„Rozwiązek” – Susan Taubes

Rozwiązek, Susan TaubesKsiążka „Rozwiązek” Susan Taubes bardzo długo czekała na wydanie w języku polskim. Została opublikowana w 1969 roku, a tydzień później ciało pisarki zostało wyłowione z Atlantyku przy Long Island. Zwłoki zidentyfikowała Susan Sontag – przyjaciółka autorki. Opowieść Susan Taubes okaże się przez to silnie związana z jej biografią. Będzie głosem kobiety, którego nikt nie usłyszy, ponieważ żyje w cieniu mężczyzn. Oni są na pierwszym miejscu, to przez nich definiuje się płeć żeńską. Czy nie można się uwolnić od tej perspektywy? Skąd bierze się jej poczucie samotności? Czytaj dalej

„Rutka” – Joanna Fabicka

Rutka, Joanna FabickaOkładka książki pt. „Rutka” Joanny Fabickiej przyciąga wzrok. Ruda, piegowata i zielonooka dziewczynka patrzy na nas trochę niepokornie, a może z zaciekawieniem? Kiedy przeczytałam opis na obwolucie, wiedziałam, że wcale nie otrzymuję nowej wersji Ani z Zielonego Wzgórza, ale coś więcej. Opowieść, która dotyka najbardziej bolesnych spraw, bo odwoływać się będzie do czasów drugiej wojny światowej. Czy będą one podane kilku- i kilkunastoletnim odbiorcom w sposób przystępny oraz interesujący? Okazało się, że jak najbardziej. Będzie tajemniczo, zabawnie, a czasem poważnie – jak w życiu. Czytaj dalej

„Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny” – Marcin Gutowski

Święta Ziemia, Marcin GutowskiMarcina Gutowskiego najłatwiej poznaje się po głosie. Jest przecież dziennikarzem radiowej Trójki. Jednocześnie napisał książkę reporterską „Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny”. Na Bliskim Wschodzie zderzają się kultury i religie, dochodzi do konfliktów. W naszej części świata, albo je bagatelizujemy, albo nie rozumiemy, bo przecież sytuacja jest niezwykle skomplikowana.

Najłatwiej byłoby popaść w stereotypy. Jednak Marcin Gutowski przed nimi się broni. Przede wszystkim oddaje głos mieszkańcom Świętej Ziemi. Oceny możemy najwyżej dokonać my – czytelnicy. Jednak po lekturze tej książki najprawdopodobniej wcale nie będziemy mieli na to ochoty, bo dostrzeżemy jak skomplikowana jest sytuacja w Palestynie i Izraelu. Czytaj dalej

„Dwie obrączki. Opowieść o miłości i wojnie” – Millie Werber, Eve Keller

Dwie obrączkiTytuł może sugerować, że sięgnęłam po romans. Nic z tego – wystarczy przyjrzeć się bliżej okładce i podtytułowi, by domyślić się, że Millie Werber i Eve Keller w książce „Dwie obrączki” opowiedzą nam wprawdzie historię, w której miłość będzie bardzo ważna, ale jeszcze bardziej istotna stanie się opowieść o kobiecie, która przeżyła drugą wojnę światową, choć właściwie miała nikłe szanse, by tak się stało.

Millie Werber jest główną bohaterką tej opowieści, to ona snuje swoje wspomnienia. Urodziła się w Radomiu w rodzinie żydowskiej. Przed wojną jej matka utrzymywała się z krawiectwa. Ojciec przebywał głównie za granicą, więc wszystkie obowiązki spoczęły na barkach matki. Pani Werber nie narzekała na brak pracy, dziewczynka wręcz odnosiła wrażenie, że jej mama nie przestaje pracować. Uczyła też swoje dzieci, że konkretny fach pozwala być w życiu niezależnym. Choć mała Millie nie pragnęła takiego losu dla siebie, okazało się, że właśnie umiejętności praktyczne pomogły jej przeżyć

W 1941 roku, jako czternastoletnia dziewczyna musi zamieszkać w getcie. Żeby przeżyć, za radą dorosłych, podejmie pracę w niemieckiej fabryce amunicji. To właśnie wtedy w 1942 roku poznaje Heńka Grynszpana, żydowskiego policjanta. Mężczyzna jest znacznie od niej starszy, ale rodzi się między nimi wielkie uczucie. Heniek załatwia swej ukochanej trochę lepszą pracę – w kuchni. Oczywiście, nie jest to lekka praca, ale czasem można zjeść potajemnie upieczony kawałek ziemniaka i przebywać w ciepłym miejscu. Młodzi pobierają się, ale ich szczęście trwa kilka chwil – może parę miesięcy? Sama Millie dziś nie potrafi tego dokładnie określić.

