„Z.M.I.A.N.A. Zamęt z konikiem polnym” – Ali Sparkes

Zmiana 3, Zamęt z konikiem polnym, Ali SparkesSeria Z.M.I.A.N.A. bardzo przypadła do gustu moim dzieciom. Po pierwsze: w książkach młodzi czytelnicy poznają świat zwierząt, ale takich na które rzadko zwraca się uwagę. A jednak owady choć małe, są przecież częścią natury. Po drugie: do tej pory akcja historii była niezwykle wartka. Czy i tym razem tak się stanie?

Trzecią częścią serii jest „Zamęt z konikiem polnym”. Ali Sparkes posłużyła się schematem, podobnie jak w poprzednich tomach. Dwaj główni bohaterowie za sprawą wynalazku pani Petunii zmieniają się w owady. W pierwszych częściach był to specjalny sprej, teraz mamy do czynienia z napojem Z.M.I.A.N.A. Jacek i Dawid to bliźniacy – jeden z nich uwielbia przyrodę, drugi wręcz przeciwnie – obawia się wszelkich pająków i robactwa. Czytaj dalej

„Z.M.I.AN.A.”: „Pajęczy popłoch” i „Musze szaleństwo”, Ali Sparkes

Zmiana, Ali SparkesBoicie się pająków, much i innych owadów? A może chcecie przełamać ten strach? Niewątpliwie warto się dowiedzieć czegoś więcej na temat pająków i much. Motyw zmiany dzieci w owady nie jest nowy. Z mojego dzieciństwa pamiętam film: „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki”. Opowiadał o tym, jak ojciec przez przypadek za pomocą swojego wynalazku, zmniejszył własne potomstwo – cóż to była za akcja i napięcie! Parę lat temu można było obejrzeć w kinach film „Po rozum do mrówek”. Jeśli chodzi o literaturę dziecięcą, to w klasycznej powieści „Gucio zaczarowany” Zofii Urbanowskiej, główny bohater zostaje zamieniony w muchę – za karę.

Ali Sparkes postanowiła wykorzystać motyw przemiany w owady na swój sposób. W serii powieści „Z.M.I.A.N.A”, główni bohaterowie książek – bliźniacy Dawid i Jacek zostają zamienieni w owady. Pierwszy tom „Pajęczy popłoch” opowiada o tym, jak to się stało, że chłopcy nagle stają się owadami. Dzieje się tak za sprawą spreju sąsiadki Petunii. Kobieta chciała zmienić ich psa Lejka, ale to właśnie bliźniacy przypadkowo zostają spryskani Z.M.I.A.N.Ą, czyli Związkiem Molekularnym Inicjującym Absolutne Nadpisanie Anatomii. Pod wpływem substancji stają się pająkami. Czytaj dalej

„Czy koty mają pępki?” – Paul Heiney

Czy koty mają pępki? Paul HeineyDzieciaki zadają pytania. Niekiedy tak dużo, że nie wiadomo od czego zacząć odpowiedź. Jeśli jednak nie znamy odpowiedzi, co wtedy? Istnieje internet, encyklopedie, ale i tak w głowach dzieci rodzą się takie problemy, że nie zawsze umiemy im pomóc. Być może dlatego powstała wiedza, bo ktoś wreszcie odpowiedział logicznie jakiemuś maluchowi na pytanie?

Książki popularnonaukowe pojawiają się nawet na listach bestsellerów. Dlaczego tak się dzieje, odpowiedź jest prosta – chcemy wiedzieć. Wbrew temu, co wydaje się powszechnie, że dzieci nie chcą się uczyć. Może po prostu wiedza szkolna nie zawsze trafia w gust młodych ludzi? A jeśli my dorośli w pewnym momencie nie zaspokoimy naturalnej potrzeby dzieci, wtedy przestaną zadawać pytania. Czytaj dalej

Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawych dzieci – Petra M. Schmitt, Christian Dreller

Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?O historyjkach dla ciekawskich dzieci już pisałam. Pierwszy tom nosił tytuł „Skąd się biorą dziury w serze?” Ta część spodobała się moim pociechom, choć ja miałam pewne zastrzeżenia. Ale jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B, więc dzieciaki otrzymały pod choinkę drugi tom – „Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?” (na swoje wyraźne życzenie). Tym razem widzę, że autorzy zaczynają rozwijać skrzydła, ponieważ ta książka jest znacznie lepsza od pierwszej.

Na jakie pytania odpowiadają tym razem autorzy? O tym dlaczego pingwinom nie marzną stopy; dlaczego ptaki nie spadają z gałęzi, gdy śpią; dlaczego burczy nam w brzuchu; jaka jest prawdziwa natura leniwca; co się dzieje wewnątrz wulkanów; dlaczego siwiejemy; do czego wielbłądowi potrzebny jest garb; jak powstają grzmoty i błyskawice? Podałam zaledwie kilka zagadnień, o których mowa w książce. Dwadzieścia dwie historyjki, każda w całkiem interesujący i zabawny sposób przybliża dzieciakom naukowe odpowiedzi na trudne pytania.

Jakiś mądry człowiek mówił, że tylko ten, kto coś wie, potrafi opowiadać o tym prostym językiem. Aby najmłodsi zrozumieli otaczający je świat, muszą otrzymać odpowiedzi dostosowane do ich wieku. Nie można w tym przypadku posłużyć się skomplikowanymi terminami. Należy opowiadać stosując proste przykłady, w obrazowy sposób.

Myślę, że P. Schmitt i Ch. Drellerowi się udało. Ich historyjki są zarówno proste, jak i wciągające. Dzieciaki z zainteresowaniem ich słuchały. Chciały znać przyczyny opisywanych zjawisk, zrozumieć je. Autorzy postarali się, by historyjki zawierały takie informacje, które mogą intrygować dzieci. Bo przecież warto zainteresować maluchy nauką. Jeśli wybierze się niewłaściwy temat, to młodzi czytelnicy nie będą słuchali. Ale każdy chce wiedzieć, dlaczego wanna nie zatonie, choć jest metalowa? Albo ta męcząca czkawka? Skąd się bierze? Kto nie chciałby się dowiedzieć tego, czy Eskimosi potrzebują lodówek?

Z pewnością warto sięgać po książki popularnonaukowe. Każda odpowiedź na pytanie zadane przez malucha sprawia, że dzieciaki zaczynają lepiej rozumieć otaczający je świat. Istnieje też pewne niebezpieczeństwo. Każde pytanie będzie rodziło kolejne, może bardziej skomplikowane. Na to też trzeba być przygotowanym… Dlatego dobrze mieć pod ręką książki typu: „Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?”, ponieważ w rzetelny i interesujący sposób przybliżają fakty naukowe. Oprócz tego ten tom przyciąga maluchy za sprawą ilustracji. Są rysunki nawiązujące do treści, a kiedy jest taka potrzeba, prezentowane są schematy, objaśniające podejmowane zagadnienia.

Moje dzieci słuchały uważnie tych opowiadań. Najbardziej interesowały je wulkany, burze i historie o zwierzętach. Choć jak się dowiedziały, że pingwiny w naturze nie mogą się spotkać z niedźwiedziami polarnymi, nieco powątpiewały. Za to, kiedy wyjaśniono w jednej z historii, dlaczego płaczemy, odczuły swego rodzaju ulgę… Okazało się, że chłopaki też ronią łzy i to jest dla nich dobre…

Na wesoło o nauce dla dzieci: „Skąd się biorą dziury w serze?” Petra Schmitt, Christian Dreller

JSkąd się biorą dziury w serze?eśli macie dzieci, wiecie, że prędzej czy później zasypani zostaniecie gradem pytań. Najbardziej typowe brzmi następująco: Mamo, a dlaczego i jak to działa? Co to? Ostatnie pytanie może padać z ust pociech, które dopiero uczą się mówić. A to dopiero początek. Aby ułatwić życie rodzicom, pojawiają się książki, które odpowiadają na niektóre z tych trudnych zagadnień. A my poszukując książek o charakterze popularnonaukowym, natrafiliśmy na pozycję „Skąd się biorą dziury w serze” Petra M. Schmitt, Christiana Drellera.

Książka ta znajduje się na szczycie list bestsellerów w znanych księgarniach internetowych. Czy rzeczywiście uczy bawiąc i bawi – ucząc? Zagadnienia, które autorzy starają się objaśniać młodym czytelnikom, to między innymi: dlaczego banany są krzywe, dlaczego gwiazdy świecą, skąd się bierze obraz w telewizorze, dlaczego wypadają zęby, skąd się bierze sól w morzu?

Otrzymujemy dziewiętnaście historyjek, które mają w zabawny sposób opowiadać o świecie. I rzeczywiście, wiele zagadnień zostaje prosto wyjaśnionych. Z tym, że lepiej – moim zdaniem – napisane są opowieści autorstwa Petry Marii Schmitt. Akurat ta pisarka bardziej mnie przekonała, ponieważ lepiej do nas dotarła. Wyjaśniła w interesujący sposób, jak to jest być starym, co się dzieje ze słońcem, kiedy śpimy, dlaczego dżdżownice nie mają nóg, czy które zwierzę jest najpotężniejsze? Te zagadnienia mają naturę przyrodniczą i moje pięcio- i ośmioletnie pociechy lepiej je rozumiały.

