… A jeśli potrafiłabym latać, co by się stało z moim lękiem wysokości?

Oczywiście nie jest tak, że Johan Unenge podaje młodemu czytelnikowi tylko wady nadprzyrodzonych umiejętności. Pokazuje ich pozytywy oraz negatywy. Dodaje do tego zabawne ilustracje oraz pewne podstawy naukowe. Ważne są również podpowiedzi, że skoro nie potrafimy latać, to może uda się nam skoczyć z kamienia?

Ksiażka nadaje się dla tych dzieciaków, które wiedzą, kim jest św. Mikołaj i znają wyrażenie „cholernie przystojny”. Może trafi do świadomego drugo-, czy trzecioklasisty? Moje maluchy jeszcze wierzą w magię Bożego Narodzenia. Ale można przecież pominąć te kontrowersyjne fragmenty… Autor pochodzi ze Szwecji, a tam niemal niczego się przed dziećmi nie ukrywa. Dozwolone są również pewne niecenzuralne słowa – skoro takie wyrażenia są używane przez młodych odbiorców, autorzy nie uważają za stosowne ich pomijać. Uważają, że w ten sposób są bardziej wiarygodni. (Jestem po spotkaniu z kilkoma szwedzkimi autorkami, które właśnie tak wyjaśniały owe sporne kwestie).

Najbardziej podobało mi się jednak zakończenie opowieści.  Wcześniej autor skupiał się na niezwykłych mocach, tłumaczył, że zwykle nie jest to możliwe do zrealizowania i podpowiadał, jak szukać substytutów. Całość podsumowuje jednak tak, że niektórzy pragną tego, by być superzwyczajnymi. Bo o czym marzy ktoś, kto jeździ na wózku inwalidzkim? Wtedy będzie pragnął tego, żeby chodzić, choć dla większości wydaje się to banalne i niezwykle łatwe. Unenge pozwala młodym odbiorcom zauważyć osoby niepełnosprawne. Na tym właśnie polega siła tej książki. Autor podkreśla, że marzenia mogą być zwyczajne, choć równie ważne, jak te o lataniu. Moim dzieciakom uwielbiającym superbohaterów, ta książeczka bardzo opowiadała. Mogły na chwilę posiąść niesamowite umiejętności, bawiły je też ilustracje – również one mają supermoc.

 Dziękuję Czarnej Owieczce za książkę Johana Unenge.

Zło nie śpi: „Uśpienie”, Marta Zaborowska

UśienieKryminały nie są gatunkiem literackim, po który często sięgam. Robię to najczęściej  wtedy, gdy ktoś mnie przekona, że warto. Poprzeczka postawiona jest wysoko, dzięki autorom kryminałów skandynawskich. Jednak, czy tylko tam powstaje wszystko, co najlepsze? A może cudze chwalicie, swego nie znacie?

O Marcie Zaborowskiej niewiele wiadomo. Powieść, którą napisała, jest jej debiutem literackim. Zdziwiłam się mocno, że wydano jej powieść w Czarnej Serii, która przecież głównie przybliża czytelnikom najbardziej cenionych autorów powieści kryminalnych. Czy był to właściwy krok?

Akcja powieści rozgrywa się w małym, bliżej nieokreślonym miasteczku, gdzieś niedaleko Warszawy. Z kliniki psychiatrycznej ucieka groźny psychopata Jan Lasota, który stanowi olbrzymie zagrożenie dla społeczeństwa. Wszyscy czekają na jego atak, media podlewają oliwę do ognia, prześcigając się w czarnych wizjach. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że zagrożona jest Anna, psychiatra, która leczyła Jana Lasotę.

Rodzi się mnóstwo pytań. Kto pomógł przestępcy wydostać się z zamkniętego obiektu? Dlaczego zaatakował Annę? Poszukiwaniami zajmie się policjantka, która zostanie sprowadzona prosto ze stolicy. Julia Krawiec nie jest jednak supergliną. Ma za sobą nieudany związek, problemy natury alkoholowej i nieco zaniedbane kilkuletnie dziecko.

Sprawa, którą otrzymuje Julia, jest dla niej ostatnią szansą. Samotna matka musi przecież utrzymać rodzinę. Postanawia nawet odnowić relacje ze swoją matkę, by jej córeczka Sylwia miała blisko babcię, gdy Julia będzie prowadziła śledztwo. Jak się łatwo domyślić, sprawa będzie mocno absorbowała uwagę pani detektyw. Jako jedyna kobieta na komendzie, stanie się obiektem drwin, czy niewyszukanych żartów. W końcu mężczyzna nie musi się o nic starać, wystarczy, że jest. Kobiety muszą nie tylko się wykazywać w tej profesji inteligencją, powinny dawać z siebie wszystko i jeszcze trochę.

Julia Krawiec stopniowo będzie odkrywała tajemnice Jana Lasoty oraz zakładu psychiatrycznego. Tak jak nie może liczyć na pomoc kolegów z pracy, tak sporym wsparciem będzie dla niej ordynator szpitala – doktor Andrzej. Łączy ich wbrew pozorom wiele: mają za sobą nieudane związki, są ambitni, pragną znaleźć sprawcę morderstwa. Nie podpowiem, czy im się uda…

Po pierwsze – nie czytajcie tego, co znajduje się na końcu książki. Miałam pecha i zapamiętałam jedno zdanie, które za wcześnie odsłoniło pewne fakty. Po drugie – podczas czytania tego kryminału należy znaleźć dla siebie kilka dłuższych chwil, ponieważ fabuła jest niezwykle interesująca i trzyma cały czas w napięciu. Nie sposób oderwać się od lektury.

Marta Zaborowska znalazła swój sposób na napisanie ciekawej powieści kryminalnej. Niby na początku znamy sprawcę, wystarczy tylko go znaleźć, a jednak kolejne karty książki pozwalają zagłębiać się w śledztwo. Sprawa okaże się niezwykle skomplikowana. Wszystko co wiemy, w pewnej chwili będziemy musieli wyrzucić do kosza i spojrzeć na zbrodnie  (będzie ich kilka) z innej perspektywy.

Autorka „Uśpienia” skonstruowała powieść z wielu elementów. Dostajemy pomieszane puzzle, które należy ułożyć, uważając, by zrobić to we właściwej kolejności. Akcja co chwilę staję się niezwykle napięta, za chwilę opada, by ponownie zaskoczyć czytelnika. Historie opowiedziane zostają z perspektywy kilku osób. Czasami widzimy dokładnie przestępcę, kiedy indziej pacjentów zakładu psychiatrycznego, najczęściej jednak Julię i doktora Andrzeja. Niemal każda taka opowieść w pewnym momencie urywa się, przechodzimy do następnego wątku, a zakończenie pierwszego poznajemy po jakimś czasie.

„Uśpienie” jest powieścią kryminalną z elementami thrillera. Trzyma czytelnika w napięciu, by doprowadzić do ciekawego rozwiązania. Trudno uwierzyć, że taka skomplikowana i świetnie ułożona historia powstała w umyśle debiutantki, a nie wyrobionym skandynawskiem twórcy. Czyli Polak potrafi… Owszem, istnieją pewne niedociągnięcia, niewiarygodne zachowania bohaterów, zbyt szczęśliwe przypadki. Jednak całość należy ocenić bardzo wysoko.

Również tytuł – „Uśpienie” – świetnie pasuje do książki. Autorka poprzez jego niejednoznaczność, zmusza odbiorcę do zastanowienia. Czy uśpienie jest stanem umysłu psychopaty, który za chwilę pokaże co potrafi? A może uśpione są właśnie ofiary? Zło, które tkwi w zwykym człowieku również może dać o sobie znać, w najmniej spodziewanym momencie…

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarna Owca.

Sekretne wojny Mossadu – Y. Denoël

Sekretne wojny MossaduYvonnick Denoël w książce  „Sekretne wojny Mossadu” przygląda się działaniom izraelskiej służby wywiadowczej. Oczywiście wiekszość jej działań jest tajna, dlatego właśnie chciałam przyjrzeć się strukturze tej organizacji oraz powiązaniom międzynarodowym, czy samej jej historii.

Autor napisał książkę pod pseudonimem. Wiemy o nim jedynie, że zajmuje się historią służb wywiadowczych i opublikował sporą ilość książek na ten temat. Kiedy oglądamy wadomości w telewizji otrzymujemy same newsy. Nie znamy często przyczyny konfliktów, widzimy jedynie ich skutki. Odkryty zostaje rąbek sprawy, od nas zależy, czy zrozumiemy jej istotę, ponieważ dziennikarze nie zawsze ją przybliżają.

Książka „Sekretne wojny Mossadu” pokazuje historię służby wywiadowczej, która jest jedną z kilku tajnych służb Izraela, jednak właśnie jej działalność jest najbardziej kontrowersyjna, ze względu na działania jakie podejmuje. Autor opowiada, że Mossad jest spadkobiercą milicyjnych formacji obronnych i wywiadowczych utworzonych w czasach Brytyjskiego Mandatu Palestyny, czyli przed proklamacją niepodległości przez Izrael w 1948 roku.

Mossad stanowi jedną z trzech głównych agencji wywiadowczych Izraela. Rodzi się pytanie, jak takie małe organizacje, były w stanie podejmować udane, a jednocześnie bardzo ryzykowne akcje? Denoël pokazuje jak przebiegała współpraca z wielkimi służbami państw Zachodu. Nie przedstawia operacji z pierwszych dekad działalności Mossadu, a te bardziej współczesne od końca lat siedemdziesiątych zaczynając.

Opisana została współpraca Francji i Izraela zaraz po II wojnie światowej. Dzięki wsparciu ze strony Francuzów Mossad mógł przeprowadzić wiele udanych akcji  Współpraca trwała przez jakiś czas, dopóki Francja nie zacznie wyposażać Libii w samoloty swojej produkcji. Wtedy stosunki z Izraelem się ochłodzą, choć nigdy nie zostaną zerwane. Dzięki współpracy z Francja, Izrael może uznawać się za potęgę atomową. Mossad wspierany będzie też przez Stany Zjednoczone.

Akcje przeciwko Organizacji Wyzwolenia Palestyny zakończą się sukcesem Mossadu, jednak w jego miejsce wejdą  kolejne: Hamas i Hezbollah. Zaskoczą one tajną służbę wywiadowczą Izraela. Okaże się, że teraz Mossad ma bardzo twardy orzech do zgryzienia, gdyż obie organizacje są ponadpaństwowe i trudno do nich przeniknąć oraz je rozpracować.

Autor opisuje akcje Mossadu tak, jakbyśmy oglądali film szpiegowski. Z tym, że żaden z nich nie ma tylu wątków i niesamowitych akcji. Agenci likwidują cel – tak organizują akcję, by zabijać wroga. Przykładem może być likwidowanie naukowców z Iranu, by nie doszło do skonstruowania przez ten kraj bomby atomowej.

Historie opisane przez Denoëla  mrożą krew w żyłach. Z jednej strony niektóre akcje budzą podziw, choć głównie poznajemy te, które ujrzały światło dzienne (więc nie zawsze udane). Z drugiej wywołują sprzeciw natury moralnej. Mossad nie chce postawić swoich przeciwników przed sądem, ma zamiar ich likwidować. Tak jest najłatwiej mu walczyć, będąc otoczonym wrogimi państwami. Dlatego Mossad nie powstrzyma się przed nieczystymi zagrywkami. Dla niego najważniejszy jest cel – czyli istnienie Izraela. A on uświęca środki – znamy takie twierdzenie dzięki Machiavellemu.

 „Sekretne wojny Mossadu” będą doskonałą lekturą dla wystkich, którzy interesują się współczesną historią Bliskiego Wschodu. Łatwiej dzięki niej poukładać sobie pewne fakty, znane tylko w pewnych fragmentach. Trzeba jednak trochę orientować się w tym temacie, by zrozumieć funkcjonowanie Mossadu. Autor stara się dokładnie opisać tę organizacje. Podaje nawet wszystkie nazwiska dyrektorów służb wywiadowczych Izraela. Poznajemy powiązania z politykami, krajami, innymi służbami, a nawet światem finansjery. Wszędzie tam gdzie sięga Mossad, stara się nas zabrać Yvonnick  Denoël. Trudno powiedzieć, czy mówi o wszystkim. Tego się pewnie w tym pokoleniu jeszcze nie dowiemy. Warto jednak poznać rolę Mossadu w burzliwych wydarzeniach rozgrywających się obecnie na Bliskim Wschodzie. Czasmi przecierałam oczy ze zdumienia, ponieważ niekiedy trudno uwierzyć dokąd sięga Mossad i jak działa.

 Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za książkę.

Czym kusi „Nieczysta” – Megan Hart?

NieczystaCzarna Owca poleca swoją Czerwoną Serię kobietom, które „pragną więcej”. Za tym wyrażeniem kryje się proza o charakterze erotycznym. Pozornie taka właśnie jest powieść Megan Hart „Nieczysta”. Tylko, że w tej książce chodzi o coś jeszcze.

Główna bohaterka powieści – Elle – poznaje w sklepie ze słodkościami przystojnego mężczyznę. Zaczyna się więc typowo. Z tym, że tajemniczy przystojniak zaprasza kobietę do pubu i nic więcej się nie dzieje. Odprowadza Elle do domu, ale nie daje jej swojego numeru telefonu, nawet się sobie nie przedstawiają.

Po jakimś czasie wpadają na siebie ponownie. Teraz jednak ich spotkania mają jeden cel – zabierają kobietę do krainy zmysłowych doznań. Dan, daje Elle rozkosz, ale ona nie chce mu dać siebie. Nie pozwala się nawet przytulać. Ciągle odpycha młodego prawnika, robi wszystko, by nie zakochał się w niej. Ona również nie pozwala zaistnieć uczuciu, a przynajmniej tak sądzi.

Książka „Nieczysta” powoli odkrywa przed czytelnikiem tajemnicę Elle. Dlaczego jest taka skryta? Z jakiego powodu nie chce się wiązać z mężczyzną, a woli szybki seks w ramach rozładowania napięć? Czy pozwoli Danowi poznać swoje wnętrze i odkryje przed nim choćby rąbek tej schowanej głęboko traumy z przeszłości?

Powieść należy do nurtu literatury erotycznej. Jednak niemal jej nie zauważałam, ponieważ skupiłam się na psychice głównej bohaterki. Tytułowa Nieczysta skrywa w sobie mnóstwo niezagojonych ran. Pozornie jej życie jest ułożone i poskładane, brakuje w nim relacji międzyludzkich. Elle nie chce odwiedzać matki w rodzinnym domu, a kiedy się spotykają na tzw. neutralnym gruncie, zawsze ich rozmowy kończą się kłótnią. Również młodszy brat Elle – Chad – nie chce mieć do czynienia z rodzicami. Co takiego się wydarzyło?

Historia „Nieczystej” w pewnym sensie jest powieścią obyczajową. Narracja prowadzona w trzeciej osobie powoduje, że widzimy świat oczyma głównej bohaterki. Ale ona nie tylko wymyka się Danowi, ucieka również czytelnikom. Gdy wydaje się nam, że już trochę wiemy o jej przeszłości, nagle okazuje się, że jeszcze wiele kart nie zostało odkrytych. Budowanie portretu psychologicznego Elle, będzie ważniejsze od jej przeżyć erotycznych. Postępowanie kobiety ma budować ochronną fortecę, która nikogo nie dopuści do jej wnętrza. Co się jednak stanie, gdy w murze pojawią się pęknięcia? Bo kontakt z drugim człowiekiem pozostawia po sobie ślad.

Megan Hart pokazała, że nie można bez konsekwencji bawić się zmysłami. W końcu każdy się może zakochać. Nawet ta, która odpycha od siebie uczucia z całej siły. Dzięki stopniowemu odkrywaniu tajemnicy z przeszłości,  książkę czyta się bardzo szybko. Autorka rozbudowała historię, a sceny erotyczne nie wywołują uśmiechu na twarzy swą naiwnością. Wręcz odwrotnie – mają wiarygodne uzasadnienie psychologiczne. Świat przedstawiony nie został zbudowany wokół scen erotycznych, a głównej postaci. Może historia jest odrobinę baśniowa: bohaterowie są piękni i bogaci. Jednak reszta przybiera bardziej skomplikowany kształt. Ale przede wszystkim – intryguje oraz wciąga.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za powieść.