Policjant zginął przez współbratymca, który go zdradził, by ocalić własną skórę, a może poprawić nieco swój los. Młodej, zaledwie nastoletniej wdowie, zostaje po tej wielkiej miłości zdjęcie i dwie obrączki. Choć rozpacz Millie była wielka, żyła, ale wielokrotnie spojrzała w twarz śmierci,. Na szczęście znalazło się kilka osób, które wbrew wszystkiemu, pomogły jej ocaleć. Przeżyła za sprawą Polaka, Niemca i Żyda. Zdradzić mógł nawet najbliższy, a tu Millie otrzymała pomoc bezinteresowną z rąk ludzi, którzy niekiedy nawet jej nie znały. W 1944 roku bohaterka znalazła się w Auschwitz. Zaznała niewyobrażalnych cierpień, przetrwać pozwolił jej niekiedy przypadek, innym razem bezinteresowna pomoc drugiego człowieka.

Trudno sobie dziś wyobrazić, ile musiała przejść Millie Werber, by ostatecznie znaleźć się w Stanach Zjednoczonych i wieść spokojne życie u boku drugiego męża, który również doświadczył koszmaru wojny. Jak się okaże, nawet po 1945 roku, bohaterom będzie bardzo trudno odnaleźć się w nowych realiach. Ich życie długo nie będzie usłane różami.

Historia Millie Weber pokazuje czytelnikowi nie tylko okrucieństwo wojny. Nawet przerażające opisy uzmysławiające, jak łatwo można było zginąć, nie są najistotniejsze. Ważne jest to, jak autorka wspomnień próbowała odnaleźć w najmroczniejszych czasach odrobinę światła. Miłość, jakiej doświadczyła była przecież niemożliwa do osiągnięcia. A jednak jej się udało znaleźć osobę, na którą przelała swoje uczucia. Czy można pozwolić sobie na szczęście w czasie wojny? Dzięki wspomnieniom Millie Werber widzimy, że właśnie miłość dawała bohaterom siłę do walki o przetrwanie. Udowadniała im też inną ważną rzecz – pokazywała, że wciąż są ludźmi zdolnymi do uczuć.

Autorka i bohaterka wspomnień po ponad sześćdziesięciu latach opowiada swoją historię. Choć wcześniej nie chciała mówić o wydarzeniach z czasu Zagłady, teraz znajduje w sobie tyle sił, by dać piękne świadectwo o tym, że warto wierzyć w drugiego człowieka. Bo chociaż w czasie Holocaustu wciąż stykała się ze śmiercią, to dzięki pomocy różnych osób przeżyła. Jej świadectwo jest ważne, gdyż pokazuje historię z perspektywy jednostki. Ilość ofiar przedstawiona w postaci cyfr nie wystarczy, by wyobrazić sobie tę apokalipsę. Dopiero, kiedy przyjrzymy się takim pojedynczym wspomnieniom i zobaczymy, jak wyglądały losy ofiar, wtedy zostawią one w nas trwały ślad.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za możliwość przeczytania książki.

Debiut prozatorski Jana Jakuba Kolskiego – „Kulka z chleba”

Kulka z chlebaZarówno „Egzamin z oddychania”, jak i „Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego wywarły na mnie pozytywne wrażenia. Tym razem postanowiłam sprawdzić, od czego pisarz zaczynał. Czy znajdę wspólne wątki dla tych trzech powieści? Pewnie niektórych dziwi, że nazywam Kolskiego pisarzem, ale trzeba pamiętać o tej części jego twórczości. Sam reżyser nie lubi tego terminu, na określanie swojej działalności prozatorskiej.

Powieść „Kulka z chleba” napisana została dwutorowo, ale warstwy w pewien sposób się przenikają. Mamy do czynienia z książką w książce. Główny bohater powieści postanawia napisać książkę. Stanisław Muskat może to jednak robić tylko w Popielawach. Jest człowiekiem w średnim wieku, raczej pisarczyną, niż wielkim wieszczem. Tyle, że w pewnym momencie jego książka zaczyna mu się wymykać spod kontroli i powstaje niezależnie od zamierzeń autora.

Powieść, którą pisze Muskat dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w czasie okupacji. Dzieci ze wsi oglądają pociągi sunące do obozu koncentracyjnego. Pokazują Żydom gestami, jaki czeka ich los. Z jednego wagonu wyskakuje kilkoro z nich. Ci, którzy przeżyją, będą próbowali uciekać przed niechybną śmiercią ze strony hitlerowców. Niewielu się uda, ponieważ za Żydami rusza pogoń. Szukają ich Niemcy, ale też dzieciaki z okolicy.

Po wielu latach każde z tych pięciorga dzieci, które widziało scenę ucieczki Żydów z pociągu, dotyka kara. Umierają w dziwnych okolicznościach. Tylko, czy kara zmieni świat? Czy pozostali ludzie staną się lepsi, albo czegoś się z tej historii nauczą? Bynajmniej. Wpływać można na nich poprzez tytułową kulkę z chleba, wtedy stają się posłuszni. Jednak niewielu bohaterów wie, jak je tworzyć.

Stanisław Muskat cierpi podczas tworzenia. Historia, którą kreśli, okazuje się nawiązywać do rzeczywistych wydarzeń, z którymi mężczyzna nie miał nic wspólnego. Tak jakby miejsce samo kreowało rzeczywistość przedstawioną w książce. Nie sposób oddzielić w niej prawdy i fikcji, ani ustalić, które wydarzenia miały miejsce, a które są całkowicie wymyślone.

Jan Jakub Kolski w „Kulce chleba” nawiązuje do realizmu magicznego. Główny bohater prowadzi dyskusje z Marquezem, który zachęca do wymyślenia świetnie opowiedzianej historii. Natomiast Popielawy są dla Muskata tym, czym Aracataca dla twórcy „Stu lat samotności”. Oczywiście realia są zupełnie inne, ale nawiązania mamy oczywiste. Wydarzenia, które opisuje Muskat i z którymi sam ma do czynienia, napisane są w podobnym stylu. Wspólnym mianownikiem jest tu realizm magiczny.

Jan Jakub Kolski w powieści „Kulka z chleba” starał się uporać z problemem winy i kary. Jeszcze przed słynna książką J. T. Grossa „Strach” pokazał, że Polacy nie byli wobec Żydów tacy czyści. Część z nich w „Kulce z chleba” nie uporała się ze swoją winą. Nawet jeśli to były pozornie niewinne gesty dzieciaków, to w magiczny sposób zostaną one ukarane. Tylko, że Kolski pokazuje, że wielu z nich wymierzyło sobie karę samym poczuciem winy. Świadomością, że przyczynili się do panującego wokół zła.

„Kulka z chleba” jest powieścią nieco zagmatwaną. Trudno w niej oddzielić realizm od magii. Jednak takie było zamierzenia autora – moim zdaniem. Kolski opisuje warsztat pisarski, niemoc tworzenia. Jednocześnie poprzez historię Żydów z czasów drugiej wojny światowej wraca do tematów niewygodnych, ale ważnych. W powieści znalazłam tez kilka wątków wspólnych dla twórczości Kolskiego. Samotni bohaterowie, związki starszych mężczyzn z młodymi kobietami. To się powtarza. Natomiast w ostatnich powieściach zanika element magii. Pozostaje pewien sentymentalizm. Już w „Kulce chleba widoczne jest, że autor pisze obrazami. Zresztą do książki są dołączone ilustracje Miry Żelechower-Aleksiun, uzupełniające całość.

Ciągle po kole – Anka Grupińska

Ciągle po koleKsiążką po którą sięgnęłam tym razem, została wydana po raz pierwszy w 2000 roku. Autorka – Anka Grupińska – zajmowała się tematem powstania w getcie przez trzydzieści lat. W efekcie rozmów z powstańcami, powstała książka „Ciągle po kole”.

Pierwszy wywiad z Markiem Edelmanem miał miejsce już w 1985 roku. Potem dwa lata zajęło autorce zbieranie wspomień powstańców żyjących w Izraelu, później z Inką w Warszawie. Tak powstała pierwsza wersja tej opowieści – „Po kole”. Doszły kolejne rozmowy, aż książka zatoczyła koło i została zamknięta drugim wywiadem z Edelmanem.

Zaskakujące jest w tych historiach to, że choć często opowiadają o tych samych wydarzeniach, każdy z pytanych po latach widzi je w nieco inny sposób. Nawet te same osoby mogą mieć kilka wersji imion – bo niektórzy stosują polskie, a inni hebrajskie, są też imiona w jidysz.

Rozmów jest w sumie dziesięć. Kiedy w getcie wybuchło powstanie, bohaterowie zdawali sobie sprawę, że idą na śmierć. Jednego tylko nie przewidzieli – że przeżyją. Ci nieliczni, którym się udało, nie wiedzieli co z sobą zrobić. Jaką drogę obrać? Niektórzy po wojnie zostali w Polsce – jak Marek Edelman, czy Inka – Adina Blady Szwajger. Inni osiedlili się w Tel Awiwie: np. Masza Glajtman Putermilch, Pnina Gryszpan-Frymer, czy jak Szmuel Ron, który zamieszkał w Jerozolimie.

Historie, które opowiadają, łączy powstanie w getcie. Wszyscy rozmówcy brali w nim udział. I choć każda z osób miała inne doświadczenia życiowe, poglądy na świat, to wszyscy za wszelką cenę chcieli przeciwstwić się nazistom. Anka Grupinska pokazuje jak bardzo różnili się od siebie. Jednak chcieli walczyć, ich jedyną wolnością był wybór rodzaju śmierci. Posiadali na tyle silny instynkt przetrwania, że udało im się – na przekór wszystkiemu – przeżyć. Niekiedy dzieliło ich od niej niewiele, przecież śmierć ich otaczała, często czuli jej oddech, a jednak mogą nam opowiedzieć o swoich przeżyciach i emocjach.

Choć nigdy do końca nie poznamy ostatecznej wersji wydarzeń, możemy wniknąć do getta poprzez tych ludzi. Pokazują oni, jak żyli w czasie okupacji, przed i po wojnie. Kształtuje się też pewien wspólny mianownik, choć niemożliwe jest ustalenie dokładnej historii. Szokować mogą dosadne zdania Marka Edelmana, który twierdził, że w getcie nic nie było znaczące. Padają krytyczne słowa w stosunku do księży katolickich, którzy popierali antysemityzm. Nawet Kolbe w swym „Rycerzu Niepokalanej” pisał przed wojną antyżydowskie teksty. Przecież Jezusa zabili Żydzi – takie było powszechne zdanie chrześcijan. Powstańcy tak samo bali się nazistów, jak i Polaków. Zagrożeni byli z każdej strony, mogli wydać ich nawet Żydzi.

Dzięki książce Grupińskiej zachowana zostaje pamięć o Zagładzie. Nie jest może ona doskonała, ale istnieje. Ważne są odczucia bohaterów. Natomiast ich poglądy polityczne tłumaczą pewne postawy – dlaczego niektórzy zostali w Polsce, a inni wyjechali do Izraela. Obraz, który otrzymujemy, przełamuje stereotypy. Pokazuje jak skomplikowany i złożony jest problem Holokaustu.

Wprawdzie Marek Edelman wypiera się bohaterstwa, każe mówić o instynkcie, jednocześnie uświadamia czytelnikowi, że nie można porównywać tamtej moralności z dzisiejszą. Tak łatwo oceniać i szufladkować. Rozmówcy Anki Grupińskiej pokazują nam chociażby, jak źle byli traktowani ze strony AK. Nie otrzymali wsparcia, a niektórzy z Armii Krajowej gotowi byli nawet do tego, by zabijać tych żołnierzy, którzy przeżyli walki w getcie. Pewne fakty szokuja, a jednak warto je poznać, by samemu nie powielać błędnych streotypów. Może wiedza, którą nabywamy dzięki tym rozmowom, przyczyni się do tego, by wreszcie antysemityzm stał się przeszłością?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne