Dave Grohl. Oto moje (po)wołanie – Paul Brannigan

Dave GrohlCzytam i słucham… W pewnym momencie odczuwam potrzebę, by dowiedzieć się czegoś więcej o twórcach moich ulubionych utworów muzycznych. I w takiej chwili znowu sięgam po książki – tym razem o piosenkarzach i ich twórczości. Nie interesuje mnie zbytnio życie prywatne bohaterów (chyba że ma istotny wpływ na tworzenie), a czynniki które przyczyniły się do powstania danych utworów muzycznych.

Obecnie zainteresowała mnie historia Dave Grohla. Może być ona kolejną wersją mitu o pucybucie, który stał się milionerem. W obu opowieściach  chodzi o jedno – żeby być na tyle zdeterminowanym, by nigdy się nie poddawać i osiągnąć cel.

Tytułowy bohater książki Paula Barnnigana zaczynał od zera. Miał jedynie talent, który postarał się rozwijać. Czasy w których dorastał – a urodził się w 1969 – były okresem rozwoju muzyki punkowej. Grohl dojrzewał w świecie, gdzie liczył się bunt i nonkonformizm. Barnnigan w biografii pokazuje nie tylko jak i gdzie dorastał przyszły muzyk. Szkicuje też opowieść o muzyce, która wpłynęła na artystę i go ukształtowała.

Zaledwie kilkunastoletni chłopak, tak jak wielu przed nim, próbował swoich sił grając na gitarze. Doszły do tego też eksperymenty z perkusją. Mission Imossible, Dain Bramage, Scream były pierwszymi zespołami w których próbował się relalizować.

Największe chwile sławy przeżył wstępując do Nirvany. Nie miał pojęcia, jak szybko jego życie wywróci się do góry nogami. Choć miał dopiero dwadzieścia jeden lat, nagle stał się znaną osobą. Samobójstwo Cobaina nie zamknęło jednak drogi rozwoju tego artysty. W pewnym sensie Nirvana stała się przekleństwem Grohla, bo wiele osób wciąż widzi w nim jedynie muzyka, który grał na perkusji u Cobaina.

W chwili śmierci Kurta zamknął się pewien etap w życiu Grohla, ale zaczął następny. Biografia Brannigana dowodzi, że młody muzyk wciąż miał wiele do powiedzenia.  Dave udowodnił, że jest artystą, a nie tylko rzemieślnikiem. Stworzenie  Foo Fighters przyniosło mu sławę, jako niezależnego i samodzielnego twórcy. Oczywiście nie wymieniłam wszystkiego. Ilość projektów w których wziął udział, przyprawia o zawrót głowy. Po prostu gra z najlepszymi.

Dave Grohl opisany przez znanego dziennikarza stał się dla mnie człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko cieniem zza pleców Cobaina. Barnnigan oddał mu głos, byśmy go lepiej poznali. Nie ukrywa też niewygodnych faktów – zażywanie narkotyków przez muzyków nie było przecież dla nikogo tajemnicą. Grohl został zdjęty z piedestału, tak byśmy mogli się mu bliżej przyjrzeć i zrozumieć. Pisarz często oddaje mu głos, więc poznajemy zdanie samego Grohla na wiele tematów.

„Oto moje (po)wołanie” jest świetnym tytułem. Nie dość, że to nazwa piosenki muzyka, na dodatek wiele jeszcze mówi na temat jego samego – człowieka o wielkiejj energii, który potrafi swoje ADHD przetworzyć na coś wielkiego. Daje upust swojemu wigorowi grając i komponując, a przy okazji nie traci kontaktu z rzeczywistością. Łączy talent z pracą, a efekty są imponujące.

Historię Grohla można potraktować jak instruktaż, na temat odnoszenia sukcesu. Pokazuje ona ile trzeba włożyć pracy i determinacji, by osiągnąć cel. Nie wystarczy sam talent, trzeba jeszcze wiele dać od siebie. Dave to zrobił, przy okazji nie zapominając kim jest i skąd pochodzi. Brinnigan dał czytelnikowi dogłębną biografię tego artysty opierając się na licznych wywiadach, rozmowach z ludźmi znającymi muzyka, dlatego myślę, że warto się z nią zapoznać.

 Dziękuję za książkę Wydawnictwu SQN.

