Album ze zdjęciami o legendzie rocka: „Bon Jovi. Kiedy byliśmy piękni”

Bon JoviKsiążka „Bon Jovi. Kiedy byliśmy piękni” choć opowiada o muzykach, działa na odbiorcę poprzez zmysł wzroku, ponieważ mamy do czynienia ze świetnie wydanym albumem z fotografiami. W 2008 roku zespół obchodził dwudziestopięciolecie. Z tej okazji powstał film dokumentalny oraz właśnie ta książka.

Autorem większości zdjęć jest Phil Griffin. Współpraca z zespołem Bon Jovi zaowocowała filmem dokumentalnym w reżyserii Griffina oraz albumem z fotografiami o tej legendarnej grupie. Film „Kiedy byliśmy piękni” wyświetlono na specjalnym pokazie w ramach nowojorskiego Tribeca Film Festival w 2009 roku.

Do nas opowieść o Bon Jovi przywędrowała na trzydziestolecie istnienia zespołu. Jednak nie tylko Phil Grffin jest autorem książki „Kiedy byliśmy piękni”. Współtworzyli ją również członkowie bandu: frontman i wokalista grupy Jon Bon Jovi, grający na gitarze Richie Sambora, klawiszowiec David Bryant, perkusista Tico Torres. Dzięki albumowi fani zespołu mają jedyną w swoim rodzaju okazję, by stanąć po drugiej stronie, za kulisami. Członkowie grupy pokazują nam również swój warsztat pracy oraz mówią o sobie i o relacjach jakie panują w zespole.

Opowieść dotyczy czasów od momentu narodzin grupy w New Jersey do słynnej trasy Lost Highway w 2008 roku. Gwiazdy rocka wspominają dwadzieścia pięć lat swojej kariery. Opowiadają o sobie w sposób ciepły i opisują braterskie więzi. Oczywiście jest to wybielona wizja zespołu. Nie ma w niej miejsca na samokrytycyzm, czy wywlekanie brudów. Choć bohaterowie wspominają o kryzysach i problemach jakie mieli w ciągu ćwierćwiecza, to jednak są to tylko półsłówka i dobrze jeśli znamy historię zespołu, żeby lepiej orientować się w temacie.

W albumie najważniejsza jest jednak możliwość wejścia za kulisy jednej z ulubionych grup Ameryki. To największa gratka dla fanów zespołu, bo właśnie dla nich jest ta książka. Taki czytelnik wyrusza w sentymentalną podróż do czasów, kiedy członkowie bandu ze swoimi długimi kudłami brylowali w kolorowych magazynach. Teraz należą do klasyków rocka, a wiele z ich utworów nadal cieszy ucho. Wystarczy sobie przypomnieć takie piosenki jak „Livin’ On A Prayer”, „Always”, czy ” Its My Life”, które stały się częścią kultury, na której wychowywały się wtedy nastolatki. Jon Bon Jovi wspomina, ze chciałby, aby jego utwory wciąż były aktualne. I dopóki ma słuchaczy, jego marzenie się spełnia. A jeśli ktoś ma ochotę przyjrzeć się bliżej tej legendzie, chętnie sięgnie po album „Kiedy byliśmy piękni”. Ciekawe, czy Mikołaj jeszcze przyjmuje zamówienia?

Dziękuję Wydawnictwu SQN za album.

Recenzja biografii: „Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae” – Chris Salewicz

Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggaeNikomu nie trzeba przedstawiać Boba Marleya. Jest chyba najbardziej znanym na świecie muzykiem pochodzącym z Jamajki. Zresztą okrzyknięto go królem reggae. Autor biografii tego artysty, miał okazję go spotkać, a nawet spędził z nim kilka chwil. Książka  „Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae” Chrisa Salewicza pokazuje trudną drogę, którą przeszedł ten artysta, by wspiąć się na sam szczyt sławy.

Muzyk urodzony w 1945 roku w Jamajce jako Nesta Robert Marley miał niezwykle trudne dzieciństwo. Wychowywany przez samotną matkę, nie do końca wiedział kim jest. Jego ojciec był biały, więc źle traktowali go rówieśnicy z ciemną skórą. Ponad sześćdziesięcioletni kapitan Norval Marley związał się na krótko z siedemnastoletnią Cedellą. Owocem ich związku był właśnie Bob. Norval Marley jednak nie uczestniczył w życiu swojego syna, porzucił swoją młodą żonę zaraz po ślubie.

Chłopiec najpierw mieszkał na wsi, ale potem jego matka przeniosła się do Kingston – stolicy Jamajki. Dorastał w Trench Town, miejscu zamieszkiwanym przez najbiedniejszych i rastafarian. Nesta Marley nie zdobył wykształcenia, aby w tym brutalnym i szorstkim miejscu jakoś sobie poradzić, postanowił zarabiać śpiewaniem.

Już w 1961 powstał zespół „The Wailers” (choć na początku nazwa była nieco dłuższa), w którym grał Bob, Bunny Livingston i Peter Tosh. Szkolił ich Joe Higgs, nazywany ojcem chrzestnym reggae. Później do grupy dołączyły:  Beverly Kelso i Cherry Green i Rita Anderson tworząc chórek. Do międzynarodowej sławy była jeszcze daleka droga. W 1966 roku dwudziestojednoletni Nesta Marley poślubia Ritę, i… wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych.

Stało się w tym czasie coś ważnego. Do Jamajki przybył Haile Selassie, który był dla rastafarian wcieleniem Boga. Rita Marley poruszyła sercem Boba opowieścią o wizycie Jego Cesarskiej Wysokości. Kiedy Nesta wrócił do Kingston postanowił założyć własną wytwórnię płytową i przyjrzeć się ruchowi Rastafari.

Za sprawą Johna Nasha Wailersi odbyli podróż do Nowego Jorku. Zespół zaczął koncertować już nie tylko w Jamajce. Marley udał się do Szwecji, a potem odbył trasę po Wielkiej Brytanii. Kariera muzyków zaczęła stawać się faktem, choć i problemów nie brakowało. Chris Salewicz opisuje jak wyglądała sprawa nagrywania płyt na Jamajce, jak rozwijała się ta dziedzina biznesu. Początkowo muzycy nie mieli nawet praw do swoich utworów.

Dzięki biografii dowiedziałam się na czym polegał ruch Rastafari i na ile Bob był mu wierny. Bo duchowo jego wyznawcy byli mu bardzo bliscy, ale pewnych reguł nie przestrzegał, czy pojmował po swojemu. Jednak to właśnie dzięki Marleyowi świat dowiedział się o ich istnieniu.

Oczywiście, dzisiaj można sobie dokładnie prześledzić przebieg kariery Boba Marleya za pomocą internetu, przeczytać recenzje kolejnych płyt. Jednak Chris Salewicz nie tylko tym się zajmuje. Najcenniejsze dla mnie jest wyjaśnienie, co ukształtowało króla reggae. Dlaczego znany był nie tylko za sprawą swojej muzyki, ale też postawy, którą wybrał? Przecież uznawano go za buntownika, tylko przeciwko czemu protestował? Na te pytania odpowiada autor książki. Przekonały mnie jego objaśnienia.

Ważne w biografii na temat Marleya jest pokazanie wielu czynników, które miały wpływ na króla reggae. Będzie więc krótka historia Jamajki, ruchu Rastafari, czy rodziny z której się wywodził. Olbrzymi wpływ na postawę tego muzyka miały osoby, z którymi się spotkał w swym krótkim życiu. Dowiemy się choćby dlaczego zignorował prośby lekarzy, gdy dowiedział się o pierwszej fazie choroby nowotworowej.

Niezwykłe jest, jaką niewielką szansę miała nawet tak zdolna i ciekawa osoba, by wybić się w tej części świata. A jednak Marleyowi się udało. Dzięki niemu reggae gości na stałe w naszej świadomości. Nawet, jeśli nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy. Bardzo lubię sięgać po biografie, które osadzają opisywaną jednostkę w kontekście społeczno-historycznym. Przez to książka jest niezwykle rzetelna i wartościowa, a przede wyjaśnia, jaki właściwie był jej główny bohater. Wreszcie mogę go lepiej zrozumieć.

Za biografię dziękuję Wydawnictwu SQN.

Jak zostać medium? „Czas Żniw” – Samantha Shannon

Czas ŻniwAby zostać medium wystarczy sięgnąć po książkę pt. „Czas Żniw” młodziutkiej pisarki Samanthy Shannon. Ta dwudziestodwulatka dokonała czegoś niezwykle trudnego, stworzyła na nowo świat. Jej wizja przyszłości zaskakuje i porywa. Choćby dlatego, że różni się całkowicie od wyobrażenia, które sami kreujemy, myśląc o drugiej połowie XXI wieku.

Jest 2059 rok. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney będzie miała za zadanie stawić czoła pewnemu wyzwaniu. Już kilka lat wcześniej dojrzała, kiedy uzmysłowiła sobie, że nie jest taka jak wszyscy. A mianowicie dowiedziała się, że należy do niezwykle rzadko występującej grupy śniących wędrowców. Potrafi wpływać na zaświaty i na senne krajobrazy innych ludzi. Jednak bycie medium jest zakazane…

Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że podejmuje ryzykowną grę, ponieważ zamiast pracować w barze, od kilku lat działa dla przestępczej grupy Jaxona Halla. Wpływa na senne krajobrazy innych ludzi, a tego typu działania są surowo karane. Kiedy dziewczyna będzie musiała zabić, zostanie zesłana do kolonii karnej. Jej los zupełnie się odmieni, ponieważ od tej chwili jest już tylko numerem pracującym dla wszechpotężnych i kontrolujących wszystko Rafaitów.

Paige ma zamiar przeżyć, ale w głębi duszy pragnie walczyć ze złem. Rafaici są dla niej jego źródłem. Jednak, czy wszyscy? Przebywając pod opieką tajemniczego Naczelnika, musi wiele się nauczyć i przejść kilka testów, od których zależy jej życie. Znajdzie jednak wsparcie u kogoś, po kim by się tego nie spodziewała.

Kolonia karna, do której została zesłana główna bohaterka, przypomina obóz koncentracyjny. Refaici boją się jasnowidzących, ale też w pewien sposób ich wykorzystują. Dla ludzi najważniejsza staje się walka o przetrwanie. Paige ma zamiar walczyć. Tylko na co się porywa? Czy ktoś jej pomoże? Nie chcę odbierać czytelnikom radości płynącej z poznawania fabuły, więc więcej nie zdradzę…

Książka „Czas Żniw” zaskakuje swym rozmachem. Pierwszy tom dał mi dopiero przedsmak tego, co może się wydarzyć. A i tu zaskakujących zwrotów akcji jest co niemiara. Chciałabym przede wszystkim zwrócić uwagę na niezwykłą futurologiczną wizję Shannon. Świat w 2059 roku jest mroczny i całkowicie zniewolony. Ludzie nie mają szans na żadną wolność, są tylko trybikami, choć nie chcą zdawać sobie z tego sprawy. Dlatego nazwani zostali śniącymi.

Ci, którzy schodzą do podziemia, należą do grupy mediów. Są karani za sam fakt, że istnieją. Sajon ma zamiar całkowicie ich wytępić i zesłać do tajnej kolonii karnej, znajdującej się w Oxfordzie. A z tego miejsca nie ma wyjścia. Jakby tego było mało, co dziesięć lat odbywa się Czas Żniw. Właśnie wtedy Refaici przyjmują jeńców od Sajonu. Kosiarze zbierają wśród ludzi głód i śmierć.