Z kolei Christian Dreller opowiadał o tym, dlaczego samoloty latają, dlaczego zapominamy, co nam się śniło, skąd się bierze prąd w gniazdku? Tutaj mam pewne zastrzeżenia, ponieważ nie wszystko było napisane aż tak przystępnie, jak bym chciała. Tyle, że akurat te problemy są nieco trudniejsze od opisywanych przez współautorkę i może dlatego aż tak nie zachwyciły moich pociech, bo jeszcze nie są na tym poziomie, by je zrozumieć?

Trzeba jednak wziąć to pod uwagę, że bohaterowie niektórych opowiadań mają po sześć, siedem lat, a zagadnienia, które są poruszane może pojąć dziesięciolatek. Z tym, że tak dojrzały niemal nastolatek, nie bardzo ma ochotę czytać o maluchach…

Mimo tych minusów warto przeczytać tę książkę, by sprawdzić, ile nasze dzieciaki są w stanie zrozumieć z otaczającej ich rzeczywistości. Na razie córka i syn bardziej przyswajają zagadnienia z zakresu biologii, a fizyka jest jeszcze dla nich trochę za trudna. „Skąd się biorą dziury w serze” jest książką, która inspiruje do zadawania pytań, ale też do tego, by uważnie przyglądać się temu co wielkie oraz niewidoczne gołym okiem. Teraz, podczas wieczornych spacerów, dzieciaki szukają Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy, a jak im ktoś zada pytanie, kto jest najpotężniejszy, nie mówią, że tata – tylko odpowiadają: mechowiec. Dodatkowo, gdzieś pomiędzy wierszami pojawia się taka myśl, że nauka może być ciekawa…

Matematyka bez tajemnic – „Matemagia”, A. Benjamin, M. Shermer

MatemagiaPrzez ręce mola książkowego niezbyt często przechodzą takie pozycje. „Matemagia. Tajniki pamięciowej matematyki” Arthura Benjamina i Michaela Shermera może sprawiać wrażenie podręcznika, albo kompedium wiedzy – jednak to tylko pozory. Zaczął się nowy rok szkolny, więc może warto się przyjrzeć tej książce?

Autorzy postanowili udowodnić czytelnikowi, że nauka matematyki jest przyjemnością, a nie kłopotem. Jako nauczyciele akademiccy starają się zarażać innych swoją pasją. Od najmłodszych lat uwielbiali tę dziedzinę wiedzy, ale teraz pokazują, że sztuki „matematycznego geniuszu” można się nauczyć, wystarczy chcieć.

Cały chwyt tej lektury polega na tym, że potraktowano tu liczenie na tym samym poziomie co sztuki cyrkowe. A wiadomo, każdy magik musi sporo trenować, by móc zadziwiać publiczność. Jest jednak pewna różnica, autorzy książki nie ukrywają przed nami swoich tajemnic, wręcz odwrotnie, odkrywają dokładnie wszystkie karty, cierpliwie – krok po kroku – objaśniając techniki szybkiego liczenia.

Po przeczytaniu „Matemagii” zdziwiłam się, że takich „sztuczek” nie uczy się w szkole. Metody przedstawione przez A. Benjamina i M. Shermera są niekiedy tak proste, że nawet tak opornej na matematykę osobie jaką jestem, udało się czegoś nauczyć. Ba, co chwilę przecierałam oczy ze zdumienia – bo okazywało się, że matematyka wcale nie jest taka trudna. Tylko trzeba mieć do niej odpowiednie – pozytywne – nastawienie.

Założeniem książki jest to, by nauczyć się sposobów szybkiego liczenia tak, by zadziwiać innych swoimi umiejętnościami matematycznymi. Pokazane są sztuczki, które można opanować, a dzięki nim szybko liczyć w pamięci oraz na kartce. Praktyczne rady przydadzą się wszystkim, którzy chcą mieć sprawny umysł. Interesujące według mnie były również krótkie biogramy znanych matematyków. Przedstawiono nie suche fakty, a to jakimi potrafili być ciekawymi postaciami, nawet awanturnikami, a przy okazji pokazano co osiągnęli.

Jak jednak sprawdzić, czy sposoby ułatwiające liczenie są skuteczne? A. Benjamin i M. Shermer podają przykłady, ale też proponują ćwiczenia. Odpowiedzi znajdują się na końcu książki, więc można próbować do skutku.

Myślę, że „Matemagią” można się posłużyć do tego, by wszczepić w młodzieży szacunek do królowej nauk. Dzięki książce można stać się magikiem, a skutki mogą być naprawdę pozytywne. Jeśli po tę pozycję sięgną dorośli, to przy okazji odkurzą sobie pewne podstawy i nie będą się musieli wstydzić przed własnymi dziećmi. Bo na naukę nigdy nie jest za późno. Proponuję też by nauczyciele matematyki zerknęli w „Matemagię”. Można w niej znaleźć sposoby, które spowodują, że nauka liczenia stanie się znacznie łatwiejsza i fascynująca zarazem. Jedno co chętnie bym poprawiła, to okładka.

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Pierwsze.