Ostatni smokobójca – Jasper Fforde

Ostatni smokobójcaNie bardzo wiedziałam czego się spodziewać po tej książce  i dla kogo ona może być przeznaczona. W końcu tytuł sugeruje smoka i jego eksterminatora. Jasper Fforde stworzył „Ostatniego smokobójcę”, którego historia kojarzy się z „Hobbitem”, ale we współczesnej scenerii.

Obecnie Wielka Brytania niewiele ma wspólnego ze średniowieczną krainą, gdzie można było władać mieczem i walczyć z wyimaginowanymi smokami, tak jak św. Jerzy (choć sam bohater żył w starożytności i raczej nigdy nie był w Anglii). Jednak świat przedstawiony w powieści Jaspera Fforde nie różniłby się od tego dobrze nam znanego, gdyby nie magowie i smok.

Główna bohaterka – Jennifer Strange – jest szesnastoletnią znajdą, wychowywaną przez grupę czarodziejów. Pomaga im w zarządzaniu firmą, dopóki nie stanie się pełnoletnia. A wtedy może być wolna. Jako, że nie ma mocy magicznych, zajmuje się przyziemnymi sprawami. Zarządza domem, wypełnia faktury i formularze. Czarodzieje nie mają przecież do tego głowy. Świat magii jest jednak zagrożony, bo czary tracą swoją moc, a co za tym idzie magowie mają coraz mniejsze dochody, nikt ich nie che wynajmować, bo brakuje pewności, że ich robota będzie skuteczna.

Aż pewnego dnia spełnia się przeznaczenie. Czarodziejów zaczynają nawiedzać prorocze wizje, wzrasta też ich moc. Jennifer Strange znajdzie się w centrum wydarzeń – zostaje okrzyknięta smokobójczynią. Choć ma zgładzić potwora, nie rozumie dlaczego powinna walczyć z kimś dobrym w jej mniemaniu i nie robiącym nikomu krzywdy. Czy przepowiednia ma szansę się spełnić? A może dziewczyna nie powinna ufać wróżbom, albo smokom? Nie będę zdradzać zaskakującego finału.

Opowieść nosi podtytuł: „Księga pierwsza kronik Jennifer Strange”, więc można mieć nadzieję na kolejne części przygód sympatycznej nastolatki. Autora okrzyknięto następcą J. K. Rowling, ale w przeciwieństwie do „Harrego Pottera” mamy tu do czynienia ze znacznie większą dawką komizmu. Śmiech wzbudzają postacie czarodziejów i liczne zabawne sytuacje. Jednak historia Jennifer co chwilę zaskakuje i trzyma czytelnika w napięciu. Olbrzymią sympatię wzbudza wierny towarzysz głównej bohaterki – Kwarkostwór: skrzyżowanie psa z dinozaurem.

Myślę, że powieść śmiało można polecić młodzieży – zwłaszcza miłośnikom fantasy. Ci, którzy lubią śmiech, też się nie zawiodą. Nie zawsze będzie wesoło, bo w głębszych warstwach historii należy doszukiwać się odpowiedzi na pytanie, na ile należy się poświęcić? Książka opowiada też o tym, czym jest lojalność i wierność. A tytułowa bohaterka sprawia, że czytający zastanawia się nad magicznym słowem, jakim jest odpowiedzialność. Warto  zwrócić uwagę na świetną okładkę i ciekawe ilustracje w „Ostatnim smokobójcy”.

Dziękuję wydawnictwu SQN za książkę.

Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy” – Stephen Rebello

Alfred Hitchcock„Mary zaczęła krzyczeć i nagle zasłonka rozsunęła się jeszcze bardziej, a do środka wsunęła się dłoń trzymająca rzeźnicki nóż. Był to nóż, który chwilę później uciął jej krzyk. I jej głowę.”

Ten cytat pochodzi z książki Roberta Blocha, na podstawie której powstał film.  Dzisiaj  „Psychoza” uznawana jest za klasyka thrillera. Sceny pod prysznicem nikomu nie trzeba wyjaśniać – od razu wiadomo, o jaki obraz chodzi. Jak doszło do powstania filmu, w jaki sposób powstawał i co się działo po jego nakręceniu, dowiemy się z książki „Alfred Hitchcock. Nieznana historia Psychozy” Stephena Rebello.