Kiedy Paige trafia do kolonii, zbliżają się dwudzieste Żniwa. Tylko, czy dziewczyna do nich dotrwa? W tym miejscu trzeba być twardym i pozbyć się ludzkiej wrażliwośći i empatii. A tego dziewiętnastolatka nie chce oddać. Pragnie nawet kochać, choć niemal nikt nie ma odwagi, by pozwolić sobie na tak niebezpieczne uczucia. By zadbać o swoje człowieczeństwo, dziewczyna będzie musiała podjąć ryzykowną grę, choć szansę na zwycięstwo ma nikłe.

Samantha Shannon w „Czasie Żniw” pokazuje, że wiele trudu trzeba włożyć, by być sobą. Jej wizja przyszłości nie napawa optymizmem, ponieważ bohaterowie stopniowo tracą ludzkie cechy. W  interesujący sposób ukazano, jak łatwo stracić wolność dla wygody. Zwykli ludzie o nic nie pytają, więc stają się marionetkami.  Sajon miał być światem idealnym, bez przestępstw. Jednak właśnie on kontrolowany jest przez Refaitów, nadludzkie istoty, które postanawiają wykorzystać ludzi dla swoich celów. Ale i oni się boją. Mają dwóch wrogów: jasnowidzów i Emmitów.

Wyobraźnia autorki nie zna granic. By zorientować się w grupach mediów, jasnowidzów oraz przestrzeni, stworzyła wykresy i mapy. Oprócz tego – dla ułatwienia – na końcu książki pojawia się słownik trudnych terminów. Po kilku chwilach, które są potrzebne czytelnikowi, by wkroczyć w światy (i zaświaty) stworzone przez pisarkę, wszystko zaczyna się stopniowo wyjaśniać i układać.

Bohaterowie książki potrafią wnikać w nieznane ludziom przestrzenie. Refaici i jasnowidze wchodzą w senne krajobrazy, symbolizujące ludzką podświadomość i nic nie jest dla nich tajemnicą. Potrafią nawet kierować człowiekiem. Czy da się znieść takie piekło i całkowitą utratę własnego ja? Shannon nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Główna bohaterka natomiast stara się walczyć, bo pragnie być sobą. Czy takich jak ona będzie więcej, a może zostanie jedynym wolnym człowiekiem na całej ziemi? Po lekturze książki rodzi się pytanie, do której grupy ja się zaliczam? Czy może też oddaliśmy wolność w imię wygodnictwa?

Niecierpliwie czekam na kolejne tomy. Drugi już powstaje. Zatraciłam się w lekturze. Widać u Samanthy Shannon olbrzymi potencjał. Co będzie, gdy całkowicie rozwinie swój talent? Chciałabym, żeby po książkę sięgnęli zwłaszcza ludzie młodzi. Czy będziecie mieli odwagę, by zajrzeć do „Czasu Żniw”? Nie będzie odwrotu…

Książkę przeczytałam dzieki uprzejmości SQN.

Deep Purple – Dave Thompson

Są książki, których się nie da czytać bez słuchania muzyki. Do takiej kategorii należy właśnie biografia „Deep Purple. Smoke on the Water. Opowieść o dobrych nieznajomych” Dave’a Thompsona.

Autor opisuje w niej historię zespołu uwielbianego na całym świecie. Zanim jednak doszło do jego powstania, musieli zaistnieć muzycy. Thompson pokazuje obraz pokolenia, to co kształtowało przyszłych członków grupy Deep Purple. Najpierw dziennikarz opisał czasy, w których dorastali przyszli muzycy, żeby czytelnik potem lepiej ich zrozumiał. Thompson wszystko dokładnie dokumentuje.

Zmiany społeczne miały wielki wpływ na zespół. Gdyby nie one, wiele kapel by nie zaistniało. Chodziło przecież nie tylko o muzykę, ale o bunt. Rok 1968 wiele znaczy i dla muzyki, i dla samej historii.  Początkowo wydawało się, że młodzi Anglicy, nie odniosą sukcesu w swoim kraju. Znacznie lepiej odebrano ich w Stanach Zjednoczonych.

