„Był sobie pies” – W. Bruce Cameron

Był sobie pies, W. Bruce CameronBył czas na koty, teraz warto poznać książkę, w której głównym bohaterem jest pies. Niedawno w kinach premierę miała ekranizacja drugiej części powieści „Był sobie pies”. Wprawdzie dopiero zaczęłam czytać tę lekturę, ale najpierw sięgnęłam po pierwszy tom autorstwa W. Bruce Camerona. Również ta powieść doczekała się ekranizacji. Oczywiście jako miłośnik słowa pisanego, musiałam zacząć od książki. Czytaj dalej

„Kamerdyner” – Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski

Kamerdyner, Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał PruskiNa ekrany polskich kin niedawno wszedł film „Kamerdyner”. Zyskał już pewne uznanie, ponieważ zdobył w Gdyni Srebrne Lwy. Nie miałam jeszcze okazji, by obejrzeć ten film, który reżyserował Filip Bajon. Natomiast Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski napisali książkę na podstawie swojego scenariusza. Nie jest to częsta sytuacja, zwykle otrzymujemy ekranizację powieści. Tym razem jest inaczej. Autorzy książki uzasadnili jej powstanie tym, że chcieli uzupełnić wątki, które pominęli w filmie oraz zachęcić czytelników do zastanowienia się nad skomplikowaną historią Kaszub. Czytaj dalej

„Krótka książka o miłości” – Karolina Korwin-Piotrowska

Krótka książka o miłości, Karolina Korwin-PiotrowskaKarolina Korwin-Piotrowska od wielu lat kojarzę z kimś, która zna się na filmie i nim się pasjonuje. Pamiętam jej audycje radiowe na temat kina, ale też programy telewizyjne. Dzisiaj nie zaglądam w srebrny ekran, ale filmy lubię, choć szkoda mi czasu na złe, więc staram się wybierać świadomie. Lubię zwłaszcza takie, które pobudzają emocje oraz pozostają na długo w pamięci. Wybór jest duży, ale czasami warto spojrzeć wstecz i zwrócić się ku tym produkcjom, które nas poruszają i pamiętamy o nich nawet po wielu latach od daty premiery. Tylko co wybrać? Karolina Korwin-Piotrowska w „Krótkiej książce o miłości” pokaże nam, jakie są jej ulubione filmy i dlaczego właśnie one. Czytaj dalej

Książka czy film? „Minionki. Historia prawdziwa”

Minionki

Moje dzieciaki odkąd po raz pierwszy zobaczyły Minionki, natychmiast się w nich zakochały. A hasło przewodnie tych przesympatycznych stworków: „Bananas” wypowiadane w najmniej odpowiednich momentach wywoływały u dzieci takie napady śmiechu, że niemal tarzały się po podłodze. Do tej pory żółte stworzenia były tylko i wyłącznie mistrzami drugiego planu. W animacji „Minionki” teraz one są głównymi bohaterami.  Czytaj dalej

Podsumowania nie będzie…

Przeczytałam w tym roku sporo książek. A i tak chciałabym więcej. Jednocześnie zastanawiam się nad tym, czy udało mi się przekonać kogoś do sięgnięcia po jakiś tytuł? Właściwie po to prowadzę te zapiski. Nie jestem wyrocznią, ani guru książkowym, ot czytam i przekazuję swoje wrażenia właśnie tu. Zwyczajnie w świecie nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nawet jeśli spróbuję, wychodzi z tego jakiś koszmar w stylu Stephena Kinga. O nie, jest jeden bardziej przerażający pisarz: Ray Bradbury, autor „451 stopni Fahrenheita”, który jeszcze bardziej straszy niż autor „Lśnienia” – przynajmniej mnie.

Zdarza mi się chodzić do kina. Nawet lubię taką formę rozrywki, ale wytrzymałabym bez filmów. W tym roku obejrzałam ich sporo. Fakt, większość była dla dzieci.Telewizji nie mamy od kilku lat. Dzieciaki czasami chodzą do dziadków i tam obejrzą jakąś bajkę. Ostatnio przyszły strasznie pobudzone. Córka stwierdziła: „Wiesz mama, że u babci oglądaliśmy REKLAMY!” A ja się cieszę, ponieważ w okresie przedświątecznym nie muszę słuchać – „O właśnie taką lalkę, chcę”. Co blok reklamowy inną. Oczywiście, dzieci w szkole i przedszkolu poznają doskonale wszystkie trendy, więc nie są pokrzywdzone. Konsumpcjonizm szerzy się nawet wśród ośmiolatków.

Lubię, kiedy zamiast rozmów o tym, co można by kupić, pogadamy sobie choćby o Moni Nilsson. To taka nasza znajoma, razem z Lottą Geffenblad… Bo właśnie tak dzieciaki traktują swoich ulubionych pisarzy – jak dobrych przyjaciół. Najfajniejsze, że sprawia im to niebywałą frajdę. Kiedy byliśmy latem w Sopocie, maluchy wolały spotkania z autorami – same nas tam ciągnęły. A z zabawy na plaży się wymigały, choć zwykle strasznie domagają się morskich kąpieli.

Kolejną formą kultury, która mi się marzy, jest teatr. Może uda mi się w 2014 roku? Z kinem jest łatwiej, nie ma kolejek i latem też są projekcje. Za to pojechaliśmy z dziećmi do teatru. Jako, że najbardziej lubimy książki, wybraliśmy sztukę opartą na znanej nam historii. Jednego nie przewidzieliśmy. Że syn się będzie buntował, gdyż w książce wydarzenie było przedstawione nieco inaczej. Wyłapał wszystkie różnice oraz domagał się trzeciej części przedstawienia – bo w książeczce było znacznie więcej wątków…

A zatem plany na cały nadchodzący rok: czytać, to co się lubi. I mieć szczęście do dobrych lektur. Tego życzę sobie i Wam.