Nie przez przypadek tak głośno o reżyserze filmu „Północ, Północny Zachód”. Do kin wchodzi właśnie obraz „Hitchcock” z Antony Hopkinsem, w tytułowej roli.  Reżyser Sacha Gervasi  pokazuje jak powstała „Psychoza”, ale trzeba pamiętać, że film ma być rozrywką. Nie jest dokumentem, w którym wszystko przedstawiono rzetelnie i na podstawie suchych faktów.

W książce otrzymujemy mnóstwo informacji na temat „Psychozy”. Rebello zaczynał swą przygodę z tym filmem od pisania artkułu prasowego. Z czasem nazbierało się tyle materiałów, by mogła powstać książka, którą opublikował w 1990 roku. Autor miał możliwość spotkania i rozmawiania z wieloma ludźmi, którzy przyczynili się w jakiś sposób do tego obrazu „Psychozy”, który wielu miłośników kina zna niemal na pamięć.

Zaczynamy wkraczać w świat filmu od samej inspiracji, jaką był pewien morderca. Ed Gein zasłynął z tego, że w wolnym czasie zajmował się nietypowym rękodziełem. W jego domu znaleziono portmonetkę i bransoletkę z ludzkiej skóry, z niej też wykonano tapicerkę na krześle. Podobnych potworności było mnóstwo. Ed opowiadał policji, że „rozbiera rzeczy” (w sensie – ludzkie szczątki), by  sprawdzić „jak działają”. Historia Geina zainspirowała Roberta Blocha do napisania powieści.

Tak właśnie powstała „Psychoza”. Książka, która musiała trafić do słynnego reżysera. Alfred Hitchcock był u szczytu sławy. Jednak jego ambicje były olbrzymie. Postanowił stworzyć coś, czego nikt  jeszcze nie widział. Bo przecież zabicie głównej bohaterki po dwudziestu minutach flmu, wydawało się samobójstwem dla mającego powstać obrazu.

Hitchcock został przedstawiony jako człowiek, który wie, czego chce. Uznał, że gwiazdą filmu będzie – on i fabuła. „Psychoza” stała się dla niego wyzwaniem. Uwierzył w nią tak mocno, że nawet sam ją sfinansował. Wytwórnia Paramount zgodziła się na dystrybucję filmu, między innymi dlatego, że reżyser zrezygnował z honoarium, miał otrzymać sześćdziesiąt procent własności negatywów. Nikt nie przypuszczał, jaki sukces finansowy odniesie „Psychoza”.

Problemem była cenzura. Zgodnie z kodeksem Haysa niewiele można było pokazać. Kontrowersje wzbudzała nie tylko scena pod prysznicem, ale i pomysł sfilmowania… – toalety. Co ciekawe, cenzorzy za każdym razem widzieli w filmie co innego. A to dwaj doszukali sie nagości, za to inni się jej nie dopatrzyli. Po ponownym obejrzeniu filmu, ci pierwsi uznali, że nie ma golizny, a ostatni, że jednak jest… Ostatecznie film trafił do kin.

Z książki dowiemy się, jak reżyser dobierał aktorów, ile dni kręcono obraz, jakie były kwestie sporne. Z pewnością udało mi się nieco lepiej zrozumieć „Psychozę”. Rebello przedstawia punkt widzenia reżysera, jak on sam interpretował poszczególne sceny. Co chciał uzyskać w kolejnych ujęciach.

„Nieznana historia Psychozy” jest książką dla miłośników dobrego kina. Sporo się można dowiedzieć na temat, w jaki sposób tworzył filmy mistrz reżyserii. Nie ma miejsca na plotki, czy tabloidowe informacje. W filmie z Hopkinsem w roli Hitchcocka, skupiono się na relacji reżysera z żoną, tu tego nie znajdziemy. Warto sięgnąć po książkę Rebello, by dowiedzieć się czegoś o samym Hitchcocku. Obraz, który otrzymamy, jest bardziej wiarygodny, niż ten z filmu Sachy Gervasiego, który niedawno wszedł na polskie ekrany. Fanów Hitchcocka nie trzeba namawiać do lektury. Przeczytałam „Nieznaną historię Psychozy” dla mistrza suspensu. Miłośników historii mrożących krew w żyłach, zachwyci opowieść o Edzie Geinie. Mnie natomiast autor przekonał do samego Hitchcocka. Udowodnił, jak wielkim geniuszem był ten człowiek i jak dobrze znał ludzkie wnętrze.

Dziękuję wydawnictwu SQN za egzemplarz książki.

Jest legendą – w hołdzie Mathesonowi

Jest lgendąE. A. Poe kojarzony jest z literaturą grozy. Ze współcześnie tworzących pisarzy opowieści mających wywoływać dreszcz na skórze najpopularniejszy jest S. King. Obu bardzo cenię i co jakiś czas sięgam po tych autorów. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do tej pory nie poznałam twórczości Richarda Mathesona. Oczywiście widziałam ekranizację „Jestem legendą”, która wywarła na mnie spore wrażenie, ale żadna powieść tego pisarza do tej pory do mnie nie trafiła. Opowiadania w zbiorze „Jest legendą” zostały wybrane tak, by nawiązywać do twórczości Mathesona. Każde  nich poprzedzono wstępem, by przybliżyć czytelnikowi kontekst, odnaleźć nawiązanie, do którego odwołują się autorzy antologii. Dzięki temu okazało się, że działalność pisarza nie jest mi obca – właśnie dzięki przeniesieniu wielu jego pomysłów na ekrany kin, czy telewizorów – tu mam na myśli serial ?Strefa mroku?.

Światowa czołówka twórców literatury grozy pokazała swą wielkość, bo jak utrzymać w napięciu czytelnika, dając mu zaledwie sześć stron tekstu? Im się to udało. Są również bardziej obszerne formy, ale najdłuższa nie przekracza siedemdziesięciu stron. Miłośnicy twórczości Kinga znajdą smaczek dla siebie – opowiadanie napisane wspólnie z synem Joe Hille – o pojedynku motocyklistów z kierowcą ciężarówki. Każda z historii ma w sobie coś, czym stara się zaskoczyć czytelnika. I, na szczęście, za każdym razem twórcom się to udaje. Podziwiam w autorach thrillerów, horrorów, że są tak pomysłowi, iż potrafią napisać opowieść, która trzyma odbiorcę w nieustannym napięciu – bez pewności, czy główny bohater przeżyje, czy też nie.

Antologia składa się z piętnastu tekstów. Prócz wymienianych przeze mnie autorów, na uwagę zasługuje fakt, że jednym z nich jest syn Mathesona – Richard Christian. Jego opowieść ”Venturi” nie jest może najlepsza w zbiorze, ale zaskakuje odbiorcę, tak jak powinna. W zbiorze znajdziemy historie mrożące krew w żyłach, takie, w których leje się krew, ale są i opowieści groteskowe, czy science-fiction. Nawet podróżowanie w czasie okaże się całkiem proste, choć jego konsekwencje będą bardzo skomplikowane.

Podobało mi się w opowiadaniach to, że mogłam uruchomić tę część wyobraźni, którą niezbyt często wprawiam w ruch. Nieracjonalny lęk, dreszcz na skórze – zapewnia właśnie książka ”Jest legendą”. Teraz się zastanawiam, czy znajdę w bibliotece źródło – prozę Mathesona? Czasem miło się bać, zwłaszcza w ciepłym, przyjemnym i bezpiecznym miejscu na czytanie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SQN.

Przegląd Końca Świata. Feed

Przegląd Końca Świata. FeedMimo zapowiedzi, apokalipsa nie nadeszła. Gdyby ktoś jednak za nią zatęsknił, może sięgnąć po książkę Miry Grant, „Przegląd Końca Świata. Feed”. W powieści debiutantki z Kalifornii mamy jeszcze rok zanim nastąpi. Apokaliptyczna wizja kalifornijskiej pisarki zaskoczyła mnie zupełnie. Oglądam namiętnie „The Walking Dead”, przyznam, że fascynują mnie prognozy artystów, które pojawiają się w różnego rodzaju fikcjach literackich, bądź filmowych. Bo coż jest bardziej interesującego, niż sam człowiek i to, czym może się stać?

Książka „Feed” ma być pierwszym tomem trylogii „Przeglądu Końca Świata”. Akcja powieści rozgrywa się w bliskiej przyszłości – w latach 2039-2040. Główni bohaterowie są autorami strony internetowej: Przegląd Końca Świata. Narrację prowadzi Georgia Mason, która przedstawia czytelnikowi historię sobie współczesną.

W wyniku eksperymentów naukowych, doszło do wynalezienia leku na przeziębienie i raka. Efektem ubocznym stało się stworzenie wirusa, który niemal doprowadził do zagłady ludzkości. Osoby dotknięte chorobą, zamieniły się w zombie i zaczęły zarażać kolejne. Media nie chciały o tym mówić – uznano, że to żarty nastolatków. Wtedy do akcji wkroczyli blogerzy. Oni informowali ludzkość o tym, co się dzieje. Po Powstaniu i odgrodzeniu się od zarażonych, w internecie nastąpił podział blogosfery na Newsie, Stewartów, Irwinów oraz Fikcyjnych. Pierwsi relacjonują fakty, nie komentując ich, kolejni tworzą opinie bazujące na faktach. Irwinowie wychodzą na zewnątrz, tykają zombie patykiem, by reszta społeczeństwa mogła poczuć dreszczyk emocji. Fikcyjni zajmują się poezją, opowiadaniami, snami.

Dwie podstawowe rzeczy, którymi należy się przejmować, to statystyki i przeżycie. Należy tak działać, by ryzykując własnym życiem, poprawiać ilość wejść na stronę. Blogosfera stała się tak potężna, że blogerzy zostają zaproszeni do relacjonowania kampanii w biegu o fotel prezydeta Stanów Zjednoczonych.

Do ekipy senatora Petera Rymana zostają dołączeni: Georgia, jej przyrodni brat Shaun oraz przyjaciółka – Buffy Meissonier. Blogerzy widzą w tym olbrzymią szansę na to, żeby się wybić. Jednak Georgia przede wszystkim chce odrodzić ideę dziennikarstwa. Zależy jej na tym, by opierało się na prawdzie. Dlatego właśnie została Newsie. Jej brat marzy o tym, by tykać zombie kijem, więc siostra ciągle się o niego martwi.

Cała trójka obserwuje spisek, który postawi ich życie do góry nogami. Wszystko się zmieni, a bohaterowie postarają się odkryć sprawców zdrad. Zaczyna się thriller polityczny. Do czego może się posunąć przeniewierca? Jak bardzo pragnienie władzy wpływa na ludzi? Okaże się, że większym zagrożeniem niż zombie, stanie się drugi człowiek.

Najmocniejszą stroną książki wcale nie jest fabuła trzymająca w napięciu, ale właśnie wiarygodność wizji i komentarz do współczesnego świata. Oczywiście nie chodzi o zombie, ale obraz polityki i mediów.  Mira Grant stara się nam pokazać w jakim kierunku podążamy.

Sympatię wzbudza główna bohaterka – Georgia. Młoda i nieskazitelna dziennikarka stara się poznać prawdę, ale jaką cenę będzie musiała ponieść? Najważniejszy w jej życiu jest brat, jego najbardziej stara się chronić, boi się cały czas o życie Shauna. On jako Irwin ryzykuje wiele. Dziewczyna opowiada historię na bieżąco. Po każdym rozdziale autorka zamieściła zapiski z blogów Georgii, czasem jej brata, bądź Buffy, które dotyczą przede wszystkim tego, skąd się wzięli zombie i jak zmieniło się społeczeństwo po Powstaniu.

Książka jest taka jak lubię. Wiarygodna fikcja literacka, która zbliża czytelnika do głównych bohaterów. Ba, a nawet więcej – jest tak skonstruowana, że niemal można uwierzyć w zombie. Jednocześnie powieść mówi coś o człowieku, jego naturze. Postapokaliptyczna wizja nie powiela schematów, choć Mira Grant przywołuje źródła popkultury. Przecież imiona bohaterów są odniesieniem do współczesnych artystów zajmujących się żywymi trupami. George Romero jako twórca filmów o zombiakach, staje się – w wizji autorki „Feed” – inspiracją dla rodziców, którzy po 2014r. nadawali imiona swym dzieciom. Spodobała mi się dwuznaczność tytułu… Ciekawa jestem kolejnych tomów, zwłaszcza po zakończeniu powieści – oby zostały przetłumaczone i wydane jak najszybciej. Jeżeli autorka będzie miała równie ciekawy pomysł i na następne tomy, wróżę jej karierę porównywalną do Stephena Kinga.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu SQN.

Święta z Pink Floyd

Pink Floyd. Prędzej świnie zaczną lataćKsiążka Marka Blake’a „Pink Floyd. Prędzej świnie zaczną latać”, stanowi nielada gratkę dla fanów tej grupy muzycznej. Tym bardziej jest widoczne, że to wartościowa lektura, skoro patronuje jej medialnie radiowa Trójka – jak dla mnie autorytet w kwestii muzyki. Posłowie napisał Piotr Metz, który przybliżył czytelnikom związki członków tej grupy z Polską.

