Kiedy przeczytałam dzieciom książkę „Łopianowe pole” Katarzyny Ryrych, poczuliśmy pewien niedosyt, że to już koniec, a chciałoby się więcej. Wtedy zauważyłam, że wydane zostało „Złociejowo” tej autorki, więc postanowiłam sięgnąć po tę publikację. Tym razem otrzymaliśmy historię trzy razy dłuższą i nieco podobną do pierwszej, przynajmniej pod względem nastroju, w który wprowadzają obie historie. Ta nowsza powieść Katarzyny Ryrych również ukazała się nakładem wydawnictwa Adamada, została wzbogacona ilustracjami Grażyny Rigall. „Złociejowo” zostało wyróżnione nominacją literacką do nagrody Książka Roku 2018 Polskiej Sekcji IBBY, rok wcześniej „Łopianowe pole” zdobyło nagrodę Książka Roku 2017 Polskiej Sekcji IBBY.
Dzięki książce „Złociejowo” przenosimy się do magicznego miejsca. Takiego, którego nie znajdziemy na mapie. Mamy do czynienia z baśniową krainą, jaką można odnaleźć jedynie na mapie własnego serca. Nic dziwnego, że jej mieszkańcy nie będą zwyczajni, choć na pierwszy rzut oka właśnie tacy mogliby się wydawać.
W tym na pozór sennym miasteczku wiele się dzieje. Głównie za sprawą starszych ludzi i ich kotów. Takie postacie jak babcia Tekla, dziadek Ramol i dziadek Rupol nadają temu miejscu charakter. Niektórzy są zabawni, ale babcia jak najsilniejszy superbohater potrafi zaradzić na każdy kłopot. W Złociejowie nie ma zbyt wielu mieszkańców, ale każdy z nich wiele wnosi do tej opowieści. Komendant, Bajanna, Pacynka, Molica, Wnuk, Ogierzyświat, pan Wincenty, to zaledwie część z nich. Do tego dochodzą zwierzęcy bohaterowie. W Złociejowie nic nie jest zwyczajne, zwłaszcza koty, które potrafią mówić. One również okazują się najczęściej oazą ciepła, spokoju i mądrości. Choć na widok myszy będą się oblizywać, ale przecież nie mogą zjeść pani wizytatorki, która za karę zamieniona została w nieszkodliwego w gryzonia.
W Złociejowie świat ludzi starszych przenika i łączy się z dziecięcym. W miasteczku pojawiają się mali bohaterowie. Oni patrzą na świat naiwnie, ale nie dziwią ich rzeczy nieracjonalne, rodem ze snu. Dzięki temu staruszkowie i maluchy potrafią się świetnie porozumieć. Dzieci z domu dziecka znajdą w Złociejowie miłość i wiele ciepła. Nawet jeśli na chwilę może im zabraknąć miejsca do zamieszkania, to znajdzie się samotna osoba, która ma wielki, pusty dom i chętnie przyjmie do siebie potrzebujących pomocy.
Nawet w tak utopijnym miejscu nie brakuje kłopotów. Zobaczymy w jaki sposób rozwiązują je mieszkańcy Złociejowa. Wprawdzie żyją spokojnie i powoli, inaczej niż reszta świata, to nie brakuje im problemów do rozwiązania. To także sprzyja im w nawiązywaniu kontaktów z pozostałymi obywatelami miasta. Ważne też będą rytuały, picie ziołowej herbatki, spotkania przy kremówce. Dzięki temu można rozmawiać i sprawiać, że teraźniejszość i przeszłość zataczają koło.
Książka „Złociejowo” zaskakuje magicznym klimatem. Kiedy zaczęłam czytać tę książkę jedenastolatkowi, to najpierw stwierdził, że to chyba opowieść dla maluchów. Szybko się przekonaliśmy, że mamy do czynienia z historią dla nieco starszych odbiorców. Poruszone zostały również problemy ze świata dorosłych dotyczące choćby potrzeby bliskości. Katarzyna Ryrych daje nam nostalgiczną opowieść o świecie, którego nie ma, ale który można odnaleźć w baśni, albo we wspomnieniach. Widzimy bohaterów dziecięcych i takich, którzy na pozór mają już wszystko za sobą, ale właśnie wtedy realizują marzenia. Nawet te o wielkiej miłości. Powieść zaskoczy również nawiązaniami do słowiańskich wierzeń. Mówiące koty to dopiero początek magii – pojawią się tu również chowańce i strzygi. Wprawdzie początkowo „Złociejowo” wydawało mi się zbyt podobne do „Łopianowego pola”, z czasem jednak razem z synem wpadliśmy w spokojny i leniwy nastrój, w który wprowadziło w nas „Złociejowo”. Okazało się, że to taka książka, która powoduje, że czas zwalnia, a marzenia się spełniają.
A niedługo pojawi się druga część :). Mroczna i jeszcze bardziej tajemnicza.
Już się nie możemy doczekać. Tajemnice i mroczny klimat to coś, co łączy pokolenia 🙂