Jedno oko na Maroko – reportersko dla dzieci

Jedno oko na MarokoTomasz Kwaśniewski postanowił napisać pierwszą reporterską książkę dla dzieci. „Jedno oko na Maroko” jest zbiorem rozmów z niezwykłymi, bo troszkę innymi ludźmi. Znany dziennikarz połączył swoje siły z Anną Bedyńską – utalentowaną fotografik, nagrodzoną World Press Photo, z tej oto mieszanki wyszedł majstersztyk, który będę gorąco polecała.

Teoretycznie książka napisana została dla dzieci. Jednak dorosły też ma możliwość zadawania dziecięcych pytań. Takich, które nurtowały nas wieki temu, a zapomnieliśmy o nich po latach,  teraz możemy wrócić do tego stanu niewinności i zaspokoić zwykłą ciekawość.

„Jedno oko na Maroko” zostało napisane w formie wywiadów. Autor zadaje bohaterom swych rozmów dziecięce pytania, przez co zmusza ich do konkretnych i rzeczowych odpowiedzi. Rozmówcy muszą przecież posługiwać się prostym i zrozumiałym językiem, by wszyscy – niezależnie od wieku – ich zrozumieli. Tomasz Kwaśniewski prowadzi wywiady ze znanymi – księdzem Adamem Bonieckim, paraolimpijczykiem Jarosławem Rolą, czy kulturystą Marcinem Łopuckim. Bardziej liczna jest jednak grupa ludzi anonimowych, którzy wyróżniają się w jakiś sposób – osobą skazaną za morderstwo, nudystą, kobietą w ciele mężczyzny, bezdomnym, niewidomym, kobietą bez rąk. Kimś, kogo byśmy wstydzili się zapytać na ulicy, jak sobie radzi z utrudnieniami w życiu.

Bohaterowie tej książki w bardzo mądry i delikatny sposób, tłumaczą, kim są i jak muszą sobie radzić z rzeczywistością. Kobieta cierpiąca na achondroplazję, która ma zaledwie 120 centymetrów wzrostum, wyjaśnia, że nauczyła się w życiu prosić o pomoc. Jarek dziwi się, jak to jest, że dorośli budując domy, chodniki, nie zauważają, że istnieją ludzie bez nóg – bo nie wszędzie są podjazdy dla takich jak on.

Dzieci, kiedy czytałam im tę książkę, zaspakajały swoją wrodzoną ciekawość. Dzięki temu łatwiej będzie im zaakceptować inność. Bo przecież ludzie są różni. Tomasz Kwaśniewski wręcz zachęca, by do takich osób podchodzić i pytać. Może to jest lepsze, niż wytykanie palcami?

Cieszę się, że są takie publikacje, które ubogacają czytelników. Łatwo zaakceptować tych, którzy są podobni do nas. Co się dzieje z takimi, którzy czymś sie różnią? Nie mają łatwo, nie są akceptowani. Jednak dzięki takim pozycjom jak „Jedno oko na Maroko” dzieci poszerzają swoje horyzonty. Akceptują inność. Przyznam, że maluchom przychodziło to łatwiej niż sądziłam. I rzeczywiście, chcą wiedzieć, a ich ciekawość jest naturalna.

Podobało mi się to, że autor bardzo dobrze wszedł w rolę. Tak zadawał pytania, że kiedy dzieci dopytywały, to odpowiedź za chwilę padała na stronach książki. Jak się okazuje, maluchy zwracaja uwagę na konkrety – np. jak to jest, że panu bez nóg nie wypłynęła cała krew z ciała? U nudysty zakrytego w miejscach intymnych żelazkiem, doszukiwały się blizny po operacji serca – to było dla nich ciekawsze od nagości. Dla dzieciaków nie ma tematów tabu, stwarzamy je dopiero my – dorośli.

Sporym plusem książki są fotografie. Autorka zdjęć zrobiła wszystko, by intrygowały, ale też wnosiły sporo do rozmów. Tylko do jednego mogę się doczepić – chciałabym, by fotografii było więcej. Myślę, że nie można bać się takiej książki. Dzięki rozmowom Tomka Kwaśniewskiego pokazujemy dzieciom świat, a na tym właśnie polega nasza rola. Dobrze, że są tacy, którzy nam – rodzicom w tym pomagają. Moje dzieci były zachwycone, bo poznawały ciekawych ludzi. A to przecież jest ważne, również dla najmłodszych.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owieczka.

Chuliganka – Izabela Jung

ChuligankaKsiążka Izabeli Jung pt. „Chuliganka” jest debiutem literackim. Przyznać trzeba, że autorka jest znana w świecie jako psycholog. Zresztą posiada przepiękne nazwisko – idealne do wykonywania tej profesji. Jednak będę się skupiała na książce, bo ona tutaj jest najważniejsza.

Przyznam szczerze, że „Chuligankę” pochłonęłam w kilka chwil. Pozornie jest to romans, powieść idealna na letnie (choć może zimowe też) wieczory. Jednak z książki wypływa jeszcze coś – powieść obyczajowa o współczesnym świecie.

Główna bohaterka – Ewa – może być symbolem kobiet sukcesu. Pani psycholog po trzydziestce, pojawiająca się w telewizji, pracująca, posiadająca męża i dzieci oraz domek z ogródkiem. Kiedy nie odpowiada jej wykonywane zajęcie, zmienia je, bo chce być wolna i niezależna. Taka osoba, która doskonale wie, czego chce.

Potrafi również zająć się remontem poddasza. Jednak ekipa, która dla niej pracuje, nie jest tak stanowcza jak pracodawczyni. Remont się przedłuża, a pracownicy co chwilę się zmieniają. Część z nich to obcokrajowcy, Czeczeńcy. Ewa zwraca szczególną uwagę na jednego z nich – przystojnego dwudziestojednolatka. Stara się zainteresować młodego chłopaka swoją osobą.

W końcu doprowadza do romansu między nimi. Jednak związek jest trudny. Barierą jest język, kultura i religia. Zeliem pragnie Ewy, ale zdaje sobie sprawę z braku przyszłości takiej miłości. Główna bohaterka poznaje coraz lepiej Czeczena, ale nie chce zerwać z dotychczasowym życiem. Woli namiętność w samochodzie, czy krzakach. Zeliem stara sie trzymać dystans, ponieważ Ewa jest dla niego zbyt silną kobietą. Wie też, że nic nie posiada. Właśnie on nazywa ją chuliganką. Jest rozdarty między swoimi poglądami, a namiętnością.

Główna bohaterka widzi w młodym chłopaku symbol prawdziwej męskości. Właśnie to ją przede wszystkim pociąga w Zeliemie. Chce silnego mężczyzny, który potrafiłby dominować. Dlatego też delikatny mąż nie jest już według niej atrakcyjny. Adam pamięta o tym, by utrzymywać rodzinę, ale nic więcej – nie potrafi wykrzesać z siebie żadnej energii. Stał się zbyt miękki. A Ewa pragnie szorstkiego brutala.

Jak się potoczą losy bohaterów? Czy młoda psycholog będzie potrafiła porzucić wygodne życie, by pójść za głosem serca? A co z różnicami kulturowymi?

„Chuliganka” stara się przełamywać pewne stereotypy. Ukazuje inność, aby ją w pewnym stopniu oswoić. Jednak, czy autorka sama nie powiela schematów? Myślę, że najbardziej zależało  Izabeli Jung na pokazaniu złożoności tego uczucia, które przecież nie ma racji bytu we współczesnym świecie. Pokazując różnice kulturowe, w pewnym stopniu oswaja je, byśmy mogli jakoś je zrozumieć.

Książka napisana została w pierwszej osobie – z punktu widzenia głównej bohaterki. Tytułowa postać pokazuje nam swój świat: zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny. Opisuje przede wszystkim swoje emocje. Szkoda tylko, że autorka nie skupiła się bardziej na relacjach z dziećmi. One są jakby na marginesie tej powieści. Ciekawa jestem, co jeszcze pokaże nam Izabela Jung? W tym debiucie stara się prowokować czytelników. Za chwilę usłyszymy pewnie, że nie stawia się w książce na pierwszym miejscu rodziny. W końcu nie bez powodu bohaterka tej powieści nazwana została chuliganką. Starała się iść za głosem serca. Ale jakie poniesie konsekwencje?

 Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz powieści.