Nazwa Roundabout może niewiele mówić. Tak właśnie nazywał się zespół w którym grał między innymi Jon Lord oraz Ritchie Blackmore. W 1968 członkowie grupy postanowili ogłosić zmianę nazwy na Deep Purple. Muzycy postawili na wieloznaczność, ponieważ z jednej strony był to tytuł jednej ze znanych  piosenek z lat trzydziestych, a z drugiej określenie pewnego popularnego kwasa.

Przez czterdzieści pięć lat zdążyło się zmienić wszystko, oprócz nazwy zespołu. Dziennikarz kreśli drogę, którą podążyli Purple. Przez kapelę przewinęło się aż czternastu muzyków. Drugi skład Deep Purple –  Mark II (Jon Lord, Ian Paice, Ritchie Blackmore, Roger Glover, Ian Gillan) – wydaje się być najbardziej znany. Wtedy nastąpił największy rozkwit grupy, ponieważ powstały najbardziej charakterystyczne utwory Purpli.

Zadziwiające jest, jak łatwo zmieniano muzyków w składzie grupy. Nie oszczędzano nawet wokalistów. W latach siedemdziesiątych Deep Purple przechodzą kryzys. Niektórzy muzycy nie są w stanie znieść presji koncertów. W 1976 roku wydaje się, że zespół już nigdy nie zagra. Jednak jest jak feniks powstający z popiołów i odradza się w połowie lat osiemdziesiątych. Co jakiś czas artyści się zmieniają, odchodzą, czasem wracają. Show jednak trwa do dziś.

Książka Dave’a Thompsona bardzo dokładnie ukazuje historię grupy Deep Purple. Nie chodzi jednak o sensacyjne szkice z życia muzyków. Z reguły nie dowiadujemy się niczego o ich życiu prywatnym. W tej książce istotna jest muzyka. O niej właśnie pisze ten znany brytyjski dziennikarz. W benedyktyński sposób bada fakty, historię powstawania kolejnych utworów. Skrupulatnie odtwarza istotne szczegóły. Nie zapomina jednak o tym, żeby nas porwać swoją lekturą. Czytelnik – nawet dobrze znający grupę – będzie czekał w napięciu na opowieści o tym, jak rodziły się kolejne płyty. Każda zmiana składu, to kolejne dawki emocji. Ci którzy nie interesują się muzyką, nie mają czego szukać w książce „Deep Purple”. Ale jeśli ktoś chce wiedzieć, jak wygląda historia rocka, właśnie na podstawie tej książki wiele się dowie. Okaże się, że muzyka to jedno, ale kontekst historyczno-społeczny jest równie istotny. Właśnie dzięki biografii Thompsona, historia Purpli zostaje osadzona w czasie i przestrzeni. Dowiemy się, jak ów słynny zespół wpłynął na oblicze rocka.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości SQN.

„David Bowie”, Paul Trynka. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Starmanie…

David BowiePaul Trynka, autor książki „David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię” przekonał mnie swoją poprzednią biografią: Iggy Pop. Open up and bleed. Zresztą obie książki dopełniają się w pewien sposób. Jeśli kogoś interesuje historia Iggy’ego, będzie chciał poznać bliżej Bowiego – i odwrotnie.

Należę do pokolenia, dla którego Bowie związany jest przede wszystkim z utworem Let’s Dance. Mogłabym nawet stwierdzić, że lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku minęły mi w połączeniu z dźwiękami wymienianej wcześniej piosenki oraz China Girl i Tonight  śpiewanej z Tiną Turner. Tyle, że dzisiaj przywołuje to na myśl skojarzenia z kiczem.

Paul Trynka w biografii opisuje dzielnicę Brixton, położoną w południowym Londynie, gdzie  w 1947 roku urodził się David Jones. Druga wojna światowa mocno wpłynęła na rodzinę przyszłego Starmana – zarówno matka, jak i ojciec mieli za sobą nieudane związki. Anglia powojenna była szara i biedna, jednak miała pewien urok. Dzieciaki wypełniały swoje wolne chwile bawiąc się w ruinach i lejach po wybuchach bomb.

Schludnie ubrany i zawsze czysty David wyróżniał się wśród rówieśników. Posiadał niesamowity urok, którym potrafił sobie zjednać nawet surowego dyrektora podstawówki. Kiedy młody chłopak poznał rock and rolla, postanowił, że zostanie muzykiem. Razem z przyjacielem Georgiem Underwoodem przeszli do szkoły Bromley Tech. To właśnie jego najbliższy kolega, podczas bójki o dziewczynę, uszkodził lewe oko Davida.

Niezwykły wygląd, stylowe ubrania, zainteresowania muzyką nie dały jeszcze szansy piętnastolatkowi na sukces muzyczny. Musiał bardzo długo pracować nad tym, by się wybić. A jednak posiadał to „coś”, na co każdy zwracał uwagę. Nie talent muzyczny, a charyzma Bowiego była bardzo zauważalna. Wszyscy również podkreślają, jak bardzo pracowity był młody muzyk.

Kilka pierwszych płyt Davida poniosło porażkę. Większość twórców zraziłaby się. A jednak Bowie nie dawał za wygraną. Cały czas uczył się na błędach. Właśnie one go ukształtowały. W pewnym momencie dwudziestojednoletni David oświadczył, że zostanie tancerzem – chodził na lekcje, grał w spektaklu Chmurę. Poznawał ciekawych ludzi. 1969 rok przynosi zmiany – wreszcie wydana zostaje Space Oddity, płyta, która da mu sławę.

Kariera zaczyna się rozkręcać za sprawą Amerykanki Angeli Barnett. Przez następne cztery lata ona stanowiła siłę sprawczą sukcesu swego przyszłego męża. Nietypowa para, głosząca otwartość związku nie przetrwała zbyt długo. Choć z tego małżeństwa Bowie ma syna Duncana.

Kolejne płyty z lat siedemdziesiątych wyniosły muzyka na szczyty. Nie chodzi o listy przebojów, a osiągnięcia twórcze. Powstało alter ego artysty: Ziggy Stardust. Nie sposób wymieniać kolejnych przebojów i wcieleń. Miały one olbrzymi wpływ na wielu muzyków i całe pokolenia – z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Choćby utwór The men who sold the world znany memu pokoleniu z niezwykłego wykonania Nirvany, stworzony został przez Bowiego. To oczywiście tylko jeden z przykładów. Innymi muzykami, którzy wiele zawdzięczają Starmanowi są Iggy Pop, a nawet Freddie Mercury.

Książka Paula Trynki dokładnie opisuje przebieg kariery „Człowieka, który spadł na ziemię”. W niezwykle szczegółowy sposób rekonstruuje wszystko, co kształtowało muzyka. Biograf nie próbuje jednak określać orientacji seksualnej Starmana. Pokazuje raczej grę Bowiego. W czasach, kiedy homoseksualizm był tabu, Bowie otaczał się mężczyznami i ogłaszał gejem. Jednocześnie też miał mnóstwo przygód z kobietami.

Autor książki świetnie pokazał kolejne wcielenia Davida Bowiego. Starman jest mistrzem muzyki, ale geniuszem kreacji. Potrafił intrygować swoim wyglądem, wpływając ogromnie na popkulturę. Przy okazji P. Trynka – niejako na drugim planie – pokazał muzyczny świat  drugiej połowy XX wieku. Obala też pewne mity – np. romans z Davida z Jaggerem, który przedstawiony został  jako element autokreacji i promocji, a nie fakt. Z drugiej strony biograf nie idealizuje artysty. Bowie, jeśli chodzi o muzykę potrafił być bezwzględny, ostro rywalizując nawet z najbliższymi przyjaciółmi. I choć pod koniec lat sześćdziesiątych artysta był spóźniony w stosunku do wielkich muzyków wytyczających szlaki, teraz jego gwiazda wciąż błyszczy. A za sprawą najnowszej płyty Next Day, Bowie udowadnia, że jest jak feniks powstający z popiołów.

Za biografię dziękuję Wydawnictwu SQN

H. P. Lovecraft – Koszmary i fantazje. Listy i eseje

Koszmary i fantazjeWniknąć do umysłu geniusza grozy? Przyjrzeć się pomysłom, nie zawsze zrealizowanym? A może poznać poglądy pisarza? Wszystko to staje się możliwe za sprawą książki „Koszmary i fantazje. Listy i eseje” Howarda Phillipsa Lovecrafta, wydanej niedawno przez SQN.

Ten zbiór tekstów publikowany po raz pierwszy w Polsce, pokazuje ojca horroru i weird fiction w całej okazałości. Miałam okazję zetknąć się z próbkami jego twórczośći – bo w książce umieszczono też fragmenty opowiadań HPL-a.

Autor żył (1890-1937r.) i tworzył w Stanach Zjednoczonych, dlatego tam jest znacznie bardziej popularny niż u nas. Jego opowiadania są nawet w kanonie lektur w szkołach wyższych. Lovercraft pisał opowieści grozy, fantasy i był prekursorem fantastyki naukowej. Jak do tego doszło i dlaczego, dowiedzieć się można właśnie z jego „Listów i esejów”.

„Koszmary i fantazje” ukazują HPL-a jako człowieka niezwykle twórczego. Kogoś, kto potrafił napisać kilkudziesięciostronicowy list, dzisiaj można raczej szukać ze świecą. Dla Lovecrafta wyrażanie w ten sposób myśli, było całkowicie naturalne. – na szczęście – bo dzieki temu lepiej go poznajemy.

W pierwszym tekście mamy do czynienia z „Krótką autobiografią marnego pisarzyny” – błyskotliwym i żartobliwym, ale i ukazującym jak kształtowały się zainteresowania pisarza, objaśniającym jakie lektury miały na niego największy wpływ. Lovecraft niekiedy żył w skrajnym ubóstwie, zresztą nic dziwnego skoro wysyłał próbki swego pisarstwa wydawnictwom, dodając, by nie zawracać sobie nimi głowy. Według niego wystarczy ledwie siedmiu miłośników weird fiction, by czuć się w pełni usatysfakcjonowanym.

Bardzo istotne są też uwagi na temat pisania weird fiction, które powstały w 1933 roku. HPL dał nam świetny wykład na temat tego gatunku. Najbardziej jednak zaskoczył mnie esej o wyższości kota nad psem. Czegoś takiego się nie spodziewałam po tym twórcy – komicznego tekstu na temat wyższości kotów.

Wszystko w „Koszmarach i fantazjach” zostało podane tak, by czytelnik nie odczuł przesytu – gdyż książka jest zaledwie pewnym wycinkiem, daje nam jedynie część z tego, co stworzył Lovecraft. Świetna okładka już zachęca do sięgnięcia po tę pozycję, a peany na cześć tłumaczenia Mateusza Kopacza widoczne są w wielu miejscach. Mogłabym się jedynie przyczepić do zbyt małej czcionki – choć może czas już wybrać się  do okulisty?

Nie muszę pisać, że książka jest lekturą obowiązkową dla miłośników twórczości Lovecrafta. Oni nie przegapią tej pozycji. Jednak trzeba też podkreślić fakt, że do tej pory zwykły pożeracz literatury grozy, mógł nie trafić na tego pisarza. A przecież sam S. King czerpie z jego twórczości – i to całymi garściami.

Inną grupą, która może zwrócić uwagę na „Koszmary i fantazje” są osoby interesujące się historią Stanów Zjednoczonych przed II wojną światową, czy  miłośnicy epistolografii oraz esejów. Można w książce obserwować typowe i nietypowe poglądy człowieka żyjącego w tamtym kraju. Kogoś, kto nie bał się przyznawać do ateizmu, fascynował się odkryciami naukowymi, a jednocześnie wyrażał rasistowskie poglądy – tak naturalne i oczywiste w tamtych czasach. Za sprawą HPL-a odbyłam podróż w czasie po USA i patrzyłam na ten kraj  oczyma Lovecrafta. Niezapomniany widok, niesamowity umysł…

Dziękuję SQN za egzemplarz książki.