Aby w pełni zrozumieć sens książki najlepiej czytać ją w towarzystwie muzyki Pink Floyd. Autor biografii na ponad 500 stronach, w niemal benedyktyński sposób, opisuje każde dzieło stworzone przez członków tej grupy – zarówno w zespole, jak i solowo. Oczywiście, znawcy Pink Floyd doskonale będą się orientowali. Jednak zwykły wielbiciel muzyki, który najlepiej kojarzy The Wall i The Dark Side of the Moon, ma okazję dowiedzieć się czegoś więcej.

Mark Blake – pisarz i dziennikarz muzyczny – stworzył swe dzieło na podstawie stu wywiadów. Niestety, grupa nie lubiła prasy, więc zadanie należało do trudnych, by rzetelnie przedstawić historię Pink Floyd. Myślę jednak, że autorowi się udało.

Najbardziej lubię wczytywać się w  historie z dzieciństwa przyszłych geniuszy muzycznych. Co powoduje, że zaczynają tworzyć? Cóż takiego ich kształtuje i jakie okoliczności sprawiają, że trafiają na siebie?

Na początku postacią dominującą jest Syd Barrett. Jednak bez pozostałych członków grupy niewiele by zwojował. Pierwszy skład zespołu tworzył bez Davida Gilmoura, który w tym czasie grał w innej grupie muzycznej. Roger Waters z kolei wcale nie był wielbicielem rocka, miał zostać architektem. Nick Mason wybrał granie na perkusji a Richard Wright został klawiszowcem.

Wspominam nazwiska członków Pink Floyd z ważnego powodu. Muzycy tak starannie chcieli się ukrywać przed publicznością, a zwłaszcza reporterami, że stali się niemal anonimowi. Wszyscy znali nazwę zespołu, muzykę, a tylko fani wiedzieli coś więcej o artystach. Sam pomysł stworzenia muru i odgrodzenia się od publiki, też o czymś świadczy.

Książka „Pink Floyd” pokazuje czytelnikowi jak wyglądało staczanie się Syda Barretha, który zaczął przesadzać z narkotykami. Mimo swego geniuszu, w pewnym momencie pozostali członkowie zespołu musieli zerwać z nim kontakt, ponieważ nie można już było z nim normalnie pracować. Wtedy do grupy dołączył Gilmour. Pozostali Floydowcy również sięgali po narkotyki, znaleźli jednak siły, by zachować pewien umiar – choć nie było to z pewnością  łatwe.

Dzięki temu, że Pink Floyd grało od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, czytając książkę, podążamy w podróż w przeszłość. Nie tylko poznajemy historię zespołu. Obserwujemy lato miłości w 1967, oglądamy bohaterów na tle wydarzeń tamtych czasów. Ważne są dla mnie te momenty w książce pokazujące jak tworzyli artyści – ich żmudną pracę, konflikty w trakcie decydowania, jakie utwory mają zostać nagrane na daną płytę. Autor pokazuje nawet, w jaki sposób dokonywano wyborów okładek płyt.

Mark Blake starał się w dużym stopniu odtworzyć losy Syda Barrettha, które do dziś są owiane legendą. Niestety, niektórych spraw nie da się dziś potwierdzić, czy uprawdopodobnić. Dla wielu ludzi jest on nadal legendą. Gwiazdą, która błyszczała niezwykle jasno, choć tak krótko…

Pisarz przekonał mnie swą opowieścią. Pokazując, jak powstawałay kolejne wspaniałe kawałki, odsłonił rąbek pewnej tajemnicy. Uzmysłowił mi, jak charakter artystów wpływał na powstawanie dzieł, jak bardzo byli od siebie zależni – choć i konfliktowi. Dotąd znałam utwory, ale nie zdawałam sobie sprawy, co kształtowało muzyków. Ważny jest też dla mnie obraz epoki, którą przedstawił Mark Blake biografią Pink Floyd. Dla fana najważniejsze będą ciekawostki muzyczne, natomiast o sprawach osobistych wspomina się tu typowo po angielsku – w sposób dżentelmeński, choć i z typowym dla tego kraju poczuciem humoru. Warto się zapomnieć w muzyce Pink Floyd, czytając biografię zespołu. Będzie to niezwykła podróż w czasie.

Dziękuję SQN za biografię Pink